Powrót cesarskich arsenałów? Japonia chce nacjonalizować zbrojeniówkę
Rząd Japonii przygotowuje ustawę, która pozwoli państwu przejmować fabryki amunicji. Chodzi o zagwarantowanie stałych dostaw w przypadku przedłużającego się konfliktu zbrojnego.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Na czym polega forsowany przez władze Japonii model GOCO i dlaczego rząd chce objąć nim fabryki amunicji.
- Dlaczego historycy i eksperci ostrzegają, że projekt może oznaczać powrót do przedwojennego modelu wojskowych „arsenałów”.
- Jak Chiny reagują na zbrojenia sąsiadów.
Na przełomie czerwca i lipca najpierw rząd, a później niezależne media podały szczegóły planu reorganizacji produkcji zbrojeniowej w Japonii. Tokio rozważa nacjonalizację części zakładów wytwarzających sprzęt wojskowy. Celem ma być zagwarantowanie ciągłości dostaw na wypadek długotrwałego kryzysu lub konfliktu zbrojnego. Projekt ustawy ma trafić pod obrady parlamentu w przyszłym roku, ale sprawa już teraz wywołuje debatę o historii, wojnie w Ukrainie i rosnących napięciach w Azji. Budzi też coraz większe niezadowolenie w Chinach.
Tokio drży przed scenariuszem ukraińskim
Impuls do zmian w japońskiej obronności dała wojna w Ukrainie.
„Wojna w Ukrainie pokazała, jak ważne jest zapewnienie stałych dostaw broni i amunicji potrzebnych do obrony przed agresorem. Kijów mierzy się z poważnymi brakami pocisków kalibru 155 mm, używanych w artylerii dużego kalibru, oraz rakiet do amerykańskich systemów Patriot. To znacząco ogranicza zdolność Ukrainy do odpierania rosyjskich ataków” – napisał wpływowy dziennik „Asahi Shimbun”.
Były minister obrony ostrzegał na łamach dziennika, że Japonia szybko wyczerpie zapasy amunicji, jeśli obecny model produkcji się nie zmieni. Problemy ukraińskiego wojska pokazały azjatyckim planistom, jak kruchy może być łańcuch dostaw amunicji podczas przedłużających się walk.
Zdaniem analityków jednym z powodów niedoborów jest niska rentowność produkcji amunicji. Niewielkie marże zniechęcają firmy do zwiększania mocy wytwórczych.
Już w połowie 2025 r. politycy rządzącej Partii Liberalno-Demokratycznej przedstawili propozycję utworzenia „państwowych arsenałów”. W październiku koncepcja znalazła się w porozumieniu koalicyjnym LDP z Partią Innowacji Japonii. Po lutowych wyborach do niższej izby parlamentu koalicja dysponuje większością dwóch trzecich głosów, co daje jej szerokie pole do reformowania obronności. Część opozycji krytykuje jednak samą terminologię, bo nawiązuje ona do przedwojennych koshō – arsenałów cesarskiej armii i marynarki.
Warto wiedzieć
Przełom w japońskiej doktrynie obronnej
Przez dziesięciolecia, zgodnie z powojenną, pacyfistyczną doktryną, Japonia ograniczała bezpośrednie zaangażowanie państwa w prywatny przemysł zbrojeniowy. Zapowiedź, że rząd może przejmować zakłady produkcyjne, byłaby jedną z najgłębszych zmian w japońskim przemyśle obronnym od 1945 r.
W kwietniu rząd Sanae Takaichi zniósł zakaz eksportu śmiercionośnej broni, zezwalając na sprzedaż partnerom m.in. myśliwców i pocisków rakietowych. Okazało się jednak, że miejscowe fabryki, które przez lata produkowały niewielkie ilości sprzętu głównie na potrzeby Sił Samoobrony, nie mają wystarczających mocy przerobowych. Rząd uznał, że prywatne firmy obawiają się inwestowania miliardów jenów w nowe linie produkcyjne, dlatego część kosztów i ryzyka musi wziąć na siebie państwo.
Tokio rozważa przejęcie wybranych zakładów zbrojeniowych, aby zagwarantować stabilne dostawy amunicji i innego sprzętu w przypadku przedłużającego się kryzysu. Dzieje się to w kontekście rosnących napięć z Chinami i Koreą Północną. Dla Pekinu i Pjongjangu to sygnał, że Tokio chce budować zdolność do prowadzenia długotrwałej, wyczerpującej wojny obronnej.
Widmo przedwojennych arsenałów
Przed II wojną światową i w jej trakcie arsenały wojskowe w Tokio, Osace i Nagoi podlegały bezpośrednio cesarskiej armii. Własne zakłady miała także marynarka wojenna. Po kapitulacji Japonii produkcja uzbrojenia została powierzona przede wszystkim firmom prywatnym. Przez osiemdziesiąt lat był to jeden z filarów powojennego pacyfizmu.
Cytowany przez „Asahi Shimbun” Akihiro Sado, profesor polityki bezpieczeństwa na Uniwersytecie Osaka Seikei, ostrzega, że zmiana tego modelu może być niebezpieczna. Jego zdaniem oznaczałoby to zdjęcie z Japonii „szyldu państwa pacyfistycznego” bez poważnej debaty o tym, czym kraj powinien być po klęsce w wojnie na Pacyfiku.
„Coraz wyraźniej widać, że administracja Takaichi jednostronnie dąży do rozbudowy wojskowej, nie mając wypracowanej strategii dyplomatycznej” – stwierdził Sado.
Zdaniem eksperta
Japonia może pójść w ślady Korei Południowej
Na te zmiany nakłada się polityka bezpieczeństwa ekonomicznego. Jej przejawem jest m.in. podkreślanie przez japońskie władze, że podmioty prywatne muszą w większym stopniu brać pod uwagę kwestie bezpieczeństwa państwa. Rząd deklaruje także konieczność zapewnienia stabilnych łańcuchów dostaw, zwłaszcza w sektorach strategicznych.
Naturalnym punktem odniesienia są inne państwa Azji Wschodniej. Na Tajwanie kluczowe segmenty przemysłu zbrojeniowego od dawna pozostają w rękach państwa, państwowych instytutów badawczo-rozwojowych lub firm kontrolowanych przez sektor publiczny. Dotyczy to m.in. Narodowego Instytutu Nauki i Technologii Chung-Shan, Biura Uzbrojenia oraz Aerospace Industrial Development Corporation, które należą do głównych podmiotów tajwańskiej zbrojeniówki.
W Korei Południowej sytuacja jest bardziej złożona. Czebole, czyli największe konglomeraty biznesowe, są podmiotami prywatnymi, ale ich związki z sektorem publicznym pozostają bardzo ścisłe. W przemyśle obronnym przejawia się to m.in. planowaniem prowadzonym przez państwo za pośrednictwem Agencji Zakupów Obronnych, działającej przy Ministerstwie Obrony. Rząd wspiera też producentów uzbrojenia finansowo, m.in. kredytami, gwarancjami i instrumentami wspierającymi eksport, a jednocześnie kontroluje sprzedaż broni za granicę.
Wydaje się, że Japonia zamierza wybrać model bliższy południowokoreańskiemu niż tajwańskiemu. Za bieżącą produkcję mają nadal odpowiadać przede wszystkim podmioty prywatne, natomiast rola państwa ma polegać na planowaniu, kontroli, ograniczaniu ryzyka inwestycyjnego i zapewnianiu zdolności produkcyjnych na czas kryzysu.
Państwo właścicielem, firmy operatorami
Rozważany mechanizm nosi nazwę GOCO, od angielskiego „Government-Owned, Contractor-Operated”. W tym modelu rząd kupowałby grunty, zakłady i linie produkcyjne, a bieżącą produkcję nadal prowadziliby prywatni kontrahenci. Taki układ funkcjonuje od dekad w Stanach Zjednoczonych, gdzie w państwowych zakładach zarządzanych przez prywatnych operatorów produkowana jest m.in. amunicja artyleryjska. Japońskie Ministerstwo Obrony od kilku miesięcy prowadzi w tej sprawie konsultacje z firmami.
Propozycja wymaga zmiany prawa, bo obecna ustawa o wzmocnieniu bazy produkcji i technologii obronnych pozwala państwu przejmować fabryki jedynie tymczasowo, np. w razie problemów finansowych producenta. Nowe przepisy miałyby umożliwić trwałe przejmowanie wybranych zakładów. Cały projekt wpisuje się także w planowaną rewizję trzech kluczowych dokumentów: Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, Strategii Obrony Narodowej oraz Programu Rozbudowy Sił Obronnych.
Japonia długo cieszyła się czasem pokoju. Wszystko jest zbyt mocno zoptymalizowane pod kątem czasu pokoju – powiedział minister obrony.
Sprawa może się jednak okazać łatwiejsza do przeprowadzenia niż mogłoby się wydawać. Proponowane rozwiązanie popierają zarówno rządząca koalicja LDP i Ishin, jak i część środowisk opozycyjnych przychylnych rozbudowie zdolności obronnych. Wszystko wskazuje na to, że projekt ustawy dającej państwu prawo do przejmowania infrastruktury kluczowych zakładów obronnych może liczyć na szerokie poparcie w parlamencie.
Politycy Ishin nie tylko popierają głębszą ingerencję państwa w zabezpieczenie linii produkcyjnych. Wzywali także premier Takaichi do przyspieszenia rozbudowy potencjału obronnego.
Pekin odpowiada sankcjami
Równolegle rośnie presja gospodarcza Chin. W lutym chińskie Ministerstwo Handlu wpisało 20 japońskich podmiotów powiązanych z sektorem obronnym na listę kontroli eksportu. Oznacza to, że chińskie firmy nie mogą sprzedawać im towarów podwójnego zastosowania bez zgody władz w Pekinie. Na liście znalazły się m.in. spółki zależne Mitsubishi Heavy Industries budujące statki i silniki lotnicze, Kawasaki Heavy Industries oraz IHI. Kolejne 20 podmiotów, m.in. Subaru i Sumitomo Heavy Industries trafiły na listę wzmożonej kontroli. Pod koniec czerwca Chiny rozszerzyły restrykcje o kolejnych 20 podmiotów. W tym japoński Narodowy Instytut Studiów Obronnych oraz ośrodki badawcze związane z systemami lądowymi, morskimi i powietrznymi. Liczba firm i instytucji objętych restrykcjami sięgnęła tym samym 60.
Rzecznik chińskiego Ministerstwa Handlu oświadczył, że Tokio „nie okazało skruchy” i wręcz przyspieszyło – jak określa to Pekin – „nowy militaryzm”. Cytowani przez chińskie media państwowe analitycy twierdzą, że działania Japonii zagrażają bezpieczeństwu narodowemu Chin i uzasadniają nałożenie sankcji.
Fuzje na papierze, nie w fabrykach?
Ogłoszony pod koniec czerwca rządowy program zakłada też możliwość łączenia działów amunicyjnych różnych firm. Jak zauważył jednak „Asahi Shimbun”, producenci nie palą się do konsolidacji. Komatsu, Daikin Industries i Asahi-Seiki Manufacturing wytwarzają różne rodzaje amunicji i formalnie ze sobą nie konkurują. Zdaniem cytowanego przez gazetę urzędnika Ministerstwa Obrony utrudnia to przekonanie ich do fuzji. Problemem pozostają też rozproszenie zakładów i specjalistów oraz wysokie koszty nowych inwestycji w infrastrukturę GOCO.
Urzędnicy resortu obrony prowadzą również rozmowy z częścią producentów sprzętu wojskowego o reorganizacji ich działów amunicyjnych, a także o usprawnieniu produkcji samolotów i okrętów podwodnych.
W grudniu 2025 r. byli ministrowie obrony Yasukazu Hamada i Satoshi Morimoto proponowali w dokumencie programowym konsolidację produkcji lotniczej poprzez wydzielenie odpowiednich działów z firm macierzystych. Ponieważ jednak te działy przynoszą solidne zyski, koncerny nie wykazują ochoty, by się ich pozbyć.
Koizumi: żyliśmy zbyt długo w czasie pokoju
Głos w sprawie zabrał także szef resortu obrony. W drugiej połowie czerwca, w podcaście Radia Nikkei, minister Shinjiro Koizumi przyznał, że gospodarcze uzależnienie od pojedynczych państw „może zostać wykorzystane jako broń”.
„Japonia długo cieszyła się czasem pokoju. Wszystko jest zbyt mocno zoptymalizowane pod kątem czasu pokoju” – powiedział minister obrony.
Nawiązał w ten sposób do masowego wykorzystywania chińskich komponentów oraz do sankcji Pekinu wymierzonych w japońską zbrojeniówkę.
Główne wnioski
- Japoński przemysł obronny może czekać na jedną z najgłębszych zmian od 1945 r. Państwo miałoby bezpośrednio posiadać wybrane zakłady produkujące pociski i amunicję, zamiast pozostawiać tę działalność wyłącznie sektorowi prywatnemu. Eksperci porównują ten kierunek do przedwojennego systemu arsenałów wojskowych.
- Motorem zmian są doświadczenia wojny w Ukrainie i obawa przed niedoborem amunicji w razie długotrwałego kryzysu. Rząd obawia się niechęci prywatnych producentów do zwiększania produkcji o niskiej rentowności. Minister obrony tłumaczy zmiany koniecznością wyjścia z „optymalizacji na czas pokoju”. Konsolidacja przemysłu zbrojeniowego pozostaje jednak w dużej mierze na papierze. Producenci amunicji i samolotów nie widzą interesu w łączeniu albo wydzielaniu rentownych działów, a rząd na razie nie ma skutecznego narzędzia nacisku.
- W ciągu niespełna pół roku Chiny objęły restrykcjami eksportowymi 60 japońskich podmiotów sektora obronnego i okołobronnego. Decyzje podejmowane w Tokio i Pekinie wzajemnie się napędzają, zaostrzając regionalny wyścig zbrojeń.



