Nadchodzi OKI. Raport: polska giełda otrzyma gigantyczne paliwo do wzrostów
Ponad 100 mld zł aktywów w trzy lata i 2,1 mln klientów. Takie efekty może przynieść uruchomienie Osobistych Kont Inwestycyjnych, które mają zachęcić Polaków do przenoszenia oszczędności z kont bankowych na rynek kapitałowy. Wszystko wskazuje na to, że OKI ruszą 1 stycznia 2027 r.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego szanse na wejście w życie OKI od 1 stycznia 2027 r. są naprawdę spore.
- Jakie korzyści z OKI płyną dla osób chcących oszczędzać i inwestować pieniądze.
- Jak to może przełożyć się na napływ nowych środków na polski rynek kapitałowy, a w szczególności na Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie.
Rządowy projekt ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych na początku lipca został przegłosowany przez sejm, a senat nie wniósł do niej żadnych poprawek i projekt powołujący OKI czeka już tylko na podpis prezydenta.
Karol Nawrocki ma na to czas do 17 sierpnia i – na co ma wskazywać m.in. wynik głosowania w sejmie, gdzie przeciw ustawie głosowało właściwie tylko koło Razem – tym razem powinien skłonić się do złożenia podpisu.
OKI jest tak zaprojektowane, aby klienci inwestowali w Polsce
Oznacza to, że już prawie na pewno od 1 stycznia 2027 r. Polacy będą mieli możliwość posiadania Osobistego Konta Inwestycyjnego (OKI).
OKI to typowy no-brainer, przynajmniej jeśli ktoś planuje inwestować w Polsce pieniądze do 100 tys. zł. 100 tys. zł to limit, do którego w ten sposób zainwestowane pieniądze będą całkowicie zwolnione z podatku dochodowego.
Ponadto zwolnienie od podatku aktywów zgromadzonych na OKI dotyczyć ma tylko środków nominowanych w złotych, co ma w szczególności być zachętą, aby lokować je w akcjach polskich spółek.
Między innymi dlatego wszyscy zgromadzeni w czwartek w siedzibie GPW goście, na czele z ministrem finansów Andrzejem Domańskim, który jest pomysłodawcą OKI, nie mieli wątpliwości, że OKI stanie się katalizatorem napływu pieniędzy na polską giełdę. Kwestią do ustalenia pozostaje, jak bardzo fala napływowa będzie silna i czy trend się utrzyma.
Dla samego ministra finansów OKI ma być częścią szerszej wizji, która ma wzmocnić polski rynek kapitałowy i dać nam solidne podstawy dla kolejnych dekad gospodarczego wzrostu.
– Obecne rekordy polskiej giełdy powinny być punktem wyjścia do postawienia pytania, jaką chcemy Polskę za 10-20 lat – mówił minister finansów Andrzej Domański na prezentacji raportu BM PKO o wpływie OKI na polski rynek akcyjny w siedzibie GPW w Warszawie.
Raport BM PKO: ok. 7 mld zł napływu kapitału rocznie już w okolicach 2030 r.
BM PKO szacuje, że w pierwszym roku funkcjonowania OKI konto może otworzyć 800 tys. osób, a w kolejnym liczba kont może się podwoić do 1,6 mln. Po trzech latach liczba kont może wynieść 2,1 mln, a po pięciu latach – 2,8 mln.
Według prognoz BM PKO w 2027 r. przepływy do OKI mogą wynieść 24 mld zł, rok później może to być 39 mld zł, z kolei 38,4 mld zł w 2029 r.
Łączna wartość aktywów, które zostaną zgromadzone na OKI w ciągu trzech lat, może wynieść ponad 100 mld zł, a po pięciu latach – ponad 200 mld zł.
Analitycy BM PKO BP nie mają wątpliwości, że część tych pieniędzy będą stanowiły środki przesunięte z innych sposobów oszczędzania, np. z lokat w bankach, które są objęte podatkiem Belki. Ten efekt będzie jednak ograniczony ze względu na niższy limit środków zwolnionych od podatku (25 tys. zł) dla pieniędzy trzymanych na OKI na zwykłych lokatach czy w obligacjach.
Poza tym, według szacunków BM PKO, o ile na początku posiadacze OKI będą wybierać bardziej bezpieczne inwestycje, takie jak obligacje, z czasem będą coraz więcej inwestować w akcje.
Jeśli chodzi o zupełnie nowe pieniądze, które wcześniej zalegały na kontach Polaków, OKI już w okolicach 2030 r. ma generować napływ kapitału netto rzędu 7 mld zł rocznie, z czego kilka miliardów (ok. jednej trzeciej) będzie lokowanych w akcjach krajowych.
To ma sprawić, jak podano w raporcie, że „OKI w połączeniu z innymi produktami regularnego oszczędzania będą wspierać rozpoczęty już trend napływu lokalnych środków do akcji polskich”.
Na tle UE jesteśmy biedniejsi i nie inwestujemy w akcje. To też jednak oznacza duży potencjał wzrostowy
Jesteśmy krajem relatywnie biedniejszym niż takie kraje wysoko rozwinięte jak Szwecja, gdzie jest podobny do OKI produkt, na którym twórcy OKI – czego zresztą nie ukrywają – wzorowali się (Investeringssparkonto, czyli ISK). Jesteśmy też narodem znacznie bardziej sceptycznie nastawionym do giełdy. W Szwecji, znajdującej się pod tym względem wśród liderów w Unii Europejskiej, środki na giełdzie posiada ok. połowa dorosłych obywateli, podczas gdy w Polsce jest to ok. 4 proc.
Według danych Eurostatu pod względem naszych zdolności do oszczędzania zajmujemy też odległe miejsce w Unii Europejskiej. Jesteśmy w stanie oszczędzić (stopa oszczędności) 9,55 proc. swojego dochodu (dane za I kwartał 2026 r.), gdy średnia dla UE wyniosła 14,1 proc., a dla strefy euro 14,3 proc.
Stopa inwestycji gospodarstw domowych w Polsce (ile przeznaczamy na inwestycje) to z kolei 5,37 proc., również znacząco poniżej średniej unijnej (8,2 proc.) i średniej dla strefy euro (8,5 proc.).
Kapitalizacja spółek notowanych na GPW także jest relatywnie niska w stosunku do PKB. W Polsce po ostatniej hossie wynosi nieco ponad 30 proc., jednak średnia unijna przekracza 50 proc., w USA znacznie przekracza poziom 200 proc.
Te słabości, jak wskazywano na czwartkowym spotkaniu w GPW, można też jednak interpretować jako atut. Mamy wciąż sporą przestrzeń do wzrostów.
Powyżej limitu 100 tys. zł OKI też może się opłacać
Powyżej 100 tys. zł również można czerpać korzyści z trzymania pieniędzy na OKI, jednak nie jest to już tak jednoznaczne. Pieniądze te będą bowiem objęte opłatą liczoną od wartości aktywów. Wyniesie ona 19 proc. stopy referencyjnej NBP, obowiązującej od 31 października poprzedniego roku, ale minimum 0,1 proc.
W pierwszym roku działania OKI, a więc w 2027 r., stawka podatku od aktywów powyżej 100 tys. zł ma wynieść 0,85 proc.
Takie rozwiązanie również ma promować inwestowanie w akcje, które statystycznie w przyjętym dłuższym okresie zwykle generują wyższą stopę zwrotu niż obligacje, lokaty czy konta oszczędnościowe. Tymczasem w przypadku tych mniej ryzykownych form oszczędzania i tak zapłacilibyśmy mniej więcej tyle samo podatku Belki, co zapłacimy w przypadku trzymania ich na OKI.
Diabeł tkwi jednak w szczegółach. W przypadku OKI jest nim fakt, że opłata jest naliczana od zgromadzonych środków (ponad 100 tys. zł), a nie od zysków. Zostanie więc pobrana także w latach, gdy nasze inwestycje przyniosą stratę.
Główne wnioski
- OKI mają szansę stać się masowym produktem inwestycyjnym. Według prognoz BM PKO już w pierwszym roku funkcjonowania konto może otworzyć 800 tys. osób, a po trzech latach liczba klientów może wzrosnąć do 2,1 mln a OKI mogą szybko stać się jednym z najpopularniejszych narzędzi długoterminowego oszczędzania w Polsce.
- OKI mogą znacząco zwiększyć napływ funduszy na polski rynek kapitałowy. W pierwszych trzech latach na kontach może zostać zgromadzone ponad 100 mld zł, a spora część tych pieniędzy na pewno trafi na polską giełdę.
- Polska ogólnie ma duży potencjał wzrostu inwestycji indywidualnych. W porównaniu z rozwiniętymi rynkami, takimi jak Szwecja, Polacy nadal relatywnie mało inwestują i oszczędzają na rynku kapitałowym. Ta słabość może być jednocześnie szansą, ponieważ przestrzeń do wzrostu liczby inwestorów i wartości inwestycji wciąż pozostaje bardzo duża.




