Brazylia skraca tydzień pracy. „Więcej godności i jakości życia"
Brazylijski senat zatwierdził projekt poprawki do konstytucji, skracający tydzień pracy z sześciu do pięciu dni. Komentatorzy oceniają to jako sukces prezydenta Luiza Inacio Luli da Silvy przed zaplanowaną na 25 października drugą turą wyborów.

Lewicowy prezydent uczynił z popularnej wśród Brazylijczyków reformy tygodnia pracy jeden z głównych motywów swojej kampanii przed drugą turą, w której zmierzy się z prawicowym senatorem Flaviem Bolsonaro.
Projekt został uchwalony przez Izbę Deputowanych w maju, a w środę zielone światło na jego wprowadzenie dał również senat. Przewiduje skrócenie tygodnia pracy z 44 do 40 godzin i zagwarantowanie pracownikom dwóch dni wolnych. Oceniany jest jako największa reforma brazylijskiego prawa pracy od dziesięcioleci.
Reformę poparł w głosowaniu w senacie również Bolsonaro, choć – jak zauważył dziennik „Folha de Sao Paulo” – wcześniej krytykował tę inicjatywę. Według gazety opozycja skupiona wokół Bolsonaro starała się nie dopuścić do przyjęcia projektu w środowym głosowaniu.
Rząd oszacował, że na nowych przepisach skorzysta 37 mln osób zatrudnionych oficjalnie. Pracodawcy mają wprowadzić zmiany w ciągu 14 miesięcy. Według źródeł „Folha de Sao Paulo” Lula może podpisać poprawkę w tym tygodniu.
Lula ocenił na platformie X, że skrócenie tygodnia pracy pozwoli Brazylijczykom dłużej wypoczywać i spędzać więcej czasu z rodzinami.
„Więcej godności i jakości życia dla Brazylijczyków" – napisał.
W pierwszej turze wyborów Bolsonaro wyprzedził Lulę o dwa pkt proc. Sondaże wskazują na niewielką przewagę Bolsonaro, również w drugiej turze. W opublikowanym w środę badaniu firmy Quaest zamiar głosowania na prawicowego senatora wyraziło 46 proc. ankietowanych, a na obecnego prezydenta – 44 proc. Przewaga Bolsonaro mieści się w granicach błędu statystycznego.
Flavio Bolsonaro to syn byłego prezydenta Jaira Bolsonaro, który po przegranych wyborach próbował utrzymać władzę siłą, a następnie na okres trzech miesięcy uciekł do USA.
Źródło: PAP
Czytaj także: