Nowe progi podatkowe zamiast kwoty wolnej. Na czyje względy liczy rząd?
Zamiast podwyższenia kwoty wolnej od podatku będą zmiany w progach podatkowych. Propozycja premiera jest jednak bardziej zachowawcza niż wcześniej zgłaszane inicjatywy. – To jedynie plasterek, a klasa średnia potrzebuje poważnej operacji podatkowej – uważa poseł Rafał Komarewicz.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co zaproponował premier i co może to politycznie oznaczać.
- Jak nowa propozycja wpisuje się w dyskusję o zmianach progów podatkowych.
- Jakie będą etapy wprowadzania zmian.
Po miesiącach unikania jasnych deklaracji rząd chce wprowadzić zmiany w progach podatkowych. W środę premier Donald Tusk oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański ogłosili kształt proponowanych zmian. Szef rządu stwierdził, że razem z ministrem, chcą w dwóch wymiarach ulżyć rosnącej klasie średniej.
Główne zmiany dotyczą progów podatkowych. Obecny próg, wynoszący 120 tys. zł, ma zostać podniesiony do 130 tys. zł. Wprowadzona ma być nowa stawka wynosząca 24 proc. Ma objąć płatników PIT zarabiających od 130 tys. do 150 tys. zł.
Oznaczałoby to, że osoby zarabiające rocznie do 120 tys. zł płaciłyby 12 proc. PIT. Z kolei zarabiający 130-150 tys. zł płaciliby 24 proc. podatku dochodowego. Osoby zarabiające więcej niż 150 tys. zł płaciłyby 32 proc. podatku.
Nowy próg podatkowy
Z rządowych zapowiedzi wynika, że samo podniesienie progu z 120 tys. zł do 130 tys. zł będzie oznaczało dla podatnika 2 tys. zł oszczędności. W przypadku osób przekraczających kolejne progi byłoby to o 3,6 tys. zł. Ze zmian ma skorzystać 3,5 mln podatników.
Ostatnio drugi próg podatkowy podniesiono w 2021 r. jeszcze za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Podniesiono go z 8 tys. zł do 30 tys. zł. W efekcie inflacji i wzrostu płacy minimalnej liczba podatników przekraczających drugi próg szybko stała się rekordowa.
Zmiana w podatku CIT
Zmiana progów podatkowych ma zostać sfinansowana w trzech krokach. To:
- podniesienie stawki podatku CIT z 19 do 22 proc. dla firm, których przychody w skali roku przekraczają 50 mln euro (200 mln zł) oraz dla podatkowych grup kapitałowych,
- podwyższenie o 1 pkt proc. do 5 proc. daniny solidarnościowej od zarabiających co najmniej 1 mln zł rocznie,
- powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla ryczałtowców wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł (obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro).
– Ta stawka 22 proc. to jest mniej więcej średnia dla Unii Europejskiej. Zaproponowane dzisiaj zmiany się mniej więcej bilansują. To pierwsza od wielu, wielu lat zmiana, która nie kosztuje budżetu, tylko jest z punktu widzenia budżetu neutralna – zapewnił minister Andrzej Domański.
Zmiany już po wakacjach?
Propozycjami zmian podatkowych Rada Ministrów ma zająć się na piątkowym nieformalnym posiedzeniu oraz na kolejnym, które odbędzie się w przyszłym tygodniu. Czy projekt trafi na pierwsze powakacyjne posiedzenie sejmu? Mariusz Witczak, poseł Koalicji Obywatelskiej, przyznaje, że jest to możliwe.
– Projekt powinien trafić do sejmu dość szybko, zwłaszcza że ustawy podatkowe muszą być procedowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Nie wykluczam, że trafi już na pierwszym wrześniowym posiedzeniu sejmu – mówi Mariusz Witczak.
Polityk KO dodaje, że projekt wychodzi naprzeciw rosnącym płacom w „nieoczywistych sektorach”.
– Jak choćby w przypadku pielęgniarek. To również pracownicy rozwojowi w sektorach, które dużo dają gospodarce. Nawet przy naszych liberalnych poglądach na podatki i gospodarkę jesteśmy zobowiązani wydawać dużo na armię i służbę zdrowia. Trzeba więc to wszystko kalibrować. Wprowadzenie wyższego podatku dla firm, które mają ponad 200 mln zł przychodu, jest rozwiązaniem. Dotyczy to w dużym stopniu firm operujących na rynkach globalnych. One pośrednio również skorzystają, bo ich pracownicy wpadający w 32-procentowy próg będą więcej zarabiać. Firmy zapłacą wyższy CIT, ale na tej zmianie skorzystają ich pracownicy – komentuje poseł Witczak.
„To jedynie plasterek”
Zmian w progach podatkowych od stycznia domagał się poseł Rafał Komarewicz, będąc jeszcze członkiem Polski 2050 (obecnie należy do klubu Centrum). Postulował wtedy wprowadzenie Pakietu dla klasy średniej, na który składałyby się podwyższenie kwoty wolnej od podatku z 30 tys. zł do 45 tys. zł oraz powiązanie jej z płacą minimalną, a także podwyższenie progu podatkowego ze 120 tys. zł do 200 tys. zł. Próg podatkowy miałby tu być powiązany ze średnią krajową.
Zmiany miałyby być sfinansowane dzięki likwidacji ryczałtów, uszczelnieniu CIT-u oraz wprowadzeniem podatku cyfrowego i podatku katastralnego od czwartego mieszkania. Nie mógł jednak przebić się z tymi pomysłami do Ministerstwa Finansów.
W rozmowie z XYZ polityk przyznaje, że ruch rządu to krok w dobrą stronę, ale „nie rozwiązuje problemów klasy średniej”. Jego zdaniem próg mógłby wynosić 200 tys., gdyby był regularnie waloryzowany od ostatniego podwyższenia.
– Rząd nie tyle podnosi próg, ile próbuje nadrobić zaległości w niewielkim wymiarze. Z kolei nowa stawka podatkowa to działanie, które nie wychodzi naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom klasy średniej. Jest tylko półśrodkiem. To jedynie plasterek, a klasa średnia potrzebuje poważnej operacji podatkowej. Koalicja powinna wykazać się ambicją i zbudować trwałe podstawy dla rozwoju klasy średniej na lata. Potrzeba więcej odwagi. Mój Pakiet od ponad pół roku czeka na rzetelną dyskusję. Ja jestem gotowy, aby nad nim pracować – mówi Rafał Komarewicz.
Polityk klubu Centrum ocenia pomysł zmian w podatku CIT jako niewystarczający. Pozytywnie ocenia zmiany dotyczące ryczałtu.
– Cieszę się, że choć część moich propozycji została wykorzystana przez rząd. Uszczelnienie ma jednak sens pod warunkiem, że te pieniądze sfinansują realną ulgę dla ludzi, którzy dziś są za swoją ciężką pracę karani – komentuje poseł Komarewicz.
Koalicjanci „na tak”
Polska 2050 złożyła w kwietniu projekt ustawy o zmianach w progach podatkowych. Zakładał on podwyższenie drugiego progu z 120 tys. zł do 140 tys. zł.
W czerwcu w wywiadzie dla XYZ potrzebę zmian w progach podatkowych sugerowała minister edukacji Barbara Nowacka (KO). Zwracała uwagę, że drugi próg coraz częściej nieznacznie przekraczają nauczyciele. Przyznała wówczas, że regularnie rozmawia na ten temat z ministrem Andrzejem Domańskim.
O środowych propozycjach premiera i ministra finansów pozytywnie wypowiedziały się Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i szefowa Unii Centrum oraz Anna Maria Żukowska, szefowa klubu Lewicy.
PiS również chce zmian
W połowie czerwca zmiany w progach podatkowych postulowało PiS. Przemysław Czarnek zapowiedział podwyższenie w 2028 r. drugiego progu podatkowego z 120 tys. zł do 180 tys. zł oraz do 360 tys. zł dla małżeństw, które wspólnie się rozliczają. Szefowa Polski 2050, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, apelowała do koalicjantów o zmiany w progach podatkowych, bo w przeciwnym razie zrobi to PiS po wygraniu wyborów.
Poseł PiS Michał Kowalski krytycznie ocenia propozycje rządu.
– Premier kombinuje i próbuje wprowadzać kosmetykę podatkową. To nie jest poważna reforma, tylko pudrowanie. Twierdzi, że będziemy mieli więcej w portfelu, jednak przy poziomie 150 tys. roczne oszczędności mają wynieść 3,6 tys. zł rocznie. Nasza propozycja podniesienia drugiego progu ze 120 do 180 tys. dawała Polakom ok. 12 tys. oszczędności rocznie. Nasza propozycja zapewniałaby Polakom więcej. To duża różnica. Należy zreformować finanse publiczne i realnie obniżyć podatki – mówi poseł Michał Kowalski.
Krytycznie nowy pomysł rządu ocenia też Sławomir Mentzen. Lider Konfederacji napisał na platformie X, że podwyższenie drugiego progu podatkowego jest symboliczne. Potępił pomysł zmian, które dotknęłyby ryczałtowców.
Co zrobi prezydent? Możliwe opcje
Choć projekt ma trafić na Radę Ministrów w piątek, to premier już teraz zaapelował do prezydenta Karola Nawrockiego, by nie wetował tej ustawy. Stwierdził, że perspektywa weta utrudnia rządowi podejmowanie decyzji. Nie wiadomo na razie, w jakiej formie proponowane zmiany trafią do sejmu.
Prezydent w kampanii wyborczej deklarował, że nie podpisze ustaw podnoszących podatki. W listopadzie podpisał jednak ustawę podnoszącą CIT dla dużych banków i instytucji finansowych. Gdyby z parlamentu do Pałacu Prezydenckiego trafiły dwa projekty – osobny o zmianach w progach podatkowych i osobny o zmianach w CIT, ryczałcie i daninie solidarnościowej – łatwiej byłoby podpisać pierwszy a zawetować drugi. Skutkowałoby to jednak wzrostem zadłużenia, a rząd musiałby szukać innych źródeł finansowania zmian w progach podatkowych.
Gdyby jednak wszystkie zmiany zawarto w jednym projekcie, prezydent mógłby odesłać ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Przy obecnym tempie prac Trybunału znacznie utrudniłoby to lub wręcz uniemożliwiło wejście w życie nowych przepisów podatkowych z początkiem 2027 r.
Paweł Szefernaker, szef prezydenckiego gabinetu, uważa, że rząd swoją inicjatywą skomplikuje system podatkowy. Przypomniał, że prezydent rok temu złożył projekt ustawy podnoszącej próg podatkowy do 140 tys. zł
Koalicja liczy jednak, że przekonującym argumentem dla prezydenta będzie 3,5 mln osób, które na zmianach skorzystają.
– Prezydent Nawrocki będzie w bardzo trudnej sytuacji, jeżeli chodzi o proporcje tych dwóch zjawisk. W grę wchodzi nieco większe obciążenie dla największych firm, w tym międzynarodowych, ale aż 3,5 mln obywateli może na tych zmianach skorzystać. Może to być dla prezydenta trudne politycznie. Będzie musiał stawić czoła tym 3,5 mln Polaków, którzy mogą zyskać – uważa poseł KO Mariusz Witczak.
Progi podatkowe zamiast kwoty wolnej
Zdaniem prof. Danuty Pleckiej, kierowniczki Zakładu Systemów Politycznych z Uniwersytetu Gdańskiego, obecnie trudno powiedzieć, czy zmiana w progach podatkowych poprawi notowania rządzących. Jej zdaniem środowa zapowiedź premiera to polityczna rekompensata za brak podwyższenia kwoty wolnej od podatku.
– Na pewno jest to próba spełnienia przynajmniej części ze 100 obietnic, które koalicja rządząca dała obywatelom. Może to być też próba odwrócenia uwagi od nieszczęsnej decyzji o odwołaniu ministra Macieja Berka i wysłaniu go do Trybunału Konstytucyjnego. Zamiast podwyższenia kwoty wolnej rząd proponuje wprowadzenie jeszcze jednego progu podatkowego. Budżet państwa, jak wiemy, bo minister Domański o tym oficjalnie mówi, nie wytrzymałby pewnie podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Obietnica wprowadzenia nowego progu podatkowego jest oczywiście zamiast wszystkiego, co w kwestiach podatkowych było obiecywane – ocenia prof. Danuta Plecka.
Premier przyznał, że w latach 2027-2028 podwyższenie kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł będzie niemożliwe. Była to jedna ze sztandarowych obietnic wyborczych KO przed wyborami w 2023 r. Według ministra Domańskiego kosztowałoby to 54 mld zł.
– Nikt nie mówi, że to najlepsze rozwiązanie, ale to kalibracja podatkowa, dzięki której realnie będzie więcej pieniędzy w portfelach. Bierzemy pod uwagę wydatki i potrzeby budżetowe. Z tyłu głowy mamy deficyt i w większym stopniu dług publiczny. Prawie pół biliona zł wydajemy na zbrojenia i NFZ – mówi poseł Mariusz Witczak z KO.
Stabilizacja poziomu życia
Prof. Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, uważa, że proponowane zmiany mogą mieć pozytywne skutki. Przynajmniej z dwóch powodów.
– Pierwszy, to sytuacja, w której losy kolejnych rządów zależą od stabilizacji poziomu życia grup elektoralnych kluczowych dla rządzących formacji. Jeżeli nie ma poczucia zagrożenia, to mimo zastrzeżeń i afer wyborcy zostają przy tych formacjach. Jednak, jeżeli takie wątpliwości się pojawiają, oznacza to ciąg problemów i utratę poparcia – uważa prof. Rafał Chwedoruk.
Zdaniem politologa nadreprezentacja klasy średniej jest widoczna w elektoratach KO i Nowej Lewicy. To one mogą odczuć zmiany.
– Ten ruch będzie służył stabilizacji poziomu życia, a w niektórych wypadkach niewielkim wzrostom. Znamienna była niedawna dyskusja o dochodach nauczycieli, z której wynika, że coraz większa grupa pracowników oświaty wpada w drugi próg. Nie jest tajemnicą, że wśród nauczycieli koalicja rządząca ma lepsze notowania niż opozycja – ocenia ekspert.
Drugi możliwy skutek, to – jak twierdzi politolog – „europeizacja naszego systemu podatkowego”.
– Jesteśmy bardzo dziwnym krajem, który jest zafascynowany światem zachodnim, ale nie chce przyjąć do wiadomości, że ważnym elementem zachodniego dobrobytu jest progresja podatkowa. Nawet w Stanach Zjednoczonych federalny PIT ma więcej progów niż w Polsce. Likwidacja trzeciej stawki PIT w Polsce była wspólnym dziełem PiS-u i PO. Było to absurdalne, bo co czwarta złotówka PIT-u pochodziła z trzeciego progu – uważa wykładowca UW.
Problem dla opozycji
Mimo pierwszych krytycznych reakcji ze strony polityków opozycji prof. Rafał Chwedoruk uważa, że ewentualne głosowanie przeciwko nie postawi ich w łatwej sytuacji.
– PiS, które zawsze próbowało się przedstawiać jako polityczna reprezentacja mniej i średniozamożnych Polek i Polaków, nie powinno być przeciw. Największe wątpliwości mogą dotyczyć Konfederacji, która jest neoliberalna w obu nurtach: libertariańskim i post-endeckim. Może stosować retorykę konieczności szukania oszczędności budżetowych, a z drugiej strony próbować pokazywać oblicze partii bardziej umiarkowanej i rozumiejącej nie tylko młodych wyborców, ale też osoby z klasy średniej, w których interesie ma być ta reforma – ocenia politolog.
Główne wnioski
- Premier chce podwyższyć drugi próg podatkowy do 130 tys. zł i wprowadzić nową stawkę 24 proc. dla podatników zarabiających od 130 tys. do 150 tys. zł. Zarabiający więcej mieliby płacić 32-procentową stawkę. Rząd chce to sfinansować, podwyższając CIT dla firm zarabiających, co najmniej 200 mln zł rocznie, podwyższając daninę solidarnościową i obniżając limit dla ryczałtowców. Zdaniem prof. Danuty Pleckiej zmiany w progach podatkowych to odpowiedź na brak podwyższenia kwoty wolnej od podatku. Z kolei prof. Rafał Chwedoruk uważa, że zmianę odczują wyborcy KO i Nowej Lewicy.
- Zmian w progach podatkowych domagał się od miesięcy poseł klubu Centrum Rafał Komarewicz. Jego pomysły szły jednak dalej. Chciał również powiązania progu podatkowego ze średnim wynagrodzeniem. Projekt ustawy zmieniającej próg podatkowy złożyła Polska 2050. Dalej idących zmian chce również PiS.
- Rząd już w piątek ma zająć się pomysłami zmian na nieoficjalnym posiedzeniu. Niewykluczone, że projekt ustawy trafi na pierwsze wrześniowe posiedzenie sejmu.
