Aptek ubywa, Gemini z nowymi właścicielami podwoi skalę. 1 mld zł od banków przyspieszy ekspansję
Kontrowersyjna zmiana funduszy w jednej z największych sieci aptecznych zbiegła się z historycznym finansowaniem. Po kilkuset milionach złotych inwestycji w e-commerce czas na równie duże nakłady na rozbudowę franczyzy. W tle przygotowania do transformacji aptek w centra zdrowia.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaki związek ma miliardowe finansowanie od banków ze zmianą właścicielską w Gemini.
- Do jak dynamicznej ekspansji sieć jest teraz gotowa.
- Jakie nieuniknione zmiany na polskim rynku aptecznym wskazuje.
„Mogliśmy liczyć aż na 20 mld zł, ale nie było takiej potrzeby” – tak Marek Piechocki, prezes LPP, skomentował w wywiadzie XYZ uzyskanie 13,5 mld zł refinansowania. Doprowadzenie do sytuacji, w której banki „biją się” o klienta, nie jest łatwe. Ta sztuka udała się ostatnio Gemini Polska.
Trzecia pod względem wielkości w kraju sieć aptek (własnych i franczyzowych) zdobyła 1 mld zł finansowania. Zapewniło je konsorcjum sześciu banków: mBank, VeloBank, PKO BP, ING Bank Śląski, BNP Paribas Bank Polska oraz Erste Group Bank. Spółka podkreśla, że to jedna z największych ostatnio upublicznionych transakcji na polskim rynku dystrybucji detalicznej leków.
– Finansowania chciało udzielić nam zdecydowanie więcej banków. Oferowały łącznie ponad trzykrotnie więcej niż oczekiwany przez nas miliard. Zainteresowanie było więc ogromne – przyznaje Grzegorz Sadowski, członek zarządu Gemini Polska.
Duże finansowanie w cieniu kontrowersyjnej transakcji
Proces był jednak skomplikowany, bo zbiegł się w czasie ze zmianą właścicielską. Z końcem 2025 r. amerykański fundusz Warburg Pincus sprzedał Gemini. Po 25 proc. udziałów przejęło czterech inwestorów finansowych z naszego regionu: J&T, Penta, Creditas i Sev.en Global. Taka konstrukcja transakcji umożliwiła pominięcie obowiązujących od 2017 r. (zacieśnionych w 2023 r. za sprawą ustawy Apteka dla Aptekarza 2.0 – AdA 2.0) restrykcji dotyczących koncentracji rynku.
– Każda z instytucji dogłębnie analizowała związane ze zmianą inwestorów potencjalne czynniki ryzyka. Ze szczegółowością pytań – zwłaszcza biorąc pod uwagę szeroki przekrój właścicielski kredytodawców – zeszliśmy na niespotykany na rynku poziom. Żaden z finansujących nas banków nie dopatrzył się choćby śladu problemu. Inwestycja w spółkę przez cztery niezależne i niepowiązane ze sobą podmioty była zgodnym z prawem działaniem, choć wymuszonym absurdalnymi, szkodliwymi i niezgodnymi z konstytucją przepisami – przekonuje Grzegorz Sadowski.
Transakcja wzbudziła duże kontrowersje, ponieważ fundusz Penta Investments buduje od 2004 r. sieć Dr.Max (ponad 3 tys. aptek w 18 krajach, z czego ponad 500 w Polsce). Natomiast na początku 2026 r. przejął mniejszościowy pakiet udziałów w polskim Zdrowicie (ok. 100 aptek). Naturalnie w jego interesie leżą więc jak najlepsze wyniki wszystkich trzech sieci.
– Po wyjściu ze spółki poprzedniego inwestora, stała się ona bardziej niezależna. Zarząd zyskał większy zakres kompetencji i odpowiedzialności – to jedyna zmiana. Nasze wartości i model działania pozostają bez zmian – zapewnia Grzegorz Sadowski.
Warto wiedzieć
Prawo tego nie przewidziało
Obowiązujące przepisy jasno wskazują kto (farmaceuta) i ile aptek może prowadzić (4 w całym kraju). W wyniku tego rozpowszechnił się model franczyzowy. Konsolidując rynek, sieci przejmują formalnie nie apteki, tylko udziały w prowadzących je przez farmaceutę spółkach. W przypadku nowych placówek zrodziło to proceder „słupów” – spółkę rejestruje uprawniony magister farmacji, a rzeczywistą kontrolę sprawuje inny podmiot.
Przejęcie Gemini przez cztery fundusze było nietypową transakcją, pierwszą tej skali w Polsce. Taka struktura nie narusza przepisów antykoncentracyjnych i nie prowadzi do zmiany lub przeniesienia zezwolenia działalności. Nie wymagało więc przeprowadzenia przez inspekcję farmaceutyczną poprzedzającego postępowania. Dopiero gdy nabywca apteki wnioskuje o przeniesienie zezwolenia, inspekcja bada m.in., czy jest do tego uprawniony. Znaczenia nie miało więc nawet zaangażowanie funduszu Penta w inne sieci apteczne, ponieważ nie przejął on w Gemini kontroli.
Kilkaset milionów złotych na e-commerce na razie wystarczy
Gemini nie potrzebowało od banków kapitału na rozwój e-commerce. Duże inwestycje w ten kanał – rzędu kilkuset milionów złotych – zrealizowało już w poprzednich latach.
– E-commerce odpowiada za około jedną piątą naszych przychodów i istotnie dokłada się już do wyniku netto. Dynamika sprzedaży w tym kanale sięga rzędu 20-30 proc. rocznie, czyli znacznie powyżej rynku. Poprawa rentowności to konsekwencja zmiany strategii w 2023 r. Obecnie walka o najniższe ceny każdego produktu nie ma sensu, bo w internecie zmieniają się one zbyt szybko. A porównać je można błyskawicznie – wyjaśnia Grzegorz Sadowski.
Spółka monitoruje więc priorytetowe grupy produktów, których dostępność i cena gwarantują lojalność klientów. Najważniejszym celem jest jednak zapewnienie jak najlepszego doświadczenia zakupowego. Fundamentem marży są duża skala zamówień i efektywna logistyka.
Większość z miliarda na rozbudowę sieci aptek
Zdecydowana większość z 1 mld zł zabezpieczy rozwój sieci franczyzowej Gemini. Tuż po inwestycji Warburg Pincus w 2016 r. działało pod tym szyldem 50 aptek. Rok później było ich już 100, a pięć lat później 200. Trzysetna apteka otworzyła się w 2023 r. W roku 35-lecia sieci (2025) ich liczba wzrosła ze 320 do 348, a obecnie jest ich ok. 360.
– Logistycznie jesteśmy gotowi, by umożliwiać franczyzobiorcom otwieranie nawet kilkudziesięciu aptek rocznie. Brak stabilności prawnej ogranicza nam jednak możliwość planowania na poziomie regionalnym [obowiązują limity odległościowe oraz w skali województwa – red.]. W niektórych latach dołączało ponad 60 aptek, a w innych blisko zera. Mamy zabezpieczone finansowanie i nie zamierzamy zwalniać. Wręcz przeciwnie – mówi Grzegorz Sadowski.
Ważniejsza od tempa ekspansji jest dla niego jednak jakość partnerów. Odpiera zarzuty części rynku, że franczyzobiorcami Gemini zostaje wielu obecnych i byłych pracowników.
– Te osoby są naszym powodem do dumy. Najlepiej znają nasze wartości: przedsiębiorczość, współpraca i zaufanie. Mają doświadczenie pracy w aptekach Gemini, których skala istotnie wykracza poza rynkowy standard – argumentuje menedżer.
Nawet dwumilionowa inwestycja i dekada na rentowność
Firma zapewnia, że mimo dynamicznego rozwoju franczyzy nie narzeka na brak zainteresowanych współpracą farmaceutów. Zdecydowana większość z nich nie jest w stanie ponieść dużych nakładów na otwarcie placówki. Finansowe wsparcie franczyzodawcy jest więc kluczowe.
– Apteki Gemini mają średnio trzykrotnie większą powierzchnię, liczbę fachowego personelu [średnio czterech magistrów farmacji – red.] oraz produktów niż średnia rynkowa. Ponadto większość ma pokój opieki farmaceutycznej. Służy szerokiemu przekrojowi usług: od podstawowych badań jak np. mierzenie ciśnienia czy cholesterolu, przez testy diagnostyczne w kierunku m.in. grypy i białka CRP po szczepienia. Wartość inwestycji jest przez to proporcjonalnie większa. Może sięgać nawet 2 mln zł na placówkę – mówi Grzegorz Sadowski.
Zaznacza, że apteki franczyzowe Gemini dochodzą do optymalnego stanu rozwoju w 5-7 lat. Tymczasem już od pierwszego dnia muszą działać w docelowym modelu. Dotyczy to m.in. odpowiednio dużego zatowarowania, istotnego w kontekście pojawiającego się problemu z dostępnością leków od ręki.
– Mały punkt apteczny – ze skromną ofertą, niezatrudniający farmaceutów [wymagany prawem jest tylko jeden farmaceuta na zmianie – red.] – może bardzo szybko osiągnąć rentowność: nawet w rok czy dwa lata. Dla nas perspektywa dekady nie jest niczym dziwnym, jeśli warunki rynkowe czy regulacyjne będą tego wymagały. Ostatnie, co chcielibyśmy robić franczyzobiorcom, to wywierać presję na osiągnięcie rentowności w trzy lata – zapewnia członek zarządu Gemini Polska.
Warto wiedzieć
Po lek do e-sklepu Rossmanna zamiast apteki?
Rossmann, najliczniejsza sieć drogerii w Europie, uruchomi w tym roku w Niemczech internetową aptekę z realizacją e-recept. Informacja zelektryzowała branżę farmaceutyczną również w Polsce z uwagi na dominującą pozycję tego detalisty w swoim segmencie. Grzegorz Sadowski z Gemini uważa, że ruch Rossmanna jest konsekwencją restrykcyjnych regulacji rynku farmaceutycznego skutkujących niskim poziomem dostępności aptek i leków.
– Ograniczenia dotyczące tego, kto, ile i na jakich zasadach może prowadzić aptekę doprowadziły do niewydolności systemu. Ponad połowa aptek w Niemczech ma w najlepszym razie wynik finansowy bliski zera. W związku z tym to sieć drogeryjna będzie zaspokajać potrzeby lecznicze pacjentów. Jeśli przepisy ograniczające apteki stacjonarne się nie zmienią, to taki scenariusz będzie miał miejsce również w Polsce. Jako lider e-commerce obserwujemy rozwój wydarzeń i się do niego przygotowujemy. Strategicznym celem pozostaje jednak rozbudowa sieci stacjonarnej – mówi Grzegorz Sadowski.
Aptek tyle co dwie dekady temu
PEX wskazuje, że liczba aptek w Polsce skurczyła się od 2017 r. mniej więcej z 15 do 12 tys. Z danych GUS wynika, że jest ich ponad 11 tys., a utrzymanie trendu doprowadzi wkrótce do spadku poniżej tej wartości. Cofnęliśmy się więc do stanu sprzed dwóch dekad.
– Przepisy wprowadzone pod pozorem poprawy sytuacji właścicieli aptek [AdA i AdA 2.0 – red.] przyniosły kompletnie odwrotny skutek. Na mniejszej liczbie aptek tracą nie tylko ich właściciele, lecz przede wszystkim pacjent. Dochodzi do absurdalnych sytuacji, jak na warszawskim Służewcu, gdzie z osiedla z kilkoma tysiącami mieszkań do najbliższej apteki trzeba iść na piechotę 17 minut. Ponadto tam, gdzie nie ma konkurencji, ceny rosną, a dostępność leków się pogarsza. A z uwagi na niekorzystną demografię Polacy mają coraz większe potrzeby zdrowotne – komentuje Grzegorz Sadowski.
Innym trendem w branży jest wzrost znaczenia tzw. marek własnych, czyli należących do sieci aptek. Gemini zapewnia, że pozostawia w tym zakresie dużą niezależność. Zapewnia dostęp do producentów i hurtowni i pomaga w wyszukiwaniu deficytowych leków, ale o asortymencie i cenach decydują kierownik apteki i franczyzobiorca.
– W odróżnieniu od niektórych sieci, nie narzucamy też obowiązku zakupu i promowania marki własnej. W ślad za trendem dodajemy rocznie 30-40 produktów pod markami Laboratoria Gemini, mamy ich już ponad 250. Jednak do liderów w tym zakresie nam daleko. Udział marki własnej w sprzedaży pozostaje jednocyfrowy. W innych sieciach jest on nawet 3-4 razy większy, co widać od razu po wejściu do apteki – mówi Grzegorz Sadowski.
Zdaniem eksperta
Rośnie znaczenie marek własnych i sieci aptecznych
Oznacza, że coraz większa część wydatków pacjentów na kategorię w tym kanale trafia do produktów kontrolowanych przez sieci apteczne. Produkty te są dla nich atrakcyjne ze względu na wysoką marżowość oraz możliwość eksponowania i rekomendowania w aptece. Z perspektywy pacjenta marki własne mogą przynosić wymierną korzyść cenową.
Nie można jednak automatycznie zakładać, że marka własna zawsze oznacza najniższą cenę lub najlepszą relację jakości do ceny. Pacjent powinien mieć możliwość porównania składu, dawki, liczby jednostek w opakowaniu oraz kosztu pełnej kuracji. Dlatego wzrost marek własnych można oceniać pozytywnie, jeżeli zwiększa konkurencję cenową i daje pacjentom realny wybór. Ryzyko pojawia się, gdy produkty sieciowe zaczynają wypierać z ekspozycji inne preparaty, a pacjent nie otrzymuje jasnej informacji o dostępnych alternatywach.
Od końca 2020 r. do połowy 2026 r. liczba punktów aptecznych spadła o ok. 1,3 tys., mimo że część sieci zwiększa zasięg. Trzech największych graczy [DOZ, Dr.Max, Gemini – red.] prowadzi blisko 2,3 tys. placówek – to niespełna jedna piąta rynku. Duże podmioty mogą poprawiać logistykę i zaopatrzenie, ale nie kompensuje to zamykania aptek. Zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.
Regulacje ograniczające koncentrację chronią rozproszoną strukturę właścicielską, lecz nie gwarantują pacjentom bliskości apteki ani dostępności potrzebnych leków. Inaczej mówiąc: nie wpływają na równomierne rozmieszczenie placówek, ani na dostępność każdego produktu leczniczego. Ich skuteczność należałoby więc oceniać przez czas dojazdu, dostępność leków i szybkość realizacji zamówień.
Przychody razy dwa, zysk razy trzy. A to początek
Gemini nie tylko zwiększa liczbę aptek na kurczącym się rynku, ale też przewyższa go pod względem dynamiki obrotów. W latach 2021-25 wartość sprzedaży aptecznej wzrosła o połowę do 61,3 mld zł – wynika z danych PEX. Natomiast grupa zwiększyła przychody w tym okresie ponaddwukrotnie: do 3,4 mld zł.
– Apteki Gemini osiągają 3-4 razy wyższe obroty od średniej rynkowej, mamy ponadprzeciętny poziom zaufania i regularnie otrzymujemy wyróżnienia dla najlepszego pracodawcy w branży. Coraz większa skala napędza dynamikę sprzedaży. Dwa lata temu osiągnęliśmy punkt przełomowy pod tym względem. Jesteśmy gotowi zwiększać przychody dynamiczniej niż w poprzednich latach, przy niższym wzroście kosztów. Nie będę zaskoczony, jeśli za kilka lat franczyza i liczba współpracujących farmaceutów się podwoi – mówi Grzegorz Sadowski.
Wzrost marży jest już widoczny w wynikach za poprzednie lata. Od 2021 r. zysk EBITDA i netto wzrosły ponadtrzykrotnie, zbliżając się już do odpowiednio: 200 i 70 mln zł.
– Wchodzimy w okres znacznej poprawy rentowności. Szczególnie, że mamy bardzo gospodarne podejście do biznesu. Przykład? W tym roku kończy nam się umowa w prestiżowym biurowcu w Gdańsku. Stać nas na przedłużenie, ale wolimy przenieść zarząd i działy wsparcia do budynku biurowego przy centrum logistycznym, by nie tracić pieniędzy – mówi menedżer.
Centrum zdrowia z farmaceutą
Z miliardowym finansowaniem od banków firma zamierza kontynuować strategię. Za kolejny etap uznaje przystosowanie aptek do pełnienia roli centrum zdrowia. Prognozuje, że w ślad za brytyjskim, włoskim czy holenderskim rynkiem, apteki w Polsce przestaną być tylko punktem wydawania leków. Staną się integralną częścią systemu leczenia pacjenta.
– Zachęcamy farmaceutów do wykonywania diagnostyki, porad, wystawiania recept i świadczenia wielu innych usług farmaceutycznych. Staramy się też wspierać ich szeroką gamą szkoleń. Zgodnie z obowiązującym od 2024 r. programem Pharmacy First, brytyjski pacjent kieruje się z podstawowymi dolegliwościami najpierw do farmaceuty, a nie lekarza. W Polsce ta ewolucja jest powolna, lecz nieuchronna – twierdzi Grzegorz Sadowski.
Podkreśla, że prawie jedna trzecia wizyt w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ) dotyczy wystawienia recepty. Znaczną ich część mogliby przejąć farmaceuci z dostępem do odpowiednich narzędzi i szkoleń.
– W 2025 r. farmaceuci w Gemini wykonali ponad 141 tys. szczepień, czyli 15 proc. zabiegów we wszystkich aptekach w kraju. Mimo że pod naszym szyldem działa tylko 3,3 proc. placówek. To wymaga odpowiednio dużej obsady, by nie zakłócać bieżącego wydawania leków. Traktujemy to jako inwestycję w przyszłość, która na pewno się zwróci – mówi Grzegorz Sadowski.
Miniwywiad
Apteki muszą odciążyć lekarzy
XYZ: Kurcząca się w Polsce liczba aptek to wyłącznie konsekwencja przepisów?
Dr n. farm. Łukasz Izbicki, założyciel Leki.pl i ClinicalTrials.eu: Białe plamy na mapie aptek są i będzie ich przybywać, bo z ekonomicznego punktu widzenia obecny stan jest nie do utrzymania. Liczba placówek będzie spadać niezależnie od przyszłego kierunku przepisów. Spór o regulacje przesłania zresztą ważniejszą zmianę
Jaką?
O dostępności leków coraz mniej decyduje liczba lokali, a coraz bardziej logistyka. W Niemczech wysyłkowa sprzedaż leków na receptę działa od ponad dwudziestu lat, a e-recepta domknęła ten kanał.
My e-receptę już mamy, czyli najtrudniejsza część infrastruktury jest gotowa. Umożliwienie sprzedaży wysyłkowej leków na receptę w Polsce nie jest już kwestią „czy”, tylko „kiedy” i „na czyich warunkach” zostanie wprowadzone. Dla mieszkańca osiedla, z którego do apteki idzie się kwadrans, dostawa do domu będzie szybszą odpowiedzią niż kolejna nowelizacja prawa.
Czy polski system potrzebuje aptek pełniących funkcję centrum zdrowia?
Potrzebuje, bo podstawowa opieka zdrowotna jest przeciążona i ktoś musi przejąć od lekarzy proste przypadki. Tylko że nie bardzo ma kto to robić. W aptekach jest dziś ponad 1100 wakatów na stanowisku farmaceuty – wynika z danych praca.farm.
Dlaczego?
Wynagrodzenia odstają od tego, co magister farmacji może zarobić poza apteką – zwłaszcza w dużych miastach. W konsekwencji się przebranżowuje. Atrakcyjność kierunku spada z roku na rok. Na farmację dostaje się praktycznie każdy chętny, a studia pomijają kompetencje miękkie. Absolwent staje za pierwszym stołem nieprzygotowany do rozmowy z pacjentem. Z takim zapleczem trudno na serio mówić o centrach zdrowia.
Co z brytyjskim programem Pharmacy First?
Chętnie powołujemy się na niego, ale to inny system. Tam farmaceuta i tak musi klinicznie zweryfikować każdą receptę, więc dołożenie mu porad było naturalnym krokiem. U nas większość recept technik realizuje samodzielnie, więc kopiujemy hasło bez systemu, który za nim stoi.
Poza tym porady w drobnych dolegliwościach już dawno przeniosły się do internetu i narzędzi AI. Widzimy to po rosnących statystykach leki.pl: pacjent najpierw pyta telefon, dopiero potem człowieka.
Najdalej zaszły w tym USA, gdzie porada to szybka telewizyta w One Medical, a lek jeszcze tego samego dnia przywozi Amazon Pharmacy. Dystrybucja przesuwa się do internetu i to placówki stacjonarne muszą dziś udowadniać sens istnienia. Demografia ich nie uratuje, bo kolejne roczniki seniorów będą już „digital first” i swoje rosnące potrzeby zdrowotne załatwią w telefonie.
Na co jeszcze zwróciłby pan uwagę?
Osobnym problemem są same usługi: brakuje im standardów i powtarzalności. Przegląd lekowy ma według rekomendacji ekspertów trwać kilka godzin, a wynagrodzenie wychodzi w okolicach minimalnej krajowej. Kto będzie się palił do jego prowadzenia?
My akurat wprowadzamy na rynek narzędzie, które ten proces automatyzuje, ale technologia nie zastąpi sensownego modelu finansowania. Część aptek na pewno przekształci się w duże centra zdrowotne. Trudno dziś ocenić, czy usługi farmaceutyczne będą tam istotnym elementem, czy tylko listkiem figowym dla zakazanej do tej pory reklamy aptek [Rada Ministrów przyjęła w sierpniu projekt nowelizacji prawa farmaceutycznego, znoszący całkowity zakaz reklamy aptek – red.].
Konflikty i bariery na rynku
Rynek aptek w Polsce jest mocno podzielony. Sprawy sądowe dotyczące zasadności prowadzenia poszczególnych placówek są na porządku dziennym.
Największe sieci sygnalizują, że prawo hamuje ich rozwój. Warburg Pincus, były właściciel Gemini, domaga się nawet od Polski miliardów dolarów rekompensaty za obniżenie wartości inwestycji. Po dwóch latach od złożenia skargi do międzynarodowego trybunału arbitrażowego postępowanie nadal trwa.
Natomiast właściciele nieusieciowionych aptek – w dużej mierze skupionych wokół dużych dystrybutorów leków jak np. Neuca – przestrzegają przed nadmierną koncentracją rynku. Przytaczając przykłady z zagranicy, wskazują, że duże sieci mogą m.in. wpływać na poziom cen części leków (tych nieregulowanych).
– Funkcjonujemy w warunkach nierówności. Każdy może w Polsce założyć hurtownię leków albo placówkę leczniczą, diagnostyczną czy weterynaryjną. Tymczasem rynek apteczny jest skrajnie przeregulowany w obszarach rozwoju i prowadzenia aptek. W poprzednich latach wprowadzono łącznie wszelkie możliwe ograniczenia dostępne w innych państwach, a część branży na tym korzysta, gdyż bariery wejścia ograniczają konkurencję – mówi Grzegorz Sadowski.
Wskazuje, że początkujący farmaceuta ma problem z uzyskaniem kredytu przez brak zabezpieczeń – bank nie mógłby zająć apteki ani sprzedać leków. Natomiast przedsiębiorcy z lat 90. mierzą się z utrudnioną sukcesją. Sukcesorzy muszą być farmaceutami i mogą otrzymać w spadku maksymalnie po cztery apteki.
– To uniemożliwia przeprowadzenie sukcesji i drastycznie wpływa na możliwą do uzyskania wycenę sieci aptecznych stanowiących dorobek życia tych osób. Ta sytuacja niepewności odbija się na właścicielach aptek. Unikają ważnych decyzji inwestycyjnych, czekając na poprawę przepisów i przywrócenie równych zasad – mówi Grzegorz Sadowski.
Główne wnioski
- Miliard złotych na ekspansję. Gemini Polska, trzecia pod względem wielkości w Polsce sieć aptek (własnych i franczyzowych) zdobyła 1 mld zł finansowania. Mogła liczyć na trzykrotnie wyższą kwotę od więcej niż sześciu banków. W poprzednich latach firma zainwestowała kilkaset milionów złotych w e-commerce. Zdecydowaną większość uzyskanego kapitału przeznaczy na rozbudowę sieci aptek, wspierając finansowo franczyzobiorców. Ma ok. 360 placówek, a za kilka lat może być ich dwukrotnie więcej.
- Kontrowersyjna transakcja. Proces umowy finansowania zbiegł się w czasie ze zmianą właścicielską w firmie. Fundusz Warburg Pincus sprzedał po dekadzie udziały w równych częściach czterem inwestorom finansowym: J&T, Penta, Creditas i Sev.en Global. Taka forma transakcji umożliwiła obejście restrykcyjnych przepisów branżowych. Kontrowersje wzbudził zwłaszcza fakt, że Penta Investments jest właścicielem sieci Dr.Max, a na początku 2026 r. przejął mniejszościowy pakiet udziałów w polskim Zdrowicie. – Inwestycja w spółkę przez cztery niezależne i niepowiązane ze sobą podmioty była zgodnym z prawem działaniem, choć wymuszonym absurdalnymi, szkodliwymi i niezgodnymi z konstytucją przepisami – przekonuje Grzegorz Sadowski z Gemini Polska.
- Aptek ubywa i rozszerzają funkcję. Liczba aptek od lat systematycznie się kurczy i wynosi już nieco ponad 11 tys. To stan sprzed dwóch dekad. Równolegle stopniowo zmienia się rola takich placówek. Gemini prognozuje, że w ślad za brytyjskim, włoskim czy holenderskim rynkiem, apteki w Polsce przestaną być tylko punktem wydawania leków. Staną się integralną częścią systemu leczenia pacjenta. – Zgodnie z obowiązującym od 2024 r. programem Pharmacy First, brytyjski pacjent kieruje się z podstawowymi dolegliwościami najpierw do farmaceuty, a nie lekarza. W Polsce ta ewolucja jest powolna, lecz nieuchronna – mówi Grzegorz Sadowski.




