Giełda kryptowalut domaga się prawie 2,5 mln zł odszkodowania od KNF

Przed stołecznym sądem toczy się sprawa, w której giełda kryptowalut BitMarket24 domaga się niemal 2,5 mln zł odszkodowania od Komisji Nadzoru Finansowego za wpis na listę ostrzeżeń publicznych. Spółka przekonuje, że uniemożliwiło to jej dalsze funkcjonowanie. Zdaniem KNF zarzuty giełdy są bezzasadne.

Pierwszy o sprawie poinformował portal money.pl, według którego to pierwszy tego typu spór w polskim sądzie.

Giełda kryptowalut BitMarket24, jak relacjonuje portal, została wpisana na listę ostrzeżeń publicznych KNF 21 stycznia 2019 r., po tym, jak Komisja złożyła do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Chodziło o świadczenie usług płatniczych bez zezwolenia. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Warszawie.

Zdaniem pełnomocnika BitMarket24 mec. Leszka Kieliszewskiego KNF od 2017 r. „ostrzegała przed inwestowaniem w kryptowaluty, postrzegając w tym bańkę”. Jak wyjaśnił w rozmowie z PAP, „wynikiem wieloletniej polityki KNF jest to, że wpis na listę ostrzeżeń publicznych oznacza wypowiedzenie umów o prowadzenie rachunków przez banki i instytucje płatnicze nadzorowane przez KNF”.

– Tak było również w tym przypadku. KNF w białych rękawiczkach przekonuje, że lista ma tylko charakter informacyjny. Jednocześnie dodaje, że występowanie podmiotu wiąże się z pewnym ryzykiem, a instytucja finansowa powinna rozważyć, czy może to ryzyko mitygować, stosując odpowiednie środki bezpieczeństwa. Jeżeli nie, to wypowiada rachunek – poinformował Leszek Kieliszewski.

Przedstawiciel BitMarket24 argumentuje, że efektem wpisu na listę jest „finansowa banicja”.

– Spółka traci dostęp do białej listy podatników VAT, nie może opłacić podatku, kontrahentów czy, w przypadku giełd kryptoaktywów, wymienić złotówek na kryptowaluty – powiedział.

Leszek Kieliszewski zwrócił też uwagę, że prokuratura oraz sąd umorzyły postępowanie dotyczące zawiadomienia, które w sprawie giełdy złożyła KNF.

– Stwierdzono brak znamion popełnienia przestępstwa – podkreślił.

Giełda w toczącej się sprawie domaga się przesłuchania pracowników Credit Agricole, banku, który wypowiedział jej rachunek, oraz pracowników KNF, w tym byłego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, a także obecnego szefa Komisji Jacka Jastrzębskiego.

Podczas poniedziałkowej rozprawy Leszek Kieliszewski wnioskował o stacjonarne przesłuchanie tylko pracowników KNF. Komisja domagała się jednak, by wszystkich świadków traktować jednakowo i każdego przesłuchać stacjonarnie. Sąd przychylił się do wniosku Komisji, wyznaczając terminy rozprawy na 14 grudnia 2026 r. oraz 18 stycznia 2027 r.

Leszek Kieliszewski wskazał, że KNF sprzeciwia się przesłuchaniu Jacka Jastrzębskiego, argumentując, że nie miał on wiedzy w tej sprawie.

Urząd KNF przekazał PAP, że zarzuty BitMarket24 uważa za bezzasadne.

Komisja powtórzyła, że wpis spółki na listę ostrzeżeń publicznych nastąpił w związku ze złożeniem do organów ścigania zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a zgodnie z ustawą o nadzorze KNF ma obowiązek podania do publicznej wiadomości informacji o złożeniu zawiadomienia. Tym samym, zamieszczając wpis, UKNF, jak przekonuje, wypełniał jedynie swój ustawowy obowiązek.

„Zgodnie z ustawą o nadzorze nad rynkiem finansowym, w przypadku prawomocnej odmowy wszczęcia postępowania przygotowawczego, prawomocnego umorzenia postępowania przygotowawczego albo wydania przez sąd prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie karne innego niż wyrok skazujący lub wyrok warunkowo umarzający postępowanie karne, Komisja na pisemny wniosek podmiotu, w związku z działalnością którego zostało złożone zawiadomienie, usuwa informację zamieszczoną na liście dotyczącą tego podmiotu. Osoba składająca taki wniosek powinna posiadać stosowne pełnomocnictwo uprawniające ją do działania w imieniu tego podmiotu” – przekazał UKNF.

Komisja jednocześnie nie odpowiedziała na inne pytania PAP dotyczące m.in. sprzeciwu KNF wobec przesłuchania jej obecnego przewodniczącego.

W poniedziałkowym artykule money.pl relacjonował, że giełda BitMarket24 chce wykazać, iż wpis odciął ją od systemu bankowego i doprowadził do zakończenia jej działalności.

„Spółka twierdzi, że wpisanie jej na listę ostrzeżeń publicznych nie było pojedynczą decyzją nadzoru, lecz elementem szerszej, nieformalnej polityki wobec branży kryptowalutowej. Według powódki KNF naciskała na banki i instytucje płatnicze, by nie obsługiwały firm działających na tym rynku. Nadzór temu zaprzecza” – poinformował portal.

Dziennikarka portalu przypomniała, że 11 stycznia 2019 r. przedstawiciele giełdy spotkali się z urzędnikami UKNF i choć obie strony potwierdzają, że do spotkania doszło, to różnią się w ocenie jego przebiegu. Pięć dni później, 16 stycznia, UKNF zawiadomił prokuraturę w Krakowie, podejrzewając, że giełda przechowywała pieniądze klientów na własnym rachunku.

21 stycznia KNF wpisała BitMarket24 na listę ostrzeżeń publicznych.

Z pozwu wynika, że wpis na listę ostrzeżeń zamknął spółce BitMarket24 drogę do dalszych rozmów z instytucjami płatniczymi i zagroził utrzymaniu konta w banku. 28 stycznia Credit Agricole wypowiedział giełdzie rachunek firmowy. Powód wynikał z regulaminu banku: umieszczenia posiadacza rachunku na liście ostrzeżeń KNF” – dodał portal.

Źródło: PAP