Ekspertka: deficyt wody słodkiej, który dotyka 2,2 mld ludzi, to realne zagrożenie dla pokoju

Wojny o wodę wynikają z ograniczonego dostępu do wody słodkiej, który dotyka w tej chwili 2,2 mld ludzi – podkreśla dr Joanna Gocłowska-Bolek z Uniwersytetu Warszawskiego. W niedzielę obchodzony jest Światowy Dzień Wody, ustanowiony przez ONZ.

Według amerykańskiej organizacji badawczej Pacific Institute, od ustanowienia Światowego Dnia Wody przez ONZ w 1992 r. do 2025 r. odnotowano 2757 konfliktów o wodę na całym świecie, z czego tylko w XXI w. było ich ponad 1400. Na liście tej znajduje się jeden przypadek związany z Polską – udaremnienie w 2025 r. cyberataku na krytyczną infrastrukturę wodną, który mógł doprowadzić do braku wody w jednym z dużych polskich miast.

Ekonomistka dr Joanna Gocłowska-Bolek z Uniwersytetu Warszawskiego przywołała w rozmowie z PAP dane szacunkowe ONZ mówiące, że do 2050 r. zagrożenie niedoborem wody może dotknąć ponad połowę ludzkości. W jej opinii może to doprowadzić do eskalacji konfliktów o wodę. Tym bardziej że już dziś ograniczony dostęp do wody dotyka 2,2 mld ludzi.

Ekspertka zwróciła uwagę, że jednym z czynników są działania państw, które „kontrolują bieg rzeki, na przykład źródła, czy budują tamy, które mają zapewnić dostęp do wody ich ludności, przy czym ograniczają dostęp do niej w krajach położonych niżej”. Jako przykład prowadzenia takiej geopolityki rozmówczyni podała nieuregulowany przypadek rzeki Amu-daria, której dorzecza kontroluje Tadżykistan, oraz rzeki Syr-daria, kontrolowanej przez Kirgistan.

Turkmenistan, Kazachstan i Uzbekistan, które leżą w dolnym biegu tych rzek, pozostają uzależnione od politycznej woli sąsiadów. Gdy Tadżykistan i Kirgistan prowadzą gospodarkę obniżającą poziom wody, Uzbekistan w odpowiedzi ogranicza dostawy gazu i przeprowadza ćwiczenia wojskowe przy granicy – wyjaśniła.

Kryzys wodny sam w sobie może być przyczyną wybuchu wojny. Tak jest na przykład na Bliskim Wschodzie – zaznaczyła.

Zdaniem rozmówczyni PAP infrastruktura zapewniająca dostęp do wody lub jej oczyszczalnie bardzo często są celami podczas konfliktów zbrojnych, bo traktowane są jako miejsca strategiczne. Jako przykłady ataków lub prób ataków na taką infrastrukturę ekspertka podała wojny w Syrii, Mali, Sudanie czy Ukrainie.

– Badania UNICEF‑u dotyczące konfliktów zbrojnych wskazują, że prawdopodobieństwo śmierci dzieci poniżej 15 r. życia jest trzy razy większe z powodu biegunki związanej z brakiem dostępu do wody niż wskutek samych działań wojennych. A dla dzieci poniżej 5. r. życia takie niebezpieczeństwo śmierci jest aż ponad 20‑krotnie większe – powiedziała ekspertka.

Dyrektorka programów i operacji w Polskiej Akcji Humanitarnej (PAH) Beata Dolińska przez cztery lata pracowała w Sudanie Południowym. Kraj ten od uzyskania niepodległości w 2011 r. zmaga się z trwającymi konfliktami wewnętrznymi.

Zapytana przez PAP, jak wygląda codzienność w strefie kryzysu związanego z brakiem wody, odpowiedziała, że dotyka on szczególnie dziewczynki i kobiety, które są odpowiedzialne za przyniesienie wody do domu.

– Studni jest mało. Odległości między nimi bywają duże. Dojście do studni może zająć pół godziny albo i więcej, godzinę trwa nabranie wody, a potem jeszcze trzeba ją przynieść. Pokonanie tej drogi dla dziewczynek i kobiet niesie z sobą ryzyko związane z atakami i przemocą seksualną. Dzieci nie mają też dostępu do edukacji, bo ich obowiązkiem jest codzienne przynoszenie wody do domu, a nie chodzenie do szkoły – wyjaśniła Dolińska.

Dodała też, że ograniczony dostęp do studni powoduje, iż ludzie korzystają ze stawów lub rzek z zanieczyszczoną wodą, co prowadzi do różnych chorób, w tym czerwonki, duru brzusznego czy zapalenia wątroby.

Jak poinformował PAH, wybudowanie jednej studni w Sudanie Południowym to koszt ok. 50 tys. zł, a może z niej korzystać średnio od 500 do 1500 osób.

Polecamy: Kryzys wodny w regionie MENA. Jakie rozwiązania uratują gospodarkę i powstrzymają migrację?

Źródło: PAP