Podpalili zakład zbrojeniowy w Estonii. Nie wiedzieli, że dla Rosjan

Trzem obywatelom Łotwy obiecano ponad 10 tys. dol. za podpalenie zakładu estońskiej firmy Milrem Robotics, której pojazdy bezzałogowe są wykorzystywane przez ukraińską armię. Według najnowszych ustaleń dziennikarzy śledczych sprawcy prawdopodobnie nie wiedzieli, że działają na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU.

Do podpalenia budynku Milrem Robotics w Tallinnie doszło w nocy z 14 na 15 sierpnia 2026 r. Kilka dni później łotewskie służby zatrzymały trzech podejrzanych, których następnie przekazano Estonii. Początkowo śledczy rozpatrywali różne motywy przestępstwa, lecz 29 września estoński rząd oficjalnie uznał zdarzenie za akt sabotażu zlecony przez rosyjskie służby specjalne. Ustalenia oparto na informacjach zebranych przez estońską służbę bezpieczeństwa wewnętrznego KAPO.

Nowe szczegóły sprawy ujawnili 26 października Holger Roonemaa i Sanita Jemberga. Roonemaa jest estońskim dziennikarzem śledczym, szefem zespołu dziennikarstwa śledczego Delfi Estonia i redaktorem międzynarodowej organizacji OCCRP. Specjalizuje się w tematyce rosyjskich służb specjalnych, operacji sabotażowych i zagrożeń hybrydowych. Jemberga kieruje łotewskim centrum dziennikarstwa śledczego Re:Baltica. Według ich ustaleń napastnicy nie ograniczyli się do podpalenia elewacji budynku, lecz zdołali dostać się do jego wnętrza.

Sprawcy dostali się do środka budynku

Sposób przeprowadzenia ataku odróżnia go od wielu innych przypadków sabotażu przypisywanych Rosji w Europie. Wynajęci sprawcy często wykorzystują koktajle Mołotowa lub podpalają zewnętrzne ściany budynków. W przypadku Milrem Robotics ogień podłożono wewnątrz obiektu, co zwiększało ryzyko poważnych zniszczeń. Jak ustalili dziennikarze, pożar został zgłoszony przez przypadkowego przechodnia, zanim aktywował się alarm w systemie bezpieczeństwa zakładu. Zdaniem autorów śledztwa może to wskazywać na niedostateczne zabezpieczenia obiektu.

Czytaj również: Co planuje Rosja? oto cztery możliwe scenariusze

Akcja gaśnicza trwała kilka godzin. Konieczne było otwarcie konstrukcji dachu, aby zlokalizować i ugasić ukryte zarzewia ognia. Milrem Robotics odmówił ujawnienia skali strat. Rzecznik przedsiębiorstwa przekazał dziennikarzom, że firma regularnie ocenia zagrożenia i aktualizuje środki bezpieczeństwa. Zapewnił jednocześnie, że nikt nie został poszkodowany, a zdarzenie nie wpłynęło znacząco na bieżącą działalność ani na realizację zobowiązań wobec klientów.

Kwestia zabezpieczeń ma szczególne znaczenie ze względu na działalność estońskiego przedsiębiorstwa. Milrem Robotics produkuje bezzałogowe pojazdy lądowe, w tym platformy THeMIS wykorzystywane przez Siły Zbrojne Ukrainy. Według Roonemaa firma, podobnie jak pozostali przedstawiciele estońskiego przemysłu obronnego, była wielokrotnie ostrzegana przez KAPO o zagrożeniu rosyjskim sabotażem. Estońskie służby już wcześniej wskazywały przedsiębiorstwa zbrojeniowe i organizacje wspierające Ukrainę jako szczególnie narażone na działania rosyjskich służb.

Kryminaliści wynajęci do sabotażu. Nowa metoda GRU

Według ustaleń Roonemaa i Jembergi zatrzymani to trzej rosyjskojęzyczni obywatele Łotwy w wieku od dwudziestu kilku do ponad pięćdziesięciu lat. Wszyscy mają związki ze środowiskiem przestępczym. Najstarszy – prawdopodobnie przywódca grupy - miał działać w zorganizowanej przestępczości już od lat 90., zajmując się między innymi wymuszeniami i przemocą na zlecenie. To recydywista z wysoką pozycją w więziennej hierarchii. Śledczy podejrzewają, że to właśnie on podłożył ogień. Drugi mężczyzna miał nagrywać przebieg akcji, natomiast trzeci odpowiadał za transport i ucieczkę z miejsca zdarzenia.

Najważniejsze nowe ustalenie dotyczy jednak wiedzy sprawców. Według informacji uzyskanych przez dziennikarzy śledczych mężczyźni byli przekonani, że pomagają w odzyskaniu długu. Nie wiedzieli, że działali na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Po zatrzymaniu informacja o rosyjskim źródle operacji wywołała u nich autentyczne zaskoczenie. Za podpalenie obiecano im ponad 10 tys. dol.

Czytaj również: „Zablokować, osłabić, rozbić”. Dowódca NATO o planie na rosyjski atak

Roonemaa wskazuje, powołując się na rozmowy ze źródłami wywiadowczymi z kilku europejskich państw, że wykorzystywanie doświadczonych przestępców staje się coraz ważniejszym elementem rosyjskich operacji sabotażowych. Zamiast przypadkowych osób poszukujących szybkiego zarobku rosyjskie służby mają coraz częściej sięgać po ludzi związanych ze zorganizowaną przestępczością. Takie osoby mają doświadczenie w stosowaniu przemocy i znają podstawowe zasady konspiracji. Jednocześnie zleceniodawcy ukrywają przed nimi rzeczywisty cel operacji i tożsamość jej organizatorów, co utrudnia późniejsze udowodnienie związku przestępstwa z rosyjskim państwem.

Mechanizm ten stwarza również problem prawny dla estońskich organów ścigania. Chociaż rząd oficjalnie przypisał podpalenie Rosji, postępowanie karne nadal dotyczy podpalenia, a nie przestępstw przeciwko Republice Estońskiej. Informacje pozwalające wskazać rosyjskiego zleceniodawcę pochodzą z działań kontrwywiadowczych KAPO. Śledczy nie dysponują jednak wystarczającymi dowodami, że podejrzani mieli świadomość udziału w operacji wrogiego państwa. W rezultacie prokuratura może zostać zmuszona do postawienia im zarzutów zagrożonych łagodniejszymi karami.

Według KAPO na rosyjskiej liście potencjalnych celów sabotażu w Estonii znajduje się obecnie około dziesięciu obiektów. Oprócz przedsiębiorstw zbrojeniowych, takich jak Milrem Robotics, obejmuje ona miejsca o znaczeniu symbolicznym, między innymi kontrowersyjny pomnik upamiętniający wydarzenia II wojny światowej w Sinimäed. Po oficjalnym przypisaniu podpalenia Rosji estoński rząd rozważał działania odwetowe, w tym ograniczenie swobody przemieszczania się rosyjskich dyplomatów oraz zamknięcie jednego z pozostałych przejść granicznych z Rosją. Ostatecznie zrezygnowano z tych kroków, zachowując je jako możliwą odpowiedź na kolejne, potencjalnie poważniejsze incydenty. Estonia poprzestała na razie na działaniach dyplomatycznych, w tym wezwaniu 29 września przedstawiciela rosyjskiej ambasady do MSZ.

Źródło: ERR, Baltic Flank, XYZ