Kategorie artykułu: Biznes Polityka

Państwowe spółki mają finansować start-upy naukowców. „Nie może robić tego tylko resort nauki” (WYWIAD)

Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego chce stworzyć fundusz wspierający firmy zakładane przez naukowców, do którego miałyby dokładać się spółki z udziałem Skarbu Państwa. Prof. Maria Mrówczyńska mówi też o sprzedaży patentów, transferze wiedzy do biznesu i sporach resortu ze środowiskiem naukowym.

prof. Maria Mrówczyńska, wiceministra Nauki
– Uczelnie mają autonomię. Tak, jak nie narzucamy im liczby publikacji czy doktoratów, tak nie możemy wymagać określonej liczby patentów, czy przychodów ze sprzedaży innowacji – mówi prof. Maria Mrówczyńska, wiceminister nauki. Fot. PAP

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jakie zmiany w systemie nauki planuje resort, aby ułatwić transfer wiedzy do gospodarki.
  2. Dlaczego ministerstwo nauki chce zwiększyć znaczenie komercjalizacji badań i zaangażować w finansowanie nauki także spółki z udziałem Skarbu Państwa.
  3. Kiedy zostaną wdrożone nowe rozwiązania dotyczące umiędzynarodowienia i monitorowania komercjalizacji badań.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Katarzyna Mokrzycka: Pani minister, zacznijmy od najnowszego sporu na linii naukowcy – MNiSW. Tym razem dotyczy Zespołu Identyfikującego Kandydatów do Rady NCN (ZIKR NCN). Jakie jest stanowisko ministerstwa w sprawie powołania wskazanych osób? Najpierw pojawiła się ministerialna lista nazwisk do tego ciała, potem apel niezadowolonych z niej naukowców do premiera, a następnie wypowiedź wiceministra Marka Gzika, który zapewniał, że to jeszcze nie jest lista ostateczna. Czy powstanie nowa lista nazwisk, czy jednak ministerstwo pozostanie przy osobach już przedstawionych?

Prof. Maria Mrówczyńska, wiceminister Nauki i Szkolnictwa Wyższego: Nie podjęliśmy decyzji o tworzeniu nowej listy. Pozostajemy przy składzie, który został już ogłoszony. Lista jest zamknięta – to wskazani czterej członkowie i przewodniczący.

Warto wiedzieć

Prof. dr hab. inż. Maria Mrówczyńska

Geodeta, profesor nauk inżynieryjno-technicznych, nauczyciel akademicki.

Jako podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego odpowiada za sprawy dotyczące innowacji i rozwoju oraz organizacji uczelni, kształcenia i spraw studenckich.

Jest autorką lub współautorką monografii oraz podręczników, a także ponad 130 publikacji z zakresu wykorzystania sztucznej inteligencji do rozwiązywania zagadnień z geodezji inżynieryjnej oraz zastosowań AI w budownictwie, planowaniu przestrzennym i inżynierii środowiska. Zasiada m.in. w Komitecie Geodezji PAN.

Od początku pracy zawodowej współpracuje z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Jest współautorką zgłoszeń patentowych oraz wzorów użytkowych krajowych i europejskich.

MNiSW

Nauka potrzebuje decyzyjności

Nie warto byłoby jednak zacząć konsultować takie decyzje szerzej? Choćby po to, żeby unikać podobnych sytuacji. Może jakiś plebiscyt, głosowanie nad kandydatami? Nie zależy wam na większej przejrzystości, zwłaszcza że i tak macie już sporo płaszczyzn konfliktu ze środowiskiem naukowym?

Nauka potrzebuje także decyzyjności. Plebiscyt nie byłby dobrym rozwiązaniem.

Trzeba pamiętać, że grupa naukowców, o której mówimy, to jest zespół techniczny, doradczo-rekomendacyjny jakich wiele. Ma wskazać kandydatów, spośród których minister wybierze członków Rady Narodowego Centrum Nauki (NCN). Kandydaci muszą spełniać określone kryteria, między innymi wykluczające konflikt interesów. Jeszcze raz podkreślę, głównym zadaniem ustawowym zespołu jest przedstawienie ministrowi propozycji kandydatów, którzy w przyszłości mogliby wejść w skład Rady NCN. Zgodnie z obowiązującym prawem, przedstawiona przez zespół lista ma charakter wyłącznie opiniodawczy. Minister, jako organ nadrzędny, ma autonomiczną i ustawową kompetencję, aby z tą opinią się zgodzić bądź nie. Dodam też, że członkowie zespołu pełnią tę funkcję w pełni społecznie.

Czyli, pani zdaniem, nie ma o co kruszyć kopii?

Szczerze mówiąc, byłam zaskoczona skalą reakcji. Ten zespół jeszcze niczego nie zrobił, a już został skrytykowany.

Czy resort konsultuje wystarczająco?

A może problem dotyczy nie tyle samych nazwisk, ile modelu ich wyboru? Przygotowując się do wywiadu, rozmawiałam z wieloma osobami ze środowiska. Powtarzała się jedna opinia: ministerstwo ma pomysły, czasem nawet dobre, ale nie konsultuje ich odpowiednio i nie potrafi ich wdrażać. Zgodzi się pani?

To mnie zaskakuje. Jestem przedstawicielką środowiska naukowego, od 26 lat sama pracuję w nauce. Nie przypominam sobie innego ministra nauki, który konsultowałby swoje projekty szerzej niż obecnie. Konsultowany był przecież nowy model ewaluacji. Podobnie ma to miejsce w trakcie kompleksowej nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce. Szeroko konsultowaliśmy także zmiany dotyczące transferu technologii z sektora nauki. Po latach mamy kompromis w kwestii nowelizacji ustawy o Polskiej Akademii Nauk i to też wynik rozmów, dialogu i szeroko rozumianej komunikacji. Wszystkie zespoły doradcze w resorcie składają się z przedstawicieli środowiska.

Te konsultacje są dość, hmm... staromodne. Jeździcie po uczelniach, spotykacie się w dużych salach z wąską grupą ludzi, zamiast wystawić dokument do konsultacji online i dopuścić do debaty wszystkich zainteresowanych. Tak było na przykład w przypadku strategii umiędzynarodowienia nauki przygotowanej przez Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA).

Spotykamy się ze specjalnie do tego powoływanymi zespołami, organizujemy webinaria, zapraszamy na konsultacje do ministerstwa. Nowy model ewaluacji, po pracach zespołu ministerialnego, był konsultowany z naukowcami na wielu spotkaniach online oraz podczas licznych spotkań.

Podobnie jest w przypadku Strategii umiędzynarodowienia – kilka dni temu trafiła do nas z powrotem do ostatnich wewnętrznych konsultacji. Zbieramy jeszcze uwagi departamentów i po ich zakończeniu dokument trafi do ministra do ostatecznej akceptacji. Tych konsultacji jest naprawdę bardzo dużo.

Komercjalizacja badań w praktyce

W dużym gronie przedstawiono rekomendacje zespołu doradców, który rok przygotowywał raport, jak udrożnić komercjalizowanie badań naukowych w gospodarce. Co będzie dalej z tymi rekomendacjami? Bez bardzo konkretnego planu wdrożenia niewiele z tego wyniknie. Czy ministerstwo ma taki plan?

Zespół pracował przez rok i był jednym z najbardziej intensywnie działających zespołów w ministerstwie. Uczestniczyli w nim zarówno naukowcy, jak i przedsiębiorcy. Część zaproponowanych zmian już została uwzględniona w nowym modelu oceny działalności naukowej. Ustawę w tej sprawie chcemy przyjąć do końca roku. Podnieśliśmy w niej znaczenie transferu wiedzy, zwiększyliśmy wagę patentów międzynarodowych i osiągnięć związanych z komercjalizacją.

Komercjalizacja będzie oceniana oddzielnie od usług badawczych, by podkreślić jej istotną rolę dla gospodarki.

Nie możemy wymagać określonej liczby patentów

Czy ministerstwo zamierza postawić uczelniom wymóg określonej liczby wdrożeń albo komercjalizacji? Tyle a tyle rocznie, dajmy na to?

Nie. Uczelnie mają autonomię. Tak samo, jak nie narzucamy im liczby publikacji czy doktoratów, tak nie możemy wymagać określonej liczby patentów, czy przychodów ze sprzedaży innowacji. Ewaluacja w tym zakresie ma pokazać, co jest istotne dla ministerstwa, a komercjalizacja własności intelektualnej ma pokazać, jak nauka jest istotna dla gospodarki.

Jednostek finansowanych z budżetu i będących w systemie działa w Polsce około 200 – w przybliżeniu ponad 100 uczelni publicznych, 70 instytutów PAN, 22 instytuty Sieci Badawczej Łukasiewicz, plus instytuty resortowe. To ponad 80 tys. pracowników naukowych. Potężne – teoretycznie – zaplecze do innowacji. Ale autonomia uczelni powoduje, że za publiczne pieniądze nie robi się rzeczy potrzebnych, bo robi się rzeczy, na które ma się ochotę?  

To jest wolność prowadzenia badań naukowych i fundament funkcjonowania systemu nauki. Jednocześnie ministerstwo dysponuje narzędziami pozwalającymi kształtować jego kierunki rozwoju takimi jak właśnie ewaluacja nauki. Możemy w ten sposób pokazywać, które aktywności są szczególnie ważne dla systemu nauki i dla gospodarki. I zamierzamy to robić z całą mocą i paletą przygotowywanych rozwiązań.

Bardzo podoba mi się zaproponowany pomysł urlopu przedsiębiorczego dla tych, którzy chcą uruchomić własny biznes oparty na przeprowadzonych badaniach. To trzyletnia przerwa od obowiązków akademickich, bez wynagrodzenia ze strony uczelni, ale z gwarancją powrotu na to samo stanowisko. To rozwiązanie ma pozwolić naukowcom rozwijać startupy. Takie rozwiązanie wprowadziliśmy do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, która już jest w konsultacjach.

Ministerstwo dysponuje narzędziami pozwalającymi kształtować kierunki rozwoju. Możemy w ten sposób pokazywać, które aktywności są szczególnie ważne dla systemu nauki i dla gospodarki. I zamierzamy to robić z całą mocą i paletą przygotowywanych rozwiązań.

Pracujemy równolegle nad wzorcami przejrzystych umów dla centrów transferu technologii działających na uczelniach.

Zaniżanie wartości patentów w celu ich sprzedaży

A we współpracy z Urzędem Patentowym planujemy wypracowanie rozwiązań dotyczących wyceny własności intelektualnej. To ważny krok, ponieważ rzetelna wycena praw to niezbędny element przeniesienia aportem czy sprzedaży wynalazku z uczelni do spółki. Nie będzie to łatwe, wiem. Musimy to skonsultować także z Ministerstwem Finansów.

Zdarza się, że wycena własności intelektualnej osiąga poziom, który uniemożliwia jej nabycie zarówno przez naukowca, jak i spółkę zawiązaną przy uniwersytecie. Doradcy zaproponowali więc bardzo ciekawe rozwiązanie: wycenę po wartości kosztów uzyskania patentu i jego utrzymania, a następnie procent dla sprzedającej go uczelni od ewentualnych zysków z komercjalizacji. To realnie pozwoli przenieść własność intelektualną po to, żeby ją dalej rozwijać i wykorzystać gospodarczo.

Jednocześnie zapewnia osobom zarządzającym uczelniami i innymi instytucjami badawczymi odpowiednie zabezpieczenie, eliminując ryzyko zarzutów o naruszenie dyscypliny finansów publicznych w związku z ustaleniem wartości transakcji.  

Bardzo podoba mi się pomysł urlopu przedsiębiorczego dla tych, którzy chcą uruchomić własny biznes oparty o przeprowadzone badania. To trzyletnia przerwa od obowiązków akademickich, bez wynagrodzenia ze strony uczelni, ale z gwarancją powrotu na to samo stanowisko. To rozwiązanie ma pozwolić naukowcom rozwijać startupy.

Czy to nie oznacza zaniżania wartości patentów?

Jest takie ryzyko. Ale wysokie wyceny ich wykupu często blokują komercjalizację i rozwój projektu. Trzeba sobie zatem odpowiedzieć na pytanie, czy wolimy, by patent leżał w szufladzie, czy żeby pracował, nawet jeśli odsprzedamy go trochę taniej.

Będzie liczenie uniwersyteckich spin-offów

Bruksela szeroko pracuje nad ujednoliceniem wycen własności intelektualnej, m.in. po to, by opracować plan wdrożenia w UE IP-backed financing – modelu kredytowania przez banki firm właśnie na podstawie zastawów praw do patentów i wynalazków. To się nie będzie kłócić?

Patrząc z punktu widzenia banków, wycena po kosztach raczej nie będzie możliwa.

Na razie, przyznaję, bardzo dużym ograniczeniem w działaniach związanych z komercjalizacją uczelnianych wynalazków jest brak szczegółowych danych o tym, co my właściwie mamy w zasobach instytucji badawczych. Ile mamy spin-offów – ile firm powstało, ile wciąż działa, jak długo funkcjonują i jakie są ich rezultaty. Nie wiemy, co udało się skomercjalizować, ile patentów sprzedano do biznesu.

Chcecie zmierzyć zjawisko?

Taki mamy plan. W systemie POL-on zaczniemy zbierać dane o liczbie i trwałości spółek tworzonych przez uczelnie. Ośrodek Przetwarzania Informacji (OPI) przygotowuje odpowiednie narzędzia.

To kwestia najbliższych tygodni czy lat?

Powstają już rozwiązania informatyczne finansowane ze środków europejskich, które pozwolą lepiej monitorować komercjalizację i infrastrukturę badawczą. OPI nad tym pracuje i liczę, że całość będzie gotowa do końca roku.

W systemie POL-on zaczniemy zbierać dane o liczbie i trwałości spółek tworzonych przez uczelnie. Ośrodek Przetwarzania Informacji (OPI) przygotowuje odpowiednie narzędzia. Liczę, że całość będzie gotowa do końca roku.

Profity z ewaluacji mają zobligować do sprzedaży wiedzy

Czy zmiany dotyczące komercjalizacji badań zapisane w ustawie o szkolnictwie wyższym będą dotyczyć także instytutów PAN? One najsłabiej wypadają w podsumowaniu komercjalizacji nauki. Ale PAN ma przecież własną ustawę regulującą jej działanie.

Zmiany będą dotyczyć każdego podmiotu, który chce się poddać ewaluacji, a więc także instytutów PAN. Również w nowelizacji ustawy o PAN komercjalizacja została wyeksponowana. I to pomimo że duża część instytutów prowadzi głównie badania podstawowe.

Nie obawia się pani, że po zmianach niektóre podmioty po prostu wycofają się z dobrowolnej ewaluacji?

Myślę, że nie, ponieważ wynik ewaluacji daje konkretne możliwości i konkretne przywileje, np. nadawanie stopni i tytułów naukowych. Przekłada się również na algorytmy finansowania publicznego takich podmiotów. Poza tym nowy model ewaluacji nie zakłada zmian w zakresie poddawania się ewaluacji. Uczelnie i instytuty oceniane są z mocy ustawy, a instytuty badawcze, uczelnie zawodowe, a także inne podmioty prowadzące działalność badawczą – na wniosek.

Czy powstanie ośrodek innowacji?

W rekomendacjach zespołu do spraw komercjalizacji badań znalazł się konkretny harmonogram wdrożeń proponowanych rozwiązań. Czy ministerstwo rzeczywiście zdoła wprowadzić część zmian w ciągu sześciu do dziewięciu miesięcy, które wskazał zespół doradców?

Nie wszystkie rozwiązania wymagają zmian ustawowych. Te dotyczące ewaluacji są związane z procesem legislacyjnym, ale inne możemy wdrażać szybciej.

Jedna z rekomendacji w sprawie wdrażania badań do gospodarki mówi o utworzeniu ośrodka innowacji. Na czym to dokładnie miałoby polegać? Chodzi o konkretny podmiot z zarządem, a co ważniejsze – z budżetem, czy to metaforyczne ujęcie współpracy?

To bardzo odważna propozycja zespołu doradców. Zespół mówił o nowej jednostce z odrębnym finansowaniem. Chodzi o stworzenie podmiotu, który integrowałby naukę i gospodarkę oraz zwiększał widoczność polskiej nauki na arenie międzynarodowej, zaistniał w rankingach. Co byśmy o rankingach nie powiedzieli, to one są punktem odniesienia co do oceny jakości instytucji naukowych.

Czyli bardziej marketing? Budowanie marki polskiej nauki?

Tak, ale również skupianie bardzo dobrych naukowców. Dobra nauka przyciąga kolejnych dobrych badaczy.

Realne i nierealne zmiany

Czy ten pomysł jest realny?

W obecnych realiach finansowych raczej nie.

Mamy na szczęście inny projekt podnoszenia jakości nauki i badań – to IDUB [Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza – red.]. To wielomilionowy program dodatkowego finansowania badań i kadry w najlepszych uczelniach. Kadra, która w moim odczuciu nie jest odnawiana w sposób odpowiedni, to ogromne wyzwanie polskiej nauki. Największa grupa pracowników naukowych to ludzie w wieku 50-60 lat. A IDUB postawił również na ludzi, na to, żeby mogli się lepiej rozwijać w kraju, aby mogli poszerzać kompetencje w zagranicznych uczelniach. Przyjdzie taki moment, że dzięki temu i nasze uczelnie zaczną być wreszcie widoczne w rankingach światowych. Ale to są działanie długofalowe. Na efekty musimy poczekać. Uczelnie w Chinach, aby się wybić na arenie międzynarodowej, potrzebowały około 40 lat.  

Mówi pani o wymianie pokoleniowej kadry i o tym, że brakuje młodych badaczy. No i tu wracamy do ostatnich protestów naukowców – nowego pokolenia brakuje dlatego, że doktorant nie chce żyć za trzy i pół tysiąca miesięcznie bez możliwości wzięcia kredytu na mieszkanie.

Jako naukowiec dostrzegam wagę tego protestu i postulatów środowiska. Jednak protestujący trochę przeoczyli nasze działania. Jeszcze na długo przed protestem wprowadziliśmy do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce zmiany, które te nakłady na naukę mają podnieść. Literalnie do ustawy wpisaliśmy poziom finansowania 2,2 proc. PKB – to średnia europejska – do uzyskania w ciągu kolejnych 5 lat. Podchodzimy do tych zmian w sposób odpowiedzialny, realnie patrząc na możliwości budżetowe państwa. Równolegle zwiększyliśmy stypendium doktoranckie i wynagrodzenia dla asystentów i adiunktów tak, aby wynagrodzenie było godne. Wprowadzamy też powiązanie wynagrodzenia profesora ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce.

Te elementy są częścią szerokiego pakietu zmian, nad którymi prowadzimy wieloetapowe prace, w tym wymagające uzgodnień z ministrem finansów. Ale naszą intencją jest, aby wszystkie te rozwiązania weszły w życie w nowelizacji ustawy o szkolnictwie wyższym.

Dotychczas nie komunikowaliśmy szeroko tych działań na zewnątrz, ponieważ wymagają one uzgodnień i odpowiedzialnego przygotowania na poziomie rządowym. Ale to się dzieje.

Jako naukowiec dostrzegam wagę tego protestu i postulatów środowiska. Jednak protestujący trochę przeoczyli nasze działania. Jeszcze na długo przed protestem wprowadziliśmy do ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce zmiany, które te nakłady na naukę mają podnieść.

A rozwiązania, o których pani mówi, były konsultowane po protestach? Czy satysfakcjonują środowisko naukowe?

Powiedziałabym tak: zespół reprezentujący środowisko akademickie, który uczestniczył w konsultacjach, nie jest niezadowolony.

Kto sfinansuje transfer wiedzy do gospodarki?

Zatrzymajmy się jeszcze przy pieniądzach w sprawie komercjalizacji badań. Powiedziała pani, że stworzenie ośrodka innowacji jest mało realne ze względów finansowych. W rekomendacjach pojawia się jeszcze jeden nie taki tani pomysł – publiczno-prywatny fundusz pre-seed, z aktywną rolą uniwersyteckich spółek celowych. Kto miałby go zasilać?

Rozmawiamy o tym ze spółkami z udziałem Skarbu Państwa. Taki fundusz mógłby dać początkującym przedsiębiorcom – naukowcom finansowy zastrzyk na starcie nowej firmy.

Co na to inni ministrowie, na przykład minister Aktywów Państwowych?

Liczymy na przychylność i zrozumienie, że finansowanie nauki i badań nie może spoczywać wyłącznie na Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Rozmawiacie o tym także z sektorem prywatnym? Z dużymi firmami, organizacjami przedsiębiorców?

Na razie nie prowadzimy takich rozmów na szeroką skalę. Zgadzam się, że współpraca z biznesem wymaga wzmocnienia. Bez udziału firm trudno będzie znacząco zwiększyć poziom komercjalizacji badań naukowych.

Liczymy na przychylność i zrozumienie [ministra Aktywów Państwowych], że finansowanie nauki i badań nie może spoczywać wyłącznie na Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Polskie czasopisma bardziej doceniane

Przesunięty został termin przedstawienia nowego wykazu czasopism punktowanych. Czy ministerstwo podtrzymuje zapowiedź, że nowa lista będzie bardziej doceniać publikatory i publikacje krajowe?

Tak, podtrzymujemy to stanowisko. Zarówno w rozporządzeniu, jak i w przygotowanych już roboczych zasadach oceny czasopism dla ekspertów jasno wskazujemy, że polskie czasopisma będą bardziej doceniane. Nie chcemy zaprzepaścić dorobku budowanego przez dziesiątki lat, a czasem nawet przez całe stulecie. Na przykład „Przegląd Geodezyjny” ma już 100 lat. Oczywiście wszystko zależy od dyscypliny – to środowisko zdecyduje, ile i jakie czasopisma rekomendować Komisji Ewaluacji Nauki do wykazu czasopism. Jednocześnie najlepsze czasopisma światowe muszą znaleźć się w czołówce wykazu.

Czy promowanie publikacji w kraju nie kłóci się z planami umiędzynarodowienia polskiej nauki? Z jednej strony mówicie naukowcom – budujcie rozpoznawalność polskiej nauki za granicą, a z drugiej strony chcecie wzmacniać naukę w Polsce po polsku.

Moim zdaniem te cele się nie wykluczają, a wręcz są ze sobą powiązane. Umiędzynarodowienie jest bardzo ważne – wymiana wiedzy, obecność zagranicznych studentów i wykładowców, współpraca badawcza. Ale mamy też dyscypliny silnie związane z naszym językiem i naszą kulturą.

Jest również aspekt praktyczny. Jako inżynier uważam, że wyniki badań powinny trafiać do środowiska, które jest nimi zainteresowane. Dlatego publikowałam i nadal, choć już rzadziej, publikuję w „Przeglądzie Geodezyjnym” czy „Przeglądzie Budowlanym”. Trudno oczekiwać od kierownika budowy, żeby po pracy szukał artykułu w międzynarodowej bazie danych i jeszcze płacił za dostęp do niego.

Strategia umiędzynarodowienia ruszy w tym roku

Pani minister, co z samą strategią umiędzynarodowienia? Czy po dwóch latach przygotowań przez kolejny rok będzie konsultowana, czy ma szansę zacząć wkrótce działać?

Wdrożymy strategię umiędzynarodowienia przygotowaną przez NAWA i myślę, że wydarzy się to w najbliższych miesiącach.

Czy ta strategia wpisuje się w politykę migracyjną państwa? Bo, jeśli przyjmiemy, że w ogóle mamy politykę w tym zakresie, to mówi ona o ograniczaniu imigracji, także studenckiej. Uczelnie podkreślają, że potrzebują studentów z zagranicy, ale często muszą działać trochę obok publicznych deklaracji polityków.

Mamy obecnie ponad 100 tys. studentów zagranicznych. W ostatnim roku odnotowaliśmy niewielki spadek ich liczby, co wynika między innymi z ustawy wizowej i zmian w zasadach rekrutacji.

Wdrożymy strategię umiędzynarodowienia przygotowaną przez NAWA i myślę, że wydarzy się to w najbliższych miesiącach. Jeśli my zamkniemy się na świat to i świat nie będzie na nas otwarty.

W mojej ocenie strategia NAWA dotycząca umiędzynarodowienia wpisuje się zarówno w politykę migracyjną państwa, jak i w autonomiczne polityki wewnętrzne uczelni. Wprowadziliśmy bezpieczniki ograniczające niekontrolowany napływ studentów. Dziś dokumenty potwierdzające kwalifikacje są znacznie dokładniej weryfikowane.

Trzeba też powiedzieć uczciwie, że część uczelni – przede wszystkim niepublicznych – uczyniła z przyjmowania studentów zagranicznych swój model biznesowy. W przypadku uczelni publicznych skala jest zupełnie inna.

Musimy umożliwiać polskim naukowcom i studentom zdobywanie doświadczeń za granicą, a jednocześnie chcemy przyciągać do Polski bardzo dobrych badaczy. Jeśli my zamkniemy się na świat to i świat nie będzie na nas otwarty.

Główne wnioski

  1. Komercjalizacja staje się jednym z głównych priorytetów polityki naukowej. Ministerstwo chce, aby wdrażanie wyników badań, patenty i tworzenie spółek przez naukowców były oceniane na równi z publikacjami naukowymi. Temu mają służyć m.in. urlopy przedsiębiorcze, nowe zasady wyceny własności intelektualnej oraz lepsze monitorowanie efektów komercjalizacji.
  2. Państwo szuka nowych źródeł finansowania nauki. Prof. Maria Mrówczyńska uważa, że finansowanie badań nie może opierać się wyłącznie na budżecie ministerstwa nauki. Dlatego prowadzi rozmowy ze spółkami z udziałem Skarbu Państwa o utworzeniu funduszu wspierającego startupy zakładane przez naukowców i podkreśla konieczność silniejszej współpracy z biznesem.
  3. Reformy w nauce mają charakter długofalowy i wymagają dialogu. Ministerstwo zapowiada wdrożenie strategii umiędzynarodowienia, wzrost nakładów na naukę oraz poprawę warunków pracy młodych badaczy. Profesor przekonuje, że, wbrew pozorom, większość zmian jest szeroko konsultowana ze środowiskiem akademickim.