Polskie radary i satelity nie wystarczą. Bałtyk wymaga nowego systemu
Uruchomienie Centrum Bezpieczeństwa Morskiego i rozwój POLMARFOR mają wzmocnić bezpieczeństwo Polski na Bałtyku. Największym wyzwaniem pozostaje jednak szybka integracja danych i podejmowanie decyzji w ciągu godzin, a nie dni.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Polska wciąż nie zawsze potrafi szybko przełożyć dane na konkretne działania.
- Jak zmienił się charakter zagrożeń na Bałtyku.
- Jaką rolę w nowym systemie bezpieczeństwa mają odegrać satelity, Centrum Bezpieczeństwa Morskiego i przyszłe polskie dowództwo NATO na Bałtyku.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Tysiące statków, podmorskie kable, terminale, farmy wiatrowe i rosnąca aktywność floty cieni. Nowy raport „Bezpieczeństwo Bałtyku – od rozpoznania sytuacji do skoordynowanej reakcji” pokazuje, że Polska ma coraz więcej narzędzi do obserwacji morza. Największym wyzwaniem pozostaje jednak połączenie danych, kompetencji i procedur tak, by od wykrycia anomalii do reakcji mijały godziny, a nie dni.
„Kilka godzin. Tyle mamy, żeby zauważyć, uzgodnić i zareagować” – pisze we wprowadzeniu do raportu Rafał Modrzewski, prezes i współzałożyciel ICEYE. To zdanie dobrze oddaje główną oś publikacji autorstwa Rafała Miętkiewicza i Zuzanny Nowak z Impulse Institute, przygotowanej we współpracy z ICEYE. Autorzy nie ograniczają się do analizy tego, jak Polska obserwuje Bałtyk. Sprawdzają, co dzieje się między pierwszym sygnałem o potencjalnym zagrożeniu a decyzją o podjęciu reakcji.
Punktem wyjścia jest skala ruchu i infrastruktury. Według danych przywołanych w raporcie na Bałtyk przypada 8–15 proc. światowej wymiany handlowej drogą morską. W dowolnym momencie znajduje się na nim około 1,5 tys. dużych statków z numerem IMO, czyli unikalnym numerem identyfikacyjnym jednostki. Do tego dochodzi kilka tysięcy mniejszych jednostek. Tylko polskie porty przeładowały w 2025 r. 128 mln ton towarów.
Równocześnie rośnie znaczenie infrastruktury krytycznej. Dla Polski to m.in. terminal LNG, czyli skroplonego gazu ziemnego, w Świnoujściu, gazociąg Baltic Pipe, budowana w Zatoce Gdańskiej jednostka FSRU – pływający terminal do magazynowania i regazyfikacji LNG – a także Naftoport oraz kabel elektroenergetyczny SwePol Link. Do 2030 r. morskie farmy wiatrowe mają osiągnąć 5,9 GW mocy. Na dnie całego Bałtyku przebiega ponad 35 kabli telekomunikacyjnych.
Warto wiedzieć
Charakterystyka Bałtyku
- 150-170 tankowców floty cieni przechodzi miesięcznie przez Bałtyk. W 2025 r. jednostki objęte sankcjami UE wykonały 292 rejsy przez wody duńskie.
- Ponad 35 systemów kabli telekomunikacyjnych przebiega po dnie Bałtyku. Do tego dochodzą strategiczne gazociągi i połączenia elektroenergetyczne.
- Bałtyk ma średnio około 50 m głębokości. Według autorów zmniejsza to techniczne bariery dostępu do infrastruktury podmorskiej, np. przy użyciu kotwic, nurków lub bezzałogowych pojazdów podwodnych.
- Warunki obserwacji są trudne. Raport wskazuje na około 40 dni sztormowych rocznie, a w grudniu na polskim wybrzeżu noc trwa ponad 16 godzin.
- NATO skróciło czas reakcji na zdarzenie z 17 godzin do około godziny po uruchomieniu operacji Baltic Sentry – wynika z danych Dowództwa Morskiego NATO (MARCOM) przywołanych w raporcie.
- Ponad 70 systemów bezzałogowych – powietrznych, nawodnych i podwodnych – NATO wykorzystało podczas trzytygodniowych ćwiczeń Task Force X-Baltic w 2025 r.
Bałtyk daje niewiele czasu
Niewielkie rozmiary akwenu ograniczają czas na reakcję. Ze Świnoujścia do Trelleborga jest około 177 km. Statek płynący z prędkością 12-15 węzłów pokonuje ten dystans w sześć–osiem godzin. W tym czasie trzeba wykryć podejrzane zachowanie, ocenić sytuację, podjąć decyzję i skierować odpowiednie siły.
Autorzy zwracają uwagę, że presja na Bałtyku coraz częściej przyjmuje formę działań poniżej progu wojny. Legalny ruch cywilny może być osłoną dla rozpoznania, działań przestępczych lub dywersyjnych, a ich niejednoznaczność utrudnia przypisanie sprawstwa i dobór odpowiedniej reakcji.
Od października 2023 r. uszkodzono na Bałtyku kilkanaście podmorskich kabli energetycznych i telekomunikacyjnych. Raport przypomina m.in. przypadek EstLink 2. Po uszkodzeniu 25 grudnia 2024 r. połączenie było wyłączone przez blisko pół roku, a koszt naprawy oszacowano na 60 mln euro. Przypadki statków Yi Peng 3 i Eagle S pokazują z kolei, że nieuzbrojona jednostka cywilna może w krótkim czasie zagrozić strategicznej infrastrukturze.
Do tego dochodzi flota cieni, a osobnym problemem są zakłócenia globalnych systemów nawigacji satelitarnej (GNSS) oraz manipulowanie danymi AIS, czyli systemem automatycznej identyfikacji statków.
Stała obserwacja Bałtyku nie jest więc narzędziem śledczym, ale formą odstraszania.
Witold Witkowicz, szef polskiego oddziału ICEYE , zwraca w raporcie uwagę, że sama możliwość obserwowania akwenu ma również znaczenie odstraszające. „Stała obserwacja Bałtyku nie jest więc narzędziem śledczym, ale formą odstraszania” – podkreśla. Jego zdaniem trudniejszym problemem niż samo pozyskanie danych z orbity jest sprawna współpraca między podmiotami, które dane udostępniają, je analizują i odpowiadają za ochronę infrastruktury.

Sensorów jest dużo, ale obraz pozostaje podzielony
Polska nie zaczyna budowy systemu obserwacji Bałtyku od zera. Siły Zbrojne, Straż Graniczna, administracja morska, porty i operatorzy infrastruktury dysponują własnymi sensorami i systemami informacyjnymi. Krajowy System Bezpieczeństwa Morskiego (KSBM) obejmuje m.in. sieć AIS, systemy VTS (Vessel Traffic Service – służby kontroli ruchu statków), radary, stacje łączności i kamery. Równolegle działają systemy wojskowe, Zautomatyzowany System Radarowego Nadzoru (ZSRN) Straży Granicznej oraz monitoring operatorów.
Raport podaje konkretne liczby. W ramach KSBM funkcjonuje 27 radarów, 12 stacji łączności VHF, 14 stacji hydrometeorologicznych, 26 kamer oraz 5 radionamierników. Problem w tym, że systemy powstawały dla różnych użytkowników i zadań. Nie tworzą automatycznie jednego łańcucha prowadzącego od wykrycia anomalii po podjęcie decyzji i skierowanie sił.
Każde źródło ma też ograniczenia. AIS może zostać wyłączony lub zmanipulowany, możliwości radarów brzegowych ograniczają zasięg i geometria wybrzeża, a systemów optycznych – pogoda i widzialność. Sensory wojska i służb funkcjonują w różnych reżimach dostępu, zaś operator infrastruktury obserwuje przede wszystkim własne aktywa.
Podstawą bezpieczeństwa Morza Bałtyckiego jest jednolity obraz aktywności na jego wodach. Nie tworzy go jeden system, lecz zbiór platform i ich integracja.
Dlatego najważniejsza luka nie musi polegać na braku danych. Bardziej chodzi o to, co dzieje się między ich zebraniem a podjęciem decyzji. Operator najlepiej zna stan instalacji i normalne wzorce aktywności w jej otoczeniu. Państwo ma szerszy obraz bezpieczeństwa, informacje służb, środki patrolowe i uprawnienia do interwencji. Bez sprawnej wymiany informacji żadna ze stron nie dysponuje pełnym obrazem sytuacji.
Jak ujmuje to Jan Grabowski, wiceprezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podstawą bezpieczeństwa Morza Bałtyckiego jest jednolity obraz aktywności na jego wodach. Dodaje, że nie tworzy go jeden system, lecz zbiór platform i ich integracja.
Kto powinien zareagować?
Ta sama jednostka może być jednocześnie problemem nawigacyjnym, obiektem wymagającym kontroli Straży Granicznej i potencjalnym zagrożeniem dla infrastruktury krytycznej. Każda z tych kwalifikacji uruchamia inne procedury, inny standard dowodowy i inne tempo działania.
Autorzy wskazują, że nadal brakuje w pełni ujednoliconego i przećwiczonego mechanizmu łączącego informacje, kompetencje instytucjonalne oraz reakcję na poziomie kilku resortów. Ważne jest zwłaszcza przekazywanie odpowiedzialności między instytucjami bez utraty informacji o historii zdarzenia i jego aktualnym kontekście.
Odpowiedzią ma być Centrum Bezpieczeństwa Morskiego (CBM), które ma rozpocząć działalność z początkiem 2027 r. Powstające w strukturze Straży Granicznej Centrum ma działać całodobowo i skupiać przedstawicieli wielu instytucji. Chodzi o szeroki zakres – od resortu obrony i służb specjalnych po policję, urzędy morskie, wojewodów oraz operatorów infrastruktury krytycznej.
– Najpilniejszą kwestią z mojej perspektywy jest utworzenie i otwarcie Centrum Bezpieczeństwa Morskiego jako koordynatora działań służb odpowiedzialnych za wielowymiarowe bezpieczeństwo na polskich obszarach morskich oraz innych użytkowników morza – mówi w rozmowie z XYZ kmdr Rafał Miętkiewicz, współautor raportu.
Dodaje, że szczególną rolę odgrywają tu sektor cywilny i operatorzy obiektów infrastruktury krytycznej na morzu.
– Równolegle należy rozwijać współpracę, która pozwoli włączyć działania centrum do inicjatyw UE i państw sąsiednich, poszerzyć perspektywę oraz zapewnić dostęp do danych zewnętrznych – zauważa ekspert.
– Najpierw musimy naprawdę wiedzieć, czym dysponujemy: jakie dane zbieramy, kto je widzi, kto może je zweryfikować i kto ma kompetencje do podjęcia działań. Potrzebna jest więc inwentaryzacja istniejących zdolności, ich praktyczna weryfikacja. Ważne jest też uporządkowanie zasad współpracy i wymiany informacji między instytucjami – mówi XYZ Zuzanna Nowak, współautorka raportu.
Autorzy raportu podkreślają jednak, że samo formalne powołanie Centrum nie wystarczy. Najważniejsze będą rzeczywisty dostęp do danych, zdolność ich łączenia oraz jednoznaczne procedury określające, kto w danej sytuacji odpowiada za reakcję.
Przypadek MV SUN
Jednym z najciekawszych fragmentów raportu jest analiza zachowania tankowca MV SUN w maju 2025 r. Autorzy wykorzystują ten przypadek nie po to, by przesądzać, czy statek przygotowywał akt sabotażu, lecz by pokazać sytuację typową dla presji poniżej progu wojny: zachowanie jednostki jest widoczne, ale jej zamiar pozostaje nieznany.
MV SUN, tankowiec typu suezmax, zaliczany do floty cieni, opuścił standardową trasę żeglugową, zwolnił do ok. 2,5 węzła i przez kilka dni wykonywał manewry w pobliżu SwePol Link. Wielokrotnie przecinał przebieg kabla, wchodząc i wychodząc z polskiej wyłącznej strefy ekonomicznej (WSE). Infrastruktura nie została uszkodzona.
Raport wskazuje trzy możliwe interpretacje: przyczyny techniczne lub nawigacyjne, działanie rozpoznawcze albo przygotowanie do oddziaływania na infrastrukturę. Brak szkód nie pozwala rozstrzygnąć, która hipoteza była prawdziwa. Zdaniem autorów, brak pewności co do zamiaru nie może jednak oznaczać bierności. Im więcej niezależnych sygnałów ryzyka, tym intensywniejsza powinna być obserwacja, weryfikacja i obecność sił.
Przypadek pokazuje też ograniczenia list sankcyjnych. MV SUN został objęty sankcjami UE dopiero 21 maja 2025 r., już po opuszczeniu rejonu SwePol Link. A przecież jego profil ryzyka był wcześniej znany. System powinien więc brać pod uwagę nie tylko formalny status statku, ale również jego trasę, prędkość, historię i zachowanie wobec infrastruktury.
Autorzy zastrzegają przy tym, że z informacji publicznych nie da się ustalić, kiedy dokładnie polskie instytucje uznały manewry MV SUN za anomalię ani jakie działania podejmowano wcześniej. Nie stawiają więc tezy o bezczynności państwa. Traktują ten przypadek jako test dla systemu w trakcie przebudowy. O to, czy podobna sytuacja zostanie w przyszłości rozpoznana i obsłużona w ciągu godzin, a nie dni.
Satelity pomogą zobaczyć więcej, ale nie zastąpią decyzji
Osobny rozdział raportu dotyczy technologii satelitarnych. Ich rolą nie ma być zastępowanie radarów, AIS czy sensorów wojskowych, lecz uzupełnianie wspólnego obrazu sytuacji.
Szczególne znaczenie mają satelity wyposażone w radary z syntetyczną aperturą – SAR (Synthetic Aperture Radar). Mogą obserwować powierzchnię morza również w nocy i przy dużym zachmurzeniu, wykrywać jednostki niewysyłające sygnału AIS, śledzić zmiany ich kursu i prędkości oraz kontrolować otoczenie farm wiatrowych, platform i korytarzy infrastruktury podmorskiej.
Polska rozwija własne zdolności w tym obszarze. POLSARIS (Polish SAR Intelligence System) to wojskowa konstelacja satelitów radarowych, która ma zapewniać własne źródło zobrazowań SAR. Raport wskazuje, że na orbicie znajdują się cztery satelity POLSARIS, a MikroSAR został przekazany Siłom Zbrojnym w maju 2026 r.
Satelita nie rozwiązuje jednak problemu samodzielnie. Po wykonaniu zobrazowania dane trzeba przesłać, przetworzyć, przeanalizować, zestawić z informacjami z innych źródeł i dostarczyć właściwej instytucji.
Czy zatem na Bałtyku mamy już wystarczające struktury, organizacje i narzędzia do działania, a brakuje przede wszystkim koordynacji?
– Narzędzia to platformy, a tych ewidentnie brakuje. Myślę tu zarówno o okrętach wojennych, jak i jednostkach Morskiego Oddziału Straży Granicznej oraz platformach bezzałogowych, które ograniczają koszty, a jednocześnie mogą w istotny sposób wspierać działania rozpoznawcze i prewencyjne – mówi Rafał Miętkiewicz.
Ekspert precyzuje, że chodzi o obecność na akwenach i w przestrzeni powietrznej, sygnalizowanie jurysdykcji i determinacji państwa w ochronie swoich interesów.
– Systemy te pozwolą także na gromadzenie materiałów dowodowych i zyskanie czasu do momentu, gdy do rejonu dotrą siły załogowe. Chodzi o to, by zagrożenie nie pozostawało bez odpowiedzi już od momentu wykrycia jego symptomów – dodaje analityk.
– W dużej mierze narzędzia i instytucje już istnieją, ale sama koordynacja nie wystarczy. Potrzebne jest także wyraźne przywództwo. Ktoś musi mieć mandat, by łączyć różne elementy systemu, ustalać priorytety i podejmować decyzje. Wtedy, kiedy liczy się czas – dodaje Zuzanna Nowak.
Osiem priorytetów dla Polski
Ostatnia część raportu zawiera osiem priorytetów: integrację systemową, model podwójnego zastosowania, suwerenność danych, jasny podział odpowiedzialności, pilotaż operacyjny, równoległe ścieżki egzekwowania prawa i odpowiedzialności, stały rozwój zdolności oraz ciągłość obserwacji.
Autorzy rekomendują, by już na etapie tworzenia Centrum Bezpieczeństwa Morskiego połączyć dane satelitarne z systemami wojska, Straży Granicznej, administracji i – w odpowiednim zakresie – operatorów infrastruktury. Proponują też wykorzystanie rozwoju morskich farm wiatrowych do zwiększenia zdolności obserwacyjnych państwa. Możliwość instalowania sensorów, ich zasilania i bezpiecznej transmisji danych powinna być uwzględniana już na etapie projektowania infrastruktury.
– Technologie kosmiczne, którym poświęcono raport, zwłaszcza te rozwijane z wykorzystaniem krajowego potencjału, stanowią niezależne narzędzie o podwójnym zastosowaniu. Oprócz celów stricte wojskowych oferują szeroką gamę usług, którymi powinny być zainteresowane instytucje publiczne oraz sektor biznesowy, w tym operatorzy infrastruktury krytycznej na morzu. Raport pełni w tym zakresie funkcję informacyjną dla obu tych grup – przekonuje Rafał Miętkiewicz.
– Chciałabym, żeby ten raport pomógł poszerzyć sposób, w jaki w Polsce rozmawiamy o Bałtyku. Żeby nie był on wyłącznie domeną wojska, energetyki, administracji morskiej czy operatorów infrastruktury, ale wspólnym obszarem odpowiedzialności. Zależy mi też na tym, żeby do tej rozmowy włączać więcej środowisk. Żeby pokazywać, że bezpieczeństwo Bałtyku z natury jest wielosektorowe. I wszyscy jesteśmy za nie odpowiedzialni – podsumowuje Zuzanna Nowak.
Jeszcze trzy lata
Ważnym horyzontem jest koniec 2028 r. Wtedy POLMARFOR, czyli polskie dowództwo komponentu morskiego, tworzone w Gdyni, zdolne do kierowania siłami sojuszniczymi, ma przejąć rolę regionalnego dowództwa sił morskich NATO na Bałtyku. Obecnie zadania te realizuje Commander Task Force Baltic (CTF Baltic) z siedzibą w Rostocku, w którym zastępcą dowódcy jest polski oficer.
Według autorów raportu do końca 2028 r. Polska powinna potrafić nie tylko pozyskiwać dane, lecz także na ich podstawie tworzyć produkty sytuacyjne, weryfikować je i udostępniać sojusznikom w celu prowadzenia operacji.
Najważniejszy wniosek z raportu sprowadza się więc do kwestii czasu. Polska ma coraz więcej sensorów, systemów obserwacji i danych. O skuteczności całej architektury zdecyduje jednak to, czy informację o nietypowym zachowaniu statku uda się szybko połączyć z innymi danymi, ocenić i przełożyć na decyzję, zanim potencjalny sprawca zmieni kurs, opuści polską jurysdykcję albo wyrządzi szkody.
Główne wnioski
- Największą słabością polskiego systemu nie jest dziś brak sensorów, lecz brak sprawnego połączenia danych, kompetencji i decyzji. Polska dysponuje już rozbudowaną infrastrukturą obserwacyjną: radarami, AIS, systemami wojskowymi, monitoringiem Straży Granicznej, operatorami infrastruktury oraz coraz większymi możliwościami satelitarnymi. Problem polega na tym, że informacje trafiają do różnych instytucji działających według odmiennych procedur i mających odmienne uprawnienia. W sytuacji, w której podejrzany statek może w ciągu kilku godzin zbliżyć się do infrastruktury krytycznej, najważniejsza staje się nie liczba źródeł danych, lecz zdolność stworzenia jednego obrazu sytuacji i szybkiego wskazania podmiotu odpowiedzialnego za reakcję.
- Zagrożenie na Bałtyku coraz częściej znajduje się w szarej strefie między normalną żeglugą a otwartym aktem agresji. Przypadki uszkodzeń kabli, działalność floty cieni, manipulowanie sygnałem AIS czy nietypowe manewry statków pokazują, że potencjalny przeciwnik może wykorzystywać jednostki cywilne i działania trudne do jednoznacznego przypisania. Dobrym przykładem jest opisany w raporcie MV SUN, który przez kilka dni wykonywał nietypowe manewry w pobliżu SwePol Link, ale nie spowodował szkód. Tego rodzaju sytuacje wymagają reakcji jeszcze zanim pojawi się jednoznaczny dowód wrogiego zamiaru, ponieważ oczekiwanie na pewność może oznaczać utratę czasu potrzebnego na skuteczną interwencję.
- Najbliższe dwa lata będą testem tego, czy Polska potrafi zbudować z posiadanych zdolności rzeczywisty system bezpieczeństwa morskiego. Ważnym punktem jest uruchomienie Centrum Bezpieczeństwa Morskiego na początku 2027 r. oraz planowane przejęcie przez POLMARFOR do końca 2028 r. roli regionalnego dowództwa sił morskich NATO na Bałtyku. Raport wskazuje, że do tego czasu Polska powinna nie tylko zbierać coraz więcej danych, ale także samodzielnie je integrować, analizować i na ich podstawie tworzyć produkty sytuacyjne dla własnych służb i sojuszników. O powodzeniu tej transformacji zdecyduje przede wszystkim czas: czy wykryta anomalia zostanie przełożona na decyzję w ciągu godzin, a nie dni.


