„Bioróżnorodność to nie tylko słoń, sarna czy zając, ale też biznes” (WYWIAD)
Pracując w największej polskiej firmie, nieustannie pielęgnuję w sobie ciekawość naukowca – mówi dr Katarzyna Frankowiak, kierowniczka Zespołu ds. Koordynacji Bioróżnorodności w firmie ORLEN.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Czym jest bioróżnorodność.
- Dlaczego to pojęcie ma nie tylko wymiar przyrodniczy, ale też biznesowy.
- Dlaczego w ORLENIE powstał zespół ds. bioróżnorodności.
Marcin Dzierżanowski, XYZ: Słowo chemia nie ma ostatnio dobrej prasy. Gdy ktoś mówi: „to sama chemia”, na przykład o jedzeniu, aż mnie odrzuca.
Katarzyna Frankowiak, kierowniczka Zespołu ds. Koordynacji Bioróżnorodności w firmie ORLEN: To duże uproszczenie. Tak naprawdę całe nasze środowisko to chemia, bo złożone jest z pierwiastków i związków chemicznych. Podobnie zresztą jak my, ludzie. Używanie tego słowa jako synonimu trucizny albo czegoś niezdrowego to szkodliwy stereotyp.
Który jednak nie wziął się znikąd.
To prawda. „Chemia” kojarzy nam się z zanieczyszczeniami i odpadami, które generuje przemysł i które są realnym problemem. Proszę się jednak zastanowić – czy ma pan ubrania, które są wyprodukowane z materiałów sztucznych?
Mam.
Je pan żywność, która jest bezpieczna i trwała?
Jem.
Bierze pan leki?
Biorę.
To wszystko chemia!
No dobrze, teraz słowo „chemia” brzmi trochę lepiej.
Moja firma, czyli ORLEN, zajmuje się przetwórstwem ropy naftowej. Produkuje paliwa, które napędzają m.in. samochody i samoloty. Z surowców bazowych tworzy się tysiące przedmiotów codziennego użytku, np. tworzywa sztuczne, kosmetyki i leki.
Bez których nie wyobrażamy już sobie życia. A jednak wszyscy wiemy, że samochody zanieczyszczają powietrze…
Pytanie, co z tą wiedzą zrobimy. Z wykształcenia jestem przyrodnikiem. Przyznam, że czasem marzy mi się, żebyśmy wrócili do sytuacji sprzed rewolucji przemysłowej. Problem w tym, że to niemożliwe. Jako społeczeństwo nie jesteśmy w stanie zrezygnować z postępu technologicznego oraz bezpieczeństwa i komfortu, które nam zapewnił.
Czy to oznacza, że jesteśmy w klinczu?
Niekoniecznie. Na szczęście jako ludzkość przypomnieliśmy sobie, że nasza planeta i przyroda to nie są zasoby niewyczerpane. Mieliśmy wielki garnek z napisem „zasoby”, który wydawał nam się nieskończenie głęboki. Jedliśmy z niego, ile się dało, aż nagle zobaczyliśmy dno.
Mieliśmy wielki garnek z napisem „zasoby”, który wydawał nam się nieskończenie głęboki. Jedliśmy z niego, ile się dało, aż nagle zobaczyliśmy dno.
Jest aż tak źle?
Z badań wynika, że od 1970 r. średnia liczebność monitorowanych populacji dzikich zwierząt spadła o 73 proc. Musimy więc działać. Po pierwsze, zatrzymać szkody, które wywołujemy. Po drugie, spróbować odbudować to, co zniszczyliśmy, a co jeszcze można odbudować. Właśnie temu służy m.in. transformacja energetyczna, która jest nie tylko postulatem, ale i elementem naszych działań w ORLENIE. To już nie tylko kwestia szlachetnych idei, ale też ekonomii i bezpieczeństwa gospodarczego.
Co to znaczy?
Bez transformacji energetycznej nie damy rady. Podam przykład związany z produkcją energii. Paliwa kopalne nie tylko się wyczerpują, ale są coraz trudniej dostępne ze względów geopolitycznych. Dlatego przejście na odnawialne źródła energii czy inwestowanie w recycling chemiczny są nie tylko jest korzystne dla środowiska, ale też po prostu się opłacają. Bioróżnorodność, którą się zajmuję naukowo od lat, ma też wymiar ekonomiczny.
Trzy poziomy bioróżnorodności
Pozwoli pani, że spytam o definicję bioróżnorodności. Bo wszyscy o niej mówią, ale mało kto wie, czym właściwie jest.
Najprościej mówiąc, to zróżnicowanie życia na ziemi. Mamy trzy poziomy bioróżnorodności. Poziom genetyczny oznacza różnorodność w obrębie gatunku.
Czyli to, że np. mamy różne rasy psów, a także mieszańce?
Dokładnie. Drugi poziom to różnorodność gatunkowa. Powoduje ona, że na Ziemi żyją psy, koty, łabędzie czy wróble. I wreszcie trzeci poziom – bioróżnorodność ekosystemowa. Czyli zróżnicowanie lasów, rzek, mokradeł, łąk czy raf koralowych — oraz procesów, które w nich zachodzą. Kiedy ta różnorodność się zmniejsza, zaczynamy mieć problem.
Ale przecież z lekcji biologii wiemy, że wymieranie gatunków to proces naturalny i zachodził zawsze.
To prawda. Akurat mnie nie musi pan o tym przekonywać. Z wykształcenia jestem paleobiologiem, przez lata pracowałam naukowo w Instytucie Paleontologii PAN. Na co dzień zajmowałam się więc życiem, którego już nie ma. Owszem, wymieranie gatunków jest procesem naturalnym, ale już obecne tempo tego procesu – zdecydowanie nie. Według szacunków dziś jest ono bowiem od stu do tysiąca razy szybsze niż kiedyś.
Wymieranie gatunków jest procesem naturalnym, ale już obecne tempo tego procesu – zdecydowanie nie. Według szacunków dziś jest ono bowiem od stu do tysiąca razy szybsze niż kiedyś.
To dlatego tak dużo dziś mówimy o bioróżnorodności?
Owszem. Po pierwsze, wreszcie dostrzegamy, że ona w zatrważającym tempie się zmniejsza. Po drugie, pojawiły się regulacje, które zmuszają biznes do poważnego zajęcia się tym tematem.
Jak to wygląda w praktyce?
Duże firmy, takie jak ORLEN, muszą dziś obligatoryjnie ujawnić swój wpływ na bioróżnorodność i ekosystemy, przedstawić plan transformacji w kierunku ograniczenia tego wpływu i raportować postępy jego realizacji. Takiego podejścia wymagają także instytucje finansowe, które nie mogą już sobie pozwolić na przykład na to, by udzielić długoterminowego kredytu firmie niszczącej bioróżnorodność i powiązane z nią usługi ekosystemowe, takie jak dostęp do czystej wody i powietrza, ochrona przed powodziami czy regulacja klimatu. O ile zatem „przeciętnemu Kowalskiemu” słowo „bioróżnorodność” może się kojarzyć ze „słoniem, sarną czy zającem”, dla dużego koncernu ma ono także wymiar biznesowy.
Przeliczać przyrodę na pieniądze
W 1997 r. na łamach czasopisma „Nature” opublikowano artykuł, w którym oszacowano wartość korzyści, jakie świadczą wszystkie ekosystemy Ziemi, na 33 bln dolarów rocznie. Takie wyliczenia mają sens?
Niejeden przyrodnik zapewne panu odpowie, że przeliczanie przyrody na pieniądze to absurd. Kilka lat temu sama być może tak bym pomyślała.
A dziś?
Wiem, że biznes bez tego typu argumentów nie da rady. Pracując w ORLENIE zrozumiałam, że jeśli chcemy przekonać naszych interesariuszy, żeby na przykład zainwestowali w jakiś projekt czy rozwiązanie ograniczające wpływ na przyrodę, niezbędne są argumenty ekonomiczne.
Niejeden przyrodnik zapewne powie, że przeliczanie przyrody na pieniądze to absurd. Jednak biznes bez tego typu argumentów się nie obędzie. Dlatego niezbędne są argumenty ekonomiczne.
W jednym z pani artykułów naukowych przeczytałem, że transformacja w kierunku mniejszej presji na naturę może wygenerować do 2030 r. dla sektora chemicznego nowe możliwości szacowane na setki miliardów dolarów.
Oczywiście. Biznes potrzebuje bioróżnorodności bardziej niż kiedykolwiek. Pierwszy z brzegu przykład to dostęp do dobrej jakościowo wody, która jest niezbędna nie tylko do naszego życia, ale i do procesów technologicznych. To właśnie dzięki bioróżnorodności gleba ma wysoki poziom próchniczy i wchłania znacznie więcej wody niż ziemia, na której nic nie rośnie. W dodatku organizmy wychwytują z wody różne związki chemiczne, działając jak naturalna oczyszczalnia.
Kolejna zasługa bioróżnorodności to zapewnienie nam surowców, chociażby drewna czy biomasy. I wreszcie retencja wody. Coraz częściej obserwujemy większą zmienność, dłuższe okresy bezopadowe i bardziej intensywne opady nawalne. Utrata bioróżnorodności i degradacja ekosystemów pogarszają infiltrację i retencję. Niestety, przy nagłych opadach, większa część wody szybko spływa rzekami do morza zamiast wchłaniać się do gleby. M.in. przez to – mimo obfitych opadów – mamy coraz większy problem z bilansem wodnym. Nie muszę dodawać, że grunt, który ma wysoki poziom próchniczy, nie tylko lepiej pochłania wodę, ale jest też bardziej stabilny.
Biznes potrzebuje bioróżnorodności bardziej niż kiedykolwiek.
Czyli powodzie, które nas spotykają, to wina utraty bioróżnorodności?
Nie do końca. Powodzie wynikają z wielu czynników, w tym zmiany klimatu, intensywnych opadów, zabudowy terenów zalewowych i regulacji rzek. Utrata bioróżnorodności pogłębia jednak problem, bo osłabia naturalną retencję wody. Podobnie jest z pożarami. Proste ekosystemy, takie jak monokultury leśne, są zwykle mniej odporne niż bardziej zróżnicowane lasy.
Przecieranie szlaków
Gdy pani słucham, słyszę specjalistkę zatroskaną o los planety. Jak trafiła pani do ORLENU?
Po skończeniu studiów trafiłam do Instytutu Paleobiologii PAN, gdzie – uwaga – nie badałam dinozaurów czy innych kopalnych kręgowców. Zawsze interesowały mnie morskie bezkręgowce. Badałam więc kopalne koralowce, sprawdzając, co stoi za ich ogromnym sukcesem polegającym na tym, że jakieś 200 mln lat temu zaczęły tworzyć rafy koralowe.
I co stoi za tym sukcesem?
Symbioza, czyli „współpraca” z mieszkającymi w ich ciałach glonami zwanymi bruzdnicami.
Czyli znów kłania nam się bioróżnorodność!
Owszem. Zresztą kolejny etap mojej kariery zawodowej również się z tym wiązał. Pracowałam wtedy w organizacji pozarządowej.
Znudziła się pani działalność naukowa?
Absolutnie nie. Po prostu w pracy czysto akademickiej trochę brakowało mi sprawczości. Miałam potrzebę nie tylko badać świat, ale też go zmieniać. W międzynarodowej organizacji pozarządowej, w której pracowałam, zajmowaliśmy się ochroną mórz i oceanów poprzez walkę z problemem nieodpowiedzialnego rybołówstwa, mającego destrukcyjny wpływ na środowisko naturalne. Miałam poczucie, że realnie pomagam chronić te ekosystemy. Jednak kiedy w ORLENIE tworzono zespół do spraw bioróżnorodności, pomyślałam, że muszę złożyć aplikację.
Dziś kieruje pani tym zespołem. Ale czy jednocześnie nie tęskni za działalnością badawczą?
Głównym motorem naukowca jest ciekawość, a ponieważ bioróżnorodność to dla biznesu temat stosunkowo nowy, naszym zadaniem jest przecieranie szlaków. W znacznej mierze jesteśmy pionierami, sami opracowujemy metody naszej pracy i narzędzia analiz. Dzięki temu, pracując w największej polskiej firmie, nieustannie pielęgnuję w sobie ciekawość naukowca.
Głównym motorem naukowca jest ciekawość, a ponieważ bioróżnorodność to dla biznesu temat stosunkowo nowy, naszym zadaniem jest przecieranie szlaków. W znacznej mierze jesteśmy pionierami, sami opracowujemy metody naszej pracy i narzędzia analiz.
Czym konkretnie zajmuje się pani w ORLENIE?
W zespole złożonym z samych przyrodników badamy, jaki wpływ na bioróżnorodność ma działalność ORLENU oraz całej naszej grupy kapitałowej. Analizujemy skalę oddziaływania przez zmianę klimatu, przekształcanie gruntu, zanieczyszczenia czy zużycie zasobów. Wszystko to musimy jak najdokładniej sprawdzić, zweryfikować i wyrazić w liczbach. Jednocześnie opracowujemy wytyczne, które mają pomóc, by unikać wspomnianego negatywnego wpływu na środowisko. Z kolei ten, który już powstał – minimalizować. Wyzwanie jest naprawdę duże, bo grupa kapitałowa ORLEN to dziesiątki spółek i tysiące aktywów znajdujących się w kilku krajach. Naszym zadaniem jest też raportowanie niefinansowe, którego bioróżnorodność jest bardzo ważną częścią. Istotnym filarem naszej działalności jest też budowanie świadomości na temat bioróżnorodności wśród interesariuszy wewnętrznych i zewnętrznych, np. społeczności lokalnych.
Walka z ekościemą
Zawsze, gdy duży biznes zajmuje się kwestiami środowiskowymi, może się pojawić pytanie o greenwashing, czyli ekościemę. Jak sobie radzicie z tą pokusą?
Doskonale rozumiem pana pytanie. W końcu niejedna firma na świecie próbowała się już wybielić albo raczej „zazielenić” w celach czysto marketingowych. Jednak u nas podejście do kwestii ESG ma charakter systemowy i wynika także z oczekiwań naszych interesariuszy.
To znaczy?
Gdy robimy analizę ryzyk korporacyjnych, ryzyka środowiskowe, w tym związane z bioróżnorodnością, są jednym z ważniejszych punktów. Może on wpływać na nasze inwestycje, kapitał i bilans ekonomiczny. Realne mitygowanie ryzyka środowiskowego ma zatem ogromne znaczenie także z punktu widzenia biznesowego. To, że w moim zespole pracują przyrodnicy, służy m.in. temu, by nasze działania nie były pozorne. Żaden z członków mojego zespołu nie podpisałby się pod niczym, co by miało cechy ekościemy. Dodatkowo, w ORLENIE bardzo prężnie działa specjalny zespół, który pilnuje, by w firmie nie było żadnych przejawów greenwashingu.
Współpraca biznesu z nauką
Mówiła pani, że w ORLENIE realizuje się także badawczo. Zadam więc pytanie bardziej ogólne: czy polski biznes potrafi korzystać z dorobku naukowców?
Na szczęście w coraz większym stopniu tak. Biznes zaczyna dostrzegać, że naukowcy mają wiedzę, której potrzebuje, a której sam we własnym zakresie nie posiądzie. To rodzi duże szanse, zwłaszcza dla młodych. Moje doświadczenie dotyczy obszaru bioróżnorodności, ale nie zapominajmy, że ORLEN to przede wszystkim zaawansowana technologia. Już kilka lat temu stworzył w Płocku nowoczesne centrum badawczo-rozwojowe, które angażuje się w badania, rozwój i innowacje. Wśród inicjatyw wspierających rozwój młodych talentów i współpracę biznesu z nauką warto wymienić programy stażowe dla studentów oraz projekty edukacyjne związane z energetyką i nowymi technologiami, takie jak Akademia Wodorowa. Ich celem jest rozwijanie kompetencji przyszłych kadr i tworzenie przestrzeni do wymiany wiedzy między ekspertami a młodymi ludźmi, stawiającymi pierwsze zawodowe kroki w branży. Te przykłady napawają optymizmem. Dlatego jestem przekonana, że związek biznesu i nauki w przyszłości będzie coraz silniejszy.
Biznes zaczyna dostrzegać, że naukowcy mają wiedzę, której potrzebuje, a której sam we własnym zakresie nie posiądzie.
A co zrobić, by przynosił on korzyści nie tylko biznesowi, ale i nauce?
Musimy zadbać, by ta współpraca opierała się na realnej wymianie zasobów i kompetencji. Przykładów takich rozwiązań jest bardzo wiele.
Firmy mogą na przykład udostępniać naukowcom unikatowe dane – zarówno dotyczące procesów technologicznych, jak i pomiarów z prowadzonych inwestycji. Odpowiednio przeanalizowane mogą stanowić cenny materiał naukowy, a jednocześnie pomagają w sformułowaniu wniosków, które później można przełożyć na konkretne usprawnienia biznesowe i optymalizację procesów. Innym przejawem korzystnej dla obu stron współpracy jest finansowanie badań. Gdy biznes zgłasza problemy, a naukowcy, korzystając ze swego know-how, je rozwiązują, powstają innowacje, których żadna ze stron nie byłaby w stanie wypracować samodzielnie.
Nasz cykl
Energia Nauki
Polska nauka stoi dziś na rozdrożu. Z jednej strony mamy funkcjonujące jednostki badawcze, utalentowanych młodych naukowców, ponad 300 uczelni wyższych. Z drugiej – systemowe bariery, niedofinansowanie, brak stabilności zawodowej i ograniczone możliwości rozwoju. Wielkość nakładów na naukę nie zachwyca, więc warto zastanowić się nad tym, jak zatrzymać talenty w kraju i mądrze inwestować w badania.
Projekt Energia Nauki to cykl rozmów z naukowcami, wynalazcami i badaczami – tymi, którzy dają energię polskiej nauce, często wbrew trudnościom. Ten artykuł jest pierwszą rozmową w naszej serii. Łączymy w niej różne perspektywy i punkty widzenia, by wspólnie znaleźć odpowiedzi na pytania o przyszłość polskiej nauki, jej organizację i finansowanie.
Warto też pamiętać, że w środowisku naukowym istnieje wiele gotowych, często bardzo zaawansowanych rozwiązań, o których nikt poza autorami nie wie. Ich wykorzystanie w praktyce może przynieść firmom ogromną wartość. Dlatego tak ważne jest, by te dwa światy rozmawiały ze sobą jak najczęściej.
Czyli to znaczy, że biznes musi bardziej wychodzić do naukowców?
Owszem, ale też naukowcy muszą bardziej wychodzić do biznesu. Niestety, wielu z nas boi się tego jak ognia. Sama byłam krytykowana za to, że jako przyrodniczka, poszłam do koncernu paliwowego…
Rozumiem, że zarzucano pani „zdradę ideałów”…
A ja niezmiennie odpowiadałam, że to absurd. Pracuję w firmie, która ma duży wpływ środowiskowy, więc to, co robię, może realnie zmienić rzeczywistość na lepsze. Mówiąc dosadnie – nie jest sztuką wyczyścić coś, co jest już czyste.
W Polsce od lat mówi się o niedofinansowaniu nauki…
I rzeczywiście – mimo pewnych zmian – poziom finansowania wciąż jest zbyt niski. Wciąż brakuje świadomości, jak duże korzyści przynosi inwestowanie w badania. Czasem mamy problem z wiarą we własne możliwości. Kupujemy zagraniczne technologie, choć ich autorami są polscy naukowcy. Potencjał mamy ogromny, trzeba go tylko wykorzystać. Dlatego tak ważne jest stworzenie środowiska, w którym nauka i biznes współpracują, a nie funkcjonują obok siebie. W końcu i nauka, i biznes jadą w tym samym kierunku.
Główne wnioski
- Z badań wynika, że od 1970 r. średnia liczebność monitorowanych populacji dzikich zwierząt spadła o 73 proc. Zatrzymanie tego procesu to już nie tylko kwestia szlachetnych idei, ale też ekonomii i bezpieczeństwa gospodarczego.
- Zespół ds. Koordynacji Bioróżnorodności w firmie ORLEN składa się z samych przyrodników. Badają, jaki wpływ na bioróżnorodność ma działalność spółki oraz całej grupy kapitałowej. Analizują oddziaływania przez zmianę klimatu, przekształcanie gruntu, zanieczyszczenia czy zużycie zasobów.
- Zdaniem naszej rozmówczyni – mimo pewnych zmian – poziom finansowania nauki wciąż jest zbyt niski. Brakuje świadomości, jak duże korzyści przynosi inwestowanie w badania.
Materiał powstał na zlecenie ORLENU.




