Kategorie artykułu: Finanse osobiste Newsy

20 tys. zł bez doświadczenia i mieszkanie w Grecji. Tak nagania się na inwestycje metodą „na KNF”

Brainsphere kusi Polaków wysokimi zarobkami i mieszkaniem w Atenach. Informator XYZ ujawnia, że zamiast edukacji finansowej jest namawianie na bardzo ryzykowne inwestycje z dźwignią, a przy tym powoływanie się na KNF.

Ogłoszenie o pracy w Brainpshere kusi zarobkami do 20 tys. zł brutto bez doświadczenia po darmowym zakwaterowaniu w Grecji
Ogłoszenie o pracy w Brainpshere kusi zarobkami do 20 tys. zł brutto bez doświadczenia po darmowym zakwaterowaniu w stolicy Grecji. Na zdjęciu w tle ateński Partenon. Fot. Joe Daniel Price/Getty Images/

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie warunki oferuje swoim pracownikom Brainsphere.
  2. Co okazuje się na miejscu.
  3. Na czym w szczególności polega metoda łowienia nowych klientów „na KNF”.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

1500 euro na start dla pracowników, którzy zdecydują się przeprowadzić do Grecji i mieszkanie – tak wygląda oferta firmy Brainsphere. Aktualne wciąż jeszcze przez większą część września ogłoszenie na stronie Pracuj.pl mówi o zarobkach od 6,5-20 tys. zł brutto na umowę o pracę. Jedynymi wymogami dla nowych kandydatów do pracy w Brainsphere są: język polski, komunikatywny angielski, „pasja w zapewnianiu doskonałej obsługi klienta”, chęć uczenia się i umiejętność gry zespołowej. „Mile widziane” jest też, jak czytamy w ogłoszeniu, doświadczenie w sprzedaży i obsłudze klienta.

Tak kuszące warunki daje firma, która - w teorii - oferuje platformę edukacji finansowej. W praktyce - jak relacjonuje XYZ były pracownik, który chce pozostać anonimowy - firma zachęca klientów, by wpłacali pieniądze na konto brokera i inwestowali korzystając z porad konsultantów. Szkopuł w tym, że na tych inwestycjach większość klientów traci.

– Średnia dla pracy na podobnych stanowiskach wynosiła ok. 1100 euro. Choć zapaliła się czerwona lampka, zdecydowałem się spróbować. Trochę to wyglądało zbyt pięknie, żeby było prawdziwe. Umówmy się, takie pieniądze na start zarabia się po solidnych studiach. Dostaliśmy mieszkanie na miesiąc. Cały budynek jest wynajęty przez tę firmę. Dla mnie było to dość dużym szokiem. Od razu pojawiły się pytania – co to za firma, która jest w stanie wynająć budynek na mieszkania dla nowych pracowników? – opowiada rozmówca XYZ.

Brainsphere działa według tego samego schematu co maltański GCC7

Brainsphere przypomina w działaniu maltański GCC7. Tam również pracownicy skuszeni atrakcyjnymi warunkami stawali się w istocie telemarketerami naganiających klientów do brokerów z platformy Xcite.

W lutym tego roku dziennikarz XYZ zgłębiając tajniki działania platformy skorzystał z oferty BrainTrade połączonej z kontem u brokera Tradit. Jak się przekonał, jest tak, jak mówią nasi informatorzy: edukujące klientów osoby mają nikłą wiedzę. Edukacja sprowadza się do porad w stylu, że jeśli wystarczająco długo utrzyma się mocno lewarowaną pozycję, to w końcu wyjdzie się na plus. Gdy klient zaczyna mieć problemy, receptą ma być dodatkowa wpłata pieniędzy.

Jak zauważa nasz rozmówca, do Brainsphere zdarzają się też transfery z Malty, „jeśli ktoś nie chce dzwonić z piwnicy”, gdzie stanowiska do telefonowania ulokował GCC7. Chociaż – jak się podkreśla także w wewnętrznej komunikacji – są to różne podmioty, to jednak schemat działania jest bliźniaczy. Obie firmy oferują też tę samą formułę edukacji powiązaną z kontami tych samych brokerów operujących na platformie Xcite.

Oferta od 6500 zł bez doświadczenia w Brainsphere jest też właściwie identyczna z podobnymi ogłoszeniami GCC7. Podobnie strony poszczególnych brokerów, gdzie taka „edukacja” jest możliwa, wyglądają jak wykonane przy pomocy tego samego szablonu.

Są osoby, które w asyście tego typu „edukatorów” straciły setki tysięcy złotych

Jak klienci tracą na tej„edukacji”? Wyrażają zgodę na dostęp osób trzecich do wszystkich danych na temat podejmowanych na koncie działań. Jak wskazują eksperci, samo zajmowanie tak ryzykownych pozycji, jakich zakładania uczą telemarketerzy, kosztuje klienta tyle, że – jeśli nie ma wyjątkowego szczęścia – to pieniądze prawie na pewno straci.

Zdaniem eksperta

W inwestowaniu najważniejsze jest bezpieczeństwo środków, dopiero później znaczenie ma stopa zwrotu


Podejmując decyzje inwestycyjne zawsze w pierwszej kolejności trzeba ocenić ryzyko trwałej utraty środków lub ich znaczącej części. Ochrona majątku to podstawowy cel inwestora, niezależnie od doświadczenia, zamożności i tego, czy lokowaniem środków zajmuje się „po godzinach”, czy też profesjonalnie.

Co to w praktyce oznacza? Po pierwsze, kluczowy jest wybór odpowiedniego brokera. Tutaj najlepiej wybierać spośród domów maklerskich związanych z bankami lub też największych niezależnych brokerów, bo dają pewność, że środki i aktywa są bezpieczne.

Po drugie, warto edukować się w zakresie inwestowania, aby znać przynajmniej podstawowe mechanizmy rządzące rynkiem finansowym.

Po trzecie, warto pamiętać, że inwestycje wymagają cierpliwości. Największe zyski odnotowują inwestorzy długoterminowi, a więc lokujący środki z perspektywą wielu lat, a nie dni, tygodni czy kwartałów. Lepiej zapomnieć o „szybkich strzałach”, bo w praktyce kończą się one stratami i rozczarowaniem.

Po czwarte, najlepiej zacząć od inwestycji w aktywa cechujące się niskim ryzykiem, jak obligacje skarbowe lub też fundusze ETF na największe indeksy (jak amerykański S&P 500). Nigdzie ryzyko straty nie jest zerowe, ale w przypadku tych aktywów, w długim okresie jest ono mocno ograniczone.

W bardzo bolesny dla siebie sposób przekonał się o tym jeden z moich rozmówców z lutego. Jak twierdzi, stracił w ten sposób kilkaset tysięcy złotych. Pod sam koniec inwestowania ze wsparciem „edukatora”, zrozpaczony klient brokera nagrał m.in. rozmowę z osobą, do której został skierowany, gdy zaczął skarżyć się, że jego pierwszy „edukator” sprowadził go na manowce. Nagrana przez niego agresywna w tonie sugestia brzmiała, że jak już stracił wszystkie swoje oszczędności, to być może mógłby jeszcze jakieś pieniądze pożyczyć. Zaraz, lada moment w końcu, wszystko powinno się odwrócić.

Warm calling, który okazuje się być cold callingiem

Pierwsze szkolenie byłego pracownika Brainsphere – według jego relacji – prowadziła osoba dwudziestoparoletnia. Przekazała, że ludzie, do których się dzwoni, wcześniej wyrazili zainteresowanie ofertą.

– Ucieszyło mnie to, bo nie miał to być tzw. cold calling, tylko warm calling. Dzwonimy do tak zwanych ciepłych leadów [tak nazywa się potencjalnych klientów – red.]. Nie trzeba tej osoby przekonywać od samego początku – opowiada rozmówca XYZ.

W rozmowach z leadami wychodziło jednak co innego.

– Większość tych ludzi twierdziła, że nikomu nie zostawiała nawet numeru telefonu. Większość nawet też nie miała konta na Facebooku, Instagramie czy TikToku. Nie uczestniczyła również, jak zapewniała, w kampaniach reklamowych – mówi rozmówca XYZ.

Jako osobie, która w podobnych firmach pracowała wcześniej, samo w sobie już to wydało się dziwne. Ale nie tylko to.

– Tak naprawdę nie wiadomo, skąd są te numery telefonów. Zlokalizowałem kilka takich źródeł. Głównie to są firmy startupowe, które zajmują się poszukiwaniem takich leadów. Gdzieś tam jeszcze przewijała się rosyjska strona, która jest chatbotem. Zachęca w stylu „zainwestuj sto złotych, dostań tysiąc”. Osoby na startowych stanowiskach tak naprawdę nic nie wiedzą. Nie jest jasne, z kim pracujemy i dla kogo. Jeżeli chodzi o leady, to też nie wiadomo, skąd ci ludzie są – uważa rozmówca XYZ.

Przepływ informacji w firmie ograniczony

Według relacji naszego rozmówcy z Brainsphere firma wyróżnia się na tle innych, w których pracował. Przepływ informacji jest bardzo drobiazgowo kontrolowany. Wszystko jest nagrywane. Numery telefonów znikają z baz. Zapisy w umowach mają z kolei stwierdzać, że w przypadku jakiejkolwiek kontroli kary przechodzą na pracownika. A mogą być to kwoty rzędu milionów dolarów.

Nasz rozmówca przywołuje rozmowę z pracownikiem działu IT Brainsphere, który wcześniej pracował w Berlinie. Tam, jak opowiadał, pewnego dnia po przyjściu do biura zastał tylko meble. Dwa miesiące później firma funkcjonowała w Grecji. To po „wpadce” w Niemczech, czyli reakcji tamtejszego regulatora, dzwoniący mają podkreślać w rozmowach z leadami, że tak naprawdę nikomu finansowo nie doradzają.

Schemat działania jest prosty i dokładnie opisany na szkoleniach. Chodzi o to, żeby lead wpłacił pieniądze na konto brokera. Zachętą, aby wpłacić te pieniądze, jest pakiet edukacji finansowej. Lead ma mieć, bez żadnych dodatkowych opłat, stały kontakt telefoniczny z przypisanym do niego edukatorem.

– My wiemy już po paru dniach czy tygodniach tej pracy, że edukacją zajmują się osoby w sumie takie jak my, czyli bez żadnego doświadczenia w finansach, które same o inwestowaniu za dużo nie wiedzą. Naszym celem jest, żeby lead wpłacił pierwszy przelew do brokera. Ich pewnie, żeby wpłacał dalej – stwierdza nasz rozmówca.

Mówi pracownik Brainsphere

Najbardziej szokujące doświadczenie?

Zdarza się, że dzwonimy do osób, które mówią, że już kiedyś były oszukane. Naprawdę na początku można wierzyć, że się takiej osobie pomaga.

Była taka, nawet może kilkugodzinna rozmowa, przeprowadzona ze starszym panem. Jak powiedział, został już oszukany raz na jakieś 10, 20, może 30 tys. zł. Przed samym depozytem powiedział, że jeżeli to jest jeszcze raz oszustwo, to on popełni samobójstwo i się powiesi.

Do końca dnia osoba dzwoniąca do niego już w ogóle nawet nie była w stanie porozmawiać z nikim więcej. Myślę, że zapaliły się jej czerwone lampki. Mimo to popchnęła tę sprzedaż do przodu. Jest presja. Wszyscy słuchają. Trzeba to pchać do przodu. Nikt nie przyjdzie jednak, nie poklepie potem po plecach i nie powie „słuchaj, dobrze, że my ich chociaż nie oszukujemy”.

Rozmówca XYZ

Instruktorzy z Brainsphere prezentują metodę „na KNF”

Były pracownik Brainsphere, oprócz osobistej relacji z wewnątrz, udostępnił nam też nagranie ze szkolenia. Szkolenie na Teamsach w Brainsphere przebiega w luźnej atmosferze. Praktycznie mało który z uczestników, łącznie z prowadzącymi, przekroczył trzydziestkę. W tej luźnej atmosferze nie brakuje też żartów z niewiedzy leadów, do których się dzwoni. Na szkoleniu nikt nie mówi o tym, że ktokolwiek tutaj kogoś oszukuje. Daleko też jednak do atmosfery wiary w to, że klienci otrzymają pakiet rzetelnej wiedzy finansowej.

W pewnym momencie dwoje instrukturów tłumaczy nowym telemarketerom, co robić, gdy lead jest wyjątkowo podejrzliwy. Jeśli jest już naprawdę trudno, wtedy radzą sięgnąć po metodę „na KNF”.

– Jeśli mamy klienta, który nie chce się zarejestrować, mówicie „pani Julio, pani wie, że brokerzy muszą być regulowani. Czy wie pani, w jaki sposób sprawdzić brokera? Sprawdzamy w Komisji Nadzoru Finansowego” – mówi prowadzący spotkanie.

Następnie pokazuje „pani Julii” stronę internetową Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Jest tam wykaz zagranicznych firm inwestycyjnych z UE/EOG, które powiadomiły o działalności w Polsce bez otwierania oddziału.

I tak na przykład w przypadku Global Trade CIF Ltd w rubryce „dodatkowe informacje” jest aktywny link do strony finansero.com. Ten fakt pracownicy Brainsphere prezentują jako dowód, że z tą stroną musi być wszystko w porządku.

– Przecież KNF nie linkowałby do podejrzanego podmiotu. Gdyby było coś nie tak, na pierwszej stronie wyświetliłoby się ostrzeżenie, że toczy się postępowanie albo broker nie jest zaufany. Natomiast, jak pani widzi, takiego ostrzeżenia nie ma. Przeszliśmy ze strony KNF-u na stronę brokera. Oznacza to, że ma pani zielone światło od KNF-u, jeśli chodzi o pani bezpieczeństwo, do współpracy z brokerem – zauważa prowadzący szkolenie. 

Przeszliśmy ze strony KNF-u na stronę brokera. Oznacza to, że ma pani zielone światło od KNF-u, jeśli chodzi o pani bezpieczeństwo do współpracy z brokerem.

Szczegółowo rozpisany schemat postępowania

Nasz rozmówca udostępnił nam też szczegółowo rozpisany schemat postępowania, który ma prowadzić do pierwszej wpłaty przez klienta.

„Widzi pan/pani, wczoraj nasz klient zamknął pozycję na AMD z solidnym plusem. To ten typ dynamiki, o którym mówiłem. Jeśli chce pan/pani wchodzić w takie okazje, musimy mieć środki na koncie gotowe do akcji, bo takie rzeczy dzieją się w przeciągu godzin. Czy jest pan/pani gotowy/a żebyśmy przygotowali pana/pani konto na kolejną taką szansę?” – brzmi jedna z sugerowanych „złotych myśli”.

I kolejna:

„Pani/panie X, nie będę pana/pani czarował, rynek jest teraz zmienny. Można na tym zarobić, ale trzeba wiedzieć, gdzie stawiać granice – stop-lossy. Dlatego nasi klienci nie zgadują, tylko wchodzą w konkretne ruchy, które weryfikuje nasz trener. Chcę być z panem/panią szczery, bo interesuje mnie pan/pani jako klient długofalowy, a nie na jeden strzał” – to z kolei propozycja z sekcji „Transparentność i FOMO” [FOMO to lęk przed utratą okazji – red.].

Jest też lista zakazanych zwrotów. Jednym z nich jest: „jesteśmy regulowani przez KNF”.

Bo prawda jest inna. O tym, jak telemarketerzy łowią klientów metodą „na KNF”, poinformowaliśmy rzecznika KNF-u Jacak Barszczewskiego.

Jak stwierdził rzecznik w przesłanym nam oświadczeniu, „adresy te [aktywne linki do stron internetowych – red.] są publikowane na stronie w celu ułatwienia identyfikacji poszczególnych podmiotów oraz umożliwienia użytkownikom weryfikacji podstawowych informacji dotyczących danej firmy inwestycyjnej. Umieszczenie linku do strony internetowej danego podmiotu nie stanowi legitymacji podmiotu oraz nie oznacza, że Urząd KNF rekomenduje, promuje lub potwierdza wiarygodność usług świadczonych przez dany podmiot”.

KNF nie odpowiedział na nasze pytanie, czy mógłby rozważyć podawanie takiej informacji osobie, która klika w przekierowanie ze strony KNF-u.

Tymczasem telefony z Grecji do klientów w Polsce cały czas dzwonią.

KNF przekazuje wątpliwości do macierzystego organu

Jak zauważył rzecznik KNF Jacek Barszczewski w korespondencji z XYZ w marcu, KNF ma ograniczone uprawnienia w stosunku do podmiotów, które nie mają fizycznej siedziby w Polsce. W przypadku otrzymania zgłoszenia o nieprawidłowości Urząd KNF weryfikuje to zgłoszenie. Następnie przekazuje informacje do zagranicznego organu nadzoru z wnioskiem o podjęcie odpowiednich działań.

Obsługiwany przez tych samych telemarketerów GCC7, bliźniaczo podobny do BrainTrade Edutrading, zdążył jednak w 2025 r. trafić na listę ostrzeżeń KNF-u. Z kolei działające na platformie Xcite (jak bliźniaczo podobne Finansero i Tradit) Fortissio ma na swoim koncie karę od greckiego regulatora i oskarżenia ze strony polskich klientów, którzy czują się przez tego brokera oszukani na spore kwoty.

Zdaniem eksperta

Polski KNF nie sprawuje nadzoru nad tego rodzaju firmami inwestycyjnymi

Firmy marketingowe zarejestrowane zwykle na Cyprze i w Grecji działające na zlecenie firmy inwestycyjnej (tzw. brokera forex/CFD) dotychczas pozyskiwały dla niej klientów w modelu agenta firmy inwestycyjnej, lecz ostatnio coraz częściej działają jako rzekomo niezależny podmiot świadczący wyłącznie usługi edukacyjne.

W celu pozyskania nowego klienta na platformę marketer kieruje go na stronę polskiego KNF, gdzie widnieje lista firm inwestycyjnych z Cypru i Grecji świadczących transgraniczne usługi inwestycyjne na terenie RP. I tu ważne zastrzeżenie firmy te, jako „paszportujące” usługi do Polski figurują w polskim rejestrze KNF, lecz nie oznacza to, że są przez polski KNF nadzorowane, ani tym bardziej że KNF gwarantuje wobec inwestorów bezpieczeństwo zainwestowanych środków lub przestrzeganie przepisów prawa.

Polski KNF, co do zasady, nie sprawuje nadzoru nad tego rodzaju firmami inwestycyjnymi, gdyż podlegają one pod zagraniczne organy nadzoru: cypryjski CySEC lub grecki HCMC. Kwestia bezpieczeństwa lokowania środków za pośrednictwem tego rodzaju podmiotów jest dyskusyjna. Z mojej praktyki zawodowej wynika, że faktyczny poziom ochrony uczestników rynku zapewniany przez cypryjski CySEC i grecki HCMC jest zdecydowanie niższy od standardów polskiego KNF. Stad, weryfikując daną firmę inwestycyjną przed nawiązaniem współpracy, zlecam starannie wczytać się w informację zamieszczoną w rejestrach KNF dotyczącą firmy inwestycyjnej i organu faktycznie ją nadzorującego.

Na liczne próby nawiązania kontaktu wymienione w artykule podmioty zagraniczne, w szczególności Brainsphere, nie odpowiedziały. Twórcy platformy Xcite twierdzą w innych komunikatach, że dostarczają tylko narzędzie w postaci oprogramowania. Mają wobec tego nie odpowiadać za działania poszczególnych brokerów czy firm oferujących edukację finansową.

Nasz rozmówca z pracy w Brainsphere zrezygnował po kilku tygodniach. Do swoich ustaleń, z różnym skutkiem, próbował też przekonywać byłych kolegów i koleżanki.

Główne wnioski

  1. „Edukacja finansowa”, do której zachęcają telemarketerzy Brainsphere, służy pozyskiwaniu wpłat od klientów, a nie ich edukowaniu. Celem telemarketerów jest doprowadzenie klienta do pierwszego przelewu na konto brokera. Później jest on przekazywany „edukatorowi”, którego metody – jak wcześniej udało się ustalić XYZ – są co najmniej wątpliwe. Czasem mogą nawet prowadzić do osobistych tragedii. W asyście „edukatorów” – jak przydarzyć się miało m.in. jednemu z rozmówców XYZ – tracą one spore kwoty pieniędzy, a czasem nawet – oszczędności życia.
  2. Brainsphere działa według identycznego schematu jak wcześniej opisywane przez nas GCC7. Dotarliśmy do relacji pracownika i materiałów szkoleniowych, które dopełniają obraz, jaki kreślili przed nami wcześniej inni rozmówcy. Materiały szkoleniowe, model działania, proces rekrutacji oraz powiązania z brokerami sugerują istnienie niemal identycznych struktur funkcjonujących pod różnymi markami w różnych miejscach i legislacjach.
  3. Klienci są przekonywani do wpłat przy użyciu argumentów, które mogą stwarzać fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Szkolenie, z którym mieliśmy okazję się zapoznać, pokazuje metodę „na KNF”, polegającą na wykorzystywaniu obecności brokera w rejestrach regulatora jako dowodu jego wiarygodności. Sam KNF podkreśla, że publikacja linku do firmy nie oznacza jej rekomendacji ani gwarancji bezpieczeństwa. Z kolei fakt, że dany podmiot jest regulowany poza granicami Polski, może m.in. poważnie utrudniać dochodzenie swoich praw.