Bazowanie na prawdziwym rzemiośle. Czy niszowa moda ze Skandynawii i Japonii zachwyca Polaków?
Sebastian Rogowski stworzył w Warszawie butik z niszowymi markami z krajów skandynawskich, Belgii, Wielkiej Brytanii, Japonii i Indii, stawiając na rzemiosło, jakość i limitowane kolekcje. Duże marki z tych krajów zbudowały już swoją pozycję w Polsce. Czy podobny scenariusz czeka mniej znanych dotychczas projektantów?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Skąd pomysł na butik Parki Warszawa, bazujący na niszowych markach ze świata.
- Jakie marki i dlaczego znajdziemy w ofercie warszawskiego sklepu.
- Jakie są cechy charakterystyczne dla mody skandynawskiej i japońskiej.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Gdy wpiszemy frazę: Parki Warszawa w wyszukiwarce internetowej, w głównej mierze zobaczymy wszystkie stołeczne parki, a dopiero później butik z odzieżą wyselekcjonowanych marek z krajów skandynawskich czy Japonii.
– Mądry Polak po szkodzie. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy każdy detal ma znaczenie, aby później odpowiednio pozycjonować się w sieci. Natomiast cieszę się, że mamy te wszystkie parki w Warszawie. Dzięki temu każdy będzie mógł kupić sobie np. koszulę, a przy okazji podsuniemy mu pomysł, żeby wybrać się na spacer do któregoś z pięknych warszawskich parków – mówi Sebastian Rogowski, założyciel i właściciel butiku przy ulicy Tamka.
Natura inspiracją dla mody
To właśnie warszawskie parki były inspiracją dla nazwy butiku.
– W przeszłości tworzyłem projekt fotograficzny: Parki Warszawa. W Łazienkach i Parku Ujazdowskim wielkoformatowym aparatem jak z czasów przedwojennych fotografowałem ludzi spędzających czas na łonie natury. Tę nazwę postanowiłem później przenieść na butik. Czy była niefortunna? Na pewno budzi bardzo różne skojarzenia, ale jest moja. Utożsamiam się z nią i nie żałuję takiej decyzji – tłumaczy Sebastian Rogowski.

W butiku postawił na bardzo niszowe marki, które – jak podkreśla – nie były wcześniej w ogóle dostępne w Polsce.
– Brakowało mi w naszym kraju marek, które bazują na prawdziwym rzemiośle. Używają dobrej jakości materiałów, a ich produkcja jest całkowicie transparentna i przejrzysta. Widzimy kulturę pracy, gdzie za wszystko odpowiada człowiek. Gdzie bardzo wiele rzeczy jest ręcznie przygotowanych. Przykładowo, Yoko, czyli założycielka i właścicielka Yoko Sakamoto, sama tworzy składy materiałów. Mamy wełny, konopie, bawełny i jedwabie. Tka je w swojej pracowni na maszynach z lat 50 i 60 i tworzy swoje kolekcje o ograniczonej liczbie sztuk. Dzięki temu powstaje unikalny produkt, który nie tylko świetnie wygląda, ale również charakteryzuje się wyjątkową jakością, dzięki czemu pozostanie z nami na lata – zaznacza Sebastian Rogowski.
Ofertę jego butiku tworzy obecnie 10 marek.
– Studio Nicholson i You Must Create pochodzą z Wielkiej Brytanii, Sunflower i MF Pen z Danii, Yoko Sakamoto, Ancellm, SStein Design, Yoke Tokyo z Japonii, Kartik Research z Indii, a Howlin z Belgii. Wkrótce dołączy do nich jeszcze jedna niszowa brytyjska marka Toast – wylicza właściciel butiku.
Cena niszowych marek
Wszystkie marki Sebastian Rogowski odkrył podczas paryskiego tygodnia mody. Część z nich odwiedził osobiście.
– Podróżowałem po Europie. Natomiast te japońskie poznałem w Paryżu. Podczas targów w ramach paryskiego tygodnia mody mogłem poznać założycieli marek, porozmawiać z nimi, zobaczyć i dotknąć wszystkich ich kolekcji – mówi założyciel butiku.
Jak dodaje, do postawienia na konkretne marki przekonała go historia, która za nimi stoi.
– To są bardzo niszowe, rzemieślnicze marki, dla których najważniejsza jest jakość i unikatowość. Dzięki temu może się okazać, że np. płaszcza, który nosimy, nie zobaczymy na żadnej innej osobie, bo do Polski trafiła tylko jedna sztuka – podkreśla Sebastian Rogowski.
Za jakość i unikalność trzeba jednak sporo zapłacić.
– Zdecydowanie marki, które oferuję, nie są tanie. Koszule kosztują od 1000 zł, a płaszcze ok. 3000 zł. Natomiast mamy gwarancję tego, że jest to zakup na lata – tłumaczy właściciel butiku.

Parki chcą się rozrastać
Parki Warszawa działają od półtora roku. Cały czas są na etapie rozwoju.
– Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się stworzyć coś wyjątkowego. Butik z markami, których jeszcze w Polsce nie było. Miejsce, które niesie dobrą nowinę o jakości i przedstawia super kolekcje ubrań, zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet. Prawdopodobnie gdybym otworzył butik w innym europejskim mieście, jak Berlin, Amsterdam czy Londyn, moja rentowność byłaby większa. Natomiast Warszawa cały czas się ich uczy – ocenia Sebastian Rogowski.
Aby pomóc w edukacji na temat swojej oferty, samodzielnie prowadzi butik.
– Jestem tutaj codziennie. Bardzo lubię doradzać moim klientom. Opowiadać im o ofercie i historii marek, o procesie powstawania konkretnych produktów, tak żeby wiedzieli, na co dokładnie wydają swoje pieniądze. Sam wybieram kolekcje do butiku, więc uważam, że to jest fair, żeby wyjaśnić klientom, dlaczego ta rzecz, a nie inna. Oczywiście, klienci mają swój gust i to oni na końcu decydują o zakupie – zaznacza Sebastian Rogowski.
Jak dodaje, cały czas pracuje nad zwiększaniem asortymentu w butiku, ale potrzebne są do tego jeszcze większe zyski.
– Mam zbudowaną bazę powracających klientów, ale chciałbym z ofertą wyjść jeszcze szerzej. Jak uda mi się zbudować większy budżet, wówczas będę mógł postawić na więcej odważnych krojów i kolorów w kolekcjach oraz zwiększyć liczbę marek w butiku. Super byłoby mieć np. dwie japońskie marki utrzymane w kompletnie różnej stylistyce – mówi właściciel butiku.
Jak podkreśla, ostatnio zrobił dość odważny krok i wprowadza do oferty markę, która dopiero debiutuje na rynku.
– Nikt jej jeszcze nie zna, bo dopiero mamy zaprojektowaną pierwszą kolekcję. Natomiast miałem przyjemność poznać te projekty. Mamy dość zachowawcze sylwetki, ale zawsze z lekkim twistem. Np. koszula pod marynarkę jest lekko wydłużona i poszerzona. Ma zakładki i różne przeszycia, a wszystko jest naprawdę gustowne i przepięknie zrobione. Do tego materiały są genialne. Przykładowo, mamy kardigan, który w składzie ma 100 proc. jedwabiu. Ten sweter jest wspaniały, taki mięsisty w dotyku. Jestem bardzo ciekawy, jak przyjmą się wśród moich klientów – dodaje Sebastian Rogowski.

Zdaniem eksperta
Skandynawia uczy, jak projektować mniej, ale dobrze. Japonia – jak projektować odważniej i inaczej
Skandynawska moda wyrasta z praktyczności. Ubranie musi sprawdzać się w ruchu, podczas pracy, podróży czy w zmiennej pogodzie. Dlatego znaczenie mają proporcje, konstrukcja, warstwowość, komfort i właściwości materiału. Minimalizm nie oznacza tu braku projektu. Przeciwnie, im prostsza forma, tym bardziej widoczne stają się jakość materiału, precyzja kroju i proporcje. Marki takie jak Filippa K, Acne Studios, GANNI czy Toteme różnią się estetyką, ale łączy je projektowanie z myślą o realnym użytkowaniu.
Z perspektywy psychologii stylu to bardzo współczesne podejście. Skandynawskie ubrania pozostawiają użytkownikowi przestrzeń. Nie narzucają jednej tożsamości, lecz pozwalają zbudować własny wizerunek. Prosty płaszcz, szerokie spodnie czy dobrze skonstruowana koszula mogą być bazą, a nie gotowym komunikatem. To szczególnie istotne dziś, gdy coraz więcej osób chce wyglądać charakterystycznie, ale nie chce być „ubrana przez markę”.
Japonia idzie w przeciwną stronę. Tam projektant częściej pyta nie „jak powinno wyglądać ubranie?”, lecz „czym właściwie ubranie może być?”. Issey Miyake, Rei Kawakubo czy Yohji Yamamoto zmienili sposób myślenia o relacji między ciałem, materiałem i konstrukcją. Pokazali, że ubranie nie musi klasycznie podkreślać sylwetki. Może tworzyć wokół niej przestrzeń, zmieniać proporcje, ukrywać ciało albo całkowicie redefiniować jego kształt.
W japońskim projektowaniu szczególne znaczenie ma materiał. Nie jest jedynie powierzchnią dla pomysłu projektanta, lecz częścią samego projektu. Sposób, w jaki włókno reaguje na temperaturę, naprężenie, plisowanie czy formowanie, może determinować konstrukcję ubrania. Widać to szczególnie w projektach Miyakego, który łączył modę z technologią włókienniczą, rozwijając m.in. koncepcję trwałego plisowania czy A-POC.
Rei Kawakubo potraktowała konstrukcję jako sposób kwestionowania przyjętych zasad. Jej ubrania nie zawsze miały „upiększać” ciało, mogły je deformować, przesuwać czy ukrywać. Yamamoto natomiast stworzył własny język oparty na asymetrii, dużych proporcjach, miękkości i napięciu między konstrukcją a materiałem. Japońska moda pokazała, że ubranie może być jednocześnie przedmiotem użytkowym, konstrukcją i wypowiedzią.
Użytkownikowi daje to dużą swobodę. Nietypowa forma czy obszerna warstwa materiału pozwalają budować obecność bez ciągłego eksponowania ciała.
Oba kierunki bardzo dobrze odpowiadają na współczesne potrzeby konsumentów. Dzisiejszy odbiorca nie chce już wybierać między wygodą a stylem. Szuka rzeczy funkcjonalnych, trwałych i łatwych do wykorzystania, ale jednocześnie chce indywidualności. Skandynawia odpowiada na tę potrzebę poprzez prostotę i funkcję, Japonia poprzez konstrukcję, eksperyment i wolność od klasycznych zasad sylwetki.
Z tego powodu ich wpływ na globalną modę jest tak silny. Kopenhaga, Sztokholm czy Tokio stały się ważnymi punktami odniesienia, a granice między tymi estetykami coraz częściej się zacierają. Skandynawski minimalizm przejmuje zainteresowanie konstrukcją i materiałem, japońskie projektowanie korzysta z nowoczesnych technologii i funkcjonalnych rozwiązań.
W świecie nadprodukcji ubrań coraz trudniej zainteresować konsumenta samym nowym fasonem. Znacznie ważniejsze stają się włókno, materiał, konstrukcja, funkcja i relacja ubrania z ciałem. Skandynawia uczy, jak projektować mniej, ale dobrze. Japonia – jak projektować odważniej i inaczej. Oba kierunki przypominają, że dobre ubranie zaczyna się nie od dekorowania, lecz od zrozumienia człowieka i być może właśnie dlatego ich wpływ na globalną modę będzie jeszcze długo rósł. Jednak zarówno w modzie japońskiej, jak i skandynawskiej punktem wyjścia jest ta sama rzecz – szacunek dla ubrania jako przedmiotu, który ma realnie uczestniczyć w naszym życiu.
Główne wnioski
- Butik Parki Warszawa stworzony przez Sebastiana Rogowskiego, mimo że działa dość krótko, pokazuje, że na stołecznym rynku jest miejsce dla marek, które nie konkurują ceną ani masową dostępnością, a jakością i unikatowością. Jak podkreśla właściciel butiku, choć taki model biznesowy wymaga edukowania klientów i budowania świadomości, to coraz więcej osób szuka wyjątkowych projektów, za którymi stoi historia marki.
- Minimalizm nie musi oznaczać nudy. Moda skandynawska i japońska pokazują, że charakterystyczny styl można budować bez krzykliwych logotypów czy sezonowych trendów. O indywidualności mogą decydować proporcje, jakość tkaniny, nietypowy krój czy sposób, w jaki ubranie pracuje z sylwetką.
- Zainteresowanie konsumentów niszowymi markami pochodzącymi ze Skandynawii czy Japonii pokazuje, że rośnie grono osób, które są gotowe zapłacić więcej za ubrania wykonane z dobrych materiałów, w ograniczonych partiach i z poszanowaniem rzemiosła. To podejście dobrze wpisuje się zarówno w skandynawską filozofię funkcjonalności, jak i japońskie przywiązanie do materiału oraz konstrukcji.
