Francuski koszykarz nie chce grać w NBA. Wybrali go w drafcie, a on wybrał studia
Narcisse Ngoy został wybrany w drafcie NBA, a mimo to w przyszłym roku zamierza grać w lidze uniwersyteckiej. Los Angeles Clippers mają prawa do francuskiego zawodnika i czekają, aż zdecyduje się na grę w NBA. Taka sytuacja zdarzyła się tylko raz, gdy na studia wrócił niejaki Larry Bird.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego Narcisse Ngoy zrezygnował z gry w NBA mimo wyboru w drafcie.
- Jakie przepisy sprawiają, że decyzja francuskiego koszykarza jest tak wyjątkowa.
- Dlaczego NBA i NCAA planują zmienić zasady dotyczące zawodników wybieranych w drafcie.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
Każdy, kto kiedykolwiek chwycił piłkę do koszykówki, wyobrażał sobie ten moment. Ja przyznaję się bez wstydu, że odgrywałem tę scenkę w głowie wielokrotnie. Tylko kolejność wyboru i klub się zmieniały. „Z pierwszym pickiem w drafcie 2026 r. Miami Heat wybierają... Mikołaja Śmiłowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego” – wypowiadał w mojej fantazji komisarz NBA.
Udział w drafcie NBA i angaż w jednym z klubów ligi to marzenie każdego młodego koszykarza. To cel, który przyświeca wszystkim ciężko trenującym zawodnikom, na całym świecie. W momencie ogłoszenia wyboru rośli koszykarze płaczą jak dzieci i rzucają się na szyję swoim rodzicom. Tej chwili nie zapomną już nigdy, bez względu na to, jak ich dalsza kariera się potoczy.
Narcisse Ngoy wybrany w drafcie NBA, ale odrzuca grę w Los Angeles Clippers
Jak się okazuje, jest na świecie człowiek, którego wybranie w drafcie NBA może wprawić w zakłopotanie, a nie ekscytację. Narcisse Ngoy został wybrany przez Atlantę Hawks z 57. numerem w tegorocznym drafcie. Chwilę później został wytransferowany do Los Angeles Clippers, w zamian za Henriego Veesara i gotówkę. Klub z Kalifornii liczył, że młody Ngoy wzmocni i odmłodzi drużynę. Nic bardziej mylnego.
Mierzący 213 cm Francuz zadzwonił do przedstawicieli Clippersów i powiedział, że przeprasza, ale nie zamierza dla nich grać w przyszłym sezonie. Zaplanował już wcześniej, że rozpocznie występy w drużynie uniwersyteckiej Auburn Tigers, w której kiedyś grał m.in. Charles Barkley. Zaraz po drafcie i rozmowie z Clippers koszykarz wydał oficjalne oświadczenie, w którym podziękował klubowi NBA za wiarę i potwierdził, że sezon 2026/2027 spędzi w NCAA, czyli w lidze uniwersyteckiej.
Dlaczego Narcisse Ngoy wybrał NCAA zamiast gry w NBA?
Agent Narcisse’a Ngoya zupełnie nie spodziewał się, że jego klient zostanie wybrany w drafcie. Zaplanował mu grę w Auburn licząc, że tam rozwinie on swoje umiejętności z myślą o przyszłej grze w NBA. W ogóle nie zgłosił go oficjalnie do draftu, ale przez swój wiek koszykarz był automatycznie dołączony do puli zawodników. Taka sytuacja, wybór nazwiska spoza oficjalnej listy, zdarza się bardzo rzadko. Tu sprawa jest podwójnie wyjątkowa, bo Clippers przed draftem nawet raz nie skontaktowali się z Ngoyem i jego przedstawicielami.
Koszykarz zamierza realizować pierwotny plan swojego agenta z dwóch powodów. Przede wszystkim, chce dotrzymać słowa danego drużynie uniwersyteckiej, bo podpisał już z nią umowę. Też obawia się, czy faktycznie zagrzałby miejsce w Clippers na dłużej. Kto raz zagra w NBA, ten już nigdy nie może grać w NCAA. To droga w jedną stronę. Decydując się na grę w najlepszej koszykarskiej lidze świata, warto więc być pewnym swoich umiejętności. Kto wypadnie z NBA, dla tego alternatywą będą wyłącznie inne profesjonalne ligi, raczej poza USA.
Narcisse Ngoy ma 22 lata i nadal się rozwija, więc cierpliwość ma sens. W zeszłym roku grał dla francuskiego Poitiers Basket 86 w lidze Elite 2, czyli na drugim poziomie rozgrywkowym w kraju. Został MVP i najlepszym obrońcą sezonu. Auburn miało na niego oko od lat i już w marcu uniwersytet podpisał z nim umowę.
Co dalej z karierą Narcisse’a Ngoya i prawami Los Angeles Clippers?
Teraz grając w Ameryce, koszykarz będzie miał lepszą okazję, by pokazać się skautom i poprawić swój wizerunek. Ponownie do draftu jednak nie będzie mógł się zgłosić, bo Clippers zdecydowali się utrzymać do niego prawa. To oznacza, że gdy Ngoy zechce grać w NBA, to będzie mógł to zrobić tylko w barwach drużyny z LA. Przynajmniej na początku.
W podobnej sytuacji był Larry Bird. Został wybrany w drafcie 1978 r. przez Boston Celtics, a mimo to zdecydował się wrócić na ostatni sezon do drużyny uniwersytetu Indiana State. Zagrał w NCAA świetny sezon, poprowadził skład do finału, a potem dołączył do bostońskich koniczynek i reszta była historią.
Czy przypadek Larry’ego Birda jeszcze może się powtórzyć?
Od tego czasu świat koszykówki uniwersyteckiej się jednak bardzo zmienił. Taka sytuacja, jak Ngoya i Birda, może się już nigdy nie zdarzyć.
Zarówno NBA, jak i NCAA pracują nad prawem, które zupełnie zabroni graczom wybranym w drafcie występować w lidze uniwersyteckiej. Zablokowano już możliwość gry w NCAA graczom, którzy kiedyś zgłosili się do draftu. Ma też zostać zlikwidowana zasada, na podstawie której został wybrany Ngoy, czyli automatycznie dołączanie do listy draftowej zawodników spoza USA, którzy skończyli 22 lata.
NBA i NCAA chcą zmienić przepisy po kontrowersjach wokół draftu
Rozmowy na te tematy rozpoczęła afera wokół Jamesa Najiego, która wybuchła w grudniu zeszłego roku. Amerykanin zgłosił się do draftu w 2023 r. i został wybrany przez New York Knicks. Nigdy nie podpisał z nimi żadnego kontraktu, więc formalnie mógł wrócić na studia. Utworzyło to niebezpieczny precedens.
Zaczęto obawiać się, że kluby NBA będą draftować zawodników, ale nie podpisywać z nimi kontraktu, by ci szlifowali umiejętności w NCAA. Mogłoby dojść do sytuacji, w której zespół umawia się z koszykarzem, że go wybierze, jeśli ten jeszcze pogra na uniwersytecie, zamiast od razu próbować swoich sił w NBA. Takie układy byłyby wizerunkową katastrofą dla NBA i NCAA.
By zagwarantować rozwój młodszym i słabszym zawodnikom, NBA ma przecież G-League. Za to NCAA chce być prestiżowymi rozgrywkami studentów, czyli formalnie amatorów, a nie profesjonalnych koszykarzy, którzy amatorów udają. A zawodnicy idą do draftu, by grać w NBA, a nie wiązać się z jednym klubem, który nawet nie chce im dawać grać, tylko każe się szkolić gdzie indziej.
Narcisse Ngoy – zapamiętajcie to nazwisko. Jeśli Francuz nie zapadnie w pamięć dzięki boiskowym zagraniom, to na pewno zapisze się na kartach historii jako ostatni zawodnik, który został wybrany w drafcie NBA wbrew swojej woli.
Główne wnioski
- Historia Narcisse’a Ngoya pokazuje wyjątkową sytuację w światowej koszykówce. Francuski zawodnik, mimo wyboru w drafcie NBA przez Atlantę Hawks i przejęcia jego praw przez Los Angeles Clippers, zdecydował się pozostać przy wcześniejszym planie i rozpocząć grę w lidze uniwersyteckiej NCAA. Decyzję uzasadnił chęcią dotrzymania zobowiązania wobec Auburn Tigers oraz przekonaniem, że dodatkowy rok rozwoju zwiększy jego szanse na udaną karierę w NBA.
- Przypadek Ngoya zwraca uwagę na specyfikę obowiązujących przepisów dotyczących draftu NBA i ligi NCAA. Zawodnik trafił do draftu automatycznie ze względu na wiek, mimo że nie zgłosił swojej kandydatury. Jednocześnie Los Angeles Clippers zachowali do niego prawa, co oznacza, że ewentualny debiut w NBA będzie mógł nastąpić wyłącznie w barwach tego klubu. Podobna sytuacja miała wcześniej miejsce jedynie w przypadku Larry’ego Birda.
- Sytuacja wpisuje się w szerszą dyskusję o przyszłości relacji między NBA i NCAA. Organizacje pracują nad zmianami przepisów, które mają uniemożliwić zawodnikom wybranym w drafcie dalszą grę w lidze uniwersyteckiej. Impulsem do tych działań były obawy, że kluby mogłyby wykorzystywać NCAA jako miejsce dalszego szkolenia zawodników bez podpisywania z nimi kontraktów, co mogłoby zmienić charakter zarówno profesjonalnych, jak i akademickich rozgrywek.



