Wyprzedaż amerykańskich obligacji pogłębia się. „Rynki mogą popaść w chaos"
Przed piątkową publikacją danych o inflacji w USA amerykańskie 10-latki notują rentowności na poziomie 4,95 proc. po wzroście w tym tygodniu o niemal 0,2 pkt proc. Obecny poziom jest najwyższy od 2023 r. i znajduje się w pobliżu najwyższego poziomu od 2007 r., czyli szczytu notowanego na parę miesięcy przed światowym kryzysem finansowym, wywołanym załamaniem na rynku długu hipotetycznego w USA.

Rynek obligacji amerykańskich to największy i najbardziej płynny rynek dłużny świata. Jego stabilność leży u podwalin światowego systemu finansowego, a założenie, że są aktywem wolnym od ryzyka, jest fundamentem teorii finansów.
W ostatnich miesiącach mamy jednak do czynienia z działaniami, które to założenie zdają się podważać.
Bloomberg: kolejna fala wyprzedaży może rozlać się na światowe rynki
Jak zauważa agencja Bloomberg, lada moment grozi nam kolejna fala wyprzedaży, która mogłaby rozlać się na rynki globalne.
Jak zauważa agencja Bloomberg, kolejny wzrost rentowności następuje w czasie, gdy inwestorzy mierzą się z rosnącymi cenami ropy naftowej oraz inflacją, która utrzymuje się powyżej celu Rezerwy Federalnej (2 proc.) już od pięciu lat.
„Publikacja piątkowego wskaźnika cen konsumpcyjnych w USA może okazać się jedną z najważniejszych w ostatnich latach, ponieważ rynek wycenia obecnie około 70-procentowe prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na posiedzeniu Fedu 16 września” – zauważa Bloomberg.
– Osiągnięcie poziomu 5 proc. przez rentowność 10-letnich obligacji skarbowych wygląda dziś bardziej na nieuniknione niż na prognozę. To niepokojące czasy dla rynku obligacji – powiedział Padhraic Garvey, szef analiz dla obu Ameryk w ING Groep NV.
Rentowności obligacji dwuletnich, które są bardziej wrażliwe na zmiany stóp procentowych Fedu, wzrosły w tym tygodniu do nawet 4,59 proc. Z kolei rentowności obligacji 30-letnich osiągnęły najwyższy poziom od 2007 r., przyciągając bardzo silny popyt podczas aukcji tych papierów.
Jak zauważa Bloomberg, zmiany te rozlały się również na światowe rynki obligacji. Rentowność niemieckich obligacji 10-letnich osiągnęła w czwartek najwyższy poziom od 2009 r., a ich japońskie odpowiedniki były notowane blisko istotnej psychologicznej granicy 3 proc.
Wskaźnik globalnych rentowności osiągnął najwyższy poziom od 2007 r.
Scott Bessent stosuje niestandardową strategię, za którą krytykował poprzedniczkę
– Niższy odczyt inflacji CPI w USA i podwyżka stóp przez Fed to w zasadzie jedyne czynniki, które mogłyby obecnie zatrzymać ten trend. Mamy do czynienia z potężną falą jastrzębich nastrojów – powiedział Michael Tang, strateg ds. rynku stóp procentowych w Commonwealth Bank of Australia w Sydney.
Bloomberg podkreśla, że dla wartego 32 bln dolarów rynku amerykańskich obligacji skarbowych przekroczenie poziomu 5 proc. przez rentowność obligacji 10-letnich oznaczałoby narastające wyzwanie dla sekretarza skarbu USA Scotta Bessenta, który bez powodzenia próbuje zatrzymać wyprzedaż obligacji przed tzw. Midterms.
W czwartek kierowany przez niego Departament Skarbu odkupił mniej obligacji, niż oczekiwano, podczas pierwszej rozszerzonej operacji odkupu papierów dłużnych.
Scott Bessent próbował bagatelizować obawy wywołane ostatnią wyprzedażą, twierdząc, że rynek obligacji skarbowych znajduje się w „bardzo dobrej kondycji”. Wskazywał przy tym na udane aukcje przeprowadzone w ostatnich dniach oraz lepsze wyniki amerykańskich aktywów na tle innych gospodarek.
Indeks całkowitej stopy zwrotu z amerykańskich obligacji skarbowych opracowywany przez Bloomberg spadł w tym roku o 1,4 proc., wobec spadku o 1 proc. dla szerszego globalnego odpowiednika.
– Fundamenty już wcześniej były kruche ze względu na wysokie zadłużenie państwa i duże potrzeby pożyczkowe – powiedział Andrew Ticehurst, starszy strateg ds. rynku stóp procentowych w Nomura w Sydney.
Jak podkreśla Bloomberg, zmiany rentowności wpływają na koszt kapitału praktycznie dla wszystkich i wszystkiego. Dotyczy to także oprocentowania kredytów hipotecznych w USA, które jest istotnym wskaźnikiem politycznym przed nadchodzącymi lada moment wyborami i już teraz znajduje się na najwyższym poziomie od ponad roku.
Przebicie poziomu 5 proc. może także wywołać problemy na rynkach akcji.
– Niektórzy postrzegają poziom 5 proc. jako granicę, po przekroczeniu której rynki finansowe mogą popaść w chaos – powiedział w wypowiedzi dla Bloomberga John Higgins, główny doradca ekonomiczny ds. rynków finansowych w Capital Economics.
Niektórzy postrzegają poziom 5 proc. jako granicę, po przekroczeniu której rynki finansowe mogą popaść w chaos – powiedział w wypowiedzi dla Bloomberga John Higgins, główny doradca ekonomiczny ds. rynków finansowych w Capital Economics.
Jak zauważa prof. finansów Patrick Boyle, Scott Bessent de facto traktuje amerykański dług jak swoje finansowe portfolio, na masową skalę zamieniając dług długoterminowy w dług krótkoterminowy. Departament Skarbu pożycza na krótki termin, licząc, że stopy spadną i pozwoli to na tańsze refinansowanie długu. Problem polega na tym, że jeśli pójdą w górę, będzie zmuszony zadłużać się na znacznie gorszych warunkach. Tymczasem już obecnie spłata zobowiązań to druga największa pozycja w amerykańskim budżecie, a rok do roku Amerykanie mają deficyt na poziomie ok. 6 proc. PKB.
Ponadto Bessent jeszcze w 2024 r. krytykował za „aktywizm emisyjny” swoją poprzedniczkę na tym stanowisku Janet Yellen, która działała w podobny sposób, choć w korzystniejszym otoczeniu.
Komentatorzy wskazują też, że Bessent poszedł o krok dalej niż Yellen, ponieważ od pasywnego sterowania nowymi emisjami na przełomie sierpnia i września 2026 r. przeszedł do agresywnej, bezpośredniej interwencji rynkowej na masową skalę.
James Sulliwan, analityk JPMorgan, w programie CNBC nazwał jego strategię „spłacaniem kredytu hipotecznego kartą kredytową”.
– To trochę jak używanie karty kredytowej do spłacenia kredytu hipotecznego. Może to działać przez chwilę, ale ostatecznie niedopasowanie terminów zapadalności długu stanie się aż nadto widoczne – powiedział James Sulliwan.
To trochę jak używanie karty kredytowej do spłacenia kredytu hipotecznego. Może to działać przez chwilę, ale ostatecznie niedopasowanie terminów zapadalności długu stanie się aż nadto widoczne – powiedział James Sulliwan.
Sytuacja wokół amerykańskiego długu coraz bardziej napięta
Gdy inflacja w ostatnich miesiącach oddala się od czelu, prezydent USA Donald Trump zaczął wywierać, podobnie jak na jego poprzednika, presję na szefa Fedu Kevina Warscha. Trump chce, żeby ten zgodnie z jego wolą sprawił, by „stopy procentowe w USA były na najniższym poziomie na świecie".
Trump zagroził, że jeśli Kevin Warsch nie obniży stóp, wstrzyma handel z krajami, które mają dodatni bilans handlowy z USA. Byłoby to wydarzenie bez precedensu, w którym ekonomistom trudno odnaleźć uzasadnioną wiedzą ekonomiczną logikę.
Czytaj także: Donald Trump naciska na Fed. „Obniżcie stopy procentowe albo wstrzymam handel zagraniczny”
To wszystko dzieje się w czasie, gdy – wbrew sztandarowym obietnicom Trumpa z kampanii prezydenckiej – dług USA rośnie na bezprecedensową skalę.
W sierpniu 2026 r. całkowite zadłużenie Stanów Zjednoczonych po raz pierwszy w historii przekroczyło barierę 40 bln dolarów. Barierę 20 bln dolarów przekroczono dopiero w 2017 r., za pierwszej kadencji Trumpa. Obecne tempo przyrostu zadłużenia przerasta nawet to z II wojny światowej, a roczny koszt samych odsetek zdążył przekroczyć granicę 1 bln dolarów.
Czytaj więcej: Dług publiczny USA pierwszy raz przekroczył 40 bln dolarów