Kategorie artykułu: Kampus XYZ Społeczeństwo

Studia nadal podnoszą pensję. „Rynek docenia dyplom magistra” (WYWIAD)

– Polska studiuje na prowincji. A gdy absolwenci uczelni z mniejszych miast przenoszą się do metropolii, często wygrywają, bo są bardziej drapieżni – mówi prof. Mikołaj Jasiński, twórca systemu Ekonomiczne Losy Absolwentów. Wyjaśnia, dlaczego mimo łatwego dostępu do wiedzy studia nadal się opłacają.

– Skuteczność młodego pokolenia w radzeniu sobie na lokalnych rynkach pracy rośnie. Nie składałbym tego jednak na karb roszczeniowości. Obserwujemy raczej rozwój strategii funkcjonowania na rynku pracy – mówi prof. Mikołaj Jasiński, twórca systemu Ekonomiczne Losy Absolwentów. Fot. OPI ELA / Magnific

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie czynniki już w pierwszym roku pracy mogą podnieść wynagrodzenie absolwenta nawet o 2 tys. zł.
  2. Dlaczego nie opłaca się przerywać studiów ani kończyć edukacji na poziomie licencjatu.
  3. Co wpływa na zawodowe sukcesy absolwentów uczelni z mniejszych miast.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Właśnie rozpoczął się kolejny rok akademicki. O miejsca na studiach walczyły dwa skumulowane roczniki, więc konkurencja będzie większa także później, na rynku pracy. O pokoleniu Z często mówi się, że jest roszczeniowe. Czy widać to również w oczekiwaniach płacowych? Czy młodzi zarabiają relatywnie więcej niż poprzednie roczniki, np. końcowe roczniki milenialsów?

Prof. Mikołaj Jasiński: Absolwenci studiów generalnie zarabiają coraz lepiej. I nie chodzi tylko o to, że rosną wynagrodzenia całego społeczeństwa, choćby z powodu inflacji. Absolwenci z roku na rok mają po prostu coraz lepszą pozycję na rynku pracy. To trwały trend, odkąd system ELA ich monitoruje, czyli od 2014 r.

Warto wiedzieć

Dr hab. Mikołaj Jasiński

Socjolog, badacz i ekspert zajmujący się losami absolwentów szkół wyższych. Zaprojektował i wdrożył system ELA – Ekonomiczne Losy Absolwentów w Ośrodku Przetwarzania Informacji – Państwowym Instytucie Badawczym. Jest adiunktem na Wydziale Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Pozycję zarobkową absolwentów mierzymy nie tylko w złotych, lecz przede wszystkim za pomocą tzw. zarobków względnych, czyli w odniesieniu do średnich wynagrodzeń w powiatach, w których mieszkają absolwenci. Dla osób kończących studia II stopnia Względny Wskaźnik Zarobków (WWZ) w pierwszym roku po dyplomie wynosił w 2014 r. około 70 proc. średniego wynagrodzenia lokalnego. W roku 2024 było to już 85-86 proc.

Zetki mają własne strategie na rynku pracy

Wymuszają więc wyższe zarobki?

Ich skuteczność w radzeniu sobie na lokalnych rynkach pracy rośnie. Nie wiązałbym tego jednak z roszczeniowością. Widzimy raczej rozwój strategii funkcjonowania na rynku pracy. Coraz więcej osób pracuje już podczas studiów i wcześniej zdobywa doświadczenie. Uczą się negocjować, podpisywać umowy, poruszać się po rynku. Coraz częściej na studia II stopnia trafiają osoby, które mają już za sobą doświadczenie zawodowe, często także pracę na etacie.

Podobnie wygląda kwestia bezrobocia. Posługujemy się Względnym Wskaźnikiem Bezrobocia (WWB), który odnosi ryzyko bezrobocia absolwenta do stopy bezrobocia w miejscu jego zamieszkania. Ten wskaźnik również poprawia się w kolejnych rocznikach.

Czy tych dobrych wyników nie tłumaczy po prostu bardzo dobra sytuacja gospodarcza Polski?

Nie jest to czynnik decydujący.

Nawet gdyby polskie PKB zaczęło gwałtownie spadać, nie uderzyłoby to automatycznie w młodych pracowników?

Nie automatycznie, bo wszystko zależy od tego, jak radzą sobie na lokalnym rynku pracy. Weźmy rocznik, który skończył studia w 2020 r., czyli w czasie pandemii. Obserwujemy go od pięciu lat. W tym okresie wynagrodzenia w Polsce oczywiście rosły, ale zarobki tych absolwentów rosły szybciej niż płace osób mieszkających w ich otoczeniu.

Czyli także szybciej niż wynagrodzenia starszych i bardziej doświadczonych pracowników?

Szybciej niż wynagrodzenia ogółu osób mieszkających w ich otoczeniu. Młodzi zaczynali tuż po studiach od około 82 proc. średniej lokalnej pensji, a w piątym roku po dyplomie dochodzili już do 100,2 proc. średniego wynagrodzenia.

Warto studiować. Dyplom przekłada się na zarobki

Czy to znaczy, że dyplom wciąż daje premię na rynku pracy? Wiele osób już w to wątpi. Pracodawcy nadal przywiązują do niego wagę i płacą absolwentom więcej?

Zdecydowanie tak. Można to wyjaśnić za pomocą dwóch znanych koncepcji: teorii sygnalizacji i teorii kapitału ludzkiego.

Teoria sygnalizacji zakłada w uproszczeniu, że dyplom jest przede wszystkim sygnałem dla pracodawcy: pokazuje, że ktoś był w stanie podjąć wysiłek i ukończyć studia. Gdyby to było całe wyjaśnienie, absolwenci powinni na początku radzić sobie lepiej niż osoby, które studiów nie ukończyły, ale z czasem różnice między nimi powinny się zacierać. Siła tego sygnału stopniowo by słabła.

Teoria kapitału ludzkiego zakłada natomiast, że podczas studiów człowiek rzeczywiście zdobywa wiedzę, umiejętności i kompetencje, które później pracują na jego korzyść. W takim przypadku należałoby oczekiwać, że po uzyskaniu dyplomu jego pozycja na rynku pracy będzie się poprawiać szybciej. Ten zgromadzony kapitał działa trochę jak lepsze paliwo – pozwala mocniej przyspieszyć.

Z naszych danych wynika, że rzeczywistość jest bliższa tej drugiej teorii. Na początku kariery absolwenci mogą znajdować się nawet w gorszej sytuacji niż osoby, które porzuciły studia. Kiedy tamci już pracowali i zdobywali doświadczenie, studenci nadal większość czasu spędzali na uczelni. Jednak już w drugim roku po uzyskaniu dyplomu absolwenci zaczynają ich wyprzedzać, a później ich zarobki rosną wyraźnie szybciej.

Nie opłaca się również przerywać studiów. Dziesięć lat badań prowadzonych w ramach systemu ELA pokazuje, że osoby, które zrezygnowały ze studiów przed uzyskaniem dyplomu, długofalowo radzą sobie gorzej niż absolwenci.

Wniosek jest prosty: studiowanie nadal się opłaca – także ekonomicznie.

Magister może dać 2 tys. zł więcej już na starcie

Dostaję sygnały z różnych uczelni, że słabnie zapał do studiowania, zwłaszcza na studiach magisterskich. Czy pan także to obserwuje?

Nie jest prawdą, że większość osób po uzyskaniu licencjatu kończy na tym edukację wyższą. Zainteresowanie studiami magisterskimi nie słabnie tak bardzo, jak mogłoby się wydawać. Jeśli spojrzymy na odsetek osób, które po ukończeniu studiów I stopnia kontynuują naukę i chcą zdobyć tytuł magistra, w ostatnich latach utrzymuje się on na dość stabilnym poziomie, nieznacznie przekraczającym 60 proc. Nie widzimy więc dramatycznego spadku.

Czy ponad 30 proc. osób, które nie idą na studia magisterskie, to wynik zbliżony do światowej normy?

Tego nie wiem. Ośmieliłbym się natomiast powiedzieć, że w Polsce odsetek osób przechodzących na studia II stopnia jest raczej wysoki. Nadal bachelor's degree, czyli licencjat, nie jest u nas powszechnie traktowany jako pełne wykształcenie wyższe.

Rynek pracy bardzo wyraźnie premiuje też dyplom magistra. Osoby z takim wykształceniem zarabiają znacznie więcej niż absolwenci, którzy kończą edukację na licencjacie. W przypadku pielęgniarek różnica może wynosić kilka tysięcy złotych już na początku kariery. To jednak szczególna sytuacja, ponieważ magisterium wiąże się w tym zawodzie z większymi uprawnieniami.

A w innych zawodach?

Już „na dzień dobry”, czyli w pierwszym roku po uzyskaniu dyplomu, widać wyraźną różnicę – nawet około 20 pkt proc. Względnego Wskaźnika Zarobków. W dużych miastach, gdzie średnie płace są wysokie, przekłada się to na znaczące kwoty. W Warszawie magister może zarabiać około 2 tys. zł więcej niż osoba z licencjatem.

Co więcej, nawet w piątym roku po uzyskaniu dyplomu absolwenci studiów I stopnia przeciętnie nadal nie osiągają poziomu średniego wynagrodzenia w swoim miejscu zamieszkania. Ich zarobki wynoszą zazwyczaj około 90-93 proc. lokalnej średniej.

Rynek pracy bardzo wyraźnie premiuje też dyplom magistra. Osoby z takim wykształceniem zarabiają znacznie więcej niż absolwenci, którzy kończą edukację na licencjacie.

Lekarze wciąż są najlepiej opłacani

Panie profesorze, czy kandydaci na studia wiedzą o tych zależnościach i przy wyborze kierunku biorą pod uwagę przyszłe zarobki?

Ranking najlepiej opłacanych zawodów nie pokrywa się z listą najpopularniejszych kierunków studiów. Kiedy moje dzieci wybierały studia, mówiłem im: zajrzyjcie do systemu ELA, sprawdźcie zarobki, weźcie je pod uwagę, ale ostatecznie idźcie za pasją. Sam wybrałem fizykę i socjologię, a przecież nie były to kierunki gwarantujące najwyższe dochody.

Prawdą jest jednak, że kandydaci, studenci, a także kadra akademicka zbyt rzadko korzystają z danych ELA. Dlatego prowadzimy projekty, które mają pokazywać, jak wykorzystywać te informacje przy planowaniu kariery zawodowej młodych ludzi.

ELA wskazuje, że doświadczenie zawodowe zdobywane podczas studiów ma ogromne znaczenie dla późniejszej kariery. Tymczasem na czele zestawień pod względem zarobków i szybkości znalezienia stabilnej pracy są absolwenci medycyny i informatyki. Student medycyny właściwie nie zdobywa w tym czasie doświadczenia zawodowego, a później i tak zarabia najwięcej. Czy Polska różni się pod tym względem od innych państw europejskich?

Lekarz jest szczególnym przypadkiem i nie przeczy tej regule. To zawód regulowany, na który zawsze będzie zapotrzebowanie.

Jeżeli natomiast spojrzymy na automatykę i robotykę czy informatykę, studenci tych kierunków bardzo często podejmują pracę jeszcze podczas studiów. Jednocześnie istnieje duży popyt na ich kompetencje. Mam przekonanie, że informatycy – wbrew temu, co ostatnio często się mówi – wcale nie muszą stracić na zmianach związanych z AI.

ELA chce zbadać kariery na B2B

ELA nadal niewiele wie o absolwentach pracujących na samozatrudnieniu, czyli B2B. Czy da się dokładniej pokazać kariery osób, które wymykają się standardowym formom zatrudnienia?

Ministerstwo Nauki zgodziło się na przygotowanie zmian ustawowych, które mają pozwolić systemowi ELA gromadzić i publikować bardziej precyzyjne dane. Chcemy rozszerzyć system m.in. o informacje dotyczące wymiaru etatu i stanowiska pracy, a także wydłużyć okres monitorowania karier absolwentów.

Drugi ważny obszar to dochody z samozatrudnienia. Dzisiaj potrafimy dokładnie określić, jaki odsetek absolwentów prowadzi działalność gospodarczą i jak długo to robi, ale nie wiemy, jakie osiągają z niej dochody. W skali całej populacji absolwentów nie jest to ogromna luka, ponieważ samozatrudnienie nie dominuje bezpośrednio po studiach. Są jednak grupy, dla których ma to ogromne znaczenie. Stomatolodzy bardzo często pracują właśnie w modelu B2B. Podobnie może być w części zawodów weterynaryjnych.

W naszych danych stomatolodzy zarabiają wyraźnie mniej niż inni lekarze. Nie musi to jednak odzwierciedlać ich rzeczywistych dochodów – wynika przede wszystkim z braku pełnych danych o przychodach z działalności gospodarczej.

Podobny problem zgłaszają absolwenci kierunków artystycznych. W ich przypadku nie uwzględniamy w pełni dochodów z umów o dzieło czy samozatrudnienia. Chcemy więc uzupełnić dane przede wszystkim dla tych grup, w których takie formy pracy są szczególnie częste.

Skąd będziecie czerpać informacje o dochodach z działalności gospodarczej?

Z rejestrów Ministerstwa Finansów.

Kolejna luka, ważna zwłaszcza dla uczelni rolniczych, dotyczy danych KRUS o aktywności zawodowej osób pracujących po studiach w rolnictwie. Skala nie jest duża, ale dzięki tym informacjom będziemy mogli dokładniej opisać losy absolwentów części kierunków rolniczych.

Nie tylko studia decydują o sukcesie

Chcemy również pozyskać informacje o miejscu i typie ukończonej szkoły średniej oraz o wynikach maturalnych.

Chcecie sprawdzić, z jakim przygotowaniem przyszli na studia późniejsi absolwenci? Bo sukces zawodowy nie musi być wyłącznie zasługą uczelni.

Dokładnie. Dzięki temu będziemy mogli precyzyjniej analizować zależności przyczynowo-skutkowe i odpowiedzieć na pytanie, skąd bierze się późniejszy sukces na rynku pracy. Czy rzeczywiście buduje go uczelnia, czy też część osób była już bardzo dobrze – albo słabo – przygotowana przed studiami, a późniejsze wyniki są częściowo efektem selekcji kandydatów.

Jeżeli spojrzymy szerzej na misję studiów, to jest to również czas, w którym ludzie uczą się zdobywania wiedzy, pokonywania barier oraz budowania własnych sieci społecznych i intelektualnych.

Kiedy w badaniach ankietowych pytaliśmy absolwentów, co najważniejszego wynieśli z uczelni, nie wskazywali wyłącznie wiedzy czy prestiżu szkoły. Mówili także o kontaktach, sposobie myślenia i kompetencjach społecznych.

Modne kierunki studiów. „Uważam to za potencjalnie groźne”

Prof. Mariusz J. Figurski zwrócił niedawno uwagę, że uczelnie w pogoni za atrakcyjnością programów ograniczają liczbę godzin m.in. zaawansowanej matematyki, fizyki czy termodynamiki, a wprowadzają zajęcia związane z modnymi obecnie tematami – AI, kosmosem czy nowymi technologiami. Jednocześnie znikają kierunki uznawane za mniej atrakcyjne, bo brakuje chętnych. Czy z danych ELA wynika, że te „stare” kierunki rzeczywiście tak słabo radzą sobie na rynku pracy?

Nie analizowaliśmy dotąd związku między samą nazwą kierunku – tradycyjną czy bardziej modną – a sytuacją absolwentów na rynku pracy. Przyznam jednak, że byłby to ciekawy temat do zbadania.

Sam obserwuję na uczelniach taką tendencję i uważam ją za potencjalnie groźną. Jeżeli za modną nazwą kryje się patchworkowy program kształcenia, to jest to bardzo złe i sprzeczne z misją szkolnictwa wyższego.

Z drugiej strony, jeśli nowy kierunek nadal zmusza studentów do wysiłku intelektualnego, rzeczywistego zdobywania wiedzy i umiejętności, a nie tylko korzystania z AI przy pracach zaliczeniowych, także może dobrze spełniać swoją rolę. Sam zmieniałem nazwy własnych zajęć, żeby brzmiały atrakcyjniej, choć ich zawartość pozostawała dokładnie taka sama.

Polska studiuje na prowincji

Czy uczelnie regionalne powinny dostosowywać programy do potrzeb lokalnych rynków pracy? Ma to jeszcze znaczenie przy brakach kadrowych, skoro absolwenci migrują po kraju i mogą podjąć pracę właściwie wszędzie?

Trzeba powiedzieć głośno: Polska akademicka to w dużej mierze Polska prowincjonalna. Większość studentów uczy się poza Warszawą, Poznaniem czy Krakowem.

Ostatnio dość blisko współpracujemy z państwowymi uczelniami zawodowymi, czyli szkołami, które przygotowują do konkretnych zawodów. Jest ich w kraju trzydzieści kilka, a więc mniej niż 10 proc. wszystkich uczelni. Mamy też wiele innych szkół o profilu w praktyce zawodowym, m.in. prywatnych. Takie uczelnie często działają poza największymi metropoliami – w miastach takich jak Suwałki, Grudziądz czy Nowy Sącz – i odgrywają ważną rolę na lokalnych rynkach pracy. Kształcą pielęgniarki, inżynierów i specjalistów potrzebnych miejscowej gospodarce.

Widzimy, że absolwenci tych szkół, jeśli zostają w mniejszych miastach, osiągają na lokalnych rynkach pracy większe sukcesy niż absolwenci dużych uczelni, którzy przyjeżdżają tam po studiach.

Co daje przewagę absolwentom spoza metropolii?

Co znaczy „większe sukcesy”?

Mierzymy je m.in. szansą na znalezienie pracy etatowej, utrzymaniem się w tej pracy, poziomem wynagrodzeń i ryzykiem bezrobocia. Absolwenci uczelni regionalnych mają mocną pozycję na swoich rynkach pracy. Już na starcie mają większą szansę znaleźć zatrudnienie w regionie niż absolwenci innych, nawet bardzo znanych uczelni.

Absolwenci szkół w małych miastach osiągają na lokalnych rynkach pracy większe sukcesy niż absolwenci dużych uczelni, którzy przyjeżdżają tam po studiach.

Jeśli zostają na lokalnym rynku pracy, budują na nim pozycję i często stają się lokalnymi liderami. Co jednak szczególnie ciekawe, kiedy po studiach przenoszą się do dużych miast, tam również potrafią radzić sobie lepiej niż absolwenci uczelni metropolitalnych.

Bo są lepiej wykształceni?

Bo są drapieżni – tak to nazywam, choć zaznaczam, że jest to moja hipoteza. Przenoszą się z prowincji i walczą o swoją przyszłość. Być może są bardziej odporni na kryzysy i stres, lepiej przygotowani na wyzwania i wysiłek.

Możliwe, że nie mieli nad sobą tego klosza, który często towarzyszy dzieciom wychowywanym w dużych miastach. Być może musieli sami zawalczyć o pieniądze na studia czy akademik. Ta determinacja może później dawać im wyraźną przewagę.

Główne wnioski

  1. Studia nadal się opłacają, a dyplom magistra daje wymierną premię. Względny Wskaźnik Zarobków absolwentów studiów II stopnia w pierwszym roku po dyplomie wzrósł z ok. 70 proc. lokalnej średniej w 2014 r. do ok. 85 proc. w 2024 r. Osoby, które porzuciły studia, mogą początkowo korzystać z wcześniejszego wejścia na rynek pracy, ale absolwenci szybko je wyprzedzają.
  2. Absolwenci uczelni regionalnych dobrze radzą sobie zarówno lokalnie, jak i po przeprowadzce do metropolii. Na swoich rynkach łatwiej znajdują pracę i budują silną pozycję zawodową. Prof. Mikołaj Jasiński stawia hipotezę, że po migracji do dużych miast pomaga im większa determinacja, odporność na stres i gotowość do wysiłku.
  3. Doświadczenie zdobywane podczas studiów ma duże znaczenie, ale nie zastępuje solidnego wykształcenia. Prof. Jasiński ostrzega przed modnymi kierunkami z patchworkowymi programami. ELA chce natomiast dokładniej badać, w jakim stopniu na późniejszy sukces wpływają same studia, a w jakim przygotowanie wyniesione już ze szkoły średniej.