Pierwsza taka sytuacja w Europie. Chińskie koncerny motoryzacyjne wyprzedziły japońskie firmy

Chińskie marki błyskawicznie zwiększają swoją obecność na europejskich rynkach. Z danych za trzeci kwartał 2026 r. wynika, że – pierwszy raz w historii – sprzedały one więcej samochodów niż japońskie koncerny.

Rejestracje nowych chińskich samochodów, jak pisze Bloomberg, wzrosły prawie dwukrotnie we wrześniu 2026 w porównaniu do danych z 2025 r. 12,7 proc. nowo zarejestrowanych samochodów pochodziło z firm z Państwa Środka, podczas gdy auta japońskich marek stanowiły 11,9 proc. wszystkich rejestracji.

Armia amerykańska zakazała pojazdów chińskiego producenta BYD w bazie lotniczej w Japonii

Na rynku dominują głównie auta europejskich firm, jednak skala sukcesu chińskich firm zaskakuje. Pięć lat temu ich sprzedaż stanowiła zaledwie 1 proc. W ciągu tych lat osiągnęły jednak większy sukces niż Toyota, która obecna jest w Europie od 1963 r., czy Nissan, który otworzył pierwszą fabrykę w Wielkiej Brytanii w 1986 r. Tymczasem obecnie najlepiej sprzedającym się autem na Wyspach Brytyjskich jest Jaecoo 7 od Chery.

Podwójny cios dla europejskich koncernów motoryzacyjnych

Te wyniki to podwójny cios dla europejskich producentów. Nie dość, że przegrywają na własnym boisku, to jeszcze tracą klientów na największym motoryzacyjnym rynku świata – w Chinach. Rywale wprowadzają bowiem nowe modele na rynek szybciej i taniej. Do tego kurczący się chiński rynek sprawia, że lokalne koncerny szukają zysków na rynkach zagranicznych.

Chińskim koncernom pomaga też sytuacja geopolityczna. Geely, BYD czy Chery wprowadzają bowiem na europejski rynek nowe elektryczne auta w dobie kryzysu paliwowego, napędzanego wojną na Bliskim Wschodzie. Europejczycy wybierają więc pojazdy, które są tańsze w utrzymaniu i – jak BYD Dolphin G DM-i – zaprojektowano je specjalnie na nasze rynki.

Marka premium BYD pokazuje sportowy supersamochód. Denza Z przyspiesza do 100 km/h w mniej niż 2 sekundy

Chińskie koncerny wyprzedzają regulacje KE

Unia Europejska próbuje zmniejszyć import samochodów, który zresztą częściowo jest napędzany rządowymi dotacjami. W październiku Bruksela i Pekin zawarły m.in. porozumienie, które limituje dostawy hybryd na europejskie rynki.

Komisja Europejska planuje też wprowadzenie nowych regulacji, które mają sprawić, że dopłaty czy przetargi publiczne trafią tylko do producentów wytwarzających samochody w Unii Europejskiej. I tu pojawia się problem. Europejscy producenci ostrzegają bowiem, że mają fabryki w Maroku czy w Turcji, a nowe zasady sprawiłyby, że takie pojazdy ucierpiałyby na wprowadzeniu zasad "Made in Europe".

Tymczasem Chińczycy budują nowe fabryki w Europie. Chery stawia na zakłady w Barcelonie, BYD kończy budować fabrykę na Węgrzech, a Leapmotor już produkuje swojego SUV-a B10 w fabrykach Stellantisa w Zaragozie.