Od dwóch nauczycielskich pensji do stypendium Igi Świątek. Tenisowa droga Oliwii Sybickiej
17-letnia Oliwia Sybicka, jedyna tenisowa stypendystka Fundacji Igi Świątek, rozegrała w ubiegłym roku prawie 140 meczów. Została liderką juniorskiej kadry Polski i szykowała się do juniorskich Szlemów. Zatrzymała ją kontuzja – złamanie zmęczeniowe prawej ręki. Teraz wraca.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Do jakiej słynnej szkółki tenisowej poleciała obecnie na trzy tygodnie Oliwia Sybicka.
- Jak dobry wynik osiągnęła juniorska tenisowa reprezentacja Polski w listopadzie ubiegłego roku na nieoficjalnych mistrzostwach świata.
- Jaką pomoc sponsorską otrzymywała w ostatnich latach Oliwia Sybicka.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Menedżer Mai Chwalińskiej wyznał ostatnio w TVP, że swego czasu jego sposobem na zmniejszenie kosztów w tenisowej podróży było podjadanie pierników w recepcjach hoteli. Mama Oliwii Sybickiej ma podobne wspomnienia, z tym że dotyczą darmowych jabłek w restauracji.
Agnieszka Wilk-Sybicka jest nauczycielką wychowania fizycznego, podobnie jak jej mąż. Młoda dziewczyna z Kolbuszowej na Podkarpaciu zakochała się w tenisie, później rozwijała pasję na krakowskim AWF. Małej Oliwii dała rakietę, gdy ta miała dwa latka, pierwsze odbicia zaczęły się w wieku czterech lat. Gdy miała z mężem do wyboru zbudować na poddaszu dwa pokoje dla dzieci albo mały kort na podwórku, wybrała to drugie.
– Sama sztuczna trawa kosztowała 17 tys. zł, jedna z tańszych, pamiętam. No tak, zaangażowałam się bardzo mocno. Gdy Oliwia skończyła pięć lat, woziłam ją na treningi do Stalowej Woli dwa razy w tygodniu. To 60 km od Kolbuszowej, tam pracował i nadal pracuje z Oliwią trener Włodzimierz Pikulski, u którego ja sama zrobiłam wcześniej kurs instruktorki tenisa. Ile wtedy zarabiał nauczyciel? Na pewno mniej niż trzy tysiące złotych – zaczyna mówić Agnieszka Wilk-Sybicka.

Płacz córki, płacz mamy
Oliwia Sybicka nadal trenuje w Stalowej Woli (oraz w Rzeszowie), ale też wyjeżdża na treningi za granicę. Gdy rozmawiamy, jest we Włoszech, trenując w Piatti Tennis Center u Riccardo Piattiego, byłego szkoleniowca Novaka Djokovicia czy Jannika Sinnera.
Zacząć od dwóch nauczycielskich pensji i dojść do szkolenia u Piattiego? Nieźle. Całkiem dobrze świadczy to też o obecnym systemie pomocowym w Polsce dla młodych sportowców. Bo też, rzecz jasna, same zarobki rodziców wystarczyłyby tylko na pierwsze lata kariery Oliwii (zwłaszcza że nie jest jedynaczką, ma brata). Ale od tych dwóch pensji się zaczęło.
– Był taki dramatyczny moment, Oliwia miała wtedy może osiem lat. Już regularnie jeździliśmy z nią na turnieje po Polsce, ona jeszcze siedziała w aucie w specjalnym foteliku. Podczas jednego takiego powrotu z turnieju chciałam delikatnie wtrącić, że chyba musimy kończyć naszą przygodę tenisową. Nie mieliśmy pieniędzy. Myślałam, że wtrącając taką wiadomość w czasie szerszej rozmowy, jakoś zminimalizuję smutek córki. Nie udało się, jej płacz pamiętam doskonale do dzisiaj. I swoje łzy też. Widziałam, jak mocno Oliwia pokochała tenis. Wracałyśmy wielokrotnie po północy w niedzielę, a Oliwia prosiła jeszcze, żeby zagrać z tatą na małym korcie koło domu. Po sześciu-siedmiu godzinach jazdy autem z turnieju, który trwał dwa dni, Oliwia jeszcze chciała grać. Patrząc wtedy na córkę, zastanawiałam się, do czego to zmierza – opowiada Agnieszka Wilk-Sybicka.
Wsparcie dla Oliwii Sybickiej
Oliwia Sybicka jeździła wówczas często na turnieje do Puszczykowa niedaleko Poznania (ale bardzo daleko od Kolbuszowej) oraz do samego Poznania. To tam udało się znaleźć pomoc – prywatny miłośnik tenisa zadumał się nad historią małej Oliwii i postanowił wspierać dziewczynkę.
Agnieszka Wilk-Sybicka stawała się już wtedy mistrzynią w wyszukiwaniu potencjalnych źródeł pomocy finansowej dla bardzo zdolnej tenisistki. Nie tylko u producentów sprzętu tenisowego, ale też u władz miasta Stalowa Wola i w klubie MKT Stalowa Wola. Po kilku trudnych latach doszło wsparcie np. PKO BP, później program banku BNP Paribas, pomoc od Polskiego Związku Tenisowego, rok temu stypendium od Igi Świątek (roczne wsparcie w wysokości 100 tys. zł). W programie stypendialnym najlepszej polskiej tenisistki obejmującym pięcioro młodych sportowców, Oliwia Sybicka jest jedyną przedstawicielką tenisa. Nadal bywa ciężko – bo też Oliwia mierzy wysoko – ale walki o przetrwanie już rodzina Sybickich nie musi prowadzić.
– Napędzały nas sukcesy Oliwii. Gdyby grała gorzej, pewnie dalibyśmy sobie spokój, bo dojazdy 120 km na treningi to było wyzwanie. Ale na turniejach do lat 10 grała często też z chłopakami i również wygrywała… Gdy odbijałam z nią jako dzieckiem, myślałam, że dzieci po prostu tak szybko wszystko chwytają. A gdy zaczęliśmy jeździć na turnieje, zobaczyłam, że jednak to nie tak. Że to Oliwia jest ponadprzeciętnie uzdolniona – wspomina Agnieszka Wilk-Sybicka.

Córka uspokaja mamę
Oliwia wygrywała, a ponadto jej zachowanie świadczyło o tym, iż jest odpowiednio silna psychicznie, by rywalizować w tak trudnym pod tym względem tenisie. Agnieszka Wilk-Sybicka wspomina, że gdy ona panikowała w trudnych momentach meczu, Oliwia ręką dawała do zrozumienia, że wszystko ma pod kontrolą.
– Byłam spokojniejsza od mamy, to prawda. Ale czasem też odczuwałam pewną presję – gdy jechałyśmy daleko na turniej i wiedziałam, ile nas to kosztuje, to myślałam sobie: „No głupio byłoby odpaść w I rundzie!” – mówi Oliwia Sybicka.
139 meczów Oliwii Sybickiej
Gdy rozmawiamy, Oliwia Sybicka ma wolne u Piattiego ze względu na obfite opady deszczu. Wraca do tenisa po długiej przerwie.
Kontuzja nadeszła w momencie, gdy była już bardzo mocno rozpędzona. Ale też kontuzja nie nadeszła zupełnie niespodziewanie – w roku 2025 młoda tenisistka rozegrała w singlu i deblu 139 meczów (86 w singlu, 53 w deblu). To bardzo dużo.
– W listopadzie w Chile odbywał się turniej Billie Jean King Cup Junior Finals, czyli juniorskie mistrzostwa świata reprezentacji. Leciałam tam jako rakieta numer 1 naszej kadry, ale już w pierwszym meczu zaczęłam odczuwać ból ramienia. Byłam jednak w tak dobrej formie, że nie chciałam się wycofywać. W ciągu dnia miewałam cztery sesje z fizjoterapeutą, później doszły tabletki przeciwbólowe. Grałyśmy jak równe z równymi z najmocniejszymi reprezentacjami na świecie. Skończyłyśmy turniej na czwartym miejscu, za USA, Francją i Czechami. Od czasów Igi i Mai z 2016 r. Polska nie była tam tak wysoko [wtedy zajęła pierwsze miejsce – red]. Mój ból nie ustępował w kolejnych tygodniach, w końcu nadeszła diagnoza: złamanie zmęczeniowe prawej ręki, tej, którą uderzam – opowiada Oliwia Sybicka.
Złamanie zmęczeniowe to kontuzja rozwijająca się stopniowo. Dochodzi do niej w wyniku powtarzających się mikrourazów. Kość nie pęka nagle i mocno, niemniej ból uniemożliwia normalne funkcjonowanie.
Oliwia Sybicka wróciła na kort na przełomie marca i kwietnia, dawną formę odzyskiwała szybko. Ale w czerwcu uraz się odnowił.
– W znacznie mniejszej skali, ale ponieważ był to nawrót, to przerwa musiała być już naprawdę porządna. Zaczęłam odbijać z końca kortu dopiero w październiku – mówi Oliwia Sybicka.
Chwalińska jako wzór myślenia na korcie
Przez kontuzję Oliwia Sybicka nie mogła walczyć o debiut w juniorskim Wielkim Szlemie. Żałowała bardzo, gdyż w styczniu była wysoko rozstawiona w kwalifikacjach do juniorskiego Australian Open. Później ominęły ją juniorskie Roland Garros, Wimbledon oraz US Open.
– Nawet jestem trochę zaskoczona, że tak dobrze odbijam po takiej przerwie. Czy nagłe sukcesy Mai Chwalińskiej dają dodatkową motywację? Ha, dla mnie również w tym sensie, że pokazują, iż wzrost nie jest najważniejszy również w obecnym tenisie. Mam 168 cm, Maja Chwalińska chyba 164. Dobrze jest widzieć dowody na to, że myślenie na korcie bywa jeszcze ważniejsze od siły uderzeń – mówi Oliwia Sybicka.
Niedzielny finał Chwalińskiej w Wuhan oglądała, choć zwykle na tenis w telewizji raczej nie ma czasu.
– Naoglądałam się jako malutka dziewczynka [śmiech]. Prosiłam rodziców, by budzili mnie nawet w nocy lub nad ranem, gdy rozgrywano turnieje w innych strefach czasowych. Umowa była jednak taka, że jeśli nie obudzę się po pierwszym wezwaniu, to kolejnego już nie będzie. I chyba zawsze się budziłam, a zapewniam, że jestem wielkim śpiochem. Teraz oglądam znacznie mniej, bo mam dużo treningów, a ponadto nie chcę zaniedbać nauki – mówi Oliwia Sybicka.

Główne wnioski
- 17-letnia Oliwia Sybicka to jedna z najzdolniejszych polskich tenisistek. W mijającym sezonie zapewne debiutowałaby w juniorskim Wielkim Szlemie, ale pod koniec 2025 r. doznała kontuzji ręki. Uraz był spowodowany niezwykłą intensywnością meczów. Sybicka w ciągu jednego sezonu rozegrała 139 spotkań (w singlu i deblu).
- Oliwa Sybicka w ubiegłym roku została stypendystką Fundacji Igi Świątek. Otrzymała na rok wsparcie wynoszące 100 tys. zł. W gronie piątki osób objętych programem wsparcia była jedyną przedstawicielką tenisa.
- Obecnie Oliwia Sybicka uzyskała wsparcie sponsorskie, które pozwala jej np. na trzytygodniowe wyjazdy na treningi do centrum prowadzonego przez Riccardo Piattiego, włoskiego trenera, który w przeszłości szkolił m.in. Novaka Djokovicia czy Jannika Sinnera.



