Współpraca z partnerem

Trudna sztuka sukcesji

Polski biznes stoi w obliczu bezprecedensowej fali sukcesji. To prawdziwy egzamin dojrzałości, który pokaże, czy rodzime firmy potrafią stać się wielopokoleniowe.

Dr Irena Eris i jej mąż Henryk Orfinger założyli kosmetyczną firmę w 1983 r. Zaczynali od ręcznej produkcji jednego rodzaju kremu. Teraz ruszają na podbój USA./ fot. Dr Irena Eris
Dr Irena Eris i jej mąż Henryk Orfinger założyli kosmetyczną firmę w 1983 r. Zaczynali od ręcznej produkcji jednego rodzaju kremu. Po latach dokonali skutecznej sztuki sukcesji rodzinnej. / fot. Dr Irena Eris

Ten artykuł jest częścią GQ The Business Issue powered by XYZ.

Przeczytaj inne teksty
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Jest rok 1983, kończy się stan wojenny. 33-letnia farmaceutka Irena Szołomicka-Orfinger postanawia odejść z państwowej Polfy i założyć zakład kosmetyczny. Mały, ale własny. Ma wtedy jedno marzenie: sprawić, by jej niewielkie laboratorium utrzymało się w niełatwych warunkach PRL i pozwoliło jej zarabiać na życie. Nie przypuszcza, że z czasem własna firma zapewni jej silną pozycję w biznesie i przyniesie sławę. Pierwsze profesjonalne kosmetyki robi w pomieszczeniu dawnej piekarni w podwarszawskim Piasecznie. Krem przygotowuje w metalowym garnku, a miesza go samodzielnie zaprojektowanym specjalistycznym mieszadłem. Jej mąż, Henryk Orfinger, rozwozi go później maluchem do sklepów.

Cztery lata później powstaje drugie laboratorium, a firma zatrudnia kilkanaście osób. Henryk rezygnuje z pracy na państwowej posadzie, bo trudno mu ją łączyć z obowiązkami związanymi z dystrybucją kosmetyków, a także pilnowaniem budżetu i prowadzeniem spraw administracyjnych. Gdy zmienia się ustrój, firma wypływa na szerokie wody gospodarki rynkowej. Dziś Dr Irena Eris to nowoczesna firma zatrudniająca setki pracowników, oferująca kilkaset produktów i sprzedająca miliony kosmetyków rocznie. Ale to także powstałe w 2001 r. unikatowe w branży kosmetycznej Centrum Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris, w którym zespół biologów, farmaceutów, chemików, biochemików, biotechnologów i lekarzy dermatologów prowadzi zaawansowane badania na komórkach i modelach skóry. Wreszcie sieć Kosmetycznych Instytutów i ekskluzywne Hotele SPA Dr Irena Eris oferujące wypoczynek połączony z odnową biologiczną.

Dekadę temu Irena i Henryk namówili Pawła Orfingera, jednego z dwóch synów, żeby przejął stery marki.

– Nie byliśmy pewni, czy się zdecyduje. Na szczęście już wcześniej był w organizacji, przyglądał się naszej pracy i poznawał biznes od środka. Gdy powiedział „tak”, zaczęliśmy trwające około dwóch lat przygotowania do sukcesji – wyjaśnia Henryk Orfinger.

Nie byliśmy pewni, czy syn zdecyduje się na sukcesję. Na szczęście już wcześniej był w organizacji, przyglądał się naszej pracy i poznawał biznes od środka. Gdy powiedział „tak”, zaczęliśmy trwające około dwóch lat przygotowania do sukcesji.

– Cieszę się, że pomyśleliśmy o tym stosunkowo wcześnie i profesjonalnie przygotowaliśmy ten proces – dodaje.

Dziś każdy z Orfingerów pełni w firmie inną rolę. Paweł jest prezesem, Henryk – przewodniczącym rady nadzorczej, a Irena – dyrektorem ds. badań i innowacji oraz marketingu strategicznego. Od kilku lat Henryk Orfinger jako przedstawiciel biznesu działa też na rzecz ułatwienia polskim przedsiębiorcom przeprowadzania sukcesji. To ważne, bo podobne wyzwanie czeka w Polsce kilkadziesiąt tysięcy innych firm.

Fenomen na skalę europejską

W najbliższych latach około 45 tys. przedsiębiorców odejdzie na emeryturę. Jednocześnie – według PwC – aż 53 proc. polskich firm rodzinnych pozostaje w rękach założycieli, co jest fenomenem na skalę europejską.

– Większe biznesy zaczęły powstawać w naszym kraju dopiero u progu transformacji ustrojowej. Ich założyciele przechodzą właśnie na emeryturę. A ich dzieci stoją przed wyzwaniem przejęcia firm swoich rodziców i zarządzania nimi – tłumaczy Tomasz Budziak, wiceprezes stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych i autor książki „Sukcesja w rodzinie biznesowej”.

Sukcesja to wyzwanie nie tylko dla przedsiębiorców, ale i całej polskiej gospodarki – firmy rodzinne generują około 20 proc. naszego PKB. Tomasz Budziak, który od lat doradza rodzinom biznesowym, także tym w Wielkiej Brytanii, Niemczech i krajach Beneluksu, zauważa, że fala sukcesji występowała już wcześniej w innych krajach.

– Przykładem są Niemcy, gdzie cztery dekady temu młodsze pokolenie przejmowało firmy założone przez rodziców na fali Wirtschaftswunder, czyli niemieckiego cudu gospodarczego lat 50. – mówi ekspert.

Zarówno na świecie, jak i u nas coraz więcej przedsiębiorców analizuje sukcesję nie tylko w kategoriach wyzwania, ale też szansy.

Polska fala sukcesji jest jednak o tyle wyjątkowa, że mamy z nią do czynienia po raz pierwszy w historii. Zarówno na świecie, jak i u nas coraz więcej przedsiębiorców analizuje sukcesję nie tylko w kategoriach wyzwania, ale też szansy. Przy okazji rozważane są inne scenariusze niż przekazanie biznesu rodzinie. Na przykład wykup przez kadrę menedżerską albo sprzedaż inwestorowi branżowemu czy funduszowi inwestycyjnemu. W końcu nie każde dziecko założyciela biznesu chce zostać prezesem i nie każda firma jest gotowa na zmianę pokoleniową. Coraz częściej sukces oznacza więc nie tyle zachowanie rodzinnego szyldu, ile znalezienie takiego modelu sukcesji, który zapewni przedsiębiorstwu dalszy rozwój i stabilność na kolejne dekady.

Szansa na rozwój

Firma Rohlig SUUS Logistics to rzadki w Polsce przykład przedsiębiorstwa, które w ciągu dwóch dekad przeszło dwie różne transformacje – najpierw wykup menedżerski, a potem sukcesję rodzinną. Na jej czele stoi dziś Piotr Iwo Chmielewski. Dwa lata temu przejął zarządzanie przedsiębiorstwem od ojca, Tadeusza Chmielewskiego, który dwie dekady temu – będąc od lat w polskich strukturach Grupy Röhlig – wykupił polską część firmy od niemieckiego właściciela. W ten sposób w 2006 r. powstała nowa, polska firma, która dziś jest jednym z wiodących operatorów logistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej i regionie Azji Centralnej. Piotr miał wtedy 17 lat i do dziś pamięta emocje, jakie towarzyszyły rodzinie.

– Postawienie wszystkiego na jedną kartę było odważną decyzją nie tylko ze strony taty, który postanowił skoczyć na głęboką wodę, ale też mamy, która była doświadczoną menedżerką i doskonale zdawała sobie sprawę z ryzyka – mówi.

Ruch okazał się biznesowym strzałem w dziesiątkę – kolejne lata przyniosły rozwój firmy i dwucyfrowe wzrosty przychodów rok do roku. Gdy Piotr po latach przejmował stery od ojca, miał już za sobą spore doświadczenie w biznesie. Wspomina, że ojciec nie wywierał na nim presji, by pracował w jego firmie.

– Przeciwnie – uważał, że nawet jeśli kiedyś miałby się zaangażować w rodzinny biznes, to lepiej, żebym wcześniej zdobył doświadczenie na zewnątrz i przeszedł własną zawodową szkołę życia. Tak samo patrzyła na to mama – opowiada.

Długo szedł więc swoją drogą, na której były m.in. studia z zarządzania na City University w Londynie, a także praca w branży kreatywnej – w reklamie, brandingu i mediach – oraz w międzynarodowym doradztwie biznesowym. Do sukcesji doszło więc dość naturalnie.

– Głównie dlatego, że z ojcem tworzymy bardzo partnerski duet. Rzadko się spieramy, a nasze kompetencje i punkty widzenia są komplementarne – tłumaczy.

Sukcesja w firmie może się stać naturalną drogą jej rozwoju. Niekiedy także międzynarodowego.

Historia Rohlig SUUS Logistics pokazuje, że sukcesja w firmie może się stać naturalną drogą jej rozwoju. Niekiedy także międzynarodowego. Sprzyja temu sytuacja demograficzna w Europie Zachodniej, gdzie tysiące właścicieli przedsiębiorstw zbliżają się do emerytury i poszukują następców.

Szczególnie interesujący jest pod tym względem rynek niemiecki. Według analiz tamtejszego banku KfW około 230 tys. niemieckich przedsiębiorców planuje zakończenie działalności w perspektywie roku, często właśnie z powodu problemów sukcesyjnych. Dla polskich firm rodzinnych może to oznaczać wyjątkową okazję do przejmowania gotowych biznesów, marek, technologii i sieci sprzedaży, zamiast budowania pozycji od zera.

Psychologia jest ważna

Tomasz Budziak zauważa, że sukcesja zbyt często postrzegana jest w kategoriach podatkowo-prawnych.

– Tymczasem to pojęcie bliższe psychologii zarządzania – podkreśla.

Trzeba więc podejść do niej świadomie i z odpowiednim wyprzedzeniem.

– Na szczęście z roku na rok polscy przedsiębiorcy coraz lepiej to rozumieją. Profesjonalnemu traktowaniu zagadnienia sprzyjają nowe instytucje prawne, takie jak zarząd sukcesyjny czy fundacje rodzinne. Coraz więcej sukcesji w Polsce przeprowadza się też z uwzględnieniem specjalistycznego doradztwa – dodaje.

Często partnerem w tych procesach staje się bank. Romana Kłysz-Rakowska, dyrektorka Departamentu Sprzedaży Wealth Management w Erste Bank Polska, podkreśla, że dobrze przeprowadzona sukcesja nie zaczyna się od dokumentów czy struktury majątku.

Naszą rolą jest pomóc klientom przejść przez ten proces w sposób uporządkowany, bezpieczny i dostosowany do ich sytuacji. Tak, by sukcesja pozwoliła zadbać nie tylko o majątek, ale zabezpieczyła też ciągłość firmy, rodzinne wartości i poczucie bezpieczeństwa kolejnych pokoleń.

Romana Kłysz-Rakowska dyrektorka Departamentu Sprzedaży Wealth Management w Erste Bank Polska

– Naszą rolą jest pomóc klientom przejść przez ten proces w sposób uporządkowany, bezpieczny i dostosowany do ich sytuacji. Tak, by sukcesja pozwoliła zadbać nie tylko o majątek, ale zabezpieczyła też ciągłość firmy, rodzinne wartości i poczucie bezpieczeństwa kolejnych pokoleń. Dlatego na cały proces powinniśmy patrzeć szerzej niż tylko przez pryzmat finansów, wspierając klientów w podejmowaniu często najważniejszych decyzji w życiu – wyjaśnia.

– Jako bank możemy pełnić rolę długoterminowego partnera, koordynując współpracę różnych ekspertów, pomagając uporządkować kwestie właścicielskie i majątkowe oraz wspierając kolejne pokolenie w przygotowaniu do nowych obowiązków. Dobrze zaplanowana sukcesja nie jest bowiem końcem pewnego etapu, ale początkiem nowego rozdziału, który pozwala zachować dorobek życia przedsiębiorcy i stworzyć solidne fundamenty dla dalszego rozwoju firmy – podkreśla Romana Kłysz-Rakowska.

Henryk Orfinger jest jednym z inicjatorów rozwiązań, które ułatwiają sukcesję. Przed laty, działając w Radzie Firm Rodzinnych przy Konfederacji Lewiatan, skupił wokół siebie przedsiębiorców, którzy opracowali założenia prawne usprawniające ten proces.

– Przed pojawieniem się fundacji rodzinnej podstawowym narzędziem sukcesji było dziedziczenie majątku w drodze testamentu. W praktyce, zwłaszcza w drugim i trzecim pokoleniu, często prowadziło to do rozproszenia własności, sprzedaży aktywów i utraty rodzinnego charakteru przedsiębiorstwa. Trudno było w takich warunkach mówić o zachowaniu ciągłości firmy. Fundacja rodzinna stworzyła możliwość uporządkowanego i długofalowego planowania sukcesji – mówi Henryk Orfinger.

Sam też skorzystał z tego rozwiązania. Bo choć prezesem jest jeden z jego synów, to – jak podkreśla – wśród beneficjentów fundacji jest także siedmioro jego wnuków, łącznie z najmłodszą wnuczką, która ma cztery lata.

Pozwolić działać

Dla wielu firm sukcesja oznacza odejście od modelu opartego na charyzmatycznym założycielu i przejście do bardziej sformalizowanego sposobu zarządzania. Piotr Iwo Chmielewski twierdzi, że takie połączenie ognia z wodą może być dla firmy siłą. Jego ojciec, jako przewodniczący rady nadzorczej Rohlig SUUS Logistics, wciąż ma genialny zmysł biznesowy, wyczucie i intuicję. On, jako nowy prezes, wnosi z kolei systemowe podejście do zarządzania, którego nauczył się w korporacji i firmie doradczej.

- Ta różnorodność okazuje się siłą – zapewnia.

Czasem zresztą ta symbioza bywa zaskakująca, bo dziś to raczej ojciec wnosi nowe pomysły i inicjuje zmiany, a syn skupia się na profesjonalizacji zarządzania i wprowadzaniu do niej elementów korporacyjnych. Jest to niezbędne, bo w firmie pracuje już prawie trzy tysiące osób. Henryk Orfinger nie ukrywa, że dialog międzypokoleniowy w firmie bywa trudny.

– Przedstawiciele pierwszego pokolenia biznesmenów, do którego należę ja czy moja żona, nie mieli żadnych narzędzi, doświadczeń ani też wiedzy z zakresu zarządzania czy marketingu. Naszym atutem były odwaga, intuicja i wolność gospodarcza, którą przyniosła tzw. ustawa Wilczka – wyjaśnia.

Ta umiejętność działania poza schematami w szalonych czasach transformacji była atutem. Dzisiaj bywa utrudnieniem, zwłaszcza gdy stery firmy trzeba przekazać młodszym, przyzwyczajonym do bardziej uporządkowanego działania.

Umiejętność działania poza schematami w szalonych czasach transformacji była atutem. Dzisiaj bywa utrudnieniem, zwłaszcza gdy stery firmy trzeba przekazać młodszym.

– I nie chodzi nawet o to, czy młodsze pokolenie robi coś lepiej czy gorzej od nas. Chodzi o to, że robi inaczej i już sam ten fakt wywołuje w nas czasem pewien stres i niepokój – przyznaje.

– Co robić w takiej sytuacji? Myślę, że najlepiej pozwolić następcom działać po swojemu! – mówi.

Artykuł powstał na zlecenie Erste Bank Polska.