Czescy miliarderzy stawiają na Polskę. Chcą budować firmy warte 1 mld dolarów
Założyciele Pale Fire Capital dorobili się w branży technologicznej, a dziś m.in. odbudowują Groupona. Szukają firm z potencjałem osiągnięcia statusu lidera w Europie. W Polsce widzą takich wiele, w tym te mierzące się z sukcesją.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Kto stoi za Pale Fire Capital i jaką mają strategię.
- Co chcą oferować i w jaki sposób wyróżnić się na tle konkurencji.
- Dlaczego traktują Polskę jako strategiczny rynek.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Polskie firmy przyciągają międzynarodowy kapitał, w tym z funduszy private equity. Pojawiają się nowi gracze, a obecni chcą zwiększyć zaangażowanie. Np. INVL Private Equity Fund II z Litwy jest gotów zainwestować w Polsce 150-160 mln euro albo nawet więcej. Szczegółowy plan ujawniła w XYZ Deimantė Korsakaitė, partner zarządzająca.
Zwielokrotnić skalę działalności w naszym kraju zamierza również czeska grupa inwestycyjna Pale Fire Capital (PFC). W pięć lat chce zainwestować w Europie Środkowej i Wschodniej (CEE) 400 mln euro. Polski rynek jest dla niego strategiczny. W portfelu ma już porównywarkę ubezpieczeniową Mubi oraz platformę porównującą oferty wakacyjne Fly.pl.
– Zarządzamy własnym kapitałem sześciu partnerów w funduszu. To zapewnia nam dużą elastyczność. Nie jesteśmy ograniczeni sektorowo ani geograficznie. W Polsce chciałbym zdecydowanie zainwestować co najmniej 100 mln euro – a może znacznie więcej – w wysokiej jakości firmy. Szukamy odpowiednich partnerów do budowy europejskich, a nawet globalnych biznesów – mówi Jan Černý, partner zarządzający w Pale Fire Capital.
Kierowanie Škoda Transportation i współpraca z czeskim miliarderem
Nowe otwarcie w PFC wiąże się w dużym stopniu z dołączeniem w kwietniu 2026 r. Jana Černego. Karierę rozpoczął w 2012 r. w Škoda Transportation (producencie m.in. tramwajów), a już po kilku latach wszedł do rady dyrektorów firmy. Odpowiadał m.in. za finanse, logistykę, budowę nowych zakładów oraz fuzje i przejęcia (M&A).
W tym czasie Jan Černý poznał Tomáša Krseka, miliardera i jednego z najbogatszych Czechów. W 2018 r. zaczął pomagać mu w pomnażaniu majątku. Został mniejszościowym partnerem w jego BHM Group.
– W osiem lat zbudowaliśmy jedno z największych family office w Czechach. BHM Group zarządza aktywami ponad 1 mld dolarów: 30 inwestycjami w 20 krajach. To głównie projekty private equity oraz nieruchomości. Część z nich jest w Polsce – mówi Jan Černý.
Rozwijał na europejską skalę dwóch polskich producentów sprzętu medycznego – Famed Żywiec i Alvo Medical – które BHM Group włączył w grupę Reinsberg. Ponadto kupił i zarządzał portfelem 10 centrów handlowych w Polsce.
– Jestem fanem polskiego ducha przedsiębiorczości i pod wrażeniem tempa rozwoju rynku. Co najmniej raz w miesiącu przyjeżdżałem do Polski i podobnie zamierzam robić teraz. Głęboko wierzę w relacje międzyludzkie budowanie osobiście, na miejscu. Nie można dobrze poznać człowieka ani zrozumieć jego problemów, jeśli nie spędzi się z nim czasu – mówi Jan Černý.
Zdaniem eksperta
Czeskie fundusze nieprzypadkowo ciągną do Polski
Wyzwaniem staje się znalezienie odpowiedniej liczby aktywów, które można kupić po atrakcyjnej cenie i z perspektywą wzrostu. Polska, dzięki wielkości rynku i różnorodności dostępnych inwestycji, staje się dla nich naturalnym kierunkiem ekspansji regionalnej. A zarazem sposobem na dywersyfikację portfela.
Potencjał obejmuje szerokie spektrum aktywów: od przedsiębiorstw przemysłowych i różnych firm rodzinnych, przez logistykę i nieruchomości komercyjne, po infrastrukturę. Istotnym atutem jest podobieństwo gospodarcze obu krajów. Czeskie fundusze mogą wykorzystywać bogate doświadczenia zdobyte na rodzimym rynku w sektorze spółek przemysłowych, jak ma to miejsce w przypadku Jet Investment, wspierać rozwój przejmowanych firm i budować większe grupy kapitałowe o zasięgu regionalnym. W inwestycjach typu private equity oznacza to możliwość konsolidacji branż oraz poprawy efektywności operacyjnej.
Na rynku nieruchomości ekspansja pozwala natomiast budować większe, geograficznie zdywersyfikowane portfele. Dla przykładu fundusz nieruchomości z naszej grupy – Jet Industrial Lease – inwestuje w Czechach, na Słowacji, w Polsce, Austrii i Niemczech. A projekty w Polsce stanowią już ponad połowę jego portfela.
Nie oznacza to jednak, że sama skala polskiego rynku gwarantuje sukces. Rosnąca konkurencja o atrakcyjne aktywa wymaga dyscypliny cenowej i realistycznej oceny potencjału wzrostu oraz stałej obecności na rynku. Ostatecznie przewagę zyskają inwestorzy, którzy nie tylko potrafią skutecznie rozdysponować kapitał, lecz także zwiększać wartość przejmowanych przedsiębiorstw.
Pale Fire Capital zamiast własnego funduszu
Po ośmiu latach w BHM Group Jan Černý chciał się uniezależnić. Postanowił założyć własny, prywatny fundusz private equity. Ze wsparciem kilku dużych czeskich inwestorów chciał zebrać parę miliardów koron czeskich (kilkaset milionów złotych) na finansowanie długoterminowych inwestycji. Tę kwotę zapewnili mu jednak na pierwszym spotkaniu założyciele PFC. I zaproponowali dołączenie do nich jako wspólnik i partner.
– Chciałem pójść własną, niezależną drogą i działać znacznie szybciej, niż było to możliwe w mojej poprzedniej roli. W ramach moich rozmów z potencjalnymi inwestorami wybraliśmy się na wspólny weekend z Dušanem Šenkyplem, Janem Bartą i Davidem Holym. Tak, by bez zakłóceń omówić moje tezy inwestycyjne. Porozumienie osiągnęliśmy w zaledwie kilka godzin – wspomina Jan Černý.
Kontynuowali jednak dyskusję, po której uznali, że znacznie rozsądniej będzie połączyć siły w ramach PFR. Każdy z partnerów wnosi unikatowe doświadczenie i odmienne kompetencje.
– A łączy nas brak wybujałego ego, nieustępliwe skupienie na wynikach oraz ambicja, by z naszego regionu wykreować europejskich liderów – podkreśla Jan Černý.
Warto wiedzieć
Czescy miliarderzy przychylnie patrzą na Polskę
Polska od lat przyciąga uwagę czeskich inwestorów, w tym tych najbogatszych. Angażują się w różnego rodzaju aktywa. Grupa Akipia należąca do Michala Strnada – od niedawna najmajętniejszego Czecha – włączyła się w projekt wieżowca Roma Tower w Warszawie. Jego budowa ma pochłonąć 840 mln zł netto.
W ten sektor inwestuje u nas także Trigea. To jeden z trzech największych czeskich funduszy nieruchomościowych. To jedna z branż, w którą inwestuje w Polsce Jet Investment. Stoi za nim Igor Fait.
Od wielu lat zaangażowana w nasz kraj jest Penta Investments. Była właścicielem Żabki, a w portfelu nadal ma m.in. grupę Empik. Natomiast inną znaną dobrze w Polsce firmę – AAA Auto – kupiła prawie rok temu grupa kontrolowana przez Daniela Křetínskiego. A w holdingu innego czeskiego multimiliardera, Karela Komárka, znalazły się m.in. Clearcode i Avenga. Trudno pominąć też zaangażowanie PPF Group w InPost.
Czołowi biznesmeni czeskiego sektora technologii
Dušan Šenkypl, David Holy i Jan Barta to czescy przedsiębiorcy z majątkiem liczonym w miliardach koron czeskich. Drugi z nich znalazł się w 2021 r. w gronie 100 najbogatszych Czechów według „Forbesa”.
Osiągnęli oni duży sukces w branży technologicznej. Stworzyli m.in. największą czeską porównywarkę ubezpieczeń ePojisteni.cz. Jej właściciela, NetBrokers Holding, przejęła w latach 2016-2018 Grupa Bauer Media za ok. 1 mld koron czeskich.
W 2017 r. Dušan Šenkypl i Jan Barta założyli Pale Fire Capital. Dziś zarządzają aktywami wartości 2 mld euro. Polacy mogą ich kojarzyć jako właścicieli Aukro. Allegro sprzedało ten czeski serwis aukcyjny w 2016 r.
Natomiast globalną rozpoznawalność przyniosła im inwestycja w Groupona w 2021 r. Fundusz jest jego największym akcjonariuszem, a Dušan Šenkypl jedynym Czechem kierującym spółką notowaną na amerykańskiej giełdzie Nasdaq.
Warto wiedzieć
Make Groupon great again?
Największą do tej pory inwestycją Pale Fire Capital jest Groupon. Amerykańska firma oferująca kupony rabatowe była wyceniana historycznie na kilkanaście miliardów dolarów. Dziś jej giełdowa kapitalizacja (amerykański Nasdaq) nie przekracza 1 mld dolarów.
PFC zaangażował się w tę firmę w 2021 r., gdy już kolejny rok tkwiła w kryzysie. Zgodnie ze stanem z sierpnia bieżącego roku, kupił dotychczas ok. 25 proc. akcji za ok. 87,5 mln dolarów. Jest dzięki temu największym akcjonariuszem spółki.
– Groupon tracił miliony dolarów miesięcznie, a w 2025 r. po raz pierwszy od dekady odnotował zysk i wygenerował 50 mln dolarów wolnych przepływów pieniężnych. Przeprowadziliśmy transformację z pomocą najlepszy talentów także z Czech i Polski. Mamy jeszcze dużo do zrobienia, także w obszarze wykorzystania sztucznej inteligencji. Wierzymy w świetną przyszłość Groupona i nie rozważamy sprzedaży w najbliższym czasie – mówi Jan Černý, partner zarządzający w Pale Fire Capital.
Idealna inwestycja? 50 mln euro na start
PFC szuka dojrzałych biznesów z zyskiem EBITDA przynajmniej 4 mln euro (ok. 17 mln zł po bieżącym kursie). Interesują go pakiety akcji warte 15-100 mln euro. Transakcje mogą być nawet większe, uwzględniając dług.
– Preferujemy skoncentrowany portfel. W idealnym scenariuszu inwestujemy więc ok. 50 mln euro na start, a później finansujemy ewentualne przejęcia. Minimum to ok. 20 mln euro, ponieważ transakcja wymaga tyle samo wysiłku i energii. Wolimy więc skoncentrować się na dużych – wyjaśnia Jan Černý.
Fundusz jest otwarty na koinwestycje. W obie polskie spółki – Mubi i Fly.pl – zaangażował się wraz z Posellą. To wehikuł inwestycyjny założony przez Jacka Olechowskiego. Ten przedsiębiorca i inwestor miał udział w sukcesie m.in. Rankomatu, Group One i MJM Holdings.
– Nie szukamy współinwestorów z powodu ograniczonego budżetu. Mamy pieniądze i to własne. Szukamy długoterminowych partnerów ze znajomością lokalnego rynku i branżowym doświadczeniem. Osób, które pomogą nam wydobyć pełen potencjał firm albo zapewnić dostęp do transakcji, które inaczej byłyby poza naszym zasięgiem – tłumaczy Jan Černý.
Zdaniem eksperta
Potrzeba więcej takich inwestorów
Polskiemu rynkowi wciąż tego brakuje. Dlatego PFC może wnieść wartość wykraczającą poza sam kapitał. Jego rozwój u nas – obok innych inwestorów z regionu – to kolejny dowód, że Polska jest dziś dobrze oceniana jako miejsce do inwestowania. Mimo napięć geopolitycznych i ryzyka w finansach publicznych.
Poszukiwania firm z potencjałem 1 mld dolarów wartości
Celem PFC jest budowa firm wartych 1 mld dolarów. W przypadku technologicznych spółek to tzw. jednorożce. Termin wywodzi się z rynku startupów, ale coraz częściej obejmuje już dojrzałe i bardzo zyskowne biznesy jak Allegro czy InPost.
– Dostrzegamy w Polsce duży potencjał tworzenia firm tej skali. W Polsce jest czterokrotnie więcej jednorożców niż w Czechach. Świadczy to nie tylko o skali rynku, ale też mentalności przedsiębiorców i jakości talentów – mówi Jan Černý.
Podkreśla, że polski i czeski rynek są sobie bliskie nie tylko geograficznie, ale też kulturowo – w przeciwieństwie do np. amerykańskiego. Czescy inwestorzy są w Polsce obecni od lat jak choćby Penta Investments, współwłaściciel m.in. grupy Empik.
– Dynamika polskiej gospodarki jest imponująca, a będzie utrzymywać się na poziomie wyższym niż innych krajów z regionu. Widzimy więc ogromny potencjał. Zwłaszcza że przez duży rozmiar rynku wiele firm rozwija się międzynarodowo później niż ich konkurenci z Czech, Słowacji czy Bułgarii. A my mamy wiedzę i doświadczenie w skutecznym doborze nowych rynków i ekspansji bez ogromnych inwestycji. Możemy to wykorzystać – mówi Jan Černý.
Nastawienie na rodzinne biznesy
W ciągu 12 miesięcy PFC chciałby zrealizować jedną lub dwie transakcje w Polsce. Zastrzega jednak, że nie działa pod presją czasu.
– Nie zajmujemy się skupowaniem firm tanio. Szukamy ludzi i biznesów z odpowiednią jakością, za którą jesteśmy gotowi zapłacić uczciwą cenę. Jesteśmy w Polsce na etapie poszukiwania kontaktów, możliwości, pomysłów. Rozmawiamy z większością głównych doradców, a także z kilkoma rodzinami – mówi Jan Černý.
Problemy z sukcesją uznaje za megatrend w Europie Środkowej i Wschodniej. Podkreśla, że przekazanie firmy przez założyciela to już paląca kwestia dla wielu z nich.
– W Czechach i Słowacji rozmawiamy z kilkunastoma rodzinami. Większość zgłosiła się sama, bo nie mamy opinii finansowego rekina. Nigdy nie mówimy, że jesteśmy najlepszym wyborem – to zależy od wielu czynników – ale zawsze jesteśmy transparentni. Chcemy wspólnie budować wartość w długim terminie, a to wymaga otwartości na nowe impulsy. Nie można tylko powtarzać tego, co robiło się przez 20 lat. To, co doprowadziło firmę z punktu A do punktu B, niekoniecznie sprawdzi się na drodze do punktu C – przekonuje Jan Černý.
Nawet kilkanaście lat bycia strategicznym partnerem
Od klasycznych funduszy private equity PFC wyróżnia się horyzontem inwestycyjnym. Te pierwsze działają z reguły w zamkniętych, dziesięcioletnich cyklach. Presja na rozliczenie się ze swoimi inwestorami skłania czasem do przedwczesnej sprzedaży firmy, ale nie tylko.
– Mając średnio pięć lat na rozwój i sprzedaż, nie zrealizujesz dużo długoterminowych inwestycji. My podejmujemy decyzje korzystne w długim terminie. Staramy się myśleć jak właściciele budujący firmę dla przyszłych pokoleń. Bez presji na obniżanie kosztów i podkręcania wyniku EBITDA, bo za trzy lata trzeba sprzedać biznes. Chcemy angażować się na 10 lat, 15 albo nawet więcej – mówi Jan Černý.
Na tle silnej konkurencji PFC zamierza wyróżnić się także podejściem do współpracy ze wspólnikami i kadrą zarządzającą. Nie chce tylko jej wybrać, sporadycznie wspierać i rozliczać w ramach miesięcznych raportów.
– To nie nasza rola. Nie chcemy kierować firmą – od tego jest zarząd – ale być dobrym partnerem strategicznym. Sami budowaliśmy duże biznesy od postaw, więc doskonale rozumiemy, czego to wymaga – że biznes nie zawsze idzie do przodu, tylko działa w ramach cykli. Jesteśmy gotowi na dobre i złe czasy. Dlatego jesteśmy lepszymi partnerami niż osoby z doświadczeniem wyłącznie w finansach – twierdzi Jan Černý.
Zdaniem eksperta
W Czechach coraz trudniej o inwestycyjne okazje
Na rynku czeskim znalezienie atrakcyjnych okazji staje się coraz trudniejsze, ponieważ wiele najbardziej oczywistych możliwości zostało już wykorzystanych. Polska nadal czerpie ze znaczącej aktywności inwestycyjnej, a także z większej elastyczności w zakresie budownictwa i realizacji projektów deweloperskich.
Polscy przedsiębiorcy udowodnili, że potrafią budować silne firmy z ambicjami wykraczającymi poza rynek krajowy. Dla inwestora, który myśli o współpracy w perspektywie 5-7 lat, to szansa na stworzenie trwałej wartości.
Nie chodzi wyłącznie o dostarczenie kapitału. Także o wsparcie strategiczne, międzynarodowe doświadczenie i dostęp do sieci kontaktów, które mogą pomóc firmie wejść na kolejne rynki oraz wykorzystać pełnię potencjału. Takie podejście pozwala budować relację z przedsiębiorcą wokół długofalowego rozwoju, a nie tylko realizacji z góry określonego scenariusza wyjścia z inwestycji.
Przykład globalnego sukcesu
Jako przykład długoterminowej współpracy wskazuje zaangażowanie w Rouvy. W 2021 r. PFC kupił 60 proc. udziałów w czeskiej firmie założonej przez dwóch braci. W pięć lat wspólnie dziesięciokrotnie zwiększyli przychody i stworzyli globalnego wicelidera rynku technologii wykorzystywanej w rowerach stacjonarnych. Liczba płacących użytkowników przekroczyła 300 tys.
– Dużo zainwestowaliśmy w rozwój produktu, a później przejęliśmy konkurenta w Hiszpanii i w Australii. Drugi z nich przynosił straty, ale miał wyłączną globalną licencją Ironman, dzięki której staliśmy się popularni wśród triathlonistów – mówi Jan Černý.
W 2026 r. doszło do przełomowej transakcji. Zwift, globalny lider wyceniony w rundzie w 2020 r. na 1 mld dolarów, przejął Rouvy. Bracia Samek oraz PFC zostali znaczącymi udziałowcami połączonego podmiotu.
– To oni rozwijali firmę i zasługują na uznanie. Gdy Eric Min, współzałożyciel Zwifta, zgłosił się z ofertą na Rouvy, Jan Barta powiedział zespołowi pół żartem pół serio: „porozmawiamy, gdy Eric przyleci do nas czwarty raz”. Gdy to zrobił, przekonał nas do połączenia sił. Teraz jesteśmy wśród największych udziałowców – obok m.in. globalnych funduszy KKR oraz Permira – i chcemy zbudować firmę wartą kilka miliardów dolarów, a ewentualnie wprowadzić ją na giełdę Nasdaq – mówi Jan Černý.
Budowa mistrzów Europy w Polsce i Czechach
Tę historię globalnego sukcesu fundusz chce przedstawiać polskim przedsiębiorcom jako przykład możliwej ścieżki współpracy. Priorytetem nie jest jednak przyłączenie firm z naszego regionu do globalnej konkurencji, tylko budowa lokalnie silnych firm na skalę Europy. Tutaj reinwestując kapitał, tworzyć innowacje oraz miejsca pracy.
– Obecność silnych firm przynosi korzyści społeczeństwu, zapewnia niezależność oraz odporność na niekorzystne wydarzenia. Wizja budowy m.in. w Polsce i Czechach mistrzów Europy nas napędza – mówi Jan Černý.
Zastrzega, że nie ma jednej, sprawdzonej ścieżki osiągnięcia tego celu. Nie jest to kwestia wyłącznie pieniędzy.
– Uważam, że kapitału jest na naszym rynku wystarczająco dużo. Czasem brakuje jednak ambicji i przekonania, że może się udać. Mieszkam w USA od jakiegoś czasu, a moi wspólnicy budowali tam firmy. Mentalność przedsiębiorców w Dolinie Krzemowej jest zupełnie inna niż w Pradze, Bratysławie czy w Warszawie. Chcemy wnieść do regionu ambicję mierzenia wysoko oraz zapewnić wszystko, by firmy mogły to osiągnąć – podsumowuje Jan Černý.
Zdaniem eksperta
Kilka argumentów za atrakcyjnością dla zagranicznych inwestorów
Nic dziwnego, że Polska jako duży i rozwinięty rynek na tle regionu przyciąga kolejne czeskie fundusze. Wskaźniki makroekonomiczne plasują nasz kraj jako jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek Unii Europejskiej. Po wejściu do UE Polska stała się dojrzałym rynkiem postrzeganym jako przewidywalny i bezpieczny dla zagranicznych inwestorów. Wojna w Ukrainie nie spowodowała ucieczki zagranicznego kapitału. Inwestorzy nie postrzegają statusu państwa przyfrontowego jako istotnego ryzyka dla angażowania kapitału w polskie spółki.
Fundusze private equity (PE) budujące regionalnych czempionów potrzebują obecności w Polsce jako centralnym i największym z państw Europy Środkowej i Wschodniej. A wydatki inwestycyjne naszego kraju na obronność i infrastrukturę – wspierane funduszami europejskimi – napędzają jej wzrost gospodarczy.
Firmy działające w branżach nowych technologii powstają w Polsce jak grzyby po deszczu, mając coraz lepszy dostęp do kapitału od aniołów biznesu i funduszy VC. To sprawia, że po kilku latach od ich założenia na rynek trafiają kolejne dojrzałe już spółki, które mogą być atrakcyjnym celem do przejęcia dla funduszy PE.
Z kolei przez przedsiębiorstwa szeroko rozumianego sektora tradycyjnego założone na przełomie XX i XXI wieku przetacza się fala sukcesji. Powoduje, że wielu właścicieli tych firm decyduje się na sukcesję rodzinną lub ich sprzedaż na rzecz profesjonalnych inwestorów.
Główne wnioski
- Odbudowa Groupona wizytówką zasłużonych biznesmenów. Za założoną w 2017 r. grupą inwestycyjna Pale Fire Capital stoją m.in. Dušan Šenkypl, David Holy i Jan Barta. To czescy przedsiębiorcy z majątkiem liczonym w miliardach koron czeskich. Stworzyli m.in. największą czeską porównywarkę ubezpieczeń ePojisteni.cz. W Polsce mogą być kojarzeni m.in. jako właściciele Aukro, serwisu aukcyjnego sprzedanego przez Allegro. Natomiast globalną rozpoznawalność przyniosła im inwestycja w Groupona. Fundusz od kilku lat skutecznie odbudowuje pozycję dawnego giganta notowanego na giełdzie w USA.
- Nowy partner, nowa strategia. W 2026 r. do PFC dołączył Jan Černý. To m.in. były członek rady dyrektorów Škoda Transportation oraz wspólnik Tomáša Krseka. Budował z czeskim miliarderem BGM Group inwestującą także w Polsce. Jan Černý chciał założyć własny fundusz – wart kilka miliardów czeskich koron – inwestujący długoterminowo. Twórcy PFC przekonali go do połączenia sił. Ich wspólna strategia zakłada inwestycję 400 mln euro w ciągu pięciu lat. Polski rynek jest dla nich strategiczny.
- Plany wobec Polski. PFC szuka dojrzałych biznesów, z zyskiem EBITDA przynajmniej 4 mln euro. Jest gotów inwestować w nie 15-100 mln euro – w idealnym scenariuszu ok. 50 mln euro na start. Pozostaje otwarty na koinwestycje z partnerami dobrze znającymi lokalny rynek, czego dowodem jest zaangażowanie w Mubi i Fly.pl wraz z funduszem Posella. PFC szuka firm z potencjałem osiągnięcia 1 mld dolarów i dominującej pozycji w Europie, a nawet na świecie. W Polsce dostrzega takich wiele. W ciągu 12 miesięcy chciałby zrealizować jedną lub dwie transakcje.




