LeBron James już nie chce mieć klubu NBA. Dlaczego wycofał się z planów w Las Vegas?
W przeszłości LeBron James wielokrotnie sygnalizował, że jego celem jest inwestycja w klub NBA. Nie chciał udziałów mniejszościowych, ale takie gwarantujące mu kontrolę nad biznesem, najlepiej w Las Vegas. Teraz ma szansę spełnić marzenie, bo liga ogłosiła plan utworzenia klubu w „Mieście Grzechu” i szuka inwestorów. Amerykański koszykarz stwierdził jednak, że nie jest zainteresowany. Skąd ta zmiana?
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego LeBron James zrezygnował z planów zakupu klubu NBA mimo wcześniejszych deklaracji.
- Jakie są koszty wejścia do NBA jako nowy klub i jakie bariery finansowe się z tym wiążą.
- Jaką rolę w potencjalnej inwestycji LeBrona Jamesa odgrywała Fenway Sports Group i dlaczego się wycofała.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
Wśród moich znajomych jestem postrzegany jako osoba, która interesuje się NBA. Dlatego inicjując ze mną rozmowę, kolega lub koleżanka w ramach gestu sympatii zwykle zaczyna od pytania lub stwierdzenia związanego z najlepszą koszykarską ligą świata. Zauważyłem, że niezwykle często pojawia się temat LeBrona Jamesa, a w zasadzie jego ostatnich poczynań, zarówno boiskowych, jak i biznesowych. Trudno się dziwić, w końcu to jeden z najbardziej popularnych koszykarzy w historii tego sportu.
Skąd wzięły się plany LeBrona Jamesa dotyczące własnego klubu NBA?
W ostatnich tygodniach, kiedy głośno jest o planach utworzenia dwóch nowych klubów NBA, kilkukrotnie zostałem spytany, czy LeBron James w końcu będzie miał swój własny zespół. Byłem w szoku, jak mocno w świadomości nawet osób spoza koszykarskiej bańki zakorzeniła się informacja, że koszykarz Los Angeles Lakers chciałby mieć swój klub na własność. Wystarczyła jednak krótka analiza dziennikarskich aktywów by stwierdzić, że nie powinienem się dziwić.
Wszystko się zaczęło się w 2016 r., po pamiętnej wygranej w finałach z Golden State Warriors i pierwszym mistrzostwie dla Cleveland Cavaliers. LeBron James jako gość podcastu „Open Run” jasno przyznał, że marzy o posiadaniu swojego klubu NBA. Rok później koszykarz to potwierdził w kilku wywiadach. Stwierdził, że po zakończeniu kariery sportowej chciałby być blisko ligi, ale jednocześnie móc rządzić ludźmi i przyznawać im stanowiska, na których będą mieli szanse dokonać pozytywnej zmiany.
Na tym nie koniec. W 2019 r. po jednym z meczów LeBron James potwierdził swoje plany, z dużą pewnością rzucając, że to w praktyce żadne plany, bo po prostu zrobi to (kupi klub) i tyle. Trzy lata później w swoim programie „The Shop”, gdzie w salonie fryzjerskim prowadził rozmowy z różnymi sportowcami, stwierdził, że chce zespół w Las Vegas. Każdą z tych wypowiedzi można bez problemu znaleźć w sieci.
Ekspansja NBA: nowe kluby w Seattle i Las Vegas oraz potencjalni inwestorzy
Teraz marzenie mogłoby się ziścić. Właściciele klubów NBA zaakceptowali plan ekspansji, który ma dopuścić do rozgrywek dwa nowe zespoły, z Seattle i Las Vegas. Wkrótce, po długich rozmowach zapoznawczych, rozpoczną się prawdziwe negocjacje z inwestorami. Mówi się, że w Seattle największe szanse ma konsorcjum Samanthy Holloway, które w portfelu ma klub Seattle Kraken z NHL i halę Climate Pledge Arena. Za to w Las Vegas przoduje konsorcjum Billa Foleya, które w portfelu ma... Vegas Golden Knights z NHL i halę T-Mobile Arena.
O LeBronie Jamesie jako potencjalnym inwestorze cisza. Nie, nie dlatego, że nie ma klubu NHL i swojej hali. To zbieg okoliczności, że akurat tacy inwestorzy są wymieniani jako faworyci. Koszykarz po prostu sam wycofał się z walki o klub. Kilka tygodni temu, po wygranym meczu z Houston Rockets (to ważny szczegół, bo po przegranym meczu koszykarze są poirytowani i często odpowiadają złośliwie), spytano go, czy nadal jest zainteresowany posiadaniem klubu NBA. Odpowiedział po prostu “nie jestem, ani trochę”.
Ile kosztuje klub NBA? Finansowe bariery inwestycji LeBrona Jamesa
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Potencjalny koszt inwestycji w nowy klub NBA ma wynieść między 7 a 10 mld dolarów. Majątek LeBrona Jamesa wyceniany jest na 1,4 mld dolarów. Aczkolwiek jasne jest, że koszykarz nie kupowałby klubu sam, ale w konsorcjum. Jego głównym partnerem finansowym jest Fenway Sports Group (FSG), do którego należą między innymi Liverpool FC z Premier League i Boston Red Sox z MLG.
To właśnie amerykański konglomerat sportowy miał wspólnie z LeBronem Jamesem zainwestować klub NBA. Jak podają różne źródła, plan jednak został zupełnie porzucony przez FSG z powodu kosztów. Dla konglomeratu sam koszt wstępnej inwestycji, czyli opłaty dla innych klubów za możliwość udziału w rozgrywkach jest za wysoki. Nawet przy najbardziej korzystnym scenariuszu mówilibyśmy o kwocie 7 mld dolarów. W praktyce doszłyby też wydatki na utworzenie klubu od podstaw – zatrudnienie pracowników, wynajęcie biura i hali lub ewentualna budowa tych nieruchomości.
Rola Fenway Sports Group i ograniczenia inwestycyjne w NBA
Dotychczasowa wieloletnia współpraca między LeBronem Jamesem a FSG przedstawiana jest jako wzorowa. Rozpoczęła się w 2011 r., kiedy konglomerat podpisał umowę z LRMR Ventures, firmą zarządzającą wizerunkiem koszykarza. W jej ramach James otrzymał 2 proc. udziałów w Liverpoolu FC. Od 2021 r. jest też udziałowcem w samym FSG, podobnie jak jego kolega i partner biznesowy, Maverick Carter. Oficjalnie mówi się, że ma 1 proc. akcji FSG, ale w zeszłym roku sprzedano mu dodatkowy pakiet, o nieznanej jednak wielkości.
Oczywiście w obecnej sytuacji FSG to nie jedyne źródło wsparcia kapitałem, na jakie mógłby liczyć LeBron James. Jest inwestorem w konglomeracie, ale nie ma umowy na wyłączność. Wysokość kwoty potrzebnej na utworzenie klubu NBA dość mocno ogranicza jednak jego opcje. W 2023 r. koszykarz udał się z wizytą do Arabii Saudyjskiej. Był tam gościem ministra sportu, współpracującego z inwestującym w kluby na całym świecie saudyjskim funduszem PIF. Saudyjczycy na pewno mają 7 mld dolarów w zanadrzu. W NBA zagraniczne fundusze majątkowe mogą jednak posiadać maksymalnie 20 proc. udziałów jednego klubu.
Jest jeszcze jeden problem. LeBron James oficjalnie nie może złożyć oferty inwestycji w klub NBA, dopóki jest czynnym zawodnikiem. 41-letni koszykarz, chociaż jeszcze jest bez nowego kontraktu, najprawdopodobniej będzie nadal grał w sezonie 2026-27. Tymczasem mówi się, że nowe kluby mają rozpocząć występy w 2028 r. Małe szanse, by w 12 miesięcy, między 2027 a 2028 r., gwiazdor Los Angeles Lakers był w stanie znaleźć kapitał, wygrać negocjacje i zyskać możliwość utworzenia klubu, a następnie postawić go od podstaw.
Być może nie ma tego złego. 7 mld dolarów za możliwość utworzenia nowego klubu, kiedy raptem roku temu istniejący i legendarny - Boston Celtics - został sprzedany za 6,1 mld? Sporo.
Główne wnioski
- Zmiana stanowiska LeBrona Jamesa wynika przede wszystkim z uwarunkowań finansowych, które znacząco ograniczają możliwość realizacji inwestycji. Koszt utworzenia nowego klubu NBA, szacowany na co najmniej 7 mld dolarów, stanowi barierę nawet dla bardzo zamożnych inwestorów działających w konsorcjach. Kluczowe znaczenie miało wycofanie się Fenway Sports Group, które pierwotnie miało zapewnić główne wsparcie kapitałowe. Bez tego partnera projekt stracił podstawy finansowe.
- Istotną rolę odgrywają także regulacje obowiązujące w NBA, które uniemożliwiają aktywnym zawodnikom bezpośrednie inwestowanie w kluby. W praktyce oznacza to konieczność zakończenia kariery przed podjęciem formalnych działań. Jednocześnie harmonogram ekspansji ligi wskazuje na bardzo ograniczone ramy czasowe między potencjalnym zakończeniem kariery a rozpoczęciem działalności nowych zespołów. To znacząco zmniejsza szanse na skuteczne przeprowadzenie całego procesu inwestycyjnego.
- Analiza sytuacji pokazuje również skalę rosnących kosztów w profesjonalnym sporcie i zmieniające się realia rynku. Wysokie wyceny klubów oraz ogromne opłaty wejścia do ligi świadczą o intensywnej komercjalizacji NBA. Nawet duże podmioty inwestycyjne oceniają takie projekty jako obarczone wysokim ryzykiem finansowym. W efekcie plany, które wcześniej wydawały się realne, mogą zostać porzucone na etapie kalkulacji ekonomicznej.




