Nie tylko Ceuta. Hiszpańsko-marokański spór o finał mundialu
Patrząc na obecny kryzys w relacjach Maroka z Hiszpanią, trudno uwierzyć, że za cztery lata oba państwa będą współgospodarzami mundialu. Jednak zanim przyjdzie do wspólnego świętowania, deklaracji o współpracy i uścisków przed kamerami, czeka nas batalia o to, kto ugości najważniejszy mecz tego turnieju.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie miasta rywalizują o rozegranie finału piłkarskich mistrzostw świata w 2030 roku.
- Gdzie powstaje największy czynny stadion piłkarski na świecie.
- Dlaczego mieszkańcy i włodarze niektórych hiszpańskich miast nie chcą gościć meczów mundialu.
Tegoroczny mundial pokazał, że współgospodarze mistrzostw świata nie muszą darzyć się polityczną sympatią. Na nieco ponad rok przed startem turnieju Donald Trump nazywał Kanadę 51. stanem, a jej premiera – gubernatorem. Do Meksyku chciał wysyłać wojsko, a Zatokę Meksykańską kazał przemianować na Amerykańską.
To wszystko można było zrzucić na specyfikę prezydentury Donalda Trumpa. Na sposób prowadzenia przez niego polityki zagranicznej i prywatne animozje. Problemy w relacjach Maroka i Hiszpanii mają charakter instytucjonalny. I nie wiadomo czy do czasu mundialu w 2030 roku uda się je pokonać, czy raczej tylko zatuszować.
Logistyczny potworek
Mistrzostwa w 2030 znowu będą historyczne. W tym roku mistrzostwa pierwszy raz miały trójkę współgospodarzy. Kolejny mundial będzie rozgrywany w sześciu państwach. I na trzech kontynentach. W ten sposób FIFA odhacza Europę, Afrykę i Amerykę Południową na jednym turnieju i w 2034 roku, ledwie 12 lat po MŚ w Katarze, mundial wróci do Arabii Saudyjskiej.
Na stulecie mistrzostw pierwsze mecze zostaną rozegrane w Argentynie, Paragwaju i Urugwaju, który organizował pierwszy turniej w 1930 roku. Wstępny program zakłada rozegranie tam po jednym spotkaniu, ale w grze wciąż jest zwiększenie liczby uczestników do 64 drużyn, co mogłoby zaowocować przyznaniem Ameryce Południowej kolejnych spotkań.
Niezależnie od ostatecznej liczby uczestników, najważniejsze fazy turnieju mają być rozegrane w Europie i Afryce, a konkretnie w Hiszpanii, Portugalii i w Maroku. Początkowo o mistrzostwa wspólnie zamierzały się starać jedynie państwa z Półwyspu Iberyjskiego. W 2022 roku, na fali wojennej solidarności, pojawiły się informacje o nieco kurtuazyjnym doproszeniu Ukrainy. Ostatecznie stanęło na transgibraltarskiej kandydaturze portugalsko-hiszpańsko-marokańskiej.
Maroko o organizację mistrzostw starało się przez blisko 40 lat. Samodzielne kandydatury tego państwa były pięciokrotnie odrzucane. FIFA nie dawała wiary, że Marokańczycy udźwigną organizację turnieju logistycznie i finansowo. Hiszpania gościła turniej w 1982 roku (gdzie Polska zajęła 3. miejsce, a Bohdan Łazuka zastanawiał się w swojej piosence, co zrobi Antoni Piechniczek), Portugalia była gospodarzem EURO 2004.
Na drodze do pozyskania turnieju istotna była współpraca. Ale teraz pojawiła się też rywalizacja. Chodzi o organizację finału mistrzostw świata. Portugalia o to spotkanie się nie ubiega (nie dysponuje wystarczająco dużym stadionem). Za to bardzo mocno chcą go u siebie i Hiszpania, I Maroko.
– Jeszcze w czasie ostatniego mundialu w Hiszpanii panowało przekonanie, że finał w Madrycie jest pewny. Hiszpanie uważają, że to im się po prostu należy. Ich postawa jest mocno triumfalistyczna i mają nieco lekceważące podejście do Maroka – szef hiszpańskiej federacji powiedział nawet w jednym z wywiadów, że Maroko zostało „tylko” dokoptowane do Hiszpanii i Portugalii – tłumaczy dr hab. Filip Kubiaczyk, hispanista i historyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, autor trylogii o społeczno-politycznych kontekstach hiszpańskiej piłki nożnej.
Nie każdy chce mundialu
Lista stadionów, na których zostaną rozegrane mecze mundialu, nie jest jeszcze znana. Marokańczycy zaproponowali 6 obiektów, Portugalczycy 3, a Hiszpanie 11. Jeszcze nie wiadomo czy turniej odbędzie się na wszystkich z nich.
Choć mogłoby się wydawać, że miasta będą robić wszystko, by mieć mistrzostwa u siebie, Malaga i La Coruña wycofały się z powodu zbyt wysokich kosztów wymaganych renowacji zlokalizowanych tam stadionów. Z kolei grupa mieszkańców San Sebastian zwróciła się z petycją o nieorganizowanie turnieju w tym mieście z powodu przeciążenia turystycznego.
Takie rozterki nie dotyczą jednak chętnych do ugoszczenia ostatniego meczu mundialu. W 2030 podstawowe kryterium, czyli pojemność powyżej 80 tys. osób, będą spełniać obiekty: Santiago Bernabeu w Madrycie (83 tys. miejsc), wciąż modernizowane Camp Nou w Barcelonie (docelowo 105 tys. miejsc) i powstający niedaleko Casablanki stadion Hassana II (poprzedniego króla Maroka), który ma być największym czynnym stadionem piłkarskim na świecie - z miejscami dla 115 tys. kibiców.
Trudne relacje
W świetle ostatniego kryzysu migracyjnego w Ceucie, hiszpańskiej eksklawie na wybrzeżu północnej Afryki, sprawa rozegrania finału MŚ nabiera politycznego znaczenia. Zwłaszcza, że relacje obu państw od dawna pełne są spornych i kontrowersyjnych tematów.
– W związku z napięciami hiszpańsko-marokańskimi wokół Ceuty, Vox, Sumar i Podemos ponadpartyjnie ogłosiły, że Maroko powinno zostać wykluczone z roli organizatora mundialu. Dla partii Vox, brak finału w Hiszpanii byłby „upokorzeniem”. Z pewnością byłaby to porażka wizerunkowa, polityczna i dyplomatyczna – mówi prof. Filip Kubiaczyk.
Dla niektórych zaskoczeniem było już samo zgłoszenie przez Maroko i Hiszpanię wspólnej kandydatury. Geograficznie dzieli je tylko kilkanaście kilometrów Cieśniny Gibraltarskiej, jednak różniących je wątków politycznych – jak to w przypadku sąsiadów bywa – jest całkiem sporo.
Przy marokańskim wybrzeżu Hiszpania ma należące do siebie skaliste wysepki, ważne z wojskowego punktu widzenia. Stacjonują na nich żołnierze albo – jak w przypadku wyspy Perejil – nie mieszka nikt. Te skały to dla Hiszpanów świętość. Gdy w 2002 roku Marokańczycy chcieli założyć na Perejil przyczółek obserwacyjny, a potem bazę kadetów wojskowych, do akcji wkroczyli hiszpańscy komandosi i odstawili Marokańczyków do domu.
W marokańskiej polityce od czasu do czasu pobrzmiewają głosy przekonujące, że hiszpańskie enklawy - Ceuta i Melila - powinny należeć do Maroka. Oba terytoria regularnie bywają zarzewiem podgrzania nastrojów, bo okalający je wysoki płot stanowi ostatnią przeszkodę na drodze do łatwego przedostania się do kontynentalnej Hiszpanii. Dlatego granica bywa instrumentalnie wykorzystywana.
Gdy w 2021 roku do jednego z hiszpańskich szpitali trafił trafił Brahim Ghali – lider walczącego z Marokiem o tereny Sahary Zachodniej Frontu Polisario, Marokańczycy uznali to za policzek i poluzowali kontrole na granicy. W ciągu kilku godzin próbowało ją sforsować ponad 8000 imigrantów. Temat Sahary Zachodniej i marokańskiego zwierzchnictwa na tym terytorium formalnie został zakończony w 2022 roku, gdy Hiszpania poparła marokański plan autonomii Sahary. Bez tego prawdopodobnie nie udałoby się wspólnie ubiegać o mundial. Jednak ta kwestia też pozostaje bardzo wrażliwa.
Obietnice Infantino
– W 2024 roku Gianni Infantino miał obiecać premierowi Pedro Sanchezowi, że finał MŚ 2030 odbędzie się na Santiago Bernabeu – tak jak w 1982. Miałoby to być nawiązanie do tamtego mundialu i docenienie Realu Madryt jako największego klubu na świecie. Infantino ma dobre relacje z prezesem Realu, Florentino Perezem. Jednak w świetle doniesień, że teraz Infantino obiecuje finał Maroku, trzeba te jego obietnice traktować jak prywatną polityczną grę – mówi prof. Filip Kubiaczyk.
Wspomniane przez niego doniesienia są związane z ostatnim kryzysem wizerunkowym szefa FIFA. Pod koniec lipca, w epicentrum zamieszania ws. swojej przyszłości, Infantino udał się o Maroka, by uczcić obchodzony na tamtejszym dworze Dzień Tronu. I został na rozgrywanym w Rabacie kobiecym Pucharze Narodów Afryki. W mediach szybko pojawiły się spekulacje, że zabiegający o poparcie kolejnych federacji piłkarskich prezydent FIFA, oferuje Maroku finał MŚ właśnie za opowiedzenie się w trwającym sporze po jego stronie - i pociągnięcie za sobą całej Afryki.
Marokańczycy już wcześniej dobrze żyli z szefem FIFA. Dowodem jest organizacja przyszłorocznego Kongresu organizacji w stolicy tego kraju. To wtedy mają odbyć się wybory, w których Gianni Infantino spróbuje zapewnić sobie kolejną kadencję.
Kwestia katalońska
W rozważaniach na temat finału MŚ 2030 rzadko pojawia się Camp Nou, czyli stadion FC Barcelony. A przecież gdy w 2027 roku ukończona zostanie jego modernizacja, ma mieścić ok. 105 tys. kibiców. Tu decydująca też jest polityka. Tym razem wewnątrzhiszpańska. To na tym obiekcie regularnie pojawiają się proniepodległościowe flagi i przyśpiewki zwolenników niepodległości Katalonii.
– Lider Partii Ludowej w Barcelonie, Daniel Sirera, zaproponował, by finał odbył się na Camp Nou. Również Joan Laporta, prezes FC Barcelony, przyznał w jednym z wywiadów, że byłoby to dobre rozwiązanie. To jednak jest niemal niemożliwe. Hiszpańska reprezentacja omija ten stadion, a do Katalonii wróciła w 2022 roku, po 18 latach nieobecności. Swoje ostatnie dwa spotkania rozegrała jednak na obiekcie Espanyolu. I teraz nagle na Camp Nou miałby odbyć się finał, w którym z dużym prawdopodobieństwem zagrałaby Hiszpania? Dla zwolenników jedności Hiszpanii, krytycznych wobec katalońskiego nacjonalizmu i separatyzmu, byłby to scenariusz niewiele lepszy niż wyprowadzenie finału do Maroka – tłumaczy prof. Filip Kubiaczyk.
Sami Katalończycy woleliby, żeby finał odbył się w Hiszpanii niż w Maroku. Nawet gdyby ostatecznie miał zostać rozegrany w Madrycie.
– Dla wszystkich Hiszpanów najważniejsze jest to, żeby finał odbył się w ich kraju, a nie na stadionie powstającym nieopodal Casablanki. Joan Laporta wszystkich zaskoczył, gdy na finał MŚ udał się z wpinką hiszpańskiej federacji w klapie marynarki. Widać jak ważna jest to sprawa dla wszystkich. Może teraz rozpoczną się jakieś działania dyplomatyczne, jakieś aktywności działaczy. Do tej pory nic takiego nie było, podczas gdy Marokańczycy byli na tym polu niezwykle aktywni – mówi prof. Filip Kubiaczyk.
Nie ma konkretnego terminu, do kiedy FIFA musi podać gospodarza finału. Przed tegorocznym turniejem karty odsłoniła 28 miesięcy wcześniej. Gdyby przełożyć to okienko czasowe na kolejne mistrzostwa, miasto goszczące decydujące spotkanie mundialu w 2030 roku powinniśmy poznać na początku 2027 roku.
FIFA ma teraz na głowie inne problemy. One też mogą mieć wpływ na ten wybór. Jeśli nastąpi później niż w marcu, może go ogłosić już ktoś inny niż Gianni Infantino.
Główne wnioski
- Niedaleko Casablanki powstaje największy stadion piłkarski na świecie (biorąc pod uwagę czynne obiekty). Będzie nosił imię poprzedniego króla Maroka, Hassana II.
- Hiszpanie są przekonani, że finał mundialu w 2030 roku zostanie rozegrany w Madrycie, na Santiago Bernabeu, gdzie na co dzień gra Real Madryt. Organizację finału w Maroku uznaliby za porażkę wizerunkową i polityczną.
- Maroko i Hiszpania mają kilka polaryzujących oba państwa kwestii. To m.in. migracja czy zwierzchnictwo nad położonymi u wybrzeża Maroka skalistymi wysepkami.