Wrocław przyciąga cudzoziemców jak żadne inne duże miasto. GUS pokazał nowe dane
38,8 mln osób przebywających w Polsce
GUS pokazał dziś na briefingu prasowym nowe, eksperymentalne dane dotyczące osób przebywających w Polsce. Mają one charakter wstępny i oparte są na administracyjnych źródłach danych. Populacja w badaniu określona jest na podstawie numerów PESEL, aktywności w źródłach MF, ZUS, NFZ czy KRUS a także mających potwierdzone miejsce przebywania na terenie Polski w dniu 31 grudnia danego roku.
Według stanu za ten dzień w 2025 r. w Polsce przebywało 38,8 mln osób. Było to o ok. 40 tys. osób więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. Cudzoziemcy stanowili 2,3 mln osób (niespełna 6 proc.). Gdyby nie zwiększenie się ich liczby w ciągu roku (o ok. 215 tys. osób), to liczba osób przebywających w Polsce by spadła.
Niemal 2,2 mln osób w Warszawie
GUS przedstawił również dane dotyczące osób przebywających w miastach wojewódzkich. Ukazane są one na tytułowym wykresie. W Warszawie na koniec 2025 r. przebywało blisko 2,1 mln osób. Kolejne miejsca zajmują Kraków (ok. 900 tys. osób), Wrocław (ok. 790 tys.), Łódź (ok. 700 tys.) a pierwszą piątkę zamyka Poznań (ok. 590 tys.).
Ponadto, GUS rozbił osoby przebywające w danym mieście na obywateli Polski i cudzoziemców. W kategoriach absolutnych najwięcej obcokrajowców mieszka w Warszawie (ok. 300 tys.), Wrocławiu (150 tys.) oraz Krakowie (100 tys.). Występuje silna nadreprezentacja cudzoziemców w miastach wojewódzkich. Choć zamieszkiwało je ok. 20 proc. wszystkich osób przebywających w Polsce, skupiało ono aż 40 proc. ogółu obcokrajowców.
Większy udział cudzoziemców w zamożniejszych miastach...
Ale różne miasta charakteryzują się odmiennym udziałem proc. cudzoziemców wśród wszystkich osób przebywających w nich. Największy jest on we Wrocławiu i sięga niemal 20 proc. Wysoki jest także w Warszawie (14,5 proc.), Szczecinie, Gorzowie Wlkp. oraz Poznaniu (ok. 13 proc.). Najniższy zaś w Kielcach i Olsztynie (4 proc.) a także na tzw. ścianie wschodniej (Lublin, Białystok oraz Rzeszów).
Na powyższym wykresie staram się wyjaśnić ten wzór migracyjny. Po pierwsze, udział cudzoziemców jest wyższy w zamożniejszych miastach. Tu przybliżam potencjał ekonomiczny miast średnim dochodem na podatnika wykazanym na najpopularniejszym formularzu PIT-37. Relacja ta nie zależy wyłącznie od Warszawy – po usunięciu stolicy ze zbioru danych pozytywna zależność wciąż się utrzymuje. To wydaje się dość naturalnie – skoro i tak migruje się często na ogromne odległości, to od razu można wybrać to miasto, w którym potencjalne zarobki będą wyższe.
...wyjątkowość Wrocławia i Szczecina
Druga zależność widoczna na wykresie jest jeszcze ciekawsza. Najwyższy udział cudzoziemców – biorąc pod uwagę potencjał ekonomiczny – jest w tych miastach, które znalazły się w składzie Polski po 1945 r. a nie należały do żadnych z zaborów. To nie tylko przypadek Wrocławia, ale także Szczecina czy Gorzowa Wielkopolskiego. Choć to właśnie stolica Dolnego Śląska jest obserwacją, która najbardziej odstaje.
Powodów jest potencjalnie kilka i wymagałyby głębszego zbadania. Pierwsza fala migracyjna (po aneksji Krymu) przypadła na okres silnej ekspansji gospodarczej Wrocławia i okolic. Tereny te oferowały dużą liczbę miejsc pracy niewymagających perfekcyjnej znajomości języka polskiego: w produkcji, logistyce, budownictwie czy transporcie. Struktura gospodarki zatem była bardziej sprzyjająca osiedlaniu się niż np. ta w Warszawie, gdzie relatywnie bardziej istotne są administracja i usługi profesjonalne.
Po agresji Rosji na Ukrainę pojawił się efekt tzw. sieci migracyjnych. Migranci rzadko wybierają miejsce całkowicie losowo. Wręcz przeciwnie – opierają się na sieciach kontaktów, które mogą ułatwić start w nowym kraju (polecenie pracy, pomoc w formalnościach, mieszkania). A zatem wcześniejsza liczna diaspora ukraińska we Wrocławiu spowodowała efekt kuli śnieżnej.
Są też potencjalnie istotne czynniki kulturowe. Rodzice lub dziadkowie mieszkańców Wrocławia czy Szczecina często byli przybyszami z różnych części Polski (zwłaszcza z Kresów), więc migracja i napływ nowych mieszkańców były czymś bardziej „normalnym" niż w regionach o wielowiekowej ciągłości osadniczej. A zatem mieszkańców tych terenów może charakteryzować większa otwartość na nowych przybyszów. Istotną rolę może odgrywać także bliskość geograficzna Niemiec i Czech.
Nowe, lepsze dane od 2028 r.
Na koniec warto wrócić do głównego tematu konferencji GUS. Dane dotyczące liczby rezydentów lub mieszkańców Polski stanowią źródło kontrowersji. Różne dane wpływają chociażby na wysokość PKB per capita Polski, o czym przekonaliśmy się porównując dane Eurostatu oraz MFW.
Od 1 stycznia 2028 r. wejdzie w życie rozporządzenie zmieniające zasady statystyki dotyczące określania ludności. W dużej mierze mają one opierać się właśnie na danych administracyjnych. GUS, przygotowując się do wdrożenia prawa, pokazał dziś wyniki cząstkowe. A zatem możemy mieć nadzieję, że już w niedalekiej przyszłości będziemy dysponowali bardziej rzetelnymi i jakościowymi danymi na temat mieszkańców Polski.