Kategoria artykułu: Sport

Najbardziej szalony sport zimy trafi na igrzyska? Polka jest jego gwiazdą

Dziesięć miesięcy temu Zuzanna Witych bardzo poważnie uszkodziła kolana. Dziś jest mistrzynią świata w dyscyplinie sportu, która może być w przyszłości sporą atrakcją zimowych igrzysk olimpijskich. Jeśli władze MKOL się nie przestraszą, bo narciarski freeride to sport pełen ryzyka, akrobacji i „dzikich” zjazdów w wysokich górach.

Zuzanna Witych, mistrzyni świata we freeridzie narciarskim.
Zuzanna Witych, mistrzyni świata we freeridzie narciarskim. Złoty medal wywalczyła niespełna rok po bardzo poważnej kontuzji. Fot. Zuzanna Witych/zasoby własne

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. W jakich kategoriach zdobywają punkty zawodnicy startujący w freeride.
  2. Jakie nagrody otrzymują zwycięzcy zawodów freeride.
  3. Dlaczego mistrzostwa świata, które wygrała Zuzanna Witych, są dla freeride’u bardzo ważne w kontekście starań o wpisanie do programu igrzysk olimpijskich.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Złoty medal mistrzostw świata 33-letnia Zuzanna Witych wywalczyła na początku lutego. Rozgrywana w Andorze impreza była dla freeride wyjątkowa – po raz pierwszy wszystko odbyło się pod egidą FIS, czyli Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej. To już wejście do oficjalnych struktur światowego sportu, a więc niezwykle ważny etap w walce o dołączenie do programu zimowej olimpiady.

– Start w 2030 r. we Francji to naprawdę realna perspektywa. I, co najważniejsze dla nas, freeride może zadebiutować w olimpijskim programie w takiej formie, w jakiej rywalizujemy w naszych zawodach – mówi Zuzanna Witych.

Zuzanna Witych podczas freeride'owego zjazdu
Zuzanna Witych pochodzi z Łodzi, początkowo trenowała lekkoatletykę: biegi na 100 i 200 metrów oraz skok w dal. Fot. Zuzanna Witych/zasoby własne

Czym jest narciarski freeride?

Gdyby istotnie freeride wprowadzono do igrzysk w jego naturalnej formie, ludzie odpowiedzialni za tę decyzję wykazaliby się nie lada odwagą. Dyscyplina sportu, w której mistrzynią jest Polka, rozgrywana bywa na wysokościach liczonych w tysiącach metrów nad poziomem morza. Sportowcy zjeżdżają po „dzikich” trasach, które sami sobie wybierają – znane są tylko punkty startu oraz mety.

– To istota naszego sportu, w tym tkwi jego piękno. Musimy podjąć decyzję, jaką trasą pojedziemy, jak będziemy zjeżdżać. Sędziowie przyznają nam punkty za wykonane akrobacje oraz za to, jak pokonujemy przeszkody. Im efektowniejsza trasa, tym większe szanse na wywarcie lepszego wrażenia. Jednocześnie oznacza to większe ryzyko. Trasy nie poznajemy wcześniej – musi być ona w jakimś sensie „dziewicza”, nie zjeżdżamy po stoku. W efekcie nie wiemy, na jaką wysokość wybije nas dana przeszkoda ani gdzie wylądujemy. Obszar, na którym możemy sobie wybrać trasę, znamy jedynie z nagrań dronowych. Każdy otrzymuje taki sam film – wyjaśnia Zuzanna Witych.

Warto wiedzieć

Freeride. Co oceniają sędziowie?

Linia przejazdu: Trudność i kreatywność wybranej drogi.

Płynność: Jazda bez zatrzymań i wahań.

Kontrola: Bezpieczeństwo i stabilność w trudnym terenie.

Technika: Jakość prowadzenia nart.

Skoki i triki: Styl oraz trudność ewolucji wykonywanych na naturalnych przeszkodach.

PZN

Niebezpieczne akrobacje

Mistrzostwa w Andorze rozegrano na wysokości ok. 3000 m n.p.m. Średnio rzecz biorąc, zawodniczki podczas jednego przejazdu pokonywały kilka przeszkód (z reguły mniej niż pięć) oraz wykonywały kilka akrobacji (najczęściej dwie lub trzy).

– Mówimy na to: ewolucje freestyle’owe. W seniorskiej rywalizacji nie ma obostrzeń dotyczących tego elementu naszego sportu, juniorzy natomiast nie mogą wykonywać tzw. ewolucji przez głowę – mówi Zuzanna Witych.

Gdy wobec tych niebezpiecznych aspektów freeride zgłaszam swój sceptycyzm dotyczący wejścia tej dyscypliny do programu olimpijskiego (wysokie góry to również ryzyko lawinowe), mistrzyni świata odpowiada, że rozważane są już nawet potencjalne lokalizacje, w których rywalizacja mogłaby się odbyć za cztery lata.

Zuzanny Witych droga do nart

Zimowe igrzyska olimpijskie w 2030 r. zorganizuje Francja – kraj, do którego Zuzanna Witych wyjechała po liceum, zakochując się w narciarskich akrobacjach.

– Tak, to jeszcze nie był narciarski freeride, lecz freestyle, czyli akrobacje. Ta dyscyplina już jest w programie igrzysk [rozgrywana w „bezpiecznym” terenie – red.]. Wyjechałam na studia blisko Alp, żeby oddawać się pasji. Studiowałam lingwistykę stosowaną i ekonomię – mówi Zuzanna Witych.

Do Francji Zuzanna Witych wyjechała z Łodzi – czy raczej, jak mówi z uśmiechem, „z bardzo płaskiej Łodzi”.

– Oczywiście rodzice zabrali mnie na narty, gdy miałam trzy lata, ale w góry jeździliśmy może raz do roku. W moim rodzinnym mieście trudno było uprawiać taki sport. Byłam lekkoatletką – biegałam na 100 i 200 metrów oraz skakałam w dal. Dzisiaj bardzo przydają mi się tamte treningi. Skąd więc narty w moim życiu? Polubiłam je już jako mała dziewczynka, a gdy później jeździłam w góry na zgrupowania lekkoatletyczne, zerkałam z zazdrością na narciarzy… W końcu się zbuntowałam – wspomina Zuzanna Witych.

Jeszcze w liceum pojechała w czasie ferii do Szczyrku – bunt polegał na tym, że akurat wtedy miała wyznaczone zgrupowanie lekkoatletyczne.

– Tam spotkałam grupkę osób, które uprawiały freestyle. Proces zakochiwania się w tym sporcie przebiegał u mnie niezwykle szybko, mimo niezliczonej liczby upadków… – dodaje z uśmiechem Zuzanna Witych.

Od freestyle do freeride

W czasie studiów przeniosła się z Francji do Szwajcarii. Tam odkryła freeride. Tam też mieszka i trenuje do dziś.

– O przeprowadzce zdecydowały motywy zawodowe i prywatne. Wśród moich znajomych w Szwajcarii czymś oczywistym było to, że jeśli spada śnieg, to znaczy, że trzeba założyć szersze narty i wyskoczyć „poza trasę”, czyli na freeride. Jeździłam głównie z facetami i na początku moim celem było to, żeby nie czekali na mnie zbyt długo na dole. Szybko okazało się, że to ja czekam na nich… – mówi Zuzanna Witych.

Przystąpiła do pierwszych zawodów – o najniższym stopniu trudności – i zajęła pierwsze miejsce. Zaczęła się jej wspinaczka na szczyt. Freeride stawał się coraz popularniejszy, a Zuzanna Witych coraz mocniejsza w tej rywalizacji.

Kontuzja Zuzanny Witych

– Rzecz jasna, nie rezygnowałam z życia zawodowego. W Szwajcarii skończyłam kierunek „International Business”. Freeride jest zbyt niebezpiecznym sportem, by stawiać wszystko na jedną kartę. Nie jesteśmy też tenisem, łagodnie mówiąc, jeśli chodzi o nagrody za zwycięstwa: w Pucharze Świata wynoszą one ok. 5 tys. euro, za złoty medal ostatnich mistrzostw otrzymałam 7,5 tys. euro. Co prawda obecnie, dzięki sponsorom, mogłabym się utrzymać ze sportu (po wejściu naszej dyscypliny pod egidę FIS mamy też wsparcie od Polskiego Związku Narciarskiego), ale o tym, że groźne kontuzje się zdarzają, pamiętam aż za dobrze – mówi polska mistrzyni świata.

10 miesięcy temu w Austrii – po pokonaniu jednej z przeszkód – upadła tak niefortunnie, że w kolanach zerwała więzadło krzyżowe, uszkodziła poboczne, a także pogruchotała obie łąkotki. Rehabilitacja trwała długo, Zuzanna Witych dopiero pod koniec ubiegłego roku mogła zacząć wracać do formy. Udało się – na mistrzostwach świata nikt jej nie pokonał.

Ale może gdyby została we freestyle, byłaby teraz we Włoszech na igrzyskach?

– Teoretycznie mogłabym tam być; freestyle jest już dyscypliną olimpijską… Tylko że wtedy, gdy ja uprawiałam ten sport, jako Polska dopiero raczkowaliśmy, a konkurencja była już niezwykle mocna. Zawody rozgrywano na całym świecie, koszty wylotów na nie musiałabym zapewne pokrywać sama. Freeride dopiero się rozwijał; łatwiej było wskoczyć na tę falę. A z marzeń o olimpijskim medalu nie rezygnuję, zapewniam – kończy Zuzanna Witych.

Główne wnioski

  1. Zuzanna Witych to polska zawodniczka, która na początku lutego triumfowała w mistrzostwach świata w freeride narciarskim. Była to pierwsza impreza freeride tej rangi rozegrana pod patronatem FIS, czyli Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej. Wejście do oficjalnych struktur światowego sportu to dla tej dyscypliny bardzo ważny krok w kontekście starań o wpisanie jej do programu olimpijskiego.
  2. Zuzanna Witych uprawia swoją dyscyplinę sportu od wielu lat, choć zaczynała jako lekkoatletka. W rodzinnej Łodzi biegała na 100 i 200 m, a także skakała w dal. W narciarstwie zakochała się pod koniec liceum – najpierw trenowała narciarski freestyle, a następnie freeride. To właśnie z miłości do nart wyjechała na studia do Francji.
  3. Zuzanna Witych przekonuje, że freeride może znaleźć się w programie olimpijskim już podczas zimowych igrzysk w 2030 r. Polka podkreśla także, że jej sport – jeśli trafi na olimpiadę – zadebiutuje w swojej najbardziej ekscytującej formie: rozgrywany będzie na dużych wysokościach, na naturalnych zboczach, oferujących zawodnikom wymagające i niebezpieczne przeszkody.