Mikropoświadczenia zmieniają studiowanie. „Student sam montuje sobie zajęcia jak z klocków” (WYWIAD)
Żeby nadążyć za rynkiem, Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie, największa uczelnia o tym profilu w Polsce, wchodzi w zupełnie nowy model prowadzenia studiów. Prof. Bernard Ziębicki, rektor UEK, nie wierzy w zapowiedzi, że AI wygryzie jego absolwentów z pracy, bo większość pracuje już na studiach, a rynek wchłania ich niemal w stu procentach. Opowiada też, jak się zmienią studia w najbliższych latach, co warto studiować i dlaczego Polsce grozi patentowanie kreatywne, które jest równie szkodliwe jak kreatywna księgowość.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego rektor uniwersytetu ekonomicznego w Krakowie nie zgadza się z prognozami big techów, które mówią o szybkiej likwidacji zawodów finansowych i ekonomicznych.
- Czym konkuruje UEK i jak wpisuje się w zapotrzebowanie rynku pracy i nowych gałęzi gospodarki w Polsce.
- Kim są „recydywiści w niestudiowaniu” i dlaczego UEK chce się ich pozbyć.
Katarzyna Mokrzycka: Panie profesorze, czy zawód ekonomisty obroni się w świecie AI? Finansiści, ekonomiści, księgowi, analitycy, doradcy finansowi itd. będą jeszcze potrzebni ze swoim wykształceniem, gdy AI będzie coraz sprawniej i szybciej wypełniać, odpowiadać, liczyć, analizować? Twórca czata Claude powiedział niedawno, że w 12 miesięcy sztuczna inteligencja wyeliminuje 50 proc. prawników, specjalistów od finansów i różnych konsultantów.
Prof. Bernard Ziębicki, rektor UEK: Zobaczymy, jak się sprawdzą te prognozy.
Warto wiedzieć
Dr hab. Bernard Ziębicki, prof. UEK
jest rektorem Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie (UEK) w kadencji 2024-2028. Od trzech dekad związany z UEK. Ekspert w zakresie zarządzania, efektywności organizacyjnej i controllingu. Jest członkiem Komitetu Nauk Organizacji i Zarządzania PAN. Od marca 2026 r. zasiada również w Radzie Naukowej Euroregionu Karpackiego.
Jest autorem i współautorem ponad 230 publikacji naukowych w formie monografii, artykułów i materiałów konferencyjnych. Był zaangażowany w ponad 30 projektów badawczo-wdrożeniowych dla praktyki gospodarczej.
Nie wierzy pan w nie?
Nie wierzę. Podobne zapowiedzi słyszeliśmy już dużo wcześniej, między innymi z ust Elona Muska. A rzeczywistość jest nieco inna. Zapotrzebowanie na absolwentów uczelni ekonomicznych, specjalistów z zakresu finansów, rachunkowości, marketingu, zarządzania wciąż rośnie.
Ekonomistę zatrudnię od zaraz
To zapotrzebowanie jest bardzo duże w Krakowie, ale też generalnie w Polsce i na świecie. Nasi absolwenci nie mają żadnych problemów ze znalezieniem pracy. Najlepszym tego dowodem jest utrzymujące się zainteresowanie naszymi studiami. Liczba chętnych stale rośnie. U nas nie widać choćby zapowiedzi nadchodzącego niżu demograficznego. Rozpoczęliśmy ten rok akademicki z liczbą 17,4 tys. studentów. O przyjęcie na studia po maturze ubiegało się 14,2 tys. kandydatów na 6 tys. wolnych miejsc. Jesteśmy największą uczelnią ekonomiczną w Polsce, a i tak musieliśmy odprawić z kwitkiem prawie 8 tys. chętnych.
Wychodzimy też poza programy dotyczące stricte ekonomii, finansów, rachunkowości, zarządzania. Jesteśmy dziś uczelnią kształcenia społecznego. Większość naszych studentów już w trakcie studiów znajduje pracę.
Liczba chętnych stale rośnie. O przyjęcie na studia ubiegało się 14,2 tys. osób. Jesteśmy największą uczelnią ekonomiczną w Polsce, a i tak musieliśmy odprawić z kwitkiem prawie 8 tys. chętnych.
A to nie wynika głównie z tego, że Kraków jest zagłębiem centrów usług wspólnych? Dopóki te firmy tu działają, to problemu z pracą nie ma. Ale jak jedna czy druga wyniesie się do Indii? Zrobi się potężny problem z dnia na dzień, bo ta branża to główny pracodawca.
Ale one się nie wynoszą. A nawet pojawiają się nowe – w ubiegłym roku tuż za naszym płotem swój oddział uruchomił Rolls Royce. W Krakowie w usługach biznesowych pracuje 120 tys. ludzi na 500 tys. osób w wieku produkcyjnym. Jeżeli dodamy do tego wszystkie służby ekonomiczne – finansistów, księgowych, bankowców, marketerów itp., to okaże się, że połowa zatrudnionych w Krakowie to specjaliści związani właśnie z ekonomią.
AI dało młodym ekonomistom lepszą pracę
I nie widzi pan ryzyka w tym rozroście jednej branży w czasach AI, która może przejąć część zadań od ludzi?
Nie widzę ryzyka, bo to nie jest jedna branża – firmy usługowe zatrudniające różnych specjalistów z dziedziny ekonomii pracują na rzecz różnych branż. To dzięki sektorowi usług biznesowych Kraków ma najwyższe średnie wynagrodzenia w Polsce.
Co więcej, pozytywnie postrzegam automatyzację i procesy oparte na AI. Jeszcze kilkanaście lat temu nasi absolwenci często byli zatrudniani do realizacji prostych prac w ramach procesów biznesowych, potocznie określanych często jako wklepywanie faktur. To było marnowanie potencjału tych osób, bo one były przez nas przygotowywane do bardziej wymagających zajęć. Teraz absolwenci wykonują pracę zdecydowanie bardziej złożoną, w większym stopniu wykorzystującą ich kompetencje i przygotowanie.
Jeszcze kilkanaście lat temu nasi absolwenci często byli zatrudniani do realizacji prostych prac w ramach procesów biznesowych, określanych jako wklepywanie faktur. To było marnowanie potencjału tych osób. Teraz absolwenci wykonują pracę zdecydowanie bardziej złożoną.
Ponadto sektor bankowy jest objęty bardzo dużymi ograniczeniami w zakresie wykorzystywania AI. Banki nie mogą korzystać ze sztucznej inteligencji w swoich procesach analitycznych czy decyzyjnych.
Na wasze szczęście.
Może. Na pewno na szczęście tych banków.
Koniec ery studiowania, pora na mikrokursy
Czy dostrzega pan, że mimo dużego zainteresowania młodzieży trochę się wyczerpuje formuła studiowania, jaką powszechnie znamy? Wykłady, ćwiczenia, notatki, godziny słuchania w ławkach, egzamin i od nowa. Studenci często sygnalizują, że ten tryb nie przystaje dziś ani do ich potrzeb, ani do zmian na świecie.
W pełni się zgadzam, że tradycyjna formuła studiów ulega wyczerpaniu. Dziś trzeba być elastycznym, podążać za oczekiwaniami rynku, ale także samych studentów. Zmieniać formy dotarcia do nich, stwarzać im nowe możliwości.
Wdrożyliśmy w tym roku nowy europejski model zdobywania wiedzy i zawodu – to tzw. mikropoświadczenia. Jesteśmy w Polsce jednym z prekursorów tego rozwiązania.
System mikropoświadczeń sprowadza się do indywidualnego toku studiowania, kreowanego w dużym stopniu przez studenta. Zdobycie wykształcenia w określonym kierunku i profilu może być pochodną ukończenia wielu kursów na wielu różnych uczelniach. Jeden kurs i egzamin na politechnice, inny na UEK, a jeszcze inny na przykład na AGH. Każdy ukończony kurs pozwala pobrać mikropoświadczenie kompetencji. Suma mikropoświadczeń daje studentowi poziom kompetencji wpisujący się w profil określonego kierunku czy określonej specjalizacji.
Tradycyjna formuła studiów ulega wyczerpaniu. Dziś trzeba podążać za oczekiwaniami rynku i studentów. Wdrożyliśmy w tym roku nowy europejski model zdobywania wiedzy i zawodu – mikropoświadczenia. Jesteśmy w Polsce jednym z prekursorów tego rozwiązania.
Kto mu wystawia dyplom ukończenia studiów?
Dyplom wystawia uczelnia, w której student rozpoczął proces kształcenia i realizację ścieżki w oparciu o mikropoświadczenia. Inaczej mówiąc: gdzieś się trzeba na studia zapisać i ta uczelnia na koniec wystawia dyplom. Ale po drodze student sam montuje sobie zajęcia, jak z klocków.
I my, i inne uczelnie, wdrażamy się dopiero w to rozwiązanie, ale będziemy je bardzo rozwijać w najbliższych latach. To jest właśnie ten elastyczny model, w którym student sam może sobie kształtować te umiejętności, które uzna za ważne dla swojej przyszłej kariery.
Kształcenie w trybie indywidualnym uczelnie realizują od dawna. System mikropoświadczeń wprowadza natomiast możliwość zdobywania kompetencji równolegle na różnych uczelniach w Europie. Dla uzyskania tytułu zawodowego na danym kierunku wymagany jest określony układ kompetencji. Jeżeli przez mikropoświadczenia student spełni te wymagania, to uzyskuje prawo do dyplomu.
Praca na studiach otwiera kariery
Co was wyróżnia i przyciąga studentów?
Umożliwiamy studentom – również na studiach stacjonarnych, szczególnie na wyższych latach – łączenie studiów ze zdobywaniem doświadczenia w biznesie. To jest bardzo duży atut naszej uczelni.
Często o swoich potrzebach co do kwalifikacji przyszłych pracowników rozmawiają z nami np. prezesi banków. Zawsze podkreślają, że ci, którzy zaczynają pracę dopiero po studiach, są już mocno spóźnieni ze startem kariery. Oni wyłapują talenty już w trakcie studiów, a często nawet zaraz po szkole średniej. Doceniają to, że nasza uczelnia stwarza możliwości, aby łączyć studia z pracą.
Ilu studentów UEK równocześnie pracuje?
90 proc., może nawet trochę więcej. Kształcenie kadr dla biznesu to jest główny filar naszej działalności.
Monitorujecie również losy absolwentów? Jak wielu spośród tych pracujących studentów później rozwija się w firmach, w których pracowali na studiach?
Monitorujemy losy absolwentów. Rozwijamy system w tym zakresie. To, co wiem na pewno, to że znikomy odsetek ma jakieś problemy ze znalezieniem pracy, na poziomie błędu statystycznego. My traktujemy sytuację jako problemową, gdy absolwent do pół roku po skończeniu studiów nie jest w stanie znaleźć pracy. Zwykle te osoby, które już w trakcie studiów mają pracę, po skończeniu studiów tylko rozszerzają jej wymiar.
Umożliwiamy studentom łączenie studiów ze zdobywaniem doświadczenia w biznesie. 90 proc. pracuje już w trakcie studiów.
A jak często wasi studenci zakładają firmy i „idą na swoje”? Zbieracie takie dane?
Przedsiębiorczość wśród naszych absolwentów jest bardzo duża, ale nie mam statystyk, ile osób założyło własną firmę. Docierają do nas różne przykłady. Niedawno mieliśmy obronę pracy magisterskiej studenta, który pisał o jakości produktów spożywczych. W trakcie studiów sam założył browar, który się znakomicie rozwija.
Recydywiści w niestudiowaniu
Plagą stały się w Polsce tzw. drop–outy, czyli rzucanie studiów. Czy u was problem drop outów nie wynika przypadkiem z tego, że studenci rzucają studia dla pracy? Jaki odsetek studentów UEK odchodzi?
Zjawisko drop outów jest faktycznie problemem wszystkich polskich uczelni publicznych. Nie łączyłbym go jednak z tym że studenci pracują.
Odsetek drop outów to u nas średnio około 35 proc. W mojej ocenie to zjawisko jest związane z łatwością w zmienianiu studiów, w podejmowaniu ich po raz kolejny właściwie bez ograniczeń. Rzucają, bo mogą w każdej chwili wrócić i zacząć od nowa. Przepływy studentów między uczelniami i kierunkami są praktycznie nieograniczone. Mamy zidentyfikowane osoby, które rozpoczynają studia trzeci, a nawet czwarty raz. Nazwaliśmy ich recydywistami w niestudiowaniu.
Na przykład po licencjacie zaczynają studia II stopnia dlatego, że dzięki temu mają status studenta – np. uprawnienia do ulg studenckich. Dostają legitymację, po czym w ogóle studiów nie podejmują. Jest to problem, ale my nie możemy tych osób zablokować. Teoretycznie to wartościowi kandydaci, bo spełniają wymagania. Mają więc prawo wrócić na studia. My im wystawiamy legitymację, po czym ślad po nich znika. Po zakończeniu semestru uczelnia wykreśla ich z listy studentów. Ale przy kolejnym przyjęciu nie ma możliwości odmówić im ponownego zapisania się na studia.
Odsetek drop outów to u nas średnio około 35 proc. W mojej ocenie to zjawisko jest związane z łatwością w zmienianiu studiów, w podejmowaniu ich po raz kolejny właściwie bez ograniczeń.
Podobnie jak inne uczelnie, staramy się przeciwdziałać temu zjawisku, bo jest destabilizujące dla uczelni. Ministerstwo też się nad tym pochyliło i w tym roku uruchomiło specjalny program wsparcia dla budowania różnych mechanizmów przeciwdziałania drop outom. Pozyskaliśmy na to grant 5 mln zł.
Skoro student ma prawo zaczynać studia tyle razy, ile chce, to jak przeciwdziałać takiemu zjawisku? Zapłacić mu, żeby nie odchodził, czy żeby nie wracał?
Jeszcze nie wiem, trzeba rozpocząć od diagnozy przyczyn. Sami chcemy się dowiedzieć, czy są jakieś racjonalne powody, że studenci rzucają studia. Jesteśmy w trakcie projektu, zbieramy dane. Pewnie i tak nie wyeliminujemy całkowicie drop outów, ale jeżeli je ograniczymy, to już będzie sukces. Na razie wiemy, że te kierunki, gdzie trudniej jest się dostać, mają mniejszy drop out niż te, gdzie rekrutacja jest łatwiejsza.
Mamy takie sytuacje, że jedna osoba rekrutuje się na kilka, a nawet kilkanaście kierunków jednocześnie. Jedyny próg to opłata rekrutacyjna w wysokości 85 zł, która nie wzrosła od 14 lat. Zawnioskowaliśmy do ministerstwa o jej podniesienie. To w zasadzie jedyny próg w rekrutacji więc warto by było ustalić kwotę, która każe się kandydatowi zastanowić, co naprawdę chce studiować.
Studia lekarskie jak wirus
Powiedział pan wcześniej, że jesteście uczelnią kształcenia społecznego i wychodzicie poza tematykę czysto ekonomiczną. W ramach takiej interdyscyplinarności Politechnika Wrocławska uruchomiła u siebie medycynę. Pan też zmierza w tym kierunku na UEK?
Kształcimy ekonomistów, którzy mają pojęcie o świecie, uniwersalne podejście i elastyczne umiejętności. Znajdą zatrudnienie w różnych zawodach związanych z biznesem, z gospodarką, z różnymi procesami zachodzącymi w państwie. Ale uważam, że tworzenie kierunków medycznych, gdzie popadnie – w tym na politechnice – jest absurdalne. Uczelnie techniczne nie są w stanie kształcić kompetentnych lekarzy. Nie wystarczy mieć kierunek medyczny, żeby przygotowywać profesjonalistów.
Nie zgadzam się też z retoryką, że politechnika tworzy kierunek medyczny, bo chce być interdyscyplinarna. Tworzy kierunek medyczny, bo na ten kierunek ma szanse na wysokie dofinansowanie, w tym z KPO. Uczelnia, która uruchamia medycynę poprawia swoją sytuację finansową.
To jest ogromna ułomność ustawy o szkolnictwie wyższym. Zarządzanie tym sektorem polega na tym, że pojawiają się okresowo pewne priorytety. Teraz jednym z priorytetów jest kształcenie medyczne. W efekcie główne środki na rozwój uczelni wyższych, jakie były w KPO, dotyczyły kształcenia medycznego: na budowę laboratoriów, budowę akademików, sale wykładowe, na uruchamianie nowych kierunków. Natomiast dla takiej uczelni jak nasza w KPO w zasadzie nie było żadnych środków bezzwrotnych. Co najwyżej jakieś pożyczki.
To spowodowało, że kierunki medyczne obecnie tworzone są praktycznie w każdym mieście powiatowym. Medycynę mamy już w Nowym Targu, Nowym Sączu, Tarnowie, Kielcach i Radomiu. Uważam, że to jest niewłaściwy kierunek. To ułomność naszej polityki w zakresie rozwoju uczelni wyższych.
Kierunki, których chce rynek
UEK nie powiększa zakresu swoich dyscyplin?
W tegorocznej ewaluacji uczelni przedstawiliśmy do oceny siedem dyscyplin naukowych – najwięcej spośród uczelni ekonomicznych. Wśród nich dwie nowe: informatykę w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych oraz nauki o kulturze i religii w dziedzinie nauk humanistycznych.
Panie profesorze, mówił pan przed chwilą, że wprowadzanie medycyny na politechniki nie ma sensu, a wprowadzenie religioznawstwa do Uniwersytetu Ekonomicznego ma?
To nie religioznawstwo, lecz nauki o kulturze i religii. Ta dyscyplina związana jest z wymogiem ustawowym, który nakłada na wszystkie kierunki studiów wprowadzanie elementów kształcenia humanistycznego. Wśród naszych badaczy mamy też grupę osób związanych z dziedziną nauk humanistycznych – filozofów, kulturoznawców. Ci badacze także potrzebują znaleźć przestrzeń do rozwoju naukowego. Poza tym aspekty kulturoznawstwa są bardzo istotne z perspektywy rozwoju turystyki, a program Turystyka i rekreacja to jeden z bardziej popularnych programów na naszej uczelni.
Czy macie w planach jakieś nowe kierunki związane z potrzebami nowych albo rozwijających się sektorów w gospodarce?
Dużej przestrzeni do tworzenia nowych kierunków już u nas nie ma, bo wypełniamy w zasadzie zapotrzebowanie rynku. Mamy największą ofertę programową na pierwszym stopniu studiów spośród wszystkich uczelni ekonomicznych – 34 kierunki. Na drugim stopniu studiów mamy ponad 40 kierunków. W tym roku zlikwidowaliśmy też trzy kierunki, które cieszyły się najmniejszym zainteresowaniem.
Pojawiają się natomiast nowe wyzwania, na które odpowiadamy. Przed rokiem uruchomiliśmy nowy kierunek: inżynieria i zarządzanie w energetyce jądrowej. To kierunek międzyuczelniany – robimy to wspólnie z AGH i Politechniką Krakowską. Zwróciła się o to spółka Polskie Elektrownie Jądrowe, dostrzegając ogromny niedobór kadr dla tego sektora.
Na studiach podyplomowych też mamy nowy kierunek – dotyczy oszustw bankowych i cieszy się bardzo dużym zainteresowaniem pracowników banku. Przywiązujemy dużą uwagę do tego, żeby na kierunkach podyplomowych wykładało jak najwięcej praktyków. Eksperci z rynku to minimum 50 proc. Mamy jeden taki kierunek, gdzie są to sami praktycy.
Lista czasopism. „Dużo obietnic słyszałem”
Stawiacie duży nacisk na współpracę z rynkiem pracy przez całe studia. Działalność badawczo-naukowa jest dla was mniej ważna niż na przykład dla szkół humanistycznych?
Badania naukowe są ważne, przekładają się na ewaluację, a dalej na możliwość przyznawania stopni naukowych. Obecnie prowadzimy badania w siedmiu dyscyplinach naukowych. Uczelnie ekonomiczne nie są jednak stricte uczelniami badawczymi. Badamy zjawiska społeczne, lokalne. Bazujemy na wynikach dotyczących Polski i trudno się z tym przebić do czasopism międzynarodowych. Siłą rzeczy nie możemy więc konkurować liczbą publikacji zagranicznych w renomowanych czasopismach naukowych z uczelniami technicznymi czy klasycznymi uniwersytetami.
Powinien pan być więc zadowolony z nowego pomysłu na listę punktowanych wydawnictw ministerstwa nauki. Resort zapowiada, że zamierza zaoferować miejsca, gdzie polska nauka, po polsku, także będzie mogła pokazać, co wypracowuje. To dla pana ważne?
Poczekajmy na efekt końcowy. 30 lat pracuję na uczelni i dużo obietnic słyszałem, a później różnie to wygląda. Sporo też było pomysłów, co do listy czasopism. Wszystkie obiecujące. Listy nadal nie ma.
Patentowanie kreatywne nie zwiększy innowacyjności
A jak pan ocenia z perspektywy uczelni ekonomicznej pomysły na zwiększenie roli uczelnianych patentów w ocenie szkół wyższych? Sektor nauki naciska na większą kontrybucję dla gospodarki. Czy uniwersytet ekonomiczny jest w stanie pod tym względem konkurować z politechniką?
Patenty to jest w gospodarce ważna rzecz. Ale patentować można różne rzeczy i bardzo różna może być jakość patentów. Jeżeli to przez patenty uczelnie będą uzyskiwać wyższe oceny i w rezultacie wyższą subwencję finansową, to pojawi się element kreatywnego patentowania. Tak samo zły, jak kreatywna księgowość. Zacznie się patentowanie wszystkiego. Albo, mówiąc wprost, patentowanie byle czego.
A gdyby rozliczenie i ocena dotyczyły nie samego posiadania patentu, lecz jego wdrożenia na rynku?
To byłoby może bardziej uzasadnione, ale nadal nie uwzględniałoby specyfiki różnych uczelni. Uczelni publicznych jest ponad 100, a wśród nich są uczelnie artystyczne, humanistyczne, ekonomiczne, medyczne, techniczne. Uniwersytet ekonomiczny nie ma dużego potencjału do kreowania patentów, a z pewnością nie tak dużego jak uczelnie techniczne.
Co ważne, potencjał nie gwarantuje efektów. Po 2019 r. nastąpiło przekierowanie środków dla nauk technicznych. Miało na celu zwiększenie poziomu innowacyjności naszej gospodarki przez opracowywanie nowych produktów i rozwiązań technologicznych. Czy zatem innowacyjność wzrosła? Nie. Innowacyjność polskiej gospodarki jest w stagnacji, a nawet powiedziałbym, że w regresie. Nasza gospodarka nie jest gospodarką innowacyjną.
Po 2019 r. nastąpiło przekierowanie środków dla nauk technicznych. Miało na celu zwiększenie poziomu innowacyjności naszej gospodarki przez opracowywanie nowych produktów i rozwiązań technologicznych. Czy zatem innowacyjność wzrosła? Nie. Nasza gospodarka nie jest gospodarką innowacyjną.
W Polsce natomiast głównym obszarem kreowania wartości ekonomicznej dodanej są usługi, w tym usługi biznesowe i finansowe. Nie zapominajmy o tym. I to jest ten wkład do gospodarki, który kreują uczelnie ekonomiczne. To nasi absolwenci pracują w usługach i tworzą nowoczesne usługi w finansach, ubezpieczeniach, handlu, transporcie itp.
Jest to jednak obszar, gdzie trudniej wykazać się określoną innowacyjnością, zwłaszcza gdy się ją postrzega przez pryzmat produktów i technologii produkcji. UEK bezpośrednio nie jest więc kreatorem innowacji, ale poprawia innowacyjność polskiej gospodarki przez wsparcie rozwoju biznesu.
Główne wnioski
- Zawody ekonomiczne obronią się przed AI: Prof. Ziębicki, rektor Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, nie wierzy w prognozy o masowej eliminacji ekonomistów, finansistów i analityków przez sztuczną inteligencję. Popyt na absolwentów uczelni ekonomicznych rośnie, przekonuje rektor. Absolwenci UEK nie mają żadnych problemów z pracą. Kraków pozostaje silnym centrum usług biznesowych i finansowych, co generuje najwyższe wynagrodzenia w Polsce. AI i automatyzacja uwalniają ludzi od rutynowych zadań, pozwalając skupić się nawet młodym pracownikom bez wielkiego doświadczenia na bardziej złożonej, wartościowej pracy.
- Zmiana modelu studiowania w stronę gromadzenia potrzebnych umiejętności: Tradycyjny model studiów (wykłady + egzaminy) się wyczerpuje, uważa nasz rozmówca. UEK wprowadza mikropoświadczenia – to model, w którym studenci sami komponują ścieżkę edukacyjną, łącząc kursy z różnych uczelni. 90 proc. studentów pracuje już w trakcie studiów, co rektor uznaje za kluczową przewagę konkurencyjną na rynku pracy. Uczelnia mocno współpracuje z biznesem i stawia na praktyczną stronę wykształcenia.
- O polityce dla szkolnictwa wyższego: Rektor UEK uważa, że uczelnie ekonomiczne realnie wspierają gospodarkę przez kształcenie kadr dla usług i biznesu – obszaru, w którym Polska tworzy największą wartość dodaną, ale nie są za to doceniane. Narzeka na brak realnego wsparcia finansowego dla takich uczelni i biurokratyczne absurdy. Jednym z nich jest dofinansowanie dla uczelni, które bez zaplecza dydaktycznego tworzą kierunki medyczne. Krytykuje także przepisy, które pozwalają wielokrotnie podejmować studia bez zamiaru studiowania. Tzw. drop outy destabilizują bowiem uczelnie.


