Rafał Modrzewski zaczynał od lutownicy, dziś ma firmę wartą 10 miliardów. Wciąż za mało. Drugie oblicze Iceye
Jeszcze niedawno Rafał Modrzewski z Pekką Laurilą lutował radar w kontenerze na północy Finlandii. Dziś kieruje ICEYE, firmą wartą ponad 10 mld euro, i celuje w 100 mld. Nie wierzy w genialne biznesplany, lecz w działanie i adaptację. Bo za każdymi otwartymi drzwiami czeka większy pokój.
Ten artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu, który ukazał się w GQ The Business Issue powered by XYZ.
Przeczytaj inne artykułyAudio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Możesz go minąć na ulicy i nawet nie zdawać sobie sprawy, że to nie tylko milioner, ale i jedna z najważniejszych postaci w świecie podboju kosmosu. Dobrze ubrany, ale bez „wianuszka ludzi”, który często otacza ludzi sukcesu. W torbie podróżnej książka o historii Niemiec i komplet ubrań na krótką, ale intensywną wizytę w Warszawie.
Wypija espresso i przechodzi do działania.
– Dla mnie druk Gutenberga to ważniejsza cezura między średniowieczem a renesansem niż odkrycie Ameryki. Umożliwił szerokie rozprzestrzenianie idei – mówi, kiedy pytam go, dlaczego mimo napiętego kalendarza znalazł dla mnie kilka godzin. Jak przyznaje, zależy mu na zwiększaniu świadomości społecznej na temat technologii. A dziś media są do tego niezbędne.
Swoją historię postrzega nie jako przykład wielkiego sukcesu, lecz raczej w kategoriach „użyteczności”. Myślę, że jest inaczej. Bo Rafał Modrzewski i ICEYE to nie tylko dowód na to, że przy determinacji i samozaparciu można dosłownie zmienić świat. To także przykład tego, jak młody przedsiębiorca może w ciągu kilku lat wyrosnąć na lidera, z którym chcą się fotografować prezydenci i premierzy, a którego satelity stają się obiektem zainteresowania rosyjskiego wojska. Wbrew przeciwnościom i wszechobecnemu „niedasizmowi”.
Noc w kontenerze
Najpierw pali się radar. Potem psuje się samolot. A jeszcze wcześniej kończą się pieniądze.
Jest rok 2014. Rafał Modrzewski i Pekka Laurila są na północy Finlandii. Mają wykonać zlecenie dla Exxona. To jedno z pierwszych naprawdę poważnych zleceń w historii ich przedsięwzięcia. Nagroda? Potencjalnie milion dolarów i szansa na rozwój pomysłu. Od narodzin projektu ICEYE minęły zaledwie dwa lata, a oni nie mają już gotówki potrzebnej do realizacji zlecenia. Trzeba zapłacić za wyjazd, zakwaterowanie, samolot i wykonanie zdjęć. Sięgają więc po prywatny kredyt konsumpcyjny na 50 tys. euro.
– To była prawdopodobnie najbardziej ryzykowna rzecz, jaką kiedykolwiek zrobił – tłumaczy, popijając wodę. Choć wskazuje ją dopiero po chwili namysłu.
Modrzewski i Laurila mają pięć dni na realizację projektu. Przez pierwsze cztery praktycznie nic nie idzie tak, jak powinno. Raz samolot nie leci tak, jak zaplanowano, innym razem radar się nie uruchamia. Góra lodowa, którą mają obserwować, znika im z pola widzenia. Pod koniec czwartego dnia pali się radar.
Naprawiają go przez noc. Lutują maleńkie elementy domową lutownicą w kontenerze transportowym. Kończą około czwartej nad ranem. O szóstej radar jest już w samolocie, a na miejscu pojawiają się ludzie klienta. Wydaje się, że najgorsze za nimi.
Samolot, inżynier i wielkie problemy
Wtedy psuje się samolot.
– Nie mógł odpalić. Ściągnęliśmy pokrywę silnika, połączyliśmy źródła prądu, zrobiliśmy coś w rodzaju rozrusznika. Za trzecim razem się udało. Samolot wystartował – wspomina Rafał Modrzewski z uśmiechem.
To dobry przykład tego, dlaczego startupy technologiczne powinny mieć u steru ludzi z przygotowaniem technicznym. Typowi biznesmeni w takim momencie zapewne zaczęliby już pakować walizki.
Piątego dnia wszystko wreszcie działa. Zdjęcia są wystarczająco dobre, by przygotować raport. ICEYE realizuje kontrakt. Modrzewski pamięta ten moment jako jeden z najbardziej emocjonalnych w historii firmy.
Można by pomyśleć, że Rafał to ryzykant uzależniony od adrenaliny. Nic bardziej mylnego. To jeden z najbardziej uporządkowanych i przygotowanych ludzi, jakich miałem okazję poznać. Ma 37 lat i wielkie plany.

Szczęściu trzeba pomagać
„Sukces jest wynikiem właściwej decyzji” – stwierdził Eurypides. Tyle że to dopiero ostatni etap. Każdą decyzję poprzedza niepewność. Jak słyszę od jednej z bliskich Modrzewskiemu osób, Rafał potrafi podejmować doskonałe decyzje nawet przy niepełnych informacjach. Intuicja? Kiedy pytam go o to, szeroko się uśmiecha.
– Zawsze czuję stres. Tylko mnie ten stres nie paraliżuje. Pozwala mi wykonywać heroiczne wysiłki. Lutowanie radaru o czwartej rano nie jest najprostszą sprawą. Ale ten stres pomaga. Pomógł mi wtedy i wielokrotnie pomógł przy rozwoju ICEYE – tłumaczy.
„Jaka jest twoja supermoc?” – pytam. Zapada dłuższe milczenie.
– Nie mam supermocy. Nie wiem, czy moja intuicja jest lepsza czy gorsza. Ale na pewno mam dziś odwagę, żeby przekuwać ją w działanie. Dużo osób czuje, że wie, jakie jest rozwiązanie, ale nic z tym nie robi – zauważa.
Marzenie z Polski
Firmę zbudował niejako przypadkowo, podczas studenckiego wyjazdu w ramach programu Erasmus. Aby w pełni jej się poświęcić, rzucił dobrą pracę w fińskim centrum badawczo-rozwojowym.
– Nie uważam tego za skok w przepaść. Wiedziałem, że jeśli ICEYE się nie uda, znajdę inną pracę. Gdy odkładałem magisterkę, też widziałem drogę powrotną. Kiedy wyjeżdżałem do Finlandii, zakładałem, że zawsze mogę wrócić – tłumaczy.
Żaden z tych scenariuszy się nie ziścił. ICEYE pozostaje głównym projektem jego życia, magisterki nigdy nie dokończył, a z Finlandii wprawdzie wyjeżdża, ale regularnie do niej wraca – tam mieści się siedziba ICEYE. Jak sam przyznaje, niemal całe jego życie upływa dziś w podróży.
– Ludzie nie skupiają się dostatecznie na tym, które decyzje są two-way door. Praktycznie większość naszych decyzji jest odwracalna. Jeśli coś się nie udaje, można wrócić – zapewnia już w Warszawie Rafał Modrzewski.
Tyle że w jego przypadku do takich powrotów właściwie nie dochodziło. Za to na początku działalności ICEYE było sporo szczęścia.
– Zawsze musi być trochę szczęścia – zauważa z uśmiechem.

Jak wyhartować giganta
Jest 2012 r. Modrzewski studiuje w Finlandii. Razem z Pekką Laurilą trafia na zajęcia z tworzenia nowych przedsięwzięć. Przychodzą z pomysłem, który nawet jak na studencki projekt brzmi ambitnie: zbudujemy firmę, która umieści na orbicie wiele satelitów.
W ciągu trzech miesięcy (wciąż w ramach zajęć) pomysł się konkretyzuje. Powstaje plan konstelacji satelitów wyposażonych w radary z syntetyczną aperturą (SAR), które mają służyć do obserwacji lodu w Arktyce. Dane miałyby trafiać do firm żeglugowych, wydobywczych i instytucji działających na dalekiej północy. Pod koniec zajęć profesor bierze dwóch studentów na bok.
– Powiedział nam mniej więcej: „To jest naprawdę dobry pomysł. To się da zrobić. Aplikujcie o pieniądze na uniwersytecie, my wam te pieniądze damy” – wspomina z nostalgią.
Dzisiaj ta scena może brzmieć zwyczajnie. Dla Rafała, który miał wtedy zaledwie 23 lata i jeszcze chwilę wcześniej studiował na Politechnice Warszawskiej, była czymś zupełnie nowym. Wówczas pomysł, że dwóch studentów może zbudować firmę kosmiczną i kilka lat później rywalizować z największymi graczami świata, wykraczał niemal poza granice wyobraźni.
I właśnie dlatego tamta krótka rozmowa tak mocno została mu w pamięci.
– Ktoś przyszedł i powiedział: „Nie zakładajcie, że jest to nie do zrobienia. To jest do zrobienia. Zróbcie to, my wam pomożemy”. To był moment, który pozwolił przełamać granicę wyobraźni. Coś, co było niemożliwe, stało się możliwe – mówi.
Pytam, czy naprawdę już wtedy wierzył, że ten plan się uda.
– Wierzyłem. Tylko ten plan wyglądał inaczej – zaznacza.
Bo jeśli zakładasz, że liderzy przedsiębiorczości mają jakąś tajemną zdolność przewidywania przyszłości, grubo się mylisz.
– Czasami ludzie pytają mnie, czy dziesięć lat temu wiedziałem, jak ICEYE będzie dziś wyglądało. W życiu nie wiedziałem – przyznaje ze szczerością.
– Za każdym razem, kiedy dochodzimy do kolejnego dużego kamienia milowego, odsłania nam się następna część gry. Jak w Dungeons & Dragons: idziesz przez mapę i odkrywasz kolejne fragmenty.
Za każdymi drzwiami jest kolejny pokój
Ma jeszcze jedną metaforę. Chyba lepszą. Drzwi i pokoje. Każdy sukces – pierwsze 50 tys. euro z uczelni, kolejne finansowanie, kontrakt z dużym klientem, pierwsza umowa w Stanach – to dla niego jak dotarcie do kolejnych drzwi. Otwiera je i widzi, że po drugiej stronie nie ma mety, lecz większy pokój.
– I tylko się cieszę, bo ten kolejny pokój jest do przejścia, do zdobycia, do zagospodarowania – zaznacza.
Czasem takie odkrywanie bywa zaskakujące.
– Myślałem, że kiedy założyliśmy firmę budującą satelity, osiągnęliśmy już szczyt myślenia o tym, że niemożliwe jest możliwe. A potem okazywało się, że kolejne rzędy wielkości znowu wydają się lekko niemożliwe. Tylko że byłem już nauczony, że jeśli coś wydaje się niemożliwe, to nie znaczy, że takie jest. Trzeba spróbować i działać – opowiada.
Wynik? W czerwcu 2026 r. ICEYE ogłosiło rundę finansowania o wartości przekraczającej miliard euro, z czego 450 mln euro stanowił nowy kapitał dla spółki. Pozostała część obejmowała sprzedaż akcji przez dotychczasowych udziałowców. Wycena firmy przekroczyła 10 mld euro. Ale to dla Rafała wciąż za mało.
– Teraz patrzę z perspektywy tych dziesięciu miliardów i mówię: sto miliardów. To jest mój cel na najbliższe lata. I wcale nie jest to niemożliwe – deklaruje, na chwilę się zamyślając.
Po chwili dodaje: „Spotkajmy się za trzy lata i sprawdźmy”.
Obiecuję, że sprawdzimy.
Trzeba działać
Rafał Modrzewski w rozmowie wielokrotnie używa słowa „działanie”. Zarówno kiedy opowiada o swojej historii i firmie, jak i wtedy, gdy spacerujemy w gorący, sierpniowy dzień podczas sesji fotograficznej. Współpracuje z fotografem, szuka najlepszego ustawienia, tak by światło idealnie zagrało z kadrem. Nie widać po nim zmęczenia, raczej determinację, by cały czas coś poprawiać.
– Dobrze jest pracować z człowiekiem, który zna się na fizyce – zauważa fotograf.
– Może zrobimy jeszcze zdjęcia z szachami? – proponuje sam Modrzewski.
Chodzi o duże figury na jednym z warszawskich placów. Modrzewski przyznaje, że lubi grać w szachy. Ma ranking na poziomie około 1500, co jak na osobę, która nie poświęca dziś grze zbyt wiele czasu, jest niezłym osiągnięciem.
Próbujemy, ale kadr nie jest wystarczająco dobry.
– Trudno, poszukajmy jeszcze dobrego miejsca – proponuje sam Modrzewski. Bez nuty złości czy zniecierpliwienia.
Jak ICEYE wystrzelił w kosmos
ICEYE po sukcesie zlecenia Exxona szybko nabrał tempa. Już w 2018 r. w kosmos poleciał pierwszy satelita firmy. W 2019 r. ICEYE zaoferowało komercyjny dostęp do zdjęć satelitarnych. W 2020 r. firma rozpoczęła współpracę z siłami zbrojnymi, początkowo Brazylii. Obecnie technologia ICEYE wspiera państwa NATO i Ukrainę w wojnie z Rosją, ale także działania związane z usuwaniem skutków klęsk żywiołowych.
Zmiana kierunku rozwoju firmy wpisuje się w filozofię działania Modrzewskiego.
– Na starcie wszyscy mamy niepełne informacje. Nie ma możliwości, żeby ktoś od razu znał idealne rozwiązanie. Sposobem na rozwiązanie braku informacji nie jest siedzenie na starcie i czekanie, aż informacje przyjdą. Trzeba zrobić krok do przodu. Krok w nieznane odsłania kolejny kawałek mapy. Ten kawałek daje nowe dane. Nowe dane pozwalają skorygować kierunek. I właśnie zdolność korekty jest ważniejsza niż trafienie za pierwszym razem – zauważa.
Rafał Modrzewski przechodzi na poziom bardziej filozoficzny.
– Założenie powinno być takie, że rozwiązanie, które na starcie uważamy za prawdziwe, jest złe. Jeżeli zaczynamy ze świadomością, że będziemy musieli je dostosować, jesteśmy na najlepszej trajektorii – dodaje.
Gdy wspomina konkurentów ICEYE, za najważniejszą przewagę uznaje nie jedną technologię ani pojedynczy genialny ruch, lecz zdolność adaptacji. „Roll with the punches” – rzuca po angielsku. Przyjąć cios, skorygować pozycję, iść dalej.
W tym sensie jego firma jest przedłużeniem sposobu, w jaki sam myśli.

Pieniądze? To narzędzie
A jednak samą szybkością nie da się zbudować firmy kosmicznej. Potrzebne są pieniądze. Dużo pieniędzy. Nie mogę o to nie zapytać.
– Jak ważne są dla ciebie pieniądze? – pytam.
Modrzewski ma na to szybką odpowiedź. Mówi o kapitale potrzebnym na badania i rozwój. O wycenie, która pozwala ten kapitał pozyskiwać i przyciągać ludzi. I wreszcie o prywatnych pieniądzach i udziałach, których wartość rośnie razem z firmą.
– Te ostatnie są dla mnie kompletnie nieznaczące – przyznaje.
Nie wierzy, że gromadzenie prywatnego majątku jest dobrą motywacją do założenia firmy. Pieniądz ma dla niego przede wszystkim funkcję strategiczną. Daje możliwość eksperymentowania.
– Posiadanie wolnych zasobów gotówkowych pozwala podejmować ryzyka, których nie podjęlibyśmy bez tych zasobów. Można się przekonywać, że człowiek podejmie tyle samo ryzyka niezależnie od sytuacji, ale tak nie jest. Jeśli grasz w pokera i masz milion z boku, możesz wrzucić dziesięć tysięcy do puli. Jeśli to twoje ostatnie dziesięć tysięcy, zastanowisz się dziesięć razy – zaznacza.
W biznesie trzeba eksperymentować. Uruchamiasz pięć, dziesięć prób. Większość się nie uda. Kluczowe jest to, jak szybko i z jaką odwagą jesteś w stanie uruchamiać kolejne.
– Mówi się, że prezes ma trzy zadania: nadać wizję, zatrudnić ludzi i zebrać pieniądze. Im większa firma, tym bardziej jest to prawda – mówi poważnie.
Brak pieniędzy ogranicza liczbę prób.
Rafał i ludzie
Jak sam przyznaje, jest całkowicie oddany firmie. Jakim jest liderem? Takim, który ma wyznaczać kierunek i przyciągać właściwych ludzi. ICEYE zatrudnia dziś ponad 1,1 tys. osób. Zaczynał od kilku. Nie miał żadnego doświadczenia w zarządzaniu ludźmi. Tego typu przedsięwzięcia często kończą się spektakularnym fiaskiem. Historia zna wiele startupów, które miały świetny pomysł i znakomitych inżynierów, ale upadały przez błędy w zarządzaniu.
Co do tej pory zrobił Modrzewski, by nie podzielić ich losu?
– Trzeba zaakceptować chaos na poziomie pojedynczych osób i nauczyć się sterować organizacją na wyższym poziomie abstrakcji. Zmiana, którą kiedyś dało się zrobić od ręki, teraz trwa kwartał. Mniej rzeczy można zmieniać jednocześnie. Każdy ruch ma większą bezwładność – mówi.
I wtedy pytam go o lutownicę. Czy tęskni za czasami, kiedy sam siadał nad sprzętem?
– Pewnie, że tęsknię. Ja kochałem tę lutownicę – przyznaje z nostalgią.
Mówi, że próbuje czasem angażować się w projekty badawczo-rozwojowe, choć podejrzewa, że jego inżynierowie woleliby niekiedy, żeby robił to rzadziej. Rozmów z klientami jednak nie oddaje. Chce przy nich zostać. Zgodnie ze swoją filozofią widzi jednak większy pokój. Może i nie ma już czasu na bycie wynalazcą, ale…
– Teraz mam dźwignię. Jest ponad tysiąc osób, które razem ze mną mogą poruszyć świat. Nie da się poruszyć świata samemu. Trzeba poruszyć go dużą grupą, która ma tę samą misję i wizję – mówi bez patosu.
Pamięć i przyszłość, czyli Modrzewski jako szef
Jak zapewnia, jego główną umiejętnością jest pamięć.
– Naprawdę pamiętam dużo szczegółów. Zapamiętuję szybko i na długo. Ludzie wiedzą, że nie mogą przyjść nieprzygotowani na spotkanie, bo będę pamiętał, co zostało powiedziane poprzednio – mówi.
Wylicza: nazwy klientów, wielkości kontraktów, konkretne zapisy umów, rozwiązania technologiczne sprzed pięciu lat, przyszłe plany, zmiany organizacyjne. Ale jeszcze ważniejszy od pamięci jest „niedosyt informacji”.
Nie wystarcza mu wyjaśnienie, że coś robi się w określony sposób, bo „zawsze się tak robiło”.
– Taka odpowiedź jest fundamentalnie zła. Chcę zejść do pierwszych zasad. Zrozumieć, co w danym rozwiązaniu wynika z praw fizyki, a co jest tylko przyzwyczajeniem, procedurą albo odziedziczonym założeniem. Jeżeli nie jesteśmy w stanie zdiagnozować, dlaczego coś może albo nie może zostać zrobione ze względu na podstawowe prawa fizyki, to czegoś nie rozumiemy. Niczego nie powinno się robić tylko dlatego, że zawsze tak robimy – mówi.
Jak być ciekawym
To podejście, dziś określane angielskim hasłem „be curious” („bądź ciekawy”), stało się fundamentalną częścią kultury ICEYE.
Pytam, czy jest wymagającym szefem.
– Tak, myślę, że tak. Dużo pracuję, poświęcam firmie praktycznie całą uwagę i wymagam od innych zaangażowania. Wymagam rozumienia swojego tematu, szybkiego myślenia i elastyczności – zaznacza.
To recepta na międzynarodowy sukces?
– Wyjątkowe dokonania wymagają wyjątkowych wysiłków. Warto przestać się oszukiwać. Nie zostaje się mistrzem olimpijskim bez codziennego, wielogodzinnego treningu. Jeżeli chcemy konkurować z najlepszymi w Stanach, Chinach, Japonii, Francji czy Niemczech, musimy po prostu pracować ciężej – przyznaje.
Chwilę później Modrzewski mówi jednak coś, co pozornie stoi z tym w sprzeczności: śpi osiem godzin i chroni czas wolny w weekendy.
– Jestem zwolennikiem zarządzania energią, nie czasem. Nie można wydajnie zajmować się czymś bez przerwy. Pod koniec tygodnia czuję, że kończy mi się zdolność kreatywnego myślenia. Wtedy odpuszczam. Jeżdżę na rowerze. Śpię. Pozwalam głowie „indeksować” informacje. Dzień przed naszą rozmową byłem na dłuższej wycieczce rowerowej. Przez cały dzień myślałem tylko o jeździe. Rano obudziłem się z rozwiązaniem problemu, którego nawet świadomie nie próbowałem rozwiązać – mówi z uśmiechem.
Takie podejście to wyjątek, bo jak sam przyznaje, inwestorzy pytali go „What keeps you up at night?” – „Co nie daje ci spać?”
Modrzewski odpowiada: nic.
– Jeżeli coś powoduje, że nie śpię, to znaczy, że wiem o problemie i moim zadaniem jest rozwiązać go jak najszybciej. Nic nie powinno być na tyle palące i zepsute, żeby nie dało się wyspać – deklaruje.
Wojna i pokój
ICEYE miał być przede wszystkim projektem cywilnym. W 2022 r. Rosja rozpoczęła pełnoskalową inwazję na Ukrainę. Technologia, która miała obserwować lód w Arktyce, zaczęła pełnić zupełnie inną funkcję. Modrzewski nie udaje, że tak miało być od początku.
– My naprawdę budowaliśmy ją do obserwacji lodu. Kiedy projektowaliśmy system, nie było mowy o odnajdywaniu czołgów, samolotów czy śledzeniu żołnierzy – zapewnia z naciskiem.
Był jednak pewien szkopuł. Jednym z inwestorów w ICEYE był już wówczas In-Q-Tel (IQT), fundusz inwestycyjny powołany przez CIA. Ta współpraca „uświadomiła” firmie wojskowy potencjał technologii. To słowo podkreśla z naciskiem. Uświadomiła.
– Zanim rynek komercyjny zdiagnozuje, że jakiś wynalazek może się przydać, wojsko bywa dziesięć lat do przodu – przyznaje.
Wojna w Ukrainie radykalnie przyspieszyła tę zmianę.
– To był moment przełomowy, który znacząco zmienił drogę rozwojową firmy. Pieniądze zawsze podążają za potrzebą. Potrzeba związana ze zmianą klimatu niestety nigdy nie była tak wielka jak potrzeba suwerennego bezpieczeństwa – dodaje.
ICEYE idzie na wojnę
Mówi, że jest dumny ze współpracy z Ukrainą i z tego, jak szybko firma podjęła decyzję o zaangażowaniu.
Pytam, czy nie boi się, że ICEYE stało się częścią konfliktu – firmą technologiczną działającą już nie obok geopolityki, lecz w samym jej środku. W maju 2026 r. cztery rosyjskie satelity wojskowe zbliżyły się do satelity ICEYE wykorzystywanego do rozpoznania. W prasie branżowej można przeczytać historie o „tańcu satelitów”, czyli serii skomplikowanych ruchów orbitalnych, podejmowanych w reakcji na aktywność rosyjskich urządzeń. Pojawiają się też analizy, czy ewentualny atak na takie satelity można byłoby uznać za atak na państwo NATO.
– Boję się do pewnego stopnia. To ryzyko jest rzeczywiste i tylko ktoś szalony nie zwracałby na nie uwagi – mówi poważnie.
Znów jednak wraca ten sam schemat: ryzyko trzeba przeanalizować, oszacować i opracować sposoby radzenia sobie z nim. Ostatecznym rozwiązaniem byłoby wycofanie się z działalności wojskowej. Dziś, jak zapewnia, nie widzi ku temu powodów.
Polityczne ambicje?
Kiedy pytam, czy czuje się bardziej Polakiem czy Europejczykiem, odpowiada bez długiego namysłu.
– Czuję się Polakiem i czuję się Europejczykiem. Nie widzę w tym sprzeczności, a dzisiaj, prowadząc firmę działającą na całym świecie, widzę ją mniej niż kiedykolwiek – mówi.
Wraca pamięcią do śląskiego liceum, spotkania z Jerzym Buzkiem i jego rozważań o integracji europejskiej.
– W globalnym rozdaniu będą liczyły się duże społeczeństwa. Jako zjednoczona Europa mamy szansę grać w pierwszej lidze. Jako rozbita Europa możemy zostać zepchnięci na boczny tor i rozgrywani przez inne mocarstwa – mówi. Polityka interesuje go od dawna. W liceum był aktywny społecznie. Nieprzypadkowo kieruję rozmowę na ten temat.
W lutym 2026 r. dołączył do Rady Przyszłości przy premierze Donaldzie Tusku. Miesiąc później – do Rady Biznesu przy prezydencie Karolu Nawrockim.
Czy ma ambicje polityczne?
– Odpowiedź na pytanie, czy nigdy nie wziąłbym pod uwagę wejścia do polityki, brzmi: nie. Wziąłbym. Czy jest to mój plan na najbliższe dziesięć lat? Nie – mówi po namyśle.
Podkreśla, że dziś chce być ekspertem, nie reprezentantem którejś z politycznych stron.
– Jeżeli moja wiedza może pomóc komuś, kto odpowiada za Polskę, podjąć lepszą decyzję, nie ma dla mnie znaczenia, kto to jest. Chętnie doradzę jednej, drugiej, trzeciej czy czwartej stronie – zaznacza.
Kto inspiruje Rafała Modrzewskiego?
ICEYE powstało w Finlandii, a jego rozwój początkowo finansowały fińskie instytucje i firmy. Później dołączyli inwestorzy z całego świata. Z czasem także z Polski – udział krajowego kapitału, również funduszy państwowych, stopniowo rośnie. Wielu założycieli startupów narzeka na polski ekosystem wsparcia innowacji. W rozmowie wracam więc do przeszłości.
– Czy gdybyś nie wyjechał do Finlandii, powstałby ICEYE? – pytam.
– Powstałaby jakaś firma Rafała Modrzewskiego. Czy byłoby to ICEYE? Pewnie nie – odpowiada.
Mówi, że przedsiębiorczość interesowała go wcześniej. Już na Politechnice Warszawskiej lubił zbierać ludzi i wspólnie coś budować. Opowiada o kliencie, który chciał ekran LED. Modrzewski zebrał kilku kolegów: zaprojektowali urządzenie, polutowali je, zaprogramowali i oddali klientowi.
– To mi się zawsze podobało: budowanie funkcjonalnych urządzeń i rzeczy razem z ludźmi z mojego otoczenia.
Dlatego kiedy pytam, czy był „skazany na przedsiębiorczość”, protestuje przeciwko słowu „skazany”.
Skazany na przedsiębiorczość?
– To był mój wybór – naciska.
Pod koniec rozmowy pytam go o postać, z którą się utożsamia. Nie lubi porównań do Elona Muska. Wspomina za to Thomasa Edisona – nie ze względu na legendę genialnego wynalazcy, lecz na umiejętność przejścia od samodzielnego wymyślania do stworzenia organizacji, która potrafi generować kolejne wynalazki.
– Nie da się wybudować rakiety na Księżyc w pojedynkę. Nie da się wybudować satelitów w pojedynkę. Duże realne zmiany można wprowadzać tylko w dużej grupie – mówi.
Stwierdzam, że usłyszałem o nim opinię, że jest polskim „Tonym Starkiem” z uniwersum Marvela. Modrzewski zaczyna się śmiać.
– Tony Stark? To porównanie lepsze niż Elon Musk – stwierdza.
„Rzadko uznaję coś za skończone”
Na początku tej historii dwóch studentów potrzebowało jednego profesora, który powiedział im, że ich pomysł nie jest niemożliwy. Dzisiaj Modrzewski próbuje zrobić coś odwrotnego: zbudować organizację, która każdego dnia przesuwa ludziom granice tego, co wydaje się możliwe. I może dlatego, kiedy pytam go, czy jest zadowolony z efektów, odpowiada niemal automatycznie:
– Rzadko uznaję coś za skończone. Zawsze znajdę miejsce, w którym można zrobić coś lepiej – przyznaje w końcu.
Perfekcjonizm? Niedosyt? Zapewne wszystko naraz. Za każdymi drzwiami jest większy pokój.
– Koniec końców najważniejsza jest zawsze rodzina. Wszystko się do tego sprowadza. Dzisiaj moja rodzina jest szczęśliwa, zdrowa i zadowolona. To oznacza, że mogę się skupić na tym, co jest dla mnie kolejne pod względem ważności, czyli na moim projekcie – mówi.
Projekcie, czyli ICEYE. O konkretnych planach nie chce opowiadać. Mówi, że ma strategię, która ma go doprowadzić do wspomnianej już wyceny 100 mld euro. Będzie debiut na amerykańskim Nasdaqu? Modrzewski reaguje na to śmiechem.
– Firmom prywatnym łatwiej jest zdobyć kapitał. Dużo prościej jest zdobywać inwestorów i czerpać z nich wiedzę. Nie myślę w tym momencie o debiucie – przyznaje.
Wiadomo, że będą kolejne satelity. Setki satelitów. I kolejne pomysły biznesowe.
– Liczysz jeszcze kolejne starty? – pytam.
– Wstyd się przyznać, ale nie mogę w 100 proc. powiedzieć, ile dokładnie satelitów jest w tym momencie na orbicie. Mam cały pion ludzi, którzy to śledzą, informują mnie o tym, ale mam poczucie, że muszę na nich polegać. Być może to coś, co trzeba zmienić – zauważa.
Główne wnioski
- Rafał Modrzewski zbudował ICEYE – od studenckiego pomysłu do firmy wycenianej na ponad 10 mld euro – a teraz zamierza dziesięciokrotnie zwiększyć jej wartość. Początki były pełne finansowych i technologicznych wyzwań. W 2018 r. ICEYE wysłało na orbitę pierwszego satelitę, a rok później rozpoczęło komercyjne udostępnianie zdjęć satelitarnych. Dziś firma zatrudnia ponad 1,1 tys. osób, a w czerwcu 2026 r. ogłosiła rundę finansowania o wartości przekraczającej miliard euro, obejmującą 450 mln euro nowego kapitału. Modrzewski deklaruje, że jego kolejnym celem jest osiągnięcie wyceny na poziomie 100 mld euro. Nie ujawnia jednak szczegółowej strategii realizacji tych ambicji i obecnie nie planuje debiutu giełdowego.
- Sukces ICEYE opiera się na zdolności adaptacji, podejmowaniu decyzji przy niepełnych informacjach i konsekwentnym budowaniu zespołu. Rafał Modrzewski odrzuca przekonanie, że rozwój wielkiej firmy technologicznej wymaga szczegółowego planu opracowanego na wiele lat. Jego zdaniem ważniejsze jest działanie, zdobywanie nowych informacji i szybkie korygowanie wcześniejszych założeń. Takie podejście pozwoliło przekształcić studencki projekt w międzynarodowe przedsiębiorstwo. Zmieniła się również rola samego założyciela.
- Pełnoskalowa rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 r. radykalnie zmieniła kierunek rozwoju ICEYE, czyniąc z firmy ważnego uczestnika europejskiego systemu bezpieczeństwa. Technologia pierwotnie projektowana do obserwacji arktycznego lodu znalazła zastosowanie w działaniach wojskowych, rozpoznaniu satelitarnym i monitorowaniu konfliktów. Istotną rolę w odkrywaniu jej potencjału obronnego odegrała współpraca z funduszem In-Q-Tel, powołanym przez CIA. Rosyjska inwazja na Ukrainę w 2022 r. przyspieszyła rozwój wojskowej części działalności przedsiębiorstwa. Obecnie jego rozwiązania wspierają Ukrainę oraz państwa NATO. Wiąże się to również z nowymi zagrożeniami, w tym ryzykiem związanym z aktywnością rosyjskich satelitów. Modrzewski przyznaje, że dostrzega te niebezpieczeństwa, ale nie zamierza rezygnować z działalności obronnej.