NBA zmieniła zasady draftu. Czy przegrywanie nareszcie przestanie się opłacać?
NBA dokonała reformy draftu. W efekcie szanse trzech najsłabszych drużyn na pierwszy wybór spadły z 14 do 5,4 proc. Czy to oznacza, że zjawisko tankowania nareszcie zniknie? Analizujemy prawdopodobieństwa i sprawdzamy scenariusze.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak nowe zasady loterii draftu NBA zmieniają szanse poszczególnych drużyn na pierwszy wybór.
- Dlaczego celowe przegrywanie meczów przez lata było opłacalną strategią dla klubów NBA.
- Czy reforma draftu rzeczywiście może ograniczyć zjawisko tankowania w NBA.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
NBA zmieniła zasady ustalania kolejności wyboru w drafcie. Nareszcie za oceanem tankowanie, czyli celowe przerywanie, przestanie być najpopularniejszym tematem rozmów.
Czym jest tankowanie w NBA i dlaczego liga chce je ograniczyć?
Kibice i dziennikarze przez lata wyrażali frustrację związaną ze zjawiskiem tankowania (ang. tanking) w NBA. Jego celem jest zwiększenie szansy zdobycia pierwszego wyboru w drafcie NBA. Kto miał najsłabszy bilans w lidze, temu przyporządkowywano największe prawdopodobieństwo wylosowania pierwszego numerka, czyli pierwszeństwa w możliwości wybrania najbardziej perspektywicznego zawodnika z puli zgłoszonej do poboru.
W praktyce wyglądało to tak, że drużyny, które nie widziały szansy na walkę o mistrzostwo, celowo zaniżały swoje wyniki, czasem przez całą drugą połowę sezonu. Zjawisko wezbrało na sile w zeszłym roku, prawdopodobnie z uwagi na namacalne pozytywne efekty tankowania. Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs, zespoły przez lata okupujące dół tabeli, po kilku udanych wyborach na początku draftów stały się postrachem ligi.
Zaczęło przez to dochodzić do absurdalnych sytuacji. Bardzo często spotykały się drużyny, które zamiast walczyć o wygraną, zaciekle walczyły o przegraną. Pierwszym krokiem do osiągnięcia celu było symulowanie kontuzji najlepszych zawodników i wystawianie na boisku głębokich rezerw. Potem, gdy na przykład końcówka meczu była wyrównana, trenerzy zdejmowali zawodników, którym szło najlepiej i wstawiali tych nierozgrzanych lub mających zły dzień.
Jak tankowanie zmieniło sposób funkcjonowania klubów NBA?
Nagle trenerzy, zamiast być specjalistami od wygrywania, w wielu klubach musieli zmienić się w analityków zarządzających składem wedle bieżących, czasem bardzo różnych potrzeb. Sprawdzali zachowanie młodych zawodników w różnych scenariuszach taktycznych, jednocześnie dbając, by nie zdobywali za dużo punktów. Jeśli chcieli przetestować ich grę w końcówce meczu, to wcześniej musieli upewnić się, że przeciwnik ma wystarczająco dużą przewagę.
Jak się można domyślić, nie było wielkiego sensu w oglądaniu tego typu spotkań w telewizji, nie mówiąc już o kupowaniu biletów, by doświadczyć takiego „show” na żywo. Kluby były jednak gotowe przełknąć ten cios wizerunkowy i finansowy z myślą o przyszłych korzyściach. Mecze NBA cieszą się popularnością nie tylko jako imprezy sportowe, ale po prostu wydarzenia społeczne, więc zawsze jednak ktoś je oglądał, nawet jeśli były walką o porażkę.
Przychody San Antonio Spurs rosną nieprzerwanie od 2021 r. (seria byłaby dłuższa, gdyby nie pandemia), chociaż w sezonach 2021-22 i 2022-23, bilans zwycięstw do porażek wyniósł przez dwa lata z rzędu 22-62. Klub szorował po dnie tabeli. To samo dotyczy innych zespołów, które przez lata specjalizowały się w przegrywaniu.
Kibice mimo porażek pozostawali wierni zespołom, a sponsorzy nadal chcieli być wiązani z najmocniejszymi markami w regionie. Nawet może bardziej, niż gdyby kluby wygrywały, bo porażki były szansą na podpisanie długoterminowej umowy sponsorskiej po niższej cenie.
Celowe przegrywanie to problem wizerunkowy dla NBA
Dlaczego tankowanie uznano więc za tak duży problem, że konieczna była reforma zasad ustalania kolejności wyborów w drafcie? Przecież celowe porażki to świadoma decyzja klubów, na pewno przemyślana od strony biznesowej. Nikt nie bankrutował z tego powodu, kibice nadal chodzili na mecze, a w telewizji fani mogli oglądać drużyny, które akurat starały się o mistrzostwo.
Chodziło oczywiście o wizerunek samej NBA. Z perspektywy marketingowej liga pozycjonuje się jako produkt premium. Nie może więc pozwolić, by drużyny chowały najlepszych zawodników i wystawiały słabszych. Każdy mecz – w telewizji czy na żywo – ogląda ktoś, kto nigdy nie widział NBA. Często płaci za kablówkę lub bilety, więc oczekuje najlepszej jakości. Nie mówiąc już o sponsorach i stacjach telewizyjnych, którzy płacą lidze krocie i nie chcą być wiązani z widowiskami typu „kto przegra, ten lepszy”.
Liga zaostrza walkę z tankowaniem. Dotychczasowe działania nie wystarczyły
Początkowo NBA wzięła się za problem od innej strony. Zmieniła sposób kontroli kontuzji zgłaszanych przez kluby, by upewnić się, że zadeklarowane urazy faktycznie wystąpiły, a nie chodzi o to, że klub chce wyłączyć swojego gwiazdora z gry. Wprowadzono też indywidualne kary za sabotowanie wyników sportowych i dolny limit meczów, które zawodnik musi rozegrać w sezonie, by móc ubiegać się o nagrody indywidualne, takie jak MVP czy włączenie do jednej z trzech najlepszych piątek sezonu. Za tego typu laury koszykarze dostają premie, więc zamysł był sprytny.
W zeszłym sezonie stało się jednak jasne, że to nie wystarcza. Klub Brooklyn Nets nadal wystawiał na mecze drugą piątkę, chociaż pierwsza w skali całej ligi też była jedną z najsłabszych. Sacramento Kings nadal na siłę znajdował stare kontuzje swoich gwiazdorów, by zamiast wstawić ich na boisko, położyć ich na łóżku szpitalnym.
NBA, za zgodą Rady Gubernatorów, czyli szefów klubów, zmieniła więc zasady draftu. Opisaliśmy, na czym nowe zasady polegają i przeanalizowaliśmy, jak zmieniają prawdopodobieństwo pozyskania wysokiego numeru w loterii. Ponadto rozważamy, czy faktycznie uda się zażegnać manipulacjom mającym na celu zwiększenie szans pierwszego wyboru.
Paradoks nowego draftu NBA. Lepiej być dziesiątym od końca niż ostatnim
Dotychczasowy system loterii draftu obowiązywał od 2019 r. Przyznawał trzem zespołom z najgorszym bilansem identyczne, wynoszące 14 proc. prawdopodobieństwo uzyskania pierwszego wyboru. Dla kolejnych drużyn szanse stopniowo malały. Od 12,5 proc. w przypadku czwartego od końca zespołu, przez 6 proc. dla ósmego, do zaledwie 0,5 proc. dla czternastego. Oznaczało to, że choć zajęcie ostatniego miejsca nie gwarantowało pierwszego wyboru, system wyraźnie premiował drużyny kończące sezon na dole tabeli.
Reforma radykalnie zmienia ten rozkład prawdopodobieństw. Szanse trzech najsłabszych drużyn spadają z 14 do 5,4 proc. Jednocześnie zespoły zajmujące miejsca od czwartego do dziesiątego od końca otrzymują jednakowe, wynoszące 8,1 proc. prawdopodobieństwo pierwszego wyboru. W rezultacie drużyna z dziesiątym od końca bilansem ma większe szanse na pozyskanie najbardziej pożądanego zawodnika niż zespół, który przegrał najwięcej meczów w całej lidze.
Zmienia się również liczba drużyn objętych loterią – z 14 do 16. Nowy system rozszerza zatem dostęp do pierwszego wyboru, a jednocześnie ogranicza korzyści wynikające z osiągania najgorszych wyników. Jest to zasadnicza zmiana filozofii draftu: zamiast maksymalnie wspierać najsłabsze drużyny, liga próbuje stworzyć mechanizm, w którym poprawa wyników sportowych nie musi oznaczać istotnego pogorszenia perspektyw pozyskania „kolejnego LeBrona Jamesa”.
Kto zyska, a kto straci na reformie draftu NBA?
Zmiany w zasadach loterii draftu oznaczają istotną redystrybucję szans między drużynami NBA. Najwięcej tracą zespoły, które zakończą sezon na trzech ostatnich miejscach. W ich przypadku prawdopodobieństwo uzyskania pierwszego wyboru zmniejsza się o 8,6 pkt proc., czyli o ponad 60 proc. względem dotychczasowych zasad. Największymi beneficjentami są natomiast drużyny zajmujące miejsca w środkowej części loterii. Wcześniej miały one znacznie mniejsze szanse na pozyskanie najbardziej utalentowanego zawodnika.
Skalę zmian można zilustrować na podstawie prognozowanej liczby zwycięstw poszczególnych zespołów w sezonie 2026/27.
Przy założeniu realizacji tych przewidywań do największych przegranych reformy należałyby Sacramento Kings, Brooklyn Nets i Milwaukee Bucks. Każdy z tych zespołów miałby jedynie 5,4 proc. szans na pierwszy wybór zamiast dotychczasowych 14 proc.
Z kolei klub Utah Jazz, przy prognozowanych 36,5 zwycięstwach, zwiększyłby swoje prawdopodobieństwo z 3 do 8,1 proc. Oznacza to wzrost o 5,1 pkt proc., czyli aż o 170 proc. względem wcześniejszych zasad. Wyraźnie zyskałyby również Phoenix Suns i Golden State Warriors, których szanse zwiększyłyby się odpowiednio o 4,4 i 3,9 pkt proc.
Ekonomia przegrywania. Kiedy porażka przestaje się opłacać?
Z ekonomicznego punktu widzenia najważniejszą konsekwencją reformy jest zmiana krańcowych korzyści z przegrywania. Dla drużyn NBA istotne jest bowiem nie tylko prawdopodobieństwo uzyskania pierwszego wyboru, ale również to, jak zmienia się ono wraz z pogorszeniem pozycji w tabeli. Jeżeli zajęcie niższego miejsca zwiększa szanse na pozyskanie przyszłej gwiazdy, to przegranie dodatkowego meczu może przynieść korzyść, która częściowo lub całkowicie rekompensuje sportowe i finansowe koszty porażki.
W dotychczasowym systemie pogorszenie pozycji w tabeli na ogół zwiększało prawdopodobieństwo zdobycia pierwszego wyboru. Przykładowo przesunięcie się z piątego na czwarte miejsce od końca podnosiło je o 2 pkt proc., a z ósmego na siódme o 1,5 pkt proc. Korzyść ta zanikała dopiero w przypadku trzech najsłabszych drużyn, które miały identyczne szanse. W rezultacie zespoły znajdujące się poza ostatnią trójką mogły poprawiać swoją pozycję w loterii poprzez osiąganie coraz gorszych wyników.
Nowe zasady istotnie ograniczają ten mechanizm. Drużyny zajmujące miejsca od czwartego do dziesiątego od końca otrzymują jednakowe, wynoszące 8,1 proc. szanse na pierwszy wybór. Oznacza to, że przesunięcie się o jedno miejsce w dół w tym przedziale nie przynosi żadnej dodatkowej korzyści. Co więcej, spadek z czwartego na trzecie miejsce od końca obniża prawdopodobieństwo pierwszego wyboru o 2,7 pkt proc. W tym przypadku pogorszenie wyników staje się wręcz niekorzystne.
Nowy system nie jest bez wad
Jednocześnie nowe zasady nie eliminują wszystkich bodźców do przegrywania. Przesunięcie się z jedenastej na dziesiątą pozycję w kolejności loterii zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania pierwszego wyboru o 2,7 pkt proc. Co istotne, na kolejność w loterii wpływają również wyniki turnieju play-in. Nie oznacza to jednak, że drużynom będzie opłacało się celowo przegrywać mecze decydujące o awansie do playoffów Awans przynosi bowiem wymierne korzyści finansowe, sportowe i wizerunkowe, które mogą z nawiązką rekompensować utratę szans na wysoki wybór w drafcie.
Ostateczna opłacalność obu strategii zależy od oczekiwanej wartości przyszłego wyboru, potencjału sportowego drużyny oraz przychodów związanych z udziałem w playoffach.
Zmienia się jednak zasadnicza cecha systemu. Zamiast niemal ciągłego wzrostu korzyści z zajmowania coraz niższych miejsc pojawia się szeroki przedział, w którym dalsze przegrywanie nie zwiększa szans na pierwszą pozycję w drafcie.
Reforma draftu jako projektowanie bodźców. Czy NBA zdoła wyeliminować tanking?
Zmiany w zasadach draftu można interpretować jako przykład projektowania mechanizmów (mechanism design), czyli takiego kształtowania reguł gry, aby indywidualne interesy jej uczestników były bardziej zgodne z celami organizatora. NBA nie próbuje wyeliminować tankingu wyłącznie poprzez zakazy i kary. Zamiast tego modyfikuje strukturę nagród, ograniczając korzyści wynikające z celowego pogarszania wyników sportowych.
Nie oznacza to jednak, że tankowanie całkowicie zniknie. Po pierwsze, nowe zasady nadal tworzą określone progi, których przekroczenie zmienia prawdopodobieństwo uzyskania pierwszego wyboru. Po drugie, drużyny nie maksymalizują wyłącznie szans na wybór z numerem pierwszym. Znaczenie ma również prawdopodobieństwo uzyskania pozostałych wysokich wyborów, a także wartość przyszłych zawodników dostępnych na poszczególnych pozycjach draftu. Dość powiedzieć, że Michael Jordan został wybrany w 1984 r. z numerem trzy w drafcie.
Co istotne, reforma obejmuje także rozwiązania wykraczające poza samą zmianę prawdopodobieństw. Wprowadzono np. ograniczenia dotyczące uzyskiwania pierwszego wyboru w kolejnych latach oraz trzech kolejnych wyborów w pierwszej piątce. Nowe regulacje mają obowiązywać podczas draftów w latach 2027–2029, po czym liga zdecyduje o ich dalszym kształcie.
Ostateczna skuteczność reformy będzie zależała od tego, jak kluby dostosują swoje strategie do nowych zasad. Historia tankingu pokazuje bowiem, że drużyny potrafią wykorzystywać nawet niewielkie różnice w oczekiwanych korzyściach z poszczególnych miejsc w tabeli. Reforma może więc znacząco ograniczyć najbardziej skrajne formy celowego przegrywania, ale niekoniecznie wyeliminuje strategiczne zarządzanie wynikami w końcowej części sezonu.
Główne wnioski
- Najważniejszą zmianą reformy draftu jest zmniejszenie przewagi drużyn osiągających najgorsze wyniki w sezonie zasadniczym. Dotychczas trzy najsłabsze zespoły miały po 14 proc. szans na uzyskanie pierwszego wyboru w drafcie. W nowym systemie ich prawdopodobieństwo spada do 5,4 proc., podczas gdy zespoły zajmujące miejsca od czwartego do dziesiątego od końca otrzymują jednakowe szanse na poziomie 8,1 proc. Oznacza to odejście od modelu, który wyraźnie premiował sportową porażkę i próbę stworzenia środowiska, w którym kolejne przegrane nie zwiększają automatycznie korzyści związanych z draftem.
- Przez lata część klubów świadomie ograniczała swoje szanse na zwycięstwa, licząc na wyższy wybór w drafcie i możliwość pozyskania przyszłej gwiazdy. Skutkowało to między innymi oszczędzaniem zdrowych zawodników, eksperymentalnymi rotacjami oraz sytuacjami, w których porażka mogła być bardziej pożądana niż wygrana. Chociaż strategia ta nie musiała szkodzić klubom finansowo, negatywnie wpływała na odbiór rozgrywek. NBA uznała, że widowisko sprzedawane jako produkt premium nie może być kojarzone z meczami, w których obie strony mają ograniczoną motywację do zwyciężania.
- Nowy system nie eliminuje wszystkich zachęt do strategicznego zarządzania wynikami, ponieważ nadal istnieją progi wpływające na prawdopodobieństwo uzyskania przewagi w drafcie. Jednocześnie znacząco zmniejsza liczbę sytuacji, w których każdy kolejny przegrany mecz przynosi wymierną korzyść. Liga postawiła na zmianę struktury bodźców zamiast wyłącznie na zakazy i kary. Ostateczna skuteczność reformy będzie zależała od tego, jak szybko kluby dostosują swoje strategie do nowych zasad oraz czy potencjalne zyski z tankowania pozostaną atrakcyjne w porównaniu z korzyściami sportowymi i finansowymi wynikającymi z walki o lepsze rezultaty.




