Luton Town, czyli klub uratowany przez kibiców. Małe przychody nadrabia wielkim sercem
Dwa lata spadków i konieczność przełknięcia przychodów niższych o kilkaset procent to dla nich nic nadzwyczajnego. Właściciele oraz kibice Luton Town przetrwali znacznie gorsze chwile: przepędzili nieudolnych inwestorów, znieśli kary i banicję do piątej ligi. Wszystko to z uśmiechem i serdecznością, którą również dziś czuć na Kenilworth Road, historycznym stadionie i domu „Kapeluszników”.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak kibice Luton Town przejęli kontrolę nad klubem i uratowali go przed katastrofą.
- Jak wyglądały finanse Luton Town w sezonie 2023/24 w Premier League.
- Dlaczego awans z League One jest kluczowy dla finansowej stabilności klubu.
Jako dziennikarz sportowy i kibic co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości ze świata brytyjskiej piłki nożnej. Polecam pozostałe teksty z serii Wyspa futbolu.
Kenilworth Road to jeden z najstarszych stadionów w Anglii. Powstał w 1905 r. i – co istotne – od tamtego czasu nie przeszedł wielu gruntownych modernizacji. Wiedziałem więc, czego się spodziewać: wąskie bramki wejściowe, skromna oferta gastronomiczna, drewniane trybuny oraz dach oparty na kolumnach zasłaniających fragmenty murawy. To ograniczenia, które razem tworzą niepowtarzalny klimat.
Mecz na Kenilworth Road – stadionowy folklor i niezwykła gościnność
Dla osób kochających sport to idealne warunki do „konsumowania” futbolu. Jest tylko jeden warunek: nie można mieć więcej niż 185 cm wzrostu. Nie jestem gigantem, a mimo to nie byłem w stanie normalnie usiąść na swoim krzesełku. Osuwając się w dół w połowie drogi, kolanami dotykałem już siedzenia przede mną. Pierwszą połowę meczu spędziłem więc bez narzekania, siedząc bokiem, z jedną nogą założoną na kolano żony.
Wstyd mi było robić scenę, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, jak dobrze byłem traktowany przed meczem. Gdy stanąłem przy murawie, by zrobić zdjęcie, zostałem zagadnięty przez około pięćdziesięcioletnią pracownicę ochrony stadionu. Zapytała, skąd jestem, po czym przez blisko pół godziny opowiadała mi historię klubu i samego stadionu. Co ważne – nie wiedziała, że jestem dziennikarzem. Zrobiła to zupełnie spontanicznie, zakładając, że ma do czynienia z turystą zakochanym w futbolu.
Skala tej serdeczności – najpierw z jej strony, a później także ze strony innych pracowników – sprawiła, że zacząłem się zastanawiać, czy nie jestem bohaterem programu nagrywanego ukrytą kamerą. Przez moment rozważałem nawet, czy rozmówczyni nie zasiada w zarządzie klubu. Gdy po przerwie poszedłem wyprostować nogi, zapytała mnie, jak ogląda się mecz. Kiedy opowiedziałem o problemie z miejscem, bez wahania załatwiła mi i mojej żonie miejsca przy samej murawie – na niemal pełnym stadionie.

Jak kibice przejęli Luton Town – bunt i oczekiwanie
Sprawdziłem i Beverley – tak jest jej na imię – to zwykła pracownica klubu. Jej przedsiębiorczość i życzliwość łatwiej zrozumieć po zagłębieniu się w historię Luton Town oraz w jego sprawozdania finansowe. Klub przez lata, mimo i tak nieuprzywilejowanej pozycji, był systematycznie nękany przez zły los. Przetrwał głównie dzięki determinacji, sprytowi i lojalności kibiców oraz ich przywiązaniu do drużyny.
Dwie dekady temu Luton Town zostało przejęte przez inwestora Johna Gurneya. Najpierw zaproponował zmianę nazwy klubu, potem jego przeniesienie do innego miasta, a następnie budowę nowego stadionu z torem Formuły 1 wokół obiektu. Na protesty kibiców odpowiedział groźbą, że „zrówna klub z ziemią”, bo nie jest do niego emocjonalnie przywiązany. W reakcji na te działania kibice – z obecnym prezesem Luton Town, Garym Sweetem, na czele – założyli trust, którego celem było odzyskanie kontroli nad klubem.
Plan okazał się wyjątkowo sprytny. Kibice postanowili wykupić firmę, wobec której klub był zadłużony na miliony funtów. Gdy im się to udało, po kilku miesiącach celowo doprowadzili do wprowadzenia zarządu komisarycznego, co zmusiło właściciela do odejścia. Po nim pojawili się jednak kolejni inwestorzy, równie niekompetentni i krótkowzroczni. Ostatecznie w 2008 r. klub ponownie trafił pod zarząd komisaryczny i tym razem został sprzedany konsorcjum kibicowskiemu, które zarządza Luton Town do dziś.

Od piątej ligi do Premier League – sportowy awans i finansowa rewolucja
Nie oznacza to, że obyło się bez problemów. Na starcie nowych czasów, w 2008 r., Luton Town otrzymało karę minus 30 punktów za przewinienia finansowe poprzednich właścicieli i spadło do piątej ligi, poza strukturami English Football League. Od tego momentu klub regularnie zmieniał poziomy rozgrywkowe. Jeszcze w sezonie 2013/14 grał w piątej lidze, by następnie zaliczyć serię awansów – do League Two, League One, Championship i wreszcie w 2023 r. do upragnionej Premier League.
To właśnie pierwszy sezon na najwyższym poziomie, czyli rozgrywki 2023/24, przeanalizujemy od strony finansowej. Najnowsze dane – za sezon 2024/25 – zostaną opublikowane dopiero za kilka miesięcy. I nie jest to problem. Rok spędzony w Premier League dał Luton Town solidne fundamenty finansowe na kolejne lata. Bez tego kolosalnego zastrzyku gotówki w sezonie 2023/24 trudno byłoby przetrwać to, co przyszło później – dwa spadki z rzędu, najpierw do Championship, a następnie do League One, gdzie „Kapelusznicy” występują dziś.

Finanse Luton Town w sezonie 2023/24 – przychody, koszty i zysk operacyjny
W pierwszym – i jak się okazało jedynym – sezonie w Premier League, Luton Town postawiło na skrajną ostrożność. Klub wydał 27 mln funtów na nowych zawodników oraz 59 mln funtów na ich pensje – w obu przypadkach były to najniższe kwoty w całej lidze. Strategia ta odbiła się jednak sportową czkawką, gdy zespół dotknęła plaga kontuzji.
Z finansowego punktu widzenia przyniosło to jednak spektakularny efekt. Luton Town wypracowało najwyższy w Premier League zysk operacyjny – na poziomie 44 mln funtów. Stało się to mimo obowiązkowych inwestycji w infrastrukturę stadionową oraz najniższych w lidze przychodów, które wyniosły 132 mln funtów. Warto podkreślić, że poza Luton Town tylko jeden klub Premier League zanotował w sezonie 2023/24 dodatni wynik operacyjny. Było to Sheffield United, które – podobnie jak „Kapelusznicy” – również spadło z ligi.
Można zapytać: co z tego, skoro efektem był spadek? Taki był jednak plan. Zysk wypracowany w Premier League oraz tzw. wypłaty spadochronowe, przekazywane w trzech corocznych transzach po około 40 mln funtów, miały wzmocnić klub długoterminowo i umożliwić powrót do elity w lepszej kondycji finansowej. Być może także już z nowym stadionem, którego koszt sięgnął dotąd 30 mln funtów i który ma zostać oddany do użytku na sezon 2028/29.
Uzależnienie od praw telewizyjnych – różnice między Premier League, Championship i League One
Kolejny spadek, tym razem do League One, częściowo pokrzyżował ten scenariusz. Dane za ostatni sezon nie są jeszcze dostępne, ale już sama gra w Championship była dla klubu poważnym finansowym ciosem. Niewielki stadion, relatywnie słaba rozpoznawalność marki oraz ograniczony potencjał marketingowy sprawiają, że Luton Town jest wyjątkowo uzależnione od poziomu rozgrywek, w których występuje.
Wystarczy spojrzeć na dane z sezonu 2023/24. Przychody Luton Town wyniosły 132 mln funtów, wobec zaledwie 18 mln rok wcześniej. Aż 89 proc. tej kwoty stanowiły wpływy z praw do transmisji telewizyjnych, wypłacane przez Premier League. Przychody meczowe sięgnęły 6 mln funtów (wobec około miliona rok wcześniej), a wpływy komercyjne – 9 mln funtów. W każdym z tych obszarów były to najniższe wartości w całej lidze.
Czynnikiem, który pomagał – i nadal ma pomagać – są niskie koszty. W ostatnim raportowanym sezonie, jeszcze na poziomie Premier League, koszty bieżącego utrzymania stadionu pozostawały minimalne. Łączne wydatki na wynagrodzenia pracowników wyniosły 58 mln funtów – kilkukrotnie mniej niż nawet średnia ligowa – co pokazuje, jak daleko idącą dyscyplinę finansową przyjęto kosztem sportowego ryzyka.
Nowy stadion i przyszłość Luton Town – czy powrót do Championship jest kluczowy?
Z uwagi na silną zależność od przychodów z transmisji telewizyjnych, dla klubu zajmującego obecnie dziewiąte miejsce w League One kluczowy jest powrót do Championship. Z Premier League tytułem praw telewizyjnych trafia do klubów ponad 100 mln funtów, z Championship – około 10 mln, natomiast z League One niewiele więcej niż milion. Skala różnic jest kolosalna.
Wpływy meczowe przy obecnym stadionie, mieszczącym około 11 tys. kibiców, trudno będzie istotnie zwiększyć. Składają się na nie sprzedaż biletów i ich ceny, ewentualnie najem lóż VIP oraz organizacja wydarzeń korporacyjnych. Nawet wyraźna poprawa procentowa w tym obszarze nominalnie nie przyniosłaby dużej zmiany. Prawdziwym przełomem może okazać się dopiero przeprowadzka na nowy stadion.
Jego budowa była dotąd finansowana ze środków pozyskanych ze sprzedaży gruntów należących do klubu oraz z wypłat otrzymywanych od Premier League po spadku – przekazywanych w kolejnych latach, by umożliwić klubom dostosowanie się do gwałtownego spadku przychodów. Co dalej, pokaże czas. Każdy kolejny sezon spędzony w League One oznacza jednak dla klubu realny krok w tył pod względem finansowym.
Nie ma jeszcze danych za sezon 2024/25. Najprawdopodobniej – co można będzie zweryfikować po publikacji sprawozdań – klub zakończył go na plusie, choć niewielkim. Stało się to mimo wsparcia finansowego z Premier League oraz wpływów z praw telewizyjnych na poziomie około 10 mln funtów, a nie – jak obecnie – niewiele ponad miliona.
W przypadku klubu, którego właścicielem jest konsorcjum kibiców i drobnych przedsiębiorców, trudno liczyć na szybkie dokapitalizowanie w sytuacji kryzysowej. To oznacza trudny okres. Pozostaje liczyć, że dzięki charakterystycznej dla nich życzliwości i przedsiębiorczości Luton Town – „Kapelusznicy” – zdołają go przetrwać.
Główne wnioski
- Luton Town przetrwało najtrudniejszy okres w swojej historii dzięki determinacji kibiców i zmianie modelu właścicielskiego. Po nieudanych rządach zewnętrznych inwestorów, w tym próbach zmiany nazwy i przeniesienia klubu, sympatycy zorganizowali się, przejęli kontrolę nad zadłużeniem i doprowadzili do wprowadzenia zarządu komisarycznego. Ostatecznie w 2008 r. klub trafił w ręce konsorcjum kibiców, które zarządza nim do dziś. Proces ten odbywał się w warunkach poważnych sankcji sportowych i finansowych, w tym kary 30 punktów i spadku do piątej ligi, poza strukturami EFL.
- Awans do Premier League w sezonie 2023/24 miał kluczowe znaczenie dla stabilności finansowej klubu. Mimo najniższych w lidze wydatków transferowych i płacowych, Luton Town wypracowało najwyższy zysk operacyjny w całych rozgrywkach – 44 mln funtów. Przychody wyniosły 132 mln funtów, z czego 89 proc. stanowiły wpływy z praw telewizyjnych. Klub spłacił również ostatnie zobowiązania finansowe i pozbył się zadłużenia. Dane za sezon 2024/25 nie są jeszcze dostępne, dlatego ocena bieżącej kondycji finansowej opiera się wyłącznie na tym jednym sezonie w elicie.
- Luton Town jest silnie uzależnione od poziomu rozgrywek i związanych z nim wpływów z transmisji. Różnice między Premier League, Championship i League One są wielokrotne, co przy niewielkim stadionie i ograniczonym potencjale komercyjnym ma fundamentalne znaczenie dla budżetu klubu. W sezonie 2023/24 wpływy meczowe i komercyjne należały do najniższych w lidze. Obecna gra w League One oznacza gwałtowny spadek przychodów z praw telewizyjnych. Równolegle klub realizuje projekt budowy nowego stadionu, który finansuje z wcześniejszych wpływów i sprzedaży gruntów, jednak długoterminowa stabilność będzie w dużej mierze zależeć od wyników sportowych i ewentualnego powrotu na wyższy poziom rozgrywkowy.
