Kategorie artykułu: Biznes Newsy Technologia

Rafał Brzoska nie odpuszcza Mecie. ScamWatch pokazuje skalę problemu z fałszywymi reklamami

Niemal 17 proc. reklam na platformach Mety to z dużym prawdopodobieństwem oszustwa – wynika z analizy przeprowadzonej przez twóców akcji ScamWatch. Rafał Brzoska, inicjator kampanii „150 proc. Stop Scam”, chce, by państwo przestało traktować oszukańcze reklamy wyłącznie jako problem moderacji treści.

Rafał Brzoska, prezes InPost
Rafał Brzoska, prezes InPostu. Od kilku lat walczy z fałszywmi reklamami, które pojawiają się w serwisach Mety. Fot. mat. prasowe

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak duża część reklam przeanalizowanych przez ScamWatch została uznana za podejrzaną i jakie mechanizmy mają pozwalać oszustom omijać systemy kontroli Mety.
  2. Jak Rafał Brzoska chce zmienić zasady odpowiedzialności platform za reklamy scamowe i dlaczego proponowane wcześniej kary uznaje dziś za niewystarczające.
  3. Dlaczego autorzy raportu wskazują na potrzebę weryfikacji reklamodawców, a Meta kwestionuje część zarzutów oraz danych dotyczących skali oszustw.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Analiza to skutek akcji StopScam i ScamWatch uruchomionej m.in. przez twórcę InPostu, Rafała Brzoskę, w ostatnich miesiącach. Akcja ma na celu wykrycie skali wyłudzeń i oszustw w mediach społecznościowych, na platformach należących do Mety.

– Problem scamu niestety jest rakiem, który toczy nasze życie społeczne – mówił Rafał Brzoska podczas konferencji.

Jak stwierdził, inicjatywa ScamWatch miała za zadanie sprawdzić, jaka jest realna skala oszustw na platformach Mety.

– Pokazujemy skalę, którą sami osobiście, już nie tylko zgłaszaną przez użytkowników, ale sami złapaliśmy. (…) Ale to, co najważniejsze, widząc niemoc po stronie politycznej od lewa do prawa, chcemy pomóc, pokazując konkretne, proste, bardzo łatwe w implementacji przepisy, które mogą zmienić tę sytuację – powiedział Rafał Brzoska.

1,76 mln reklam pod lupą

Do repozytorium ScamWatch pobrano 2 045 114 reklam. Z tej puli 1 760 358 poddano analizie. 290 829 reklam, czyli 16,5 proc. analizowanych materiałów zaklasyfikowano jako podejrzane. 28 215, czyli 1,6 proc., otrzymało ocenę „bardzo wysokiego ryzyka”.

Raport zestawia własne wyniki z danymi z innych źródeł. Autorzy przywołują analizę Instratu, według której Meta w Polsce osiąga 37 proc. przychodów z reklam oszukańczych, co ma odpowiadać około 760 mln zł. W dokumencie znalazły się również dane Bitdefender Labs, według których Polska odpowiada za około 18-20 proc. wykrytych przypadków oszukańczych reklam inwestycyjnych na platformach Mety.

Sama kampania „150 proc. Stop Scam” zebrała ponad 167 tys. podpisów i osiągnęła – według raportu inicjatorów – łączny zasięg publikacji i wzmianek medialnych na poziomie 63,8 mln.

Brzoska: problem jest w konstrukcji systemu

Rafał Brzoska zarzucił Mecie naruszanie obowiązków wynikających z unijnego Digital Services Act. Wskazuje przede wszystkim na opóźnienia w pojawianiu się materiałów w bibliotece reklam, możliwość zmiany reklamy po emisji oraz ograniczenia utrudniające masowe pobieranie danych do celów kontrolnych i badawczych.

– Mamy dowody na to, że Meta w Polsce i nie tylko w Polsce narusza przepisy rozporządzenia DSA. (…) To, że nie mamy wdrożonych przepisów wykonawczych, tylko i wyłącznie ogranicza nasze pole manewru jako państwa do skutecznego i szybszego działania. Natomiast Meta łamie DSA w kilku obszarach. Po pierwsze, nie publikuje na bieżąco w bibliotece reklam tych reklam scamowych, często robi to z opóźnieniem 24-godzinnym. (…) Jeżeli ktoś nie zdążył zniknąć, to pozwala przestępcom wykonać jeszcze jeden manewr. Zamieniają reklamę aplikacji pornograficznej albo deepfake na reklamę dżinsów lub trampek, tak, żeby w bibliotece ślad po tym przestępstwie zniknął – mówił Rafał Brzoska.

Jednym z głównych mechanizmów jest podszywanie się pod wiarygodne osoby, firmy i instytucje. Sebastian Kondracki, twórca Bielika i autor raportu,wymieniał osoby publiczne, marki komercyjne, banki, Lotto czy instytucje publiczne. Zaufanie do rozpoznawalnej marki lub twarzy ma być wykorzystywane do skłonienia odbiorcy do kliknięcia, przekazania danych albo wejścia na stronę prowadzącą do oszustwa.

– To jest wykorzystywanie, podszywanie się pod czyjąś wiarygodność, zaufanie, no i sprzedawanie czy też kradzież danych od obywateli – mówił Sebastian Kondracki.

Zdaniem eksperta

Instrat sprawdził Metę i jest gotowy na weryfikację danych

Reakcja Mety na raport Instratu powinna zostać rozstrzygnięta na podstawie danych, a nie oświadczeń. Dlatego proponujemy, aby wspólnie z firmą Meta i organizacjami branżowymi wybrać niezależnego, zewnętrznego audytora. Powinien on zweryfikować zarówno metodologię naszego badania, jak i wewnętrzne dane platformy: rzeczywistą skalę przychodów z reklam, strukturę przychodów według klientów, liczbę wyświetleń oraz efektywny koszt dotarcia reklam oszukańczych.

W naszym raporcie nie twierdzimy, że około 10 proc. przychodów Mety pochodzi ze scamu. Szacujemy, że reklamy oszukańcze odpowiadają za około 10–11 proc. wyświetleń, ale jednocześnie dotarcie scammerów jest kilkukrotnie droższe niż w przypadku zwykłych reklamodawców. To ma również znaczenie dla konkurencji na rynku reklamy, ponieważ w systemie aukcyjnym uczciwi reklamodawcy muszą konkurować cenowo z podmiotami prowadzącymi działalność oszukańczą, co może podnosić koszty ich kampanii.

Jeśli popełniliśmy błąd, powinien wykazać to niezależny audyt. Jesteśmy gotowi poddać nasze ustalenia takiej weryfikacji i – jeśli będzie to uzasadnione – skorygować wnioski. Oczekujemy jednak takiej samej przejrzystości od Mety i dostępu audytora do danych, które pozwolą ustalić rzeczywistą skalę problemu. Za liczbami przedstawionymi w raporcie stoimy i jesteśmy gotowi je skonfrontować z wiedzą ekspertów od cyberbezpieczeństwa, cyberprzestępczości oraz kampanii w mediach społecznościowych.

Jak działa scam w Mecie?

Sebastian Kondracki opisywał schematy, w których dopiero zestawienie kilku pozornie niezwiązanych sygnałów – profilu reklamodawcy, danych płatnika i strony docelowej – pozwala dostrzec podejrzany mechanizm. Jako przykład podał lokal gastronomiczny z Nowego Jorku, który reklamował zdjęcie ptaka, chociaż link zamieszczony w reklamie prowadził do zupełnie innej strony.

– Nie ma nawet uzasadnienia biznesowego, żeby był jakiś reklamodawca na świecie, jak np. kawiarenka z Nowego Jorku, która reklamuje ptaszka i na przykład kieruje do linku kanadyjskiej firmy – mówił Sebastian Kondracki.

Sebastian Kondracki dużo miejsca poświęcił treściom pornograficznym i seksualnym generowanym przez AI. Jego zdaniem w reklamach pojawiają się instruktaże prowadzące do aplikacji służących do tworzenia seksualizowanych materiałów i deepfake’ów. Podkreślał przy tym ryzyko ekspozycji dzieci i nastolatków na takie treści.

– To są reklamy, tutoriale, które pokazują w najohydniejszy sposób, jak można wygenerować seksualnego deepfake’a. Są dostępne dla każdego, w tym także dla niepełnoletnich – mówił Sebastian Kondracki.

Scam to nie tylko fałszywe inwestycje

ScamWatch nie ogranicza się do wykrywania klasycznych oszustw inwestycyjnych. Raport wyróżnia 12 kategorii nadużyć, obejmujących m.in. podszywanie się pod marki, firmy, osoby publiczne i instytucje państwowe, oszustwa finansowe i kryptowalutowe, wyłudzanie danych, fałszywe obietnice zdrowotne, nielegalny hazard, treści pornograficzne w reklamach, wykorzystywanie wizerunku dzieci, a także promocję nielegalnej działalności i aplikacji.

Sebastian Kondracki zwraca także uwagę na techniczny problem związany z systemem emisji reklam. Jego zdaniem największą słabością jest brak odpowiednich zabezpieczeń już na etapie dopuszczania do systemu reklamodawcy i samej reklamy. To właśnie ma być jedną z przyczyn ogromnej skali zjawiska.

– Raport pokazuje skalę, ale ona jest przeogromna. Najważniejszy jest jednak brak jakichkolwiek zabezpieczeń właśnie w sieciach emisyjnych – mówił twórca Bielika.

Zdaniem eksperta

Problem reklam w Mecie

Problem oszukańczych reklam na platformach takich jak Meta trzeba traktować systemowo. Pozornie korzystamy z bezpłatnych usług, ale w praktyce płacimy danymi osobowymi i uwagą, a społeczne koszty tego modelu ponoszą również przedsiębiorcy, wymiar sprawiedliwości i państwo. Kluczową rolę odgrywają systemy rekomendacyjne, które premiują zaangażowanie użytkowników, dlatego zwiększają widoczność treści sensacyjnych, clickbaitowych, deepfake’ów i scamu.

Samo skuteczniejsze usuwanie treści nielegalnych nie rozwiąże więc problemu, bo algorytmy nadal mogą promować materiały znajdujące się tuż poniżej granicy bezprawności, choć społecznie są one szkodliwe. Mamy już na poziomie Unii Europejskiej narzędzia, przede wszystkim Digital Services Act i Digital Markets Act, i trzeba z nich skutecznie korzystać. Komisja Europejska może prowadzić postępowania wobec największych platform, ale potrzebne są również sprawne procedury krajowe. Polskie organy powinny mieć możliwość szybkiego zgłaszania rażąco nielegalnych treści i reagowania, gdy platforma nie wykonuje swoich obowiązków. Dziś takiej skutecznej ścieżki w Polsce brakuje.

Mechanizmy blokowania treści, pod kontrolą sądów, nie powinny być przedstawiane jako zagrożenie dla wolności słowa. Ich celem jest ochrona konsumentów, danych osobowych i wizerunku oraz ograniczenie rozpowszechniania treści nielegalnych, oszukańczych i drastycznych. Potrzebna jest więc równoległa presja regulacyjna na poziomie krajowym i unijnym.

KYC nie tylko w banku. Także dla reklamodawcy

Rafał Brzoska wezwał do podjęcia konkretnych działań legislacyjnych wobec platform społecznościowych. Pierwszym postulatem jest obowiązkowa weryfikacja reklamodawców przed uruchomieniem kampanii. Przedsiębiorca odwołał się do mechanizmów KYC, czyli „know your customer”, od lat stosowanych w bankowości i usługach płatniczych. Jak podkreślał, podobne obowiązki funkcjonują również w innych branżach, a InPost sam weryfikuje firmy chcące korzystać z jego usług.

Według Brzoski problem z reklamą cyfrową polega na tym, że dziś można kupować zasięg bez dostatecznie silnego powiązania reklamodawcy i płatnika z konkretną, zweryfikowaną osobą lub firmą.

– Reklamodawcy muszą zostać sprawdzeni przez tych, którzy wyświetlają te reklamy. (…) Zasada jest bardzo prosta. Macie zweryfikować swojego reklamodawcę, czyli za reklamą nie może być reklamodawca i płatnik w bibliotece reklam podpisani jako trzy jedynki albo cztery literki H. Tylko musi być zweryfikowany, nim za tę reklamę zapłaci – mówił Rafał Brzoska.

W raporcie postulat ten sprowadza się do obowiązku ustalenia, kto kupuje reklamę i kto za nią płaci, a w przypadku podmiotów podwyższonego ryzyka – również kto jest ich rzeczywistym beneficjentem. Jeżeli reklamodawcy nie można wiarygodnie zweryfikować, kampania nie powinna zostać uruchomiona.

Zdaniem eksperta

Trzeba monitorować Metę

Walka ze scamem nie powinna ograniczać się do jednej platformy ani do pojedynczych kategorii oszustw. Pierwszym problemem jest dostęp do danych. Biblioteka reklam Mety i jej API nakładają limity zapytań, podczas gdy liczba reklam kierowanych do polskich użytkowników może być znacznie większa. Jeżeli chcemy rzetelnie badać skalę zjawiska, niezależni badacze i zaufane podmioty powinni mieć możliwość pełniejszego dostępu do danych o reklamach, zamiast rekonstruować obraz rynku na podstawie ograniczonych wycinków.

Druga kwestia to rozszerzenie monitoringu poza Facebooka i Instagrama. Oszukańcze reklamy pojawiają się także w innych ekosystemach reklamowych, w tym w Google Ads i sieciach programmatic obecnych na stronach internetowych. Warto więc objąć monitoringiem największe kanały, które odpowiadają za większość emisji.

Trzeci element to współpraca. Skala problemu uzasadnia stworzenie szerokiej koalicji organizacji społecznych, instytucji publicznych i sektora finansowego. Dotyczy to nie tylko oszustw inwestycyjnych, ale również fałszywych reklam kasyn, nielegalnego hazardu czy prób wyłudzania danych i pieniędzy przez komunikatory. W praktyce scam nie kończy się na reklamie – może przenosić się do Messengera czy narzędzi biznesowych platform, które nie zawsze są objęte tymi samymi mechanizmami regulacyjnymi. Dlatego monitoring i regulacje powinny uwzględniać cały łańcuch: od emisji reklamy, przez przepływ pieniędzy, aż po bezpośredni kontakt z potencjalną ofiarą.

150 proc. to może być za mało

Drugi postulat dotyczy odpowiedzialności finansowej platform. Nazwa inicjatywy wywodzi się z pierwotnej propozycji, zgodnie z którą kara administracyjna miałaby wynosić 150 proc. przychodu uzyskanego z emisji reklamy zaklasyfikowanej jako scam oraz reklam z nią powiązanych.

Podczas konferencji Brzoska wyraźnie zaostrzył jednak tę propozycję.

– Jeżeli się okaże, że kogoś nie zweryfikują, drakońska kara w postaci procenta od przychodów albo tak jak my proponowaliśmy 150 proc. kwoty, która została pobrana. I ta zasada jest realną odpowiedzialnością platformy. Ona nie może być zwrotem tego, co pobrano, bo to żadna kara. (…) Żałuję, ale wtedy, gdy tworzyliśmy 150 proc., nie znaliśmy skali tego zjawiska. To powinno być 300, 400, 500 proc. Tak naprawdę zostawiamy to politykom, by ustalili ten procent – powiedział Rafał Brzoska.

Szef InPostu przekonywał również, że reklamy bezprawnie wykorzystujące jego wizerunek zaczęły znikać dopiero po uruchomieniu inicjatywy 150 proc. Jak twierdził, wcześniej ich liczba nie malała nawet po rozstrzygnięciach sądowych.

– Liczba reklam ze mną spadła dopiero po uruchomieniu przeze mnie inicjatywy 150 proc. Czyli liczba reklam przed wyrokiem sądowym, po wyroku sądowym, była nie tylko nie mniejsza, ale coraz większa – mówił Rafał Brzoska.

Jak zaznaczył, obecnie takich reklam praktycznie już nie ma, co, jego zdaniem, pokazuje, że platforma jest w stanie skutecznie je eliminować.

– Cała ta ściema, którą nam i wam, jako dziennikarzom, serwują, jest ściemą – mówił Rafał Brzoska.

Rzucił też Mecie bezpośrednie wyzwanie.

– Jeżeli się z tym nie zgadzają, ponownie potwierdzam i zachęcam ich: pozwijcie mnie do sądu o to, że mówię nieprawdę. Pozwijcie mnie – powiedział Rafał Brzoska.

Pieniądze z kar dla poszkodowanych

Trzecim elementem pakietu jest fundusz kompensacyjny dla ofiar scamu. Część wpływów z kar administracyjnych nakładanych na platformy miałaby finansować pomoc dla osób, które wskutek oszustwa straciły pieniądze, dane lub poniosły inne szkody.

Biznesmen chce, aby część tych środków była przeznaczana również na edukację cyfrową, zwłaszcza osób mających największe trudności z oceną autentyczności materiałów generowanych przez AI.

– Fundusz może być śmiało zasilany właśnie tymi środkami z kar. Do tego można dodatkowo, statutowo przeznaczyć część tych środków na edukację, zwłaszcza osób wykluczonych cyfrowo, by nie były narażone na tę łatwą sytuację, w której w związku ze swoim wykluczeniem nie odróżnią tego, co jest fejkiem, od tego, co jest wygenerowane przez sztuczną inteligencję – mówił Rafał Brzoska podczas konferencji prasowej.

Raport w wersji drukowanej ma trafić do wszystkich posłów, senatorów i członków rządu.

Rafał Brzoska kontra Meta. Od deepfake’ów do ScamWatch

Spór Rafała Brzoski z Metą trwa od lat. Na Facebooku i Instagramie pojawiały się kampanie wykorzystujące wizerunki Brzoski i Omeny Mensah do promowania fikcyjnych inwestycji. W jednej z nich spreparowany materiał sugerował, że przedsiębiorca stworzył platformę inwestycyjną gwarantującą Polakom zyski.

Mimo zgłaszania reklam podobne materiały nadal się pojawiały. Sprawa trafiła także do UODO. Urząd wydał komunikat, zgodnie z którym „w związku ze skargą Pana Rafała Brzoski, Meta Platforms Ireland Limited musi wstrzymać wyświetlanie, w serwisach Facebook i Instagram, reklam wykorzystujących prawdziwe dane Pana Rafała Brzoski”.

Brzoska i Mensah równolegle skierowali sprawę na drogę cywilną. W listopadzie 2024 r. warszawski sąd udzielił zabezpieczenia roszczeń, zakazując przez rok emisji określonych materiałów reklamowych wykorzystujących ich wizerunki. Za naruszenie zakazu Mecie groziła kara pieniężna. Spółka zaskarżyła postanowienie.

27 marca 2026 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie częściowo utrzymał zabezpieczenie dotyczące Omeny Mensah, natomiast uchylił je w części odnoszącej się do Rafała Brzoski, uznając zakaz za zbyt szeroki.

Sąd: Meta nie jest tylko biernym pośrednikiem

W uzasadnieniu decyzji sąd wskazał, że w przypadku płatnych reklam Meta nie jest wyłącznie biernym dostawcą infrastruktury. Ma dostęp do treści przed ich publikacją, pobiera wynagrodzenie za emisję reklam oraz udostępnia narzędzia algorytmiczne zwiększające ich zasięg i pozwalające kierować je do określonych grup odbiorców. Jednocześnie zaznaczył, że zabezpieczenie nie może prowadzić do nałożenia na platformę ogólnego obowiązku monitorowania wszystkich przyszłych treści.

Latem 2026 r. konflikt ponownie wyszedł poza salę sądową. Rafał Brzoska alarmował, że fałszywe reklamy wykorzystujące jego wizerunek nadal pojawiają się w serwisach Mety. W sierpniu uruchomił inicjatywę „150 proc.”. Jej głównym postulatem jest takie ukształtowanie odpowiedzialności finansowej platform, aby koszt emisji oszukańczej reklamy przewyższał osiągnięty z niej przychód. Proponowane 150 proc. pozostaje jednak postulatem inicjatywy, a nie obowiązującym prawem.

ScamWatch i śledzenie fałszywych reklam

Kolejnym krokiem było uruchomienie ScamWatch, ogłoszonego 27 sierpnia. Narzędzie tworzone przez zespół Sebastiana Kondrackiego, jednego z twórców Bielika, ma wykrywać i dokumentować podejrzane kampanie, łączyć reklamy z domenami i innymi elementami infrastruktury wykorzystywanej przez oszustów, a także mierzyć czas reakcji platform. Użytkownicy mogą zgłaszać podejrzane reklamy za pomocą formularza, a przypadki są następnie analizowane z udziałem ekspertów Rafał Brzoska Foundation. ScamWatch ma w ten sposób dokumentować konkretne przypadki i pokazywać, jak długo podejrzana reklama pozostaje aktywna.

Na działania Rafała Brzoski odpowiedziała Meta.

– W ostatnich dniach obserwujemy kampanię, która zniekształca obraz działań i motywacji Mety w obszarze walki z oszustami – stwierdził we wpisie opublikowanym na stronach Mety Jakub Turowski, dyrektor firmy ds. Polityki Publicznej w Europie Środkowo-Wschodniej.

Jak podkreślił, oszustwa uderzają nie tylko w ich bezpośrednie ofiary, ale również w zaufanie do całego rynku reklamy internetowej.

– Jednocześnie podkopują zaufanie do ekosystemu reklamowego, na którym opiera się nasz model biznesowy. Dziś ogłaszamy dodatkowe środki ochrony, które wprowadzamy w Polsce, a także przedstawiamy aktualne informacje o naszej dotychczasowej pracy i jej efektach – napisał Jakub Turowski.

Przedstawiciel Mety zarzucił jednocześnie inicjatorom kampanii tworzenie fałszywego obrazu finansowych motywacji firmy w walce z oszustwami.

– Jest ona nieprawdziwa i opiera się na danych z nierzetelnych publikacji agencji Reuters oraz na wybiórczo cytowanych dokumentach, które wyciekły. W niewłaściwy sposób przedstawia podejście Mety do oszustw i nadużyć. Skupia się na badaniach, które prowadziliśmy, by ocenić skalę problemu, a pomija to, co po nich nastąpiło: konkretne działania wobec naruszeń naszych zasad, zmiany w produktach i partnerstwa branżowe – napisał Jakub Turowski.

Raport Instratu pokazuje skalę problemu

We wrześniu Instrat oszacował, że przychody Mety z oszukańczych reklam w Polsce mogą sięgać 760 mln zł rocznie. Meta zakwestionowała metodologię badania i uznała raport za wprowadzający w błąd.

– Szacujemy, że przychody Mety z tytułu oszukańczych reklam to nawet 2 mln zł dziennie. Rocznie daje to nawet 760 mln zł przychodu. Jeśli weźmiemy pod uwagę przychody raportowane przez polską spółkę Facebook Poland, czyli około 2 mld zł rocznie, to daje udział scamów w przychodach na poziomie nawet 37 proc. – powiedział podczas konferencji dr Jarosław Kopeć, autor raportu.

Według analityków 41 proc. oszukańczych reklam nie jest widocznych w tzw. Bibliotece Reklam.

– Oszuści stosują techniczne sztuczki, by nie tracić dostępu do kont. Używane są techniki pozwalające na ukrycie prawdziwej, oszukańczej treści pod płaszczem zwykłej reklamy – dodał dr Jarosław Kopeć.

Jako przykład podał reklamę wykorzystującą wizerunek Michała Sołowowa. Według autorów raportu prowadzi ona do fałszywej strony Ministerstwa Finansów i jest elementem oszustwa finansowego, choć w Bibliotece Reklam widnieje jako reklama furminatora.

Meta zdecydowanie odrzuciła te wyliczenia.

– Ten raport to fikcja stworzona na zamówienie, która służy wprowadzaniu opinii publicznej w błąd. Raport został zamówiony przez kancelarię prawną reprezentującą osobę, która nas pozwała. Opiera się na błędnych założeniach, nieprawidłowych definicjach i małej próbie badawczej, co daje zawyżone i absurdalne liczby, przedstawiające w fałszywym świetle naszą szeroko zakrojoną pracę na rzecz walki z oszustwami – napisało w odpowiedzi na pytania redakcji XYZ biuro prasowe Mety.

Główne wnioski

  1. Analiza ScamWatch wskazuje na dużą skalę potencjalnie niebezpiecznych reklam w ekosystemie Mety. Spośród ponad 1,76 mln przeanalizowanych materiałów około 290,8 tys., czyli 16,5 proc., zaklasyfikowano jako podejrzane, a ponad 28 tys. otrzymało ocenę bardzo wysokiego ryzyka. Raport obejmuje nie tylko fałszywe inwestycje, ale także podszywanie się pod osoby publiczne, firmy i instytucje, wyłudzanie danych, fałszywe treści zdrowotne, nielegalny hazard, materiały seksualne oraz deepfake’i generowane przy użyciu AI.
  2. Rafał Brzoska i autorzy raportu przekonują, że jednym ze źródeł problemu jest niewystarczająca weryfikacja reklamodawców przed rozpoczęciem kampanii. Proponują obowiązkowe KYC dla podmiotów kupujących reklamy oraz większą odpowiedzialność finansową platform za emisję oszukańczych treści. Brzoska uważa przy tym, że pierwotnie proponowana kara w wysokości 150 proc. przychodów z takich reklam może być zbyt niska. Część wpływów z sankcji miałaby trafiać do funduszu dla poszkodowanych oraz finansować edukację cyfrową.
  3. Skala zjawiska i odpowiedzialność Mety pozostają przedmiotem ostrego sporu. Brzoska zarzuca firmie m.in. niewystarczającą kontrolę reklam i nieprawidłowości związane z Biblioteką Reklam. Meta odpowiada, że przedstawiany obraz jej działań jest zniekształcony, a część analiz opiera się na błędnej metodologii i zawyżonych szacunkach. Firma zdecydowanie kwestionuje m.in. wyliczenia Instratu, według których przychody z oszukańczych reklam w Polsce mogą sięgać 760 mln zł rocznie. Spór ma już wymiar prawny i regulacyjny, a raport ScamWatch ma trafić do parlamentarzystów oraz członków rządu.

Napisaliśmy o tym, bo informację uznaliśmy za ważną i ciekawą. Dla pełnej transparentności informujemy, że fundusz RiO, należący do Rafała Brzoski, prezesa i akcjonariusza InPostu, jest inwestorem w XYZ