Polska marka kosmetyczna Mokosh ma globalne ambicje. Ma też pomysł na Koreę
Jeszcze kilka lat temu w Europie Zachodniej wielu partnerów nie potrafiło sobie wyobrazić, że polski krem kosztujący 30–40 euro może być produktem premium. Pytali, dlaczego ktoś miałby wybrać polski kosmetyk, skoro może kupić francuski? – mówi Anna Rutkowska-Didiuk, prezeska Mokosh Company.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie znaczenie i renomę mają dzisiaj polskie marki kosmetyczne na globalnych rynkach.
- Jaka jest strategia rozwoju rodzinnej polskiej marki kosmetycznej Mokosh.
- Jaki Mokosh ma plan na podbicie Korei.
Mokosh pochodzi od imienia słowiańskiej bogini związanej z urodzajem, plonami, wilgocią oraz kobiecymi zajęciami.
– Z czasem nazwa Mokosh zaczęła przede wszystkim symbolizować fundament naszej marki, czyli kobiecość i zakorzenienie w naturze. Jednocześnie firma obrała kierunek rozwoju oparty na zaawansowanych technologiach – dodaje Anna Rutkowska-Didiuk.
Dzisiaj Mokosh to naturalne dermokosmetyki premium, łączące składniki pochodzenia naturalnego z osiągnięciami nauki.
– Kiedy zaczynałyśmy, miałyśmy w sobie pewną bezczelność i odwagę. Wierzyłyśmy, że nam się uda, bo znalazłyśmy lukę rynkową. Chciałyśmy tworzyć dla nas samych takie kremy i kosmetyki, których potrzebowałyśmy. O krótkich składach, estetycznych szklanych opakowaniach, w których wiemy dokładnie, co się znajduje i w jakich stężeniach. W otwarcie firmy zainwestowałyśmy ok. 300 tys. zł z własnych oszczędności na opracowanie pierwszych receptur, niezbędne badania i rejestrację produktów, zakup surowców i opakowań – mówi Anna Rutkowska-Didiuk, prezeska Mokosh Company.
Mokosh - kroki milowe
Marka Mokosh powstała w 2014 r. Pierwsze trzy lata były okresem poznawania rynku kosmetycznego, budowania koncepcji i rozwijania produktów.
– Wówczas rynek kosmetyków naturalnych w Polsce raczkował, a my razem z nim. Przełomowy był 2017 r., kiedy zdecydowałyśmy się na przeniesienie działalności do Kazunia, gdzie do dziś znajduje się nasz zakład produkcyjny. Powstało tam nasze zaplecze laboratoryjne oraz produkcja. Na start zainwestowałyśmy 600 tys. zł na adaptację budynku, zakup mieszalników i urządzeń konfekcjonujących, budowę stacji uzdatniania wody oraz wyposażenie laboratorium. Całkowity koszt uruchomienia zakładu wyniósł ok. 720 tys. zł. Wcześniej działałyśmy chałupniczo w niewielkim biurze w Pieńkowie i korzystałyśmy z zewnętrznych laboratoriów i producentów – mówi Anna Rutkowska-Didiuk.
Pozwoliło to znacząco zwiększyć zarówno sprzedaż, jak i skalę produkcji. Dzisiaj Mokosh ma ok. 200 SKU produktowych, wytwarza około 740 tys. sztuk kosmetyków rocznie.
– W 2025 r. osiągnęliśmy około 19 mln zł obrotu i ponad 1,2 mln zł zysku netto. W pierwszym półroczu 2026 r. odnotowaliśmy już 10 mln zł przychodu i około 900 tys. zł zysku netto. Rozwijamy się o kilka punktów procentowych szybciej niż rynek kosmetyków naturalnych i ponad dwukrotnie szybciej niż cały rynek kosmetyczny. W kolejnych latach zamierzamy jeszcze zwiększyć tempo wzrostu – zapewnia Anna Rutkowska-Didiuk.
Nasze specjalistyczne produkty do ciała mogą być dla Koreańczyków ciekawą kategorią, ponieważ oni bardzo mocno koncentrują się na pielęgnacji twarzy, a ciało jest często pomijane.
Dzisiaj Mokosh skupia się na inwestycjach, m.in. rozwój produkcji.
– Rozważamy zakup kolejnych mieszalników za kilkaset tysięcy złotych oraz inwestycje rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych na wybranych rynkach zagranicznych w działania marketingowe. Inwestujemy również w nowe receptury. Rozwijamy obszar psychodermatologii i neurokosmetyki, czyli takich formuł, które odpowiadają na coraz bardziej złożone potrzeby skóry i działają mocniej i głębiej niż kosmetyki starego typu. Na rynku pojawia się coraz więcej innowacyjnych składników, a nas cały czas fascynuje branża surowców kosmetycznych. Tu jesteśmy trochę jak szefowie kuchni, którzy tworzą swoje produkty, ale wszystkie składniki, które trafiają do naszego „kotła”, powstają w ramach osobnej, bardzo zaawansowanej technologicznie branży – przyznaje współwłaścicielka firmy Mokosh.
Zdaniem eksperta
Trzeba zdefiniować i promować P-beauty
Polska ma także unikalny w skali świata rodowód. Tradycyjne praktyki zielarskie stworzyły fundament nowoczesnej farmacji, a obok niej kształtował się silny przemysł kosmetyczny i kosmetologiczny.
Rodzima produkcja jest fundamentem polskiej gospodarki. Jeśli zaczniemy sprowadzać wszystko z krajów trzecich, staniemy się jedynie odbiorcami towarów wytwarzanych gdzie indziej, bez realnego wpływu na ich jakość ani na konsekwencje, jakie mogą mieć dla naszego zdrowia i środowiska.
Eksport to nie sprint, to maraton
Mokosh inwestuje również w eksport. Dzisiaj produkty z tej marki oraz pod eksportowym logo Mokann, trafiają na ponad 35 rynków świata.
– W 2025 r. udział sprzedaży eksportowej w całości obrotu stanowił 17,5 proc. W tym roku ten udział wynosi już 22 proc. Jesteśmy dostępni w Europie Środkowej i Południowej, w tym w krajach bałkańskich i bałtyckich. Od niedawna bardzo dynamicznie rozwija się Grecja. Mamy też stałych odbiorców na Litwie i w Mołdawii. Nasza marka na tych rynkach jest rozpoznawalna, konsumenci nie mieli większych mentalnych ograniczeń, żeby przyjąć, że polska marka może być dobra. Z kolei w Bośni i Hercegowinie mamy świetnego dystrybutora, który znalazł dla naszej marki trafiony kanał sprzedaży, jakim są apteki – dodaje Anna Rutkowska-Didiuk.
Po 12 latach obecności na rynku nadal zaskakuje mnie, jak silna potrafi być moc rekomendacji. Forma marketingu szeptanego jest skuteczniejsza niż jakakolwiek głośna kampania reklamowa.
Jeżeli chodzi o rynki poza Europą, obszarem z ogromnym potencjałem, jest dla Mokosha Azja.
– Szczególnie ważne są dla nas Hongkong, Chiny i Tajwan, częściowo także Singapur, gdzie mamy kilku odbiorców. Nie udało nam się jeszcze wejść do Korei, ale przyglądamy się temu rynkowi i prowadzimy tam rozmowy. Mamy na niego pomysł. Nasze specjalistyczne produkty do ciała mogą być dla Koreańczyków ciekawą kategorią, ponieważ oni bardzo mocno koncentrują się na pielęgnacji twarzy, a ciało jest często pomijane – dodaje Anna Rutkowska-Didiuk.
Eksport uczy cierpliwości, bo procesy mogą trwać od kilku miesięcy do nawet kilku lat.
– To zawsze jest maraton, a nie sprint. Za 5 lat chciałabym, żeby sprzedaż eksportowa stanowiła w naszych przychodach co najmniej tyle samo, co sprzedaż krajowa. Uważam jednak, że ten udział może być jeszcze większy. Nawet jeśli w Polsce będziemy dalej rosnąć stopniowo, a rozpoznawalność marki będzie budować się w bezpiecznym tempie, inne kraje mogą dać nam duże możliwości rozwoju – dodaje Anna Rutkowska-Didiuk.
Warto wiedzieć
Rośnie popularność kosmetyków naturalnych i zaawansowanych technologicznie
Przyszłość polskiej branży kosmetycznej rysuje się pozytywnie, choć jej rozwój będzie odbywał się w wymagającym otoczeniu gospodarczym i geopolitycznym. Eksport pozostanie jednym z filarów wzrostu sektora. Na jego wyniki wpływać będą: kondycja gospodarek UE, w tym szczególnie niemieckiej, napięcia handlowe między największymi światowymi gospodarkami, możliwość zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw oraz utrzymująca się niestabilność polityczna na Bliskim Wschodzie oraz wojna w Ukrainie.
Przed producentami otwierają się nowe możliwości rozwoju. Sprzyja im wzrost wydatków konsumentów na produkty poprawiające komfort i jakość życia, dynamiczny rozwój handlu internetowego (w tym TikTok Shop uruchomiony w Polsce w połowie czerwca 2026) oraz rosnąca popularność kosmetyków naturalnych ekologicznych i zaawansowanych technologicznie. Coraz większego znaczenia nabierają inwestycje w automatyzację i cyfryzację procesów produkcyjnych, a także budowanie silnych marek własnych, które pozwalają skutecznie konkurować nie tylko ceną, lecz również jakością, innowacyjnością i rozpoznawalnością. Można oczekiwać, że polski przemysł kosmetyczny zachowa potencjał wzrostowy w kolejnych latach.
Brand made in Poland
Zdaniem przedsiębiorczyni polskie kosmetyki jeszcze nie mają silnej pozycji w Europie.
– Zwłaszcza gdy zaczynamy rozmawiać o marce premium. Tutaj nadal widać pewną barierę. Jeszcze kilka lat temu w Europie Zachodniej wielu partnerów nie potrafiło sobie wyobrazić, że polski krem kosztujący 30 czy 40 euro może być produktem premium i znaleźć swoich klientów. Pojawiało się pytanie: dlaczego ktoś miałby wybrać polski kosmetyk, skoro może kupić francuski? – mówi Anna Rutkowska-Didiuk.
Dzisiaj coraz więcej osób z Europy Zachodniej przyjeżdża do naszego kraju i są zaskoczeni tym, jak wygląda Polska, że jest nowoczesna, czysta, że mamy świetne restauracje i dynamicznie rozwijającą się gospodarkę.
– To wszystko sprawia, że inaczej patrzy się również na polskie marki premium, polski design, modę czy jakość naszych produktów. To jest proces, który trwa, ale zdecydowanie zmierza w dobrym kierunku. Jeśli mówimy o kosmetykach z segmentu masowego, ze średniej i niższej półki cenowej, to są one już dobrze postrzegane globalnie. Wielu zagranicznych dystrybutorów wie, że w Polsce potrafimy stworzyć świetny produkt w rozsądnej cenie. Zagraniczni dystrybutorzy, najczęściej chcą wprowadzać takie polskie kosmetyki do supermarketów i segmentu masowego – przyznaje współzałożycielka marki Mokosh.
Warto wiedzieć
Mokosh - firma rodzinna
Dzisiaj Mokosh jest w 100 proc. firmą rodzinną. Marka została założona w 2014 r. przez Annę Rutkowską-Didiuk, pełniącą funkcję CEO Mokosh Cosmetics, Annę Didiuk oraz Dawida Didiuka. Dawid Didiuk, jako przedsiębiorca, miał największy wpływ na rozwój sprzedaży. Anna Rutkowska-Didiuk dysponowała doświadczeniem korporacyjnym, między innymi w zarządzaniu projektami i marketingu, miała jasno sprecyzowaną wizję marki. Anna Didiuk jest kosmetologiem z doświadczeniem zdobytym w gabinetach kosmetycznych i spa. Współzałożycielki firmy prywatnie są szwagierkami.
Z inwestorem czy solo?
Założycielka Mokosh przyznaje, że firma nie potrzebuje z dnia na dzień sięgać po ogromne skale.
– Bardziej cieszy nas pewna stabilizacja, bezpieczeństwo marki na rynku i wypracowana opinia. Od początku nie było potrzeby szukania inwestora. Ten kapitał nigdy nie był dla nas celem samym w sobie. Natomiast czymś, co moglibyśmy w przyszłości rozważyć, jest połączenie sił z inną firmą, zarówno pod względem finansowym, jak i kompetencyjnym. Wyobrażam sobie sytuację, w której ktoś ma np. doświadczenie w rozwoju zagranicznym, budowie sieci franczyzowej czy dystrybucji w nietypowym modelu. Ma wiedzę, sprawdzone metody działania i kapitał, a razem z nami chciałby stworzyć konkretny projekt, na przykład joint venture. W takim przypadku jesteśmy otwarci na rozmowę. Natomiast układ, w którym ktoś narzuca swoje warunki tylko dlatego, że wnosi kapitał, nie jest dla nas interesujący – wyjaśnia Anna Rutkowska-Didiuk.
Kierunek e-commerce
Produkty Mokosh są dostępne stacjonalnie w takich sieciach jak m.in. Hebe, Rossmann, SuperPharm, Aelia, Baltona czy niektórych punktach Sephora.
– Rozwijamy się wszędzie tam, gdzie widzimy spójność z DNA naszej marki. Dobieramy też asortyment tak, aby pasował do asortymentu danej sieci. Bardzo fajnie funkcjonujemy np. na lotniskach. Nie chcemy z kolei za wszelką cenę skalować się w kierunku marki marketowej. Stawiamy na stały, ewolucyjny rozwój. Rynek kosmetyków premium rośnie, rosną też możliwości zakupowe polskich konsumentów, więc my naturalnie rośniemy razem z tymi zmianami – zapewnia przedsiębiorczyni.
Za 5 lat chciałabym, żeby sprzedaż eksportowa stanowiła w naszych przychodach co najmniej tyle samo, co sprzedaż krajowa. Uważam jednak, że ten udział może być jeszcze większy.
Jednak dzisiaj jednym z najważniejszych obszarów wzrostu Mokosh jest e-commerce.
– Sklep internetowy jest obecnie naszym najszybciej rozwijającym się kanałem sprzedaży. E-commerce daje dziś wiele możliwości rozwoju, od narzędzi ułatwiających zakupy, przez logistykę i rozwiązania mobilne, po wykorzystanie nowych technologii. Jeśli wokół sprzedaży internetowej zbuduje się odpowiedni ekosystem obejmujący pozycjonowanie, wyszukiwarki AI, media społecznościowe i komunikację z klientem, może on stać się bardzo silnym motorem wzrostu biznesu – przyznaje Anna Rutkowska-Didiuk.
Ogromnym kanałem marketingowym marki są stałe klientki i ich rekomendacje.
– Zdarza się, że cała partia limitowanego produktu na lato sprzedaje się w trzy dni. Marketing szeptany towarzyszy nam od początku. Po 12 latach obecności na rynku nadal zaskakuje mnie, jak silna potrafi być moc rekomendacji. Ta forma marketingu jest skuteczniejsza niż jakakolwiek głośna kampania reklamowa – zapewnia Anna Rutkowska-Didiuk.
Problematycznym obszarem jest dzisiaj to, co dzieje się w świecie influencerów i komunikacji z konsumentem.
– Każdego dnia każdy z nas mierzy się z ogromną liczbą publikacji i komunikatów w social mediach. Tradycyjne formy reklamy, takie jak prasa czy outdoor, nie przekazują merytorycznej wiedzy o produkcie. One budują rozpoznawalność, sprawiają, że logo czy marka zostają w pamięci konsumenta. Natomiast decyzja zakupowa często powstaje dopiero wtedy, gdy połączy się wiele elementów: reklamę, rekomendacje, treści edukacyjne i opinie innych osób. To jest coraz trudniejsze, coraz ciężej dotrzeć do tej samej grupy odbiorców za pomocą metod, które działały jeszcze kilka lat temu. Poza tym coraz trudniej budować wiarygodność w świecie pełnym podobnych komunikatów. Konsument jest zalewany informacjami i często nie wie już, komu może zaufać. Dodatkowo te działania stają się coraz droższe – przyznaje współzałożycielka marki Mokosh.
Główne wnioski
- Mokosh to naturalne dermokosmetyki premium, łączące składniki pochodzenia naturalnego z osiągnięciami nauki. Firma została założona przez szwagierki, które zainwestowały 300 tys. zł w jej otwarcie.
- Dzisiaj Mokosh ma ok. 200 SKU produktowych, wytwarza około 740 tys. sztuk kosmetyków rocznie. W 2025 r. firma wypracowała ok. 19 mln zł obrotu oraz ponad 1,2 mln zł zysku netto.
- Produkty marki Mokosh oraz pod eksportowym logo Mokann, trafiają na ponad 35 rynków świata. W 2025 r. udział sprzedaży eksportowej w całości obrotu stanowił 17,5 proc. Za 5 lat zarząd Mokosh chce by sprzedaż eksportowa stanowiła w przychodach co najmniej tyle samo, co sprzedaż krajowa.


