Elon Musk obiecuje AI na orbicie. Inwestorzy uwierzyli w kosmiczną wizję SpaceX
Centra danych AI wiążą się z hałasem, zużyciem wody oraz presją na ceny prądu. Elon Musk chce rozwiązać ten problem, wysyłając infrastrukturę obliczeniową na orbitę. SpaceX zapowiada pierwsze testy kosmicznych centrów danych już w przyszłym roku
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie plany dotyczące centrów danych ma SpaceX Elona Muska.
- Jakie korzyści firma wiąże z przeniesieniem infrastruktury AI na orbitę.
- Co budzi wątpliwości i zastrzeżenia w pomyśle centrów danych w kosmosie.
Infrastruktura obliczeniowa oparta na AI, złożona z konstelacji satelitów pełniących funkcję orbitalnych centrów danych, zasilana energią słoneczną i chłodzona za pomocą „środowiska kosmicznego” – ten opis może brzmieć jak science fiction. SpaceX planuje jednak wdrożenie właśnie takiej technologii już w 2028 r. Najnowszy debiutant na amerykańskim Nasdaq poinformował o tych planach w prospekcie emisyjnym. Inwestorzy obecni na prezentacji w tygodniu poprzedzającym IPO usłyszeli natomiast, że demonstracja technologii ma się odbyć jeszcze w 2027 r.
Centra danych w kosmosie to jedna z obietnic, która rozpalała wyobraźnię inwestorów przed największym IPO w historii amerykańskiej giełdy. Dlaczego wizja przeniesienia infrastruktury obliczeniowej na orbitę tak mocno napędziła popyt na akcje SpaceX?
Kosmiczne ambicje Elona Muska
Obecnie za większość przychodów SpaceX odpowiada Starlink, czyli segment dostarczający internet za pomocą satelitów. Elon Musk planuje dalszy rozwój tej sieci, ale jego kosmiczna spółka ma znacznie większe ambicje. Dotyczą one przede wszystkim radykalnego zwiększenia ilości ładunku, który rakiety SpaceX będą wynosić w przestrzeń kosmiczną.
Firmie Muska już udało się pod tym względem zrewolucjonizować branżę. SpaceX przyczyniło się do przełamania dominacji podmiotów publicznych w sektorze kosmicznym. W 2025 r. spółka odpowiadała już za zdecydowaną większość, czyli 85 proc., wszystkich wyniesień na orbitę przeprowadzonych w USA. Według szacunków Uniwersytetu Cambridge rakiety firmy Muska wyniosły na orbitę także ok. 75 proc. całkowitej masy wyniesionej w tym czasie na świecie.
W ubiegłym roku ludzkość wyniosła na orbitę łącznie 2,6-3,2 tys. ton ładunku. SpaceX deklaruje, że do 2032 r. wartość ta wzrośnie do 2,5 mln ton. Ma to być możliwe dzięki dopracowaniu technologii rakiet wielokrotnego użytku Starship. Docelowo firma chce przeprowadzać starty nawet co godzinę – zapowiadał Elon Musk w rozmowie opublikowanej przez SpaceX kilka dni przed IPO.
Takie zwiększenie potencjału wynoszenia masy na orbitę ma oczywiście umożliwić między innymi kolonizację Marsa. To naprawdę jeden z oficjalnych celów Muska – potwierdził to m.in. w dokumentach przedstawionych Amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd. Ale w tej technologii inwestorzy zobaczyli coś więcej niż narzędzie do kolonizacji Marsa – potencjalnie nowy fundament infrastruktury AI.
Ciemna strona centrów danych
Boom na sztuczną inteligencję od kilku lat napędza popyt na duże inwestycje infrastrukturalne w centra danych. Jak podaje UNCTAD, w 2025 r. odpowiadały one za ponad jedną piątą wszystkich światowych inwestycji typu greenfield. W 2025 r. firma doradcza McKinsey szacowała, że do 2030 r. inwestycje w centra danych będą musiały sięgnąć 5,2 bln dolarów. Światowi giganci IT – Amazon, Google, Meta i Microsoft – tylko w pierwszym kwartale 2026 r. wydali na inwestycje kapitałowe związane głównie z infrastrukturą AI łącznie ok. 130,7 mld dolarów. Do końca roku ich wydatki mogą sięgnąć 700 mld dolarów.
Kolejne centra danych stają się jednak realnym problemem dla osób mieszkających w pobliżu. Generują nieustający hałas. Potrzebują też dużej ilości wody do systemów chłodzenia. To staje się szczególnie problematyczne w czasach powszechnej i coraz bardziej trwałej suszy. Do tego wymagają ogromnych ilości energii. To problem nie tylko dla firm, które je budują. W krajach takich jak USA, gdzie powstaje zdecydowana większość centrów danych, rosnące zapotrzebowanie na prąd przekłada się także na coraz wyższe rachunki gospodarstw domowych.
– W rozwoju centrów danych dochodzimy do pewnej bariery fizycznej. Obecnie w Polsce konsumenci płacą mało za energię, ale przemysł dużo. W USA mamy odwrotną sytuację. Tam konsumenci płacą za energię więcej niż przemysł. A olbrzymie zużycie prądu i wody przez centra danych zaczyna wpływać na budżety gospodarstw domowych. To zaczyna być rozgrywane politycznie. Politycy zaczynają walczyć o to, by konsumenci nie byli obciążani rosnącymi kosztami energii – mówi Marek Kaźmierczak, starszy zarządzający funduszami w VIG/C-QUADRAT TFI.
Ta sytuacja może prowadzić do wzrostu kosztów budowy takiej infrastruktury. W rezultacie skalowanie centrów danych może napotkać barierę, która sprawi, że ich podaż nie nadąży za wciąż rosnącym popytem. Do tego świat już dziś ma problem z wystarczająco szybkim i efektywnym inwestowaniem w infrastrukturę energetyczną.
Czy scenariusz filmu science fiction staje się rzeczywistością?
– Naszym zdaniem jesteśmy w momencie przejścia od scenariusza science fiction do reality fiction. Wierzyć w to zaczyna zresztą cały rynek finansowy – mówi o tej koncepcji Marek Kaźmierczak.
Jak wskazuje, branża centrów danych mogłaby ulec całkowitej przemianie. Jest jednak jeden warunek: wynoszenie takiej infrastruktury na orbitę musiałoby się opłacać.
– W czasach państwowego monopolu koszt wyniesienia infrastruktury w kosmos, w przeliczeniu na kilogram, wynosił 65 tys. dolarów. Wraz z komercjalizacją rynku i pojawieniem się pierwszych rakiet SpaceX spadł do 2,7 tys., a następnie do 1 tys. dolarów. Obecnie znów rośnie. Gdyby jednak spadł poniżej 100 dolarów za kilogram, oznaczałoby to wejście w fazę przemysłowej komercjalizacji kosmosu. Jeżeli koszty energii i chłodzenia orbitalnych centrów danych rzeczywiście będą zerowe, tak jak zakłada ten model, koszt budowy i utrzymania takich obiektów mógłby być o 25 proc. niższy niż w przypadku centrów danych na Ziemi. To rozwiązywałoby problem społeczny, polityczny i biznesowy. Mamy więc poczucie, że kosmos może być megatrendem dekady – mówi starszy zarządzający w VIG/C-QUADRAT TFI.
Większa niezależność, przełomowe podejście
Potencjał w pomyśle Muska widzi także Andrzej Bocheński, dyrektor Działu Data Center w Polcomie. Jak wskazuje, istotną rolę może odegrać strategiczny wymiar działania takiej infrastruktury.
– Centra danych zlokalizowane w kosmosie, szczególnie w połączeniu z globalnymi systemami łączności, mogą w przyszłości oznaczać większą niezależność operacyjną, brak ograniczeń terytorialnych oraz możliwość skalowania usług bez tradycyjnych barier infrastrukturalnych. To zmienia sposób myślenia o rynku usług IT. Może też istotnie wpłynąć na układ sił na globalną skalę – uważa Andrzej Bocheński.
Jego zdaniem może sprawdzić się także technologiczna wizja Muska, oparta na zasilaniu orbitalnych centrów danych energią słoneczną oraz chłodzeniu poprzez odprowadzanie ciepła w próżnię.
– To bardzo realne i potencjalnie przełomowe zalety tego podejścia. Wbrew często powtarzanym opiniom, ani komunikacja, ani kwestie ekonomiczne nie muszą stanowić fundamentalnej bariery dla tego kierunku rozwoju. Technologie laserowej transmisji danych oraz integracja z istniejącymi konstelacjami satelitarnymi dynamicznie zwiększają możliwości w zakresie przepustowości, bezpieczeństwa i globalnego zasięgu – mówi ekspert.
Wróćmy na ziemię
Jak wskazuje Andrzej Bocheński, koncepcja orbitalnych centrów danych wciąż znajduje się na bardzo wczesnym etapie rozwoju. Na razie nie stanowi więc pełnoskalowej alternatywy dla infrastruktury potrzebnej do obsługi rosnących potrzeb AI. Jednym z kluczowych wyzwań będzie utrzymanie centrów danych na orbicie okołoziemskiej.
– W warunkach orbitalnych serwisowanie sprzętu przestaje być standardową procedurą. Zaczyna wymagać zupełnie nowego podejścia. Od pełnej autonomii systemów, przez zaawansowaną redundancję, po modele „fail and replace”, w których uszkodzone komponenty są wycofywane zamiast naprawiane. To oznacza konieczność projektowania zupełnie nowych architektur sprzętowych i operacyjnych – ocenia ekspert.
Jego zdaniem w przewidywalnym horyzoncie czasowym główny ciężar obsługi rosnącego popytu na moc obliczeniową dla AI nadal będzie spoczywał na infrastrukturze naziemnej. Szef działu centrów danych Polcom przewiduje więc, że orbitalne i „ziemskie” centra danych będą rozwijać się równolegle, a nie jako alternatywy.
Zdaniem eksperta
Przeniesienie centrów danych w kosmos rodzi nowe wyzwania
Z tej perspektywy centra danych w kosmosie są interesującą wizją rozwoju infrastruktury, ale trudno traktować je jako odpowiedź na wszystkie wyzwania związane z AI. Nawet jeśli część mocy obliczeniowej zostałaby przeniesiona na orbitę, organizacje nadal musiałyby zapewnić bezpieczny dostęp do danych, kontrolę nad ruchem aplikacyjnym, zgodność regulacyjną oraz ochronę modeli AI przed coraz bardziej zaawansowanymi zagrożeniami. W praktyce mogłoby to oznaczać powstanie kolejnej warstwy infrastruktury, którą trzeba monitorować, zabezpieczać i integrować z istniejącymi środowiskami.
Choć pomysł brzmi obiecująco, w najbliższych latach bardziej prawdopodobny wydaje się dalszy rozwój rozproszonych środowisk AI opartych na modelu hybrid multicloud niż radykalne przenoszenie zasobów obliczeniowych poza Ziemię.
Elon Musk nie będzie sam w kosmosie
W prospekcie emisyjnym SpaceX stwierdza, że jest obecnie „jedyną firmą, która ma komercyjnie opłacalną ścieżkę do budowy orbitalnych obliczeń sztucznej inteligencji na dużą skalę”. Z całą pewnością nie jest jednak jedyną, która wiąże z tą technologią nadzieje.
Elon Musk złożył do władz USA wniosek o możliwość wyniesienia na orbitę nawet miliona satelitów, które miałyby służyć jako centra danych. Istotnie mniej, choć nadal dużo, chce mieć główny rywal Muska w branży kosmicznej – założyciel Amazona i Blue Origin, Jeff Bezos. Biznesmen nazwał deklaracje konkurenta dotyczące uruchomienia kosmicznych centrów danych w ciągu kilku najbliższych lat „nieco ambitnymi”. Z samym założeniem jednak się zgadza: kosmiczna infrastruktura danych jest realna.
„Odpowiedź na pytanie, czy kosmiczne centra danych to realistyczna wizja, brzmi: tak. Trudniejsze jest pytanie o harmonogram. Niektóre terminy, o których słyszymy, są bardzo krótkie. Mówi się o dwóch, trzech latach. To chyba trochę zbyt ambitne. Ale myślę, że Elon powiedziałby nam: musisz wyznaczyć ambitny cel. Jeśli chcesz coś zrobić w sześć lat, mów o trzech” – powiedział Bezos w rozmowie z CNBC pod koniec maja.
Projekt oparty na rozwoju orbitalnych centrów danych pod nazwą Suncatcher uruchomił także Google. Technologię chce rozwijać również startup Starcloud, wspierany przez Nvidię. Nie próżnują też wizjonerzy po drugiej stronie Pacyfiku. Niedawno chińska firma Guoxing, znana także jako ADA Space, chwaliła się, że jako pierwsza w historii przetestowała na swoich satelitach model AI koncernu Alibaba. Podczas testów miały trafiać do niego dane z Ziemi, a odpowiedzi miały spływać w ciągu dwóch minut.
Sporo „jeśli" i dużo „ale"
Główne zastrzeżenia wobec wizji centrów danych na orbicie dotyczą opłacalności tego modelu oraz tego, czy rzeczywiście uda się zrealizować technologiczne obietnice dotyczące bezkosztowego chłodzenia i zasilania. Niewiadomym pozostaje także wpływ promieniowania obecnego w przestrzeni kosmicznej na wrażliwą infrastrukturę centrów danych.
Wyzwania technologiczne i ekonomiczne to jednak tylko część problemu. Specjaliści mają także inne zastrzeżenia. Po pierwsze, gigantyczne – w porównaniu z obecną skalą – sieci konstelacji satelitów mogłyby zakłócać działanie istniejącej infrastruktury badawczej. Zdaniem Europejskiego Obserwatorium Południowego mogłyby częściowo utrudnić m.in. zbieranie danych przez chilijski teleskop VLT. Obecnie to jedna z najważniejszych instalacji, którymi ludzkość dysponuje w badaniach kosmosu.
Przenoszenie centrów danych na orbitę zmniejsza ich uciążliwość na Ziemi, ale rodzi zupełnie nowe, trudne jeszcze do oszacowania zagrożenia. „Jesteśmy zaniepokojeni zagrożeniem dla astronomii naziemnej, jakie stwarzają propozycje przedstawione przez SpaceX Elona Muska” – napisali dwa miesiące temu przedstawiciele brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. Ich zdaniem tak duże konstelacje satelitów będą bardziej widoczne niż gwiazdy – na tyle, że mogą zmienić stopień oświetlenia Ziemi.
„Te propozycje nie tylko miałyby katastrofalny wpływ na naukę astronomii” – skomentował pomysły Muska i Reflect Orbital Robert Massey, wicedyrektor Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. „Ograniczyłyby prawo każdego mieszkańca Ziemi do podziwiania nocnego nieba” – wskazuje naukowiec.
Główne wnioski
- SpaceX deklaruje, że już w 2028 r. zacznie uruchamiać orbitalne centra danych. Mają być zasilane energią słoneczną i chłodzone poprzez odprowadzanie ciepła w próżnię. Plany rozwoju podobnej technologii mają także Google oraz Blue Origin Jeffa Bezosa.
- Możliwości technologiczne i korzyści ekonomiczne tego rozwiązania wywołują dyskusję. Coraz większy popyt na moc obliczeniową jest jednak faktem i skłania inwestorów do poszukiwania nowych sposobów jego zaspokojenia.
- Przenoszenie centrów danych na orbitę jest przedstawiane jako jeden ze sposobów zmniejszania ich uciążliwości dla osób mieszkających w pobliżu takiej infrastruktury. Radykalny rozwój nowych sieci satelitów niesie jednak ze sobą także nowe zagrożenia i problemy.

