Teheran twierdzi, że opanował sytuację w Iranie i rozmawia z USA. „Nie dążymy do wojny, ale jesteśmy na nią przygotowani”
Władze Iranu twierdzą, że opanowały sytuację w kraju po ponad dwóch tygodniach masowych protestów i prowadzą rozmowy z USA. Szef irańskiego MSZ ostrzegł jednak, że „Islamska Republika Iranu nie dąży do wojny, ale jest w pełni do niej przygotowana”. Tymczasem eksperci twierdzą, że protesty nie osłabiły reżimu.
– Islamska Republika Iranu nie dąży do wojny, ale jest w pełni do niej przygotowana – powiedział w poniedziałek minister spraw zagranicznych Iranu Abbas Aragczi. Dodał, że Teheran jest gotowy na negocjacje, ale muszą być „uczciwe, z równymi prawami i oparte na wzajemnym szacunku”.
Szef irańskiego MSZ stwierdził, że sytuacja w kraju jest już opanowana. Dodał, że Teheran ma „wiele dokumentów i dowodów” potwierdzających, że protesty wznieciły Stany Zjednoczone i Izrael. W jego ocenie to pretekst dla administracji Donalda Trumpa, by dokonać interwencji w Iranie.
W nocy z niedzieli na poniedziałek prezydent USA Donald Trump stwierdził, że rozważa atak na Iran. Powiedział też jednak, że władze „chcą negocjować”. We wtorek amerykański prezydent ma spotkać się z czołowymi postaciami swojej administracji, by omówić odpowiedź na represje Teheranu wobec protestujących.
Przeczytaj także: „NYT”: Trump został poinformowany o opcjach ataku na Iran
16 dni protestów. Eksperci: nie osłabiły struktury reżimu
Eksperci Holly Dagres z Washington Institute i dr H.A. Hellyer z Royal United Services Institute ocenili w rozmowie z CNN, że jak dotąd manifestacje nie osłabiły struktury reżimu, bo nie było fali dezercji ani w służbach bezpieczeństwa, ani wśród elit politycznych.
– Oczywiście jest bardzo szeroki sojusz popierający protesty, ale to są spójne [władze - przyp. red], a spójność zapewniają im zwarte i bardzo represyjne siły [bezpieczeństwa - przyp. red] – podsumował Hellyer.
Masowe protesty w całym Iranie trwają od 28 grudnia. 8 stycznia władze odcięły obywatelom dostęp do internetu. Do tłumienia protestów mieli zostać zatrudnieni członkowie Hezbollahu. Pojawiają się doniesienia o setkach, a nawet tysiącach zabitych, podawane przez różne organizacje. W ocenie amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną (ISW), w wyniku protestów zginęło więcej funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa niż w poprzednich demonstracjach. ISW odnotował jednak mniej protestów w niedzielę. Ma to być skutkiem odcięcia kraju od internetu.
Źródło: PAP