NBA dopuści większe inwestycje funduszy. Do zmiany prawa zmusili ją Lakersi
Przy obecnych zasadach rekordowa sprzedaż Los Angeles Lakers nie mogłaby zostać domknięta. NBA chce, by klub zmienił właściciela, więc zmienia prawo dotyczące inwestycji funduszy private equity. Skutkiem ubocznym tej sytuacji będzie dalszy kosmiczny wzrost wycen.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego NBA zdecydowała się zmienić przepisy dotyczące inwestycji funduszy private equity.
- W jaki sposób planowane przejęcie Los Angeles Lakers wpłynęło na regulacje obowiązujące właścicieli klubów NBA.
- Dlaczego nowe przepisy mogą jeszcze bardziej zwiększyć wyceny klubów w NBA.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Jako akredytowany dziennikarz NBA i FIBA co tydzień dostarczam wam najświeższe wiadomości zza kulis najlepszej koszykarskiej ligi świata. Polecam pozostałe teksty z serii „Rzut za ocean”.
Z początku sprzedaż Los Angeles Lakers, ogłoszona kilka tygodni temu, była zaskoczeniem. Nie mogliśmy uwierzyć, dlaczego Mark Walter sprzedaje klub raptem rok po jego zakupie. Dziś już jednak wiemy, że biznesmen jest objęty dochodzeniem prokuratury, więc upłynnia swoje aktywa, zanim dorwą się do nich organy ścigania.
Wydaje się absurdalne, że jeden z najbardziej znanych klubów sportowych świata może być sprzedawany pospiesznie. Takie są jednak realia, mimo że wycena Lakers w transakcji to rekordowe 12,5 mld dolarów. Dzięki znanemu przysłowiu wszyscy wiemy, co się dzieje, gdy człowiek się spieszy... Pojawiają się problemy.
Konflikt w rodzinie Buss utrudnia przejęcie Lakers
Dotychczas największym problemem był konflikt w rodzinie Buss. Jerry Buss kupił klub w 1979 r. i jego rodzina rządziła klubem aż do zeszłego roku, gdy głównym inwestorem został wspomniany już Mark Walter. W wyniku zeszłorocznej transakcji dzieciom legendarnego Jerry'ego Bussa zostało kilkanaście procent udziałów w klubie. Najwięcej utrzymała Jeannie Buss, wieloletnia gubernator Lakers, która dostała nawet od Waltera możliwość pozostania w tej roli przez kolejne pięć lat.
Teraz nowi inwestorzy, którzy w szokującej transakcji odkupili pakiet większościowy Marka Waltera, postanowili spróbować też odkupić pozostałe akcje od Bussów, by mieć pełną kontrolę nad klubem. Zgodzili się wszyscy członkowie rodziny oprócz Jeannie, która oskarżyła piątkę swojego rodzeństwa o zdradę. Zamierza nie tylko zachować swoje akcje, ale także pozostać gubernatorem, nawet jeśli nowym właścicielom się to nie spodoba.
Biznesmenka uważa, że nikt nie zmusi jej do sprzedaży udziałów, a poza tym ma prawo dalej rządzić klubem, bo taką umowę zawarła z Markiem Walterem, gdy sprzedawała mu większość swoich akcji. Przez chwilę ta postawa wydawała się problemem, ale w praktyce, przynajmniej na razie, nikt z Jeannie Buss nie będzie polemizował.
Nowi właściciele mają inne problemy. Jak się okazuje, przy obowiązującym prawie nie mogliby nawet... dopiąć transakcji zakupu udziałów od Marka Waltera. Czyli faktycznie stać się tymi właścicielami.
NBA zmienia przepisy dotyczące funduszy private equity
Jak pewnie wiecie, nowymi właścicielami Los Angeles Lakers są, a w zasadzie mają być, Bob Iger, były prezes Disneya, i Joshua Kushner, brat zięcia Donalda Trumpa oraz prezes funduszu Thrive Capital. Rola tego drugiego pana jest bardzo problematyczna. NBA ma bardzo rygorystyczne zasady, jeśli chodzi o inwestycje funduszy private equity w kluby. Mogą mieć udziały w ograniczonej liczbie klubów i mają zakaz posiadania pakietów większościowych.
Naturalnie, by fundusze nie obchodziły zakazu, czyniąc swojego prezesa głównym nabywcą udziałów, NBA obejmuje tym prawem również wszystkie osoby zatrudnione przez fundusze private equity. Zabrania też łączenia inwestycji funduszu i osoby powiązanej z funduszem w jeden klub. Po to, aby nie dochodziło do absurdalnych sytuacji, w których fundusz i każdy członek jego zarządu kupuje po 15 proc. akcji i faktycznie przejmuje kontrolę nad klubem.
Aby jednak rekordowa transakcja dotycząca Lakers mogła zostać dopięta, a klub nie musiał wracać w ręce tułającego się po sądach biznesmena, NBA na szybko zmieni zasady. Zezwoli na to, by fundusze private equity mogły inwestować w te same kluby co ich menadżerowie. Nadal będą miały zakaz posiadania więcej niż 20 proc. udziałów jednej drużyny, ale teraz osoby z nimi powiązane będą mogły posiadać resztę.
Nowe regulacje powstały z myślą o sytuacji Lakers
W prawie poza zmianą pojawi się jeszcze jeden nowy zapis. Fundusz private equity, który kupi udziały w tym samym klubie co jego menadżer, nie będzie mógł posiadać akcji żadnego innego klubu. Poprawki w prawie są ewidentnie dostosowane do sytuacji Lakers. Zezwolą Thrive Capital na inwestycję w klub wspólnie z prezesem, ale mają powstrzymać lawinę transakcji w innych klubach ze strony łasych na udziały funduszy.
Cała ta sytuacja to wybawienie dla Boba Igera i Joshuy Kushnera. Wcześniej zainteresowani stworzeniem klubu NBA w Las Vegas, zgodzili się kupić Lakers spontanicznie po telefonie od zdesperowanego Waltera. Nie mają tyle pieniędzy, by samodzielnie kupi akcje, więc potrzebują partnerów do konsorcjum, którzy wesprą ich kapitałem. Teraz będą mieli gwarantowane 20 proc. kwoty od funduszu Kushnera.
Nie powinni mieć problemu z zebraniem całego potrzebnego kapitału. Mają bardzo agresywne projekcje i wieszczą nawet trzykrotny wzrost wartości Lakers na przestrzeni kolejnych lat, ale i bez tego znaleźliby się chętni. Czas mają do końca roku, bo wtedy zbierze się Rada Gubernatorów NBA, gdzie szefowie innych klubów zagłosują za lub przeciw transakcji. Jeszcze nigdy w historii nie zagłosowali przeciw. Wspierają kolegów po fachu, więc tym razem powinno być podobnie.
Fundusze private equity mają coraz większy wpływ na NBA
Jeżeli spojrzeć na tę sytuację od strony Los Angeles Lakers, to jej skutki bardzo łatwo przewidzieć. Dzięki zmianie prawa Iger i Kushner zbiorą wystarczająco dużo pieniędzy, by odkupić klub od Marka Waltera i dostać zielone światło od Rady Gubernatorów na przejęcie Lakers. Jest jednak jeszcze inny, bardzo ważny aspekt tej sytuacji. NBA zgodziła się na kolejne ustępstwa wobec funduszy private equity. Liga pokazała, że kiedy potrzebny jest kapitał, jest gotowa bardzo szybko zmienić swoje ideały.
Takich sygnałów mieliśmy w ostatnich latach wiele. W zeszłym roku do ośmiu zwiększono liczbę klubów NBA, w których jeden fundusz private equity może mieć udziały. Wcześniej podniesiono maksymalny rozmiar udziałów przypadający jednemu funduszowi do 20 proc. Podwyższono też limit łącznego kapitału funduszy private equity w akcjonariacie jednego klubu do 30 proc.
W sumie udziały w klubach NBA ma już kilkanaście różnych funduszy. Oczywiście, kto jest spostrzegawczy, ten powie, że nowa zmiana prawa ich nie dotyczy. W końcu wspólnie ze swoim menadżerem akcje klubu może kupić tylko taki fundusz, który w NBA nie ma jeszcze żadnych udziałów. Tu chodzi jednak o symbolikę i... o fundusze, które dopiero mogą w NBA zainwestować.
Nowe przepisy mogą jeszcze bardziej podbić wyceny klubów NBA
Potencjalni kandydaci? Właścicielem Atlanta Hawks jest Tony Ressler, znany finansista i współtwórca funduszy Apollo Global Management oraz Ares Management. Teraz będzie mógł sprzedać udziały w swoim klubie którejś ze swoich firm. Po co? Chociażby po to, by upłynnić swój kapitał i podnieść wycenę swojego klubu. Cała sytuacja jest o tyle dziwna, że w praktyce człowiek mógłby z pomocą jednej swojej firmy odkupić fragment drugiej.
Takich sytuacji może być sporo. Właścicielami Philadelphia 76ers są Josh Harris, który również współtworzył Apollo Global Management, i David Blitzer, wywodzący się z funduszu Blackstone. Nowym właścicielem Boston Celtics jest też Bill Chisholm, który fortunę zbił w funduszu Symphony Technology Group. Moglibyśmy tak wymieniać dalej. Sprzedaż części udziałów swojemu funduszowi przez któregoś z tych panów to tylko kwestia czasu.
Do czego to doprowadzi? Do dalszego kosmicznego wzrostu wycen klubów. Powstało swego rodzaju zamknięte koło. NBA coraz mocniej otwiera się na inwestycje funduszy, bo kluby stały się za drogie i miliarderów nie stać już na ich samodzielny zakup. A dlaczego wyceny klubów tak rosną? Bo stały się nowym ulubionym celem funduszy, które kupują udziały na potęgę i za kolosalne kwoty. Gdzieś tu w końcu musi się pojawić zgrzyt.
Główne wnioski
- Planowane przejęcie Los Angeles Lakers wymusiło na NBA błyskawiczną zmianę przepisów dotyczących funduszy private equity. Obowiązujące regulacje uniemożliwiały domknięcie transakcji z udziałem Joshuy Kushnera i powiązanego z nim funduszu Thrive Capital. Liga uznała znaczenie transakcji za tak duże, że zdecydowała się dostosować zasady do nowej sytuacji. Dzięki temu fundusze będą mogły inwestować w te same kluby co ich menadżerowie, choć przy zachowaniu określonych limitów udziałowych.
- Zmiany przygotowane przez NBA mają charakter wyjątkowo precyzyjny i są wyraźnie dopasowane do sytuacji Lakers. Nowe regulacje pozwolą na udział Thrive Capital w finansowaniu przejęcia klubu, a jednocześnie mają ograniczyć możliwość masowego wykorzystywania podobnych struktur przez inne fundusze. Pokazuje to, że liga stara się pogodzić potrzebę pozyskania kapitału z próbą utrzymania kontroli nad strukturą właścicielską swoich drużyn.
- Długoterminowym skutkiem nowych przepisów może być dalszy wzrost wartości klubów NBA. Liga od kilku lat systematycznie zwiększa możliwości inwestowania dla funduszy private equity, rozszerzając zarówno limity udziałów, jak i liczbę klubów dostępnych dla jednego inwestora. Większy napływ kapitału oznacza większy popyt na udziały w drużynach, co może jeszcze mocniej podnosić wyceny klubów. Jednocześnie rośnie zależność od funduszy inwestycyjnych, które stają się coraz ważniejszym elementem finansowego krajobrazu NBA.






