Od 4F po cyber_Folks. Dlaczego polscy przedsiębiorcy kochają szybką jazdę?
Zarządzają wielkimi firmami, ale prawdziwy odpoczynek znajdują za kierownicą samochodów wyścigowych. Igor Klaja, Jakub Dwernicki, Wojciech Wolny i Rafał Sonik opowiadają, dlaczego motorsport daje im coś, czego nie zapewniają nawet największe sukcesy w biznesie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- W jaki sposób pasja do motorsportu pomaga polskim przedsiębiorcom w prowadzeniu biznesu i radzeniu sobie ze stresem.
- Dlaczego zdaniem Igora Klai szkolenia z jazdy sportowej mogłyby poprawić bezpieczeństwo na polskich drogach.
- Jak intensywnie trenują zawodnicy uprawiający drifting i co przyciąga do sportów motorowych ludzi sukcesu.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Rafał Sonik wygrał Rajd Dakar w kategorii quadów cztery lata po wypadku, w którym złamał rękę i doznał urazu kręgosłupa. Igor Klaja został w tym sezonie mistrzem Polski w jednej z kategorii wyścigów długodystansowych, choć ma przecież niezwykle ambitne plany biznesowe – z marką 4F chce rzucić wyzwanie Adidasowi. Wojciech Wolny zamienił motocykle na samochody, bo zakochał się w driftingu. I to błyskawicznie – już po kilku godzinach prób zamawiał specjalny samochód do tego sportu. Z kolei Jakub Dwernicki dołączył do międzynarodowej serii wyścigowej International GT Open i ścigał się na słynnym torze Hockenheim, choć zaledwie rok wcześniej dachował, a jego samochód koziołkował sześć lub siedem razy.
Gokarty w snach Jakuba Dwernickiego
W pierwszym półroczu 2026 r. grupa cyber_Folks Jakuba Dwernickiego osiągnęła ponad pół miliarda złotych przychodów. Firma rozwija się na międzynarodowym rynku IT, a jej założyciel po latach wrócił do motorsportu. Na torze odnalazł emocje, które trudno porównać z czymkolwiek innym.
– Jasne, że kupno fajnej firmy daje ogromną satysfakcję. Ale prowadzenie w wyścigu to zupełnie inne uczucie – nieporównywalny przypływ endorfin. Podobnie jak jazda w deszczu po śliskim torze, na granicy przyczepności, kiedy udaje mi się jej nie stracić – mówi Jakub Dwernicki.
Motorsport trenował już jako nastolatek. W latach 90. widywał na torach młodziutkiego Roberta Kubicę. Po maturze wybrał jednak studia i biznes. Samochody wyścigowe nie dawały mu o sobie zapomnieć. Pojawiały się nawet w snach.
W żadnym wypadku nie chodziło o poszukiwanie adrenaliny. Adrenalina jest nieprzyjemna. Do mnie motorsport po prostu przychodził w nocy, wołał.
– Nie umiem inaczej wyjaśnić swojego powrotu do motorsportu. Nie mam innej odpowiedzi. W żadnym wypadku nie chodziło o poszukiwanie adrenaliny. Adrenalina jest nieprzyjemna. Do mnie motorsport po prostu przychodził w nocy, wołał. Śniłem, że mam gokarta, w którym przed wyścigiem muszę dokręcić silnik. Albo że brakuje mi benzyny. Odkąd wróciłem, zauważyłem też, że ścigam się po to, by coś sobie udowodnić. Tak, samemu sobie. Nadal, mimo sukcesu firmy. Może to dziwne, ale być może ta cecha pomogła mi także w budowaniu cyber_Folks? – zastanawia się przedsiębiorca.

Drifting Wojciecha Wolnego
Wojciech Wolny, założyciel Euvic, dużej polskiej grupy IT, do motorsportu wracać nie musiał. Pasja do samochodów i motocykli towarzyszyła mu od wczesnej młodości i stała się nawet jedną z głównych motywacji do rozwijania własnego biznesu.
– Nie wiem, czy na pewno zabrzmi to dobrze, ale ja w dużej mierze zakładałem firmy po to, żeby mieć pieniądze na samochody i motocykle – mówi Wojciech Wolny.

Fot. Tomasz Gzell/PAP
Od kilku lat przedsiębiorca trenuje drifting, czyli jazdę w kontrolowanym poślizgu, potocznie nazywaną „jazdą bokiem”. To dyscyplina motorsportu, która dynamicznie zdobywa popularność. Po wielu latach spędzonych na motocyklu Wolny odkrył nową pasję i, zbliżając się do 50. urodzin, z powodzeniem rywalizuje ze znacznie młodszymi zawodnikami. Czasem tylko wzdycha: „Mam nadzieję, że to moja ostatnia motorsportowa miłość”.
– Zakochałem się błyskawicznie. Przyjaciel wykupił mi jeden dzień w szkole driftu i ja już w drodze powrotnej kupowałem specjalne auto do tego sportu. Nie jest łatwo w świecie driftu, bo są młodzi zawodnicy, którzy trenują na symulatorze codziennie po osiem godzin lub dłużej – opowiada Wojciech Wolny.
Czysta miłość do sportu
Dla Rafała Sonika sport był nieodłączną częścią życia od najmłodszych lat. Polski przedsiębiorca opowiada o rozwijaniu kariery sportowej równolegle z działalnością na rynku deweloperskim tak, jakby łączenie obu tych światów było czymś zupełnie naturalnym.
– Nie zastanawiałem się nad tym, czy pogodzę jedno z drugim, bo takie pytania w ogóle nie przychodziły mi do głowy. Miałem ten przywilej, że moi rodzice mieli pasję. I dzięki temu widziałem, jak wpływa ona na życie. Tata był wielkim pasjonatem sportu, sportowcem-amatorem na wysokim poziomie. Wstawał o piątej rano i chodził opływać jeziora. Co najciekawsze, była to absolutnie bezinteresowna pasja: tacie nie chodziło ani o zyskiwanie uznania, ani o tzw. zdrowie i długowieczność. Czysta miłość do sportu – wspomina Rafał Sonik.
Najważniejsze za kierownicą? Pośladki…
Igor Klaja jako nastolatek grał w tenisa, ale szybko pokochał także samochody, choć niekoniecznie w wydaniu sportowym. Na torze pojawił się stosunkowo późno, zaledwie kilka lat temu. W tym roku skończył 50 lat. Podczas pierwszych treningów ze zdumieniem odkrył, że „zupełnie nie potrafi jeździć”.
– Żyłem w błogiej nieświadomości. Po kilkudziesięciu latach musiałem uczyć się prowadzenia auta od początku. Zła pozycja za kierownicą, złe trzymanie kierownicy… Nie zdajemy sobie sprawy, jak duże ma to znaczenie. Żeby umieć wyczuwać przyczepność pośladkami – czyli tak, jak należy – trzeba długo trenować na torze – mówi Igor Klaja.

Fot. materiały prasowe, Impact CEE
Marka 4F jest coraz mocniej obecna na międzynarodowym rynku odzieży sportowej, a Igor Klaja mówi wręcz o ambicji rywalizowania z Adidasem. W budowaniu rozpoznawalności marki ma pomóc również motorsport. 4F od kilku lat zwiększa swoje zaangażowanie w tę dyscyplinę, współpracując m.in. z Oliverem Solbergiem, gwiazdą rajdów WRC.
Szkoły sportowej jazdy jako sposób na bezpieczniejsze drogi?
Wizyta na torze i kolejne treningi przekonały twórcę marki 4F, że rozwój szkół jazdy sportowej mógłby korzystnie wpłynąć na bezpieczeństwo na polskich drogach. Choć intuicja mogłaby podpowiadać coś zupełnie przeciwnego.
– Polecam każdemu, a w szczególności tym, którym zdarza się przekraczać dozwoloną prędkość, żeby wstąpili do szkoły jazdy sportowej. Po kilku godzinach na torze wraca się do domu wolniej. Ze świadomością, jak niewiele się umie i jak łatwo traci się kontrolę nad autem. Ja jeżdżę zdecydowanie wolniej po drogach publicznych, odkąd zacząłem ćwiczyć na torze. Chociaż startuję w mistrzostwach Polski w wyścigach długodystansowych. Dlatego marka 4F postanowiła tak mocno zaangażować się w motorsport i upowszechnianie szkoleń sportowych – mówi Igor Klaja.
„Życie jest przyjemne, bo istnieje motorsport”
Czterech polskich przedsiębiorców pytam, dlaczego po odniesieniu sukcesu w biznesie nie wolą raczej ograniczać ryzyka w życiu prywatnym.
– I konsumować? – W głosie Rafała Sonika od razu da się wyczuć coś w rodzaju pogardy.
Jego zdaniem minimalizacja stresu i konsumowanie oznaczają życie bez ryzyka, bez pasji.
– No dobrze, wiem, że taki pogląd dominuje – mam pieniądze, odniosłem sukces, więc teraz będę się tym cieszył. Moja definicja szczęścia jest jednak inna – mówi mistrz Rajdu Dakar.
Wojciech Wolny zakładał firmy między innymi po to, by móc realizować swoje motorsportowe pasje. Jego odpowiedź trudno więc uznać za zaskakującą.
– Ale co to znaczy: „minimalizować ryzyko i cieszyć się życiem”? Życiem cieszę się dlatego, że istnieje motorsport. Wchodzę do tego świata i jestem szczęśliwszy niż gdzie indziej. Jestem w nim oceniany na podstawie tego, co potrafię, a nie jest ważne to, co posiadam. Najlepiej, kiedy nikt nie wie, że odniosłem sukces w biznesie. Wtedy czuję się bardzo dobrze, mam poczucie, że druga strona jest wobec mnie szczera, bezinteresowna – mówi Wojciech Wolny.
Jakub Dwernicki, zapytany o ryzyko, zwraca uwagę na inny, nieco zaskakujący aspekt motorsportu.
– Nie traktuję wyścigów na torze jako czegoś wyjątkowo ekstremalnego. Standardy bezpieczeństwa są bardzo wyśrubowane, a samochody zbudowane tak, by naprawdę chronić kierowcę. Rok temu dachowałem na torze, zrobiłem sześć lub siedem „rolek”. I nie trafiłem nawet do szpitala – mówi szef cyber_Folks.
Czy szybka jazda pomaga w biznesie?
Wszyscy czterej bohaterowie realizują swoją pasję do motorsportu, nie rezygnując przy tym z ambitnych planów biznesowych. Pojawia się więc pytanie: czy czas spędzony na torze pomaga im w prowadzeniu firm, czy może utrudnia pogodzenie wszystkich obowiązków?
– Jeśli ktoś intensywnie pracuje zawodowo, w dodatku w dużym stresie i tempie, to poszukuje odskoczni – zaczyna wyjaśniać Igor Klaja.
Odskocznią nazywa miejsce, w którym tak naprawdę można o wszystkim zapomnieć.
– Taki jest motorsport – pochłania całkowicie. Trzeba być skoncentrowanym w każdej sekundzie. To jak wejście do innego świata – mówi twórca 4F.
W pewnym sensie właśnie dlatego Wojciech Wolny tak szybko zdecydował się zamienić motocykl na samochód do driftu.
– Zachwycił mnie poziom intensywności. Żeby zresetować głowę, trzeba wszystko z niej wyrzucić. Ja w pewnym momencie zorientowałem się, że na motocyklu, podczas rajdów długodystansowych, jednak od czasu do czasu myślę o pracy. A podczas driftowania jest się skupionym w absolutnie 100 procentach tylko na tym – to niezwykle techniczny sport, w którym w dodatku trzeba umieć jakoś radzić sobie z tym, że wszystkiego jednak nie da się skontrolować – tłumaczy szef Euvic.
Rafał Sonik proponuje odpowiedź najbardziej romantyczną.
– Powiedziałem już, że od najmłodszych lat obserwowałem, jak wiele daje człowiekowi pasja. I jako przedsiębiorca też kierowałem się raczej pasją niż chęcią zarabiania pieniędzy. Chciałem zmieniać rzeczywistość, a reszta przyszła przy okazji. Natura pasjonata zresztą w ciekawy sposób doprowadziła mnie też do sukcesów sportowych. Bo pasja to również szukanie czegoś nowego. Stąd quady. Kto w latach 90. słyszał w Polsce o quadach? Były traktowane jak coś zupełnie egzotycznego, epizodycznego. A mnie porwały – mówi Rafał Sonik.

Najdowcipniejszą odpowiedź zostawiliśmy na koniec.
– Jeśli brakuje ci czasu, wrzuć do kalendarza dodatkowe zajęcia. Wtedy wszystko dokładniej rozplanujesz. Mnie w taki sposób pomógł motorsport. A poważniej: by być szybkim na torze, muszę być w dobrej formie fizycznej, muszę codziennie chodzić na siłownię. Czy bez motorsportu utrzymałbym taki rygor? Wątpię – uśmiecha się Jakub Dwernicki.
Główne wnioski
- Motorsport pozwala przedsiębiorcom oderwać się od codziennych obowiązków i stresu związanego z prowadzeniem biznesu. Jakub Dwernicki, Igor Klaja, Rafał Sonik i Wojciech Wolny odnoszą sukcesy zawodowe, a jednocześnie aktywnie uprawiają sporty motorowe. Przekonują, że jazda na torze wymaga pełnej koncentracji i pozwala im zapomnieć o pracy. Pasja staje się więc sposobem na regenerację, a w niektórych przypadkach również motywacją do większej samodyscypliny.
- Szkolenia z jazdy sportowej mogłyby, zdaniem Igora Klai, zwiększyć bezpieczeństwo na drogach publicznych. Twórca marki 4F przekonuje, że treningi na torze uświadamiają kierowcom, jak łatwo stracić panowanie nad samochodem i jak wiele umiejętności wymaga jego prowadzenie. Sam przyznaje, że odkąd zaczął się ścigać, na co dzień jeździ wolniej i ostrożniej.
- Dla przedsiębiorców pasja okazuje się ważniejsza niż dążenie do życia pozbawionego ryzyka. Rafał Sonik i Wojciech Wolny podkreślają, że motorsport daje im poczucie spełnienia, którego nie zapewniają sukcesy finansowe. Jakub Dwernicki zwraca natomiast uwagę na wysoki poziom bezpieczeństwa współczesnych wyścigów. Sam przeżył poważne dachowanie, podczas którego jego samochód kilkakrotnie koziołkował, i wyszedł z wypadku bez konieczności hospitalizacji.



