Kategorie artykułu: Biznes Polityka Świat

Norwegia opodatkowała majątek. Bogaci zaczęli wyjeżdżać, a kraj sprawdza granice swojego modelu

Ile prywatnego majątku można opodatkować, zanim jego właściciele zaczną przenosić się za granicę? Po podwyżce podatku majątkowego w 2022 r. liczba zamożnych Norwegów wyjeżdżających z kraju wyraźnie wzrosła. Czy jest to koszt konieczny dla utrzymania równości, czy to początek problemu z kapitałem i przedsiębiorczością?

Oslo, Norwegia.
Czy w długim okresie Norwegia będzie potrafiła tworzyć nowe prywatne majątki i firmy wystarczająco szybko, aby zastąpić te, które stają się własnością zagraniczną albo są zarządzane przez właścicieli mieszkających poza krajem? Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Jak Norwegia zbudowała swoje bogactwo i dlaczego państwo nadal potrzebuje wysokich wpływów podatkowych mimo gigantycznego funduszu naftowego.
  2. Dlaczego po zmianach podatkowych z 2022 roku setki zamożnych Norwegów przeniosły rezydencję, przede wszystkim do Szwajcarii.
  3. Czy odpływ bogatych rzeczywiście może doprowadzić do osłabienia inwestycji, przedsiębiorczości i wzrostu.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

Norwegia jest przypadkiem szczególnym, ponieważ jej dzisiejsze bogactwo nie powstało wyłącznie dzięki wysokiej produktywności prywatnych przedsiębiorstw. Ogromną rolę odegrało odkrycie złóż ropy i gazu na Morzu Północnym, a następnie decyzja państwa, aby znaczną część dochodów z surowców wyprowadzać poza bieżącą gospodarkę i inwestować na światowych rynkach. Tak powstał Government Pension Fund Global. To państwowy fundusz majątkowy, który na koniec czerwca 2026 roku był wart 22,683 bln koron norweskich (9,1 bln zł). W pierwszej połowie 2026 roku jego wartość zwiększyła się o 1,416 bln koron (568,9 mld zł). Stopa zwrotu wyniosła natomiast 9,4 proc.

Skala tego majątku zmienia sposób, w jaki należy patrzeć na norweskie podatki. Oslo nie musi finansować państwa wyłącznie z bieżących wpływów z wydobycia. Dochody z ropy zostały bowiem zamienione w aktywa finansowe należące do całego społeczeństwa. Jednocześnie fundusz nie jest kontem, z którego można dowolnie wypłacać pieniądze na finansowanie wydatków.

Norweski model zakłada ograniczenie wykorzystania pieniędzy do części odpowiadającej oczekiwanej długoterminowej stopie zwrotu funduszu. Dlatego państwo nadal potrzebuje podatków pobieranych od gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. To właśnie w tym miejscu pojawia się podatek majątkowy. Ma on w Norwegii znacznie dłuższą historię niż obecny spór o emigrację miliarderów.

Państwo bogate jak mało które, ale podatki nadal są potrzebne

Podatek od majątku funkcjonuje w Norwegii od 1892 roku. W obecnym systemie obejmuje majątek netto po uwzględnieniu zadłużenia, przy czym poszczególne rodzaje aktywów są wyceniane według różnych zasad.

W 2026 roku próg dla podatku majątkowego wynosi 1,9 mln koron (763 tyts. zł) dla osoby fizycznej. Stawka państwowa wynosi 0,65 proc. do poziomu 21,5 mln koron (8,6 mln zł) i 0,75 proc. powyżej tej kwoty. Po uwzględnieniu części komunalnej najwyższe obciążenie dla określonych podatników sięga 1,1 proc.

Nie oznacza to, że właściciel przedsiębiorstwa płaci co roku 1,1 proc. od całej wartości firmy w gotówce. System zawiera ulgi i odmienne zasady wyceny różnych aktywów, a zadłużenie pomniejsza podstawę opodatkowania. Problem dla właścicieli szybko rosnących przedsiębiorstw pojawia się jednak w innym miejscu. Wartość udziałów może rosnąć znacznie szybciej niż gotówkowe dochody właściciela. Dlatego przedsiębiorca może zostać zobowiązany do zapłaty podatku od majątku, którego nie sprzedał i z którego nie uzyskał jeszcze odpowiedniego dochodu.

To szczególnie istotne w przypadku założycieli firm technologicznych i innych przedsiębiorstw znajdujących się na etapie szybkiego wzrostu. Jeżeli prywatna spółka zostanie wysoko wyceniona przez inwestorów, właściciel może posiadać majątek wart setki milionów koron, ale nie mieć podobnej kwoty na rachunku. Podatek od majątku wymaga wtedy znalezienia płynności, często poprzez wypłatę sobie dywidendy albo sprzedaż części udziałów. Właśnie ten mechanizm stał się jednym z głównych argumentów krytyków norweskiego systemu.

2022 rok zmienił zachowanie najbogatszych

Punktem zapalnym był rok 2022. Rząd podniósł najwyższą stawkę podatku majątkowego do 1,1 proc. dla największych fortun. Równocześnie zapowiedział zmiany dotyczące opodatkowania niezrealizowanych zysków kapitałowych przy wyprowadzce z kraju. Efekt był widoczny w danych migracyjnych. Według danych przytaczanych przez agencję Reuters liczba mieszkańców posiadających majątek przekraczający 10 mln koron (4 mln zł), którzy wyjechali z Norwegii, wyniosła w 2022 roku 261. Rok później były to 254 osoby. To ponad dwukrotnie więcej niż typowa liczba takich emigrantów przed podwyżką podatku.

Jeszcze większe znaczenie ma to, kto wyjechał. Nie chodziło wyłącznie o ludzi posiadających duże portfele akcji i nieruchomości. Wśród emigrantów znalazła się znaczna grupa przedsiębiorców, czyli osób, których majątek był powiązany z kontrolą nad firmami działającymi w Norwegii. Badania Christine Blandhol z Princeton pokazują, że po reformie wskaźnik emigracji w grupie dotkniętych nią gospodarstw domowych wzrósł z 0,2 proc. do ponad 2 proc. w roku jej wprowadzenia. Około 40 proc. osób, które wyjechały, było właścicielami firm.

Badanie Christine Blandhol idzie dalej i próbuje oszacować, co taki odpływ oznacza dla firm pozostających w Norwegii. Według jej analizy przedsiębiorstwa należące do właścicieli, którzy wyemigrowali, miały średnio o 12,6 proc. niższe przychody niż porównywalne firmy, których właściciele pozostali w kraju. Model ekonomiczny zastosowany przez badaczkę wskazuje na możliwość długookresowego spadku produkcji Norwegii o 1,3 proc. w następstwie reformy. Jest to jednak wynik modelu dotyczącego konkretnego mechanizmu. Nie należy go przedstawiać jako prognozę, że norweska gospodarka rzeczywiście skurczy się o 1,3 proc.

Szwajcaria okazała się naturalnym kierunkiem

Najważniejszym kierunkiem migracji dla Norwegów stała się Szwajcaria. Dla zamożnego Norwega jest to rozwiązanie stosunkowo łatwe organizacyjnie. Oba kraje są stabilnymi gospodarkami europejskimi, a Szwajcaria od dawna konkuruje o rezydentów posiadających duży majątek. Nie chodzi więc o ucieczkę do egzotycznego raju podatkowego. Chodzi o przeniesienie miejsca zamieszkania do państwa, które również jest bogate, bezpieczne i dobrze skomunikowane z Norwegią, ale inaczej opodatkowuje majątek.

Według danych cytowanych przez Reutersa ponad 500 zamożnych Norwegów przeniosło się za granicę w ostatnich latach, a dane banku DNB wskazywały na ponad 500 Norwegów posiadających co najmniej 2 mln franków szwajcarskich (9,3 mln zł) majątku mieszkających w Szwajcarii. W rankingu 400 najbogatszych Norwegów aż 105 osób mieszkało już poza krajem albo przeniosło kontrolę nad majątkiem na członków rodziny mieszkających za granicą.

Sama emigracja nie oznacza jednak automatycznie, że Norwegia traci całą aktywność gospodarczą przedsiębiorcy. Właściciel może nadal posiadać udziały w norweskiej spółce, firma może nadal zatrudniać pracowników w Oslo, Bergen czy Trondheim, a produkcja może pozostać w kraju. Zmienia się jednak miejsce zamieszkania właściciela, sposób opodatkowania jego majątku oraz część decyzji dotyczących inwestowania i wypłaty kapitału. Przy większej liczbie takich przypadków może to stopniowo zmieniać strukturę własności norweskich przedsiębiorstw.

Największy problem zaczyna się przed osiągnięciem zysku

Podatek majątkowy jest szczególnie trudny dla firm, które mają wysoką wycenę, ale jeszcze nie generują odpowiednio wysokich przepływów pieniężnych. Startup może być wart setki milionów koron na podstawie rundy finansowania albo oczekiwań inwestorów, podczas gdy jego działalność nadal pochłania kapitał. Właściciel może więc posiadać bardzo wartościowe udziały i jednocześnie nie mieć dochodu, który pozwalałby bezproblemowo finansować coroczny podatek.

To odróżnia podatek od majątku od podatku dochodowego. Podatek dochodowy pojawia się wtedy, gdy podatnik osiąga dochód. Podatek majątkowy jest związany z wartością posiadanych aktywów. W przypadku nieruchomości, która generuje czynsz, albo firmy regularnie wypłacającej dywidendę, znalezienie pieniędzy na podatek jest relatywnie prostsze. W przypadku szybko rosnącego przedsiębiorstwa, którego wartość rośnie na papierze, ale zysk pozostaje w firmie, właściciel może zostać zmuszony do wyciągnięcia pieniędzy ze spółki.

Robert Iacono z Norweskiego Uniwersytetu Nauki i Technologii zwraca uwagę, że dostępne badania nie pozwalają jednak sprowadzić całego problemu do prostego równania, w którym podatek automatycznie oznacza mniej inwestycji i zatrudnienia.

To ważne zastrzeżenie, ponieważ w norweskiej debacie funkcjonują równolegle dwa różne obrazy gospodarki. Jeden pokazuje przedsiębiorców, którzy przenoszą rezydencję do Szwajcarii i wskazują na koszt podatku od majątku. Drugi pokazuje Norwegię jako państwo z wysokiej jakości instytucjami, dużym majątkiem publicznym, wysokim poziomem życia i relatywnie wysokim poziomem równości. Dane nie pozwalają powiedzieć, że jeden z tych obrazów całkowicie unieważnia drugi.

Podatek przynosi pieniądze mimo emigracji

Jednocześnie narracja o podatku majątkowym jako całkowitej porażce fiskalnej nie znajduje potwierdzenia w danych. Według Reutersa wpływy z podatku majątkowego wzrosły do około 0,6 proc. norweskiego PKB. To nie jest kwota, która mogłaby zastąpić dochody z ropy, ale w skali całego budżetu stanowi istotne źródło pieniędzy. W 2023 roku podatek płaciło 671 639 osób, czyli około 12 proc. populacji.

Właśnie dlatego spór jest tak trudny do rozstrzygnięcia prostym argumentem. Z jednej strony państwo otrzymuje realne wpływy, a Norwegia pozostaje krajem o bardzo wysokim poziomie dochodów i dużym majątku publicznym.

Z drugiej strony część podatników reaguje na zmianę zasad przeniesieniem rezydencji. Badania wskazują natomiast, że wśród emigrujących znajdują się przedsiębiorcy i właściciele firm. To właśnie tutaj pojawia się problem prognozowanego „kryzysu bogactwa państwa norweskiego”. Sam odpływ kilkuset zamożnych osób nie może oznaczać załamania gospodarki liczącej 5,6 mln mieszkańców i dysponującej funduszem wartym ponad 22 bln koron.

Może jednak być sygnałem, że określony fragment norweskiego modelu gospodarczego zaczyna działać inaczej niż wcześniej. Jeżeli przedsiębiorcy nie tylko wyjeżdżają, ale również przenoszą kolejne etapy rozwoju firm, zespoły zarządzające, inwestycje i własność poza Norwegię, konsekwencje mogą być większe niż sama utrata wpływów z podatku od jednej osoby.

Zamożni nie są jedynym źródłem wzrostu

Badania dotyczące migracji podatkowej sugerują zresztą, że trzeba uważać na przenoszenie doświadczeń pojedynczych miliarderów na całą gospodarkę.

Analiza Katrine Jakobsen i współautorów wskazuje na wyraźną reakcję migracyjną zamożnych podatników na zmianę obciążenia podatkiem majątkowym. Autorzy szacują, że wzrost najwyższej stawki podatku majątkowego o 1 pkt proc. zmniejsza liczbę zamożnych podatników o około 2 proc. Jednocześnie szacowane efekty dla całego zatrudnienia i inwestycji są znacznie mniejsze, niż sugerowałaby sama skala odpływu najbogatszych.

To oznacza, że „ucieczka bogatych” może być zjawiskiem realnym, ale nie musi prowadzić do proporcjonalnego „upadku gospodarki”. Właściciel firmy może zmienić rezydencję bez przenoszenia zakładu produkcyjnego, pracowników czy klientów. Z drugiej strony w przypadku przedsiębiorców, których obecność w kraju ma znaczenie dla decyzji inwestycyjnych, zarządzania i finansowania nowych projektów, skutki mogą być bardziej odczuwalne. Badanie Christine Blandhol wskazuje właśnie na ten kanał, ponieważ obejmuje przedsiębiorców, a nie tylko pasywnych właścicieli aktywów.

W norweskiej debacie pojawia się więc coraz częściej pytanie o granicę między opodatkowaniem majątku a opodatkowaniem kapitału potrzebnego do dalszego rozwoju przedsiębiorstwa. Jeżeli podatek jest pobierany od aktywa, którego właściciel nie może łatwo sprzedać bez utraty kontroli nad firmą, koszt ekonomiczny może być inny niż w przypadku gotówki czy płynnych papierów wartościowych. To szczególnie ważne dla kraju, który chce budować własne firmy technologiczne, zwiększać inwestycje prywatne i ograniczać zależność gospodarki od sektora naftowego.

Norwegia może mieć problem, ale nie taki, jak sugerują nagłówki

Krytycy norweskiego systemu mają jeden mocny argument: kapitał i właściciele firm są znacznie bardziej mobilni niż większość pracowników. Jeżeli różnica w opodatkowaniu między dwoma państwami jest wystarczająco duża, najbogatsi mogą zmienić miejsce zamieszkania. Natomiast pracownik norweskiej fabryki czy pielęgniarka z Oslo nie mogą w równie prosty sposób przenieść całego swojego życia do Szwajcarii. Podatek majątkowy może więc tworzyć nierówną reakcję różnych grup podatników na zmianę polityki fiskalnej.

Z drugiej strony, Norwegia nadal ma bardzo silne argumenty przyciągające działalność gospodarczą. Jest krajem stabilnym politycznie, z dobrze funkcjonującymi instytucjami, wysokim poziomem kapitału ludzkiego, dostępem do energii i ogromnym majątkiem publicznym. Sam fakt, że część miliarderów wyjeżdża, nie oznacza, że Norwegia traci wszystkie przewagi konkurencyjne. Również dlatego nie można mechanicznie uznać, że każda osoba opuszczająca kraj oznacza odpowiadającą jej stratę dla PKB.

Kristoffer Berg, wykładowca na Uniwersytecie Cambridge, zwraca uwagę na jeszcze jeden problem związany z opodatkowaniem zamożnych właścicieli. Chodzi o powstawanie zobowiązania podatkowego, które pozostaje związane z aktywem nawet wtedy, gdy jego właściciel nie zrealizował jeszcze zysku.

– Opodatkowanie w momencie realizacji tworzy ukryte zobowiązanie podatkowe. Zamiast je znosić lub dodawać podatki majątkowe, łatwiej jest chronić bazę podatkową, zamykając istniejące luki – stwierdził w rozmowie z XYZ Kristoffer Berg.

Przyszłość norweskiego modelu zależy od czegoś więcej niż podatku

Norwegia nie stoi przed wyborem między „podatkiem dla bogatych” a „ucieczką wszystkich miliarderów”. Rzeczywisty problem jest znacznie bardziej techniczny. Państwo musi ustalić, jak opodatkować majątek tak, aby utrzymać wpływy, ograniczać koncentrację bogactwa i finansować usługi publiczne. A jednocześnie – by nie tworzyć zachęt do przenoszenia właścicieli przedsiębiorstw i kapitału za granicę. To wymaga spojrzenia na cały system podatkowy, a nie tylko na jedną stawkę.

Norwegia ma przy tym coś, czego nie można odtworzyć ustawą podatkową w innym państwie. Ma gigantyczny fundusz zbudowany z dochodów naftowych, stabilne instytucje i wieloletnią tradycję wysokich podatków. Jeżeli więc część najbogatszych mieszkańców przenosi się do Szwajcarii, nie oznacza to automatycznie, że cały model państwa dobrobytu przestaje działać.

Znacznie ciekawsze pytanie brzmi, czy w długim okresie Norwegia będzie potrafiła tworzyć nowe prywatne majątki i firmy wystarczająco szybko, aby zastąpić te, które stają się własnością zagraniczną albo są zarządzane przez właścicieli mieszkających poza krajem.

Główne wnioski

  1. Norwegia od lat opodatkowuje majątek, a w 2022 r. podniosła najwyższą stawkę podatku majątkowego do 1,1 proc. Po tej zmianie wyraźnie wzrosła liczba zamożnych osób wyjeżdżających z kraju, przede wszystkim do Szwajcarii. Wśród emigrujących znalazło się wielu przedsiębiorców, których majątek był związany z własnością firm.
  2. Podatek majątkowy może być szczególnie problematyczny dla właścicieli szybko rozwijających się firm. Wartość ich udziałów może rosnąć, mimo że przedsiębiorstwo nie przynosi jeszcze dużych dochodów ani nie wypłaca dywidend. Właściciel musi wtedy znaleźć pieniądze na podatek, np. poprzez wypłatę gotówki ze spółki lub sprzedaż części udziałów.
  3. Wpływ emigracji bogatych na całą norweską gospodarkę pozostaje przedmiotem sporu. Z jednej strony państwo nadal uzyskuje znaczące wpływy z podatku majątkowego, a Norwegia dysponuje ogromnym funduszem naftowym i silnymi instytucjami. Z drugiej strony badania wskazują, że odpływ części przedsiębiorców może w dłuższej perspektywie wpływać na inwestycje, własność firm i rozwój nowych przedsiębiorstw.