Recman wchodzi w piątą dekadę z modą premium i planem sukcesji. Otwiera pierwszy showroom
Świętująca czterdziestolecie rodzinna firma przeszła gruntowne zmiany oferty i sieci sklepów. Wyróżnić się pomaga jej prowadzenie od prawie trzech dekad własnej produkcji m.in. garniturów, z której główni konkurencji zrezygnowali. Prezes szykuje do przejęcia steru synów, którzy stworzyli własną markę. – Najlepiej uczyć się na swoich błędach, a poza tym własny biznes od zera motywuje bardziej niż dziedziczony – mówi Roman Tulwin, założyciel Recmana.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jaką transformację przeszedł Recman i co ją spowodowało.
- Na jakie efekty liczy i jakie ma plany ekspansji na kilku polach.
- Jak zmienił się polski rynek mody formalnej oraz produkcji odzieży i obuwia.
Historyczne wydarzenia uniemożliwiły budowę w Polsce dużych, wielopokoleniowych firm. Wiele przedsiębiorstw założonych na początku lat 90. nie przetrwało próby czasu albo zmieniło z czasem właściciela.
Na tym tle wyróżnia się modowy Recman, znany głównie z garniturów. Jest prowadzony od 1986 r. nieprzerwanie przez założycieli: braci Romana i Jerzego Tulwinów.
Nowa dekada firmy, nowy koncept sklepu
Jubileusz okazał się dla niego dobrym momentem dla zmian. W marcu otworzy w warszawskiej Galerii Młociny swój największy (ponad 200 m kw.) salon w nowym koncepcie, odzwierciedlającym przejście do segmentu premium. Będzie pełnił funkcję pierwszego showroomu służącego np. prezentacji najnowszych kolekcji
– Moda, otoczenie rynkowe, potrzeby klientów – wszystko się nieustannie zmienia. Musimy za tym nadążać, dlatego w związku z obchodzonym w tym roku czterdziestoleciem przeszliśmy duże zmiany w kilku obszarach. Rebranding, specjalna kolekcja jubileuszowa, a wreszcie nowy format sklepu to część z nich – mówi Roman Tulwin, prezes i założyciel Recmana.
Ostatnia zmiana wynika nie tylko ze wzrostu znaczenia w firmie droższej oferty, ale też usługi szycia na miarę. Wymaga to zapewnienia odpowiedniego doświadczenia zakupów i właściwej ekspozycji towaru. Wcześniej marka stawiała na jej maksymalizację, a teraz – minimalizm.
– Negocjujemy już kolejne lokalizacje pod sklepy w nowym koncepcie. Musimy go jeszcze dopracować, lecząc z chorób wieku dziecięcego. Równolegle będziemy powiększać i modernizować obecne salony tam, gdzie to możliwe. Na razie w tempie kilku rocznie, a z czasem możemy się rozpędzić – zapowiada Roman Tulwin.
Topowe galerie w aglomeracji zamiast ulic w średnich miastach
Jeszcze kilkanaście lat temu Recman był obecny przede wszystkim w średniej wielkości miastach. Nie wycofuje się z nich, ale od kilku lat szuka lokalizacji przede wszystkim w najlepszych galeriach w dużych miastach.
– W nich łatwiej nam o klienta szukającego dobrego produktu, a nie taniego. Nasze przejście w kierunku mody premium wynika z potrzeb rynku. Wraz ze świadomością ekologiczną na znaczeniu zyskuje długowieczność produktów, a polskie społeczeństwo systematycznie się bogaci, więc może pozwolić sobie jednorazowo na droższy zakup. Poważnie podchodzimy do odpowiedzialnego rozwoju – mówi Roman Tulwin.
Ostatnie lata to dla spółki przede wszystkim diametralna zmiana struktury sieci handlowej. W 2021 r. miała 62 salony franczyzowe i 14 własnych (łącznie 76). Miniony rok zakończyła z odpowiednio: 48 i 31 sklepami (w sumie 79). W tym roku pojawi się ich jeszcze kilka.
– Nowe placówki uruchamiamy w większości w modelu własnościowym. W preferowanych przez nas lokalizacjach bariera wejścia jest znacznie większa niż w przyulicznym lokalu w średniej wielkości mieście. Coraz trudniej nam o nowych franczyzobiorców gotowych sprostać tym wymaganiom, a równolegle część dotychczasowych przechodzi na emeryturę. Poza tym ten biznes generalnie jest coraz bardziej wymagający – wyjaśnia przedsiębiorca.
Zdaniem eksperta
Ewolucja rynku i sieci handlowych
Dojrzałość rynku i ograniczona w ostatnich latach nowa podaż tradycyjnych galerii skutkują z jednej strony mniej dynamiczną ekspansją, a z drugiej większym naciskiem na optymalizację i modernizację sieci sprzedaży. Liczy się wygoda i doświadczenie zakupowe. E-commerce oferuje najszerszy asortyment, a stacjonarne sklepy budują relacje z marką i stwarzają okazje do prezentacji nowości – w tym produktów premium – w atrakcyjnej formie.
Mimo że e-commerce w Polsce utrzymuje stosunkowo niski udział – ok. 10 proc. całkowitej sprzedaży detalicznej – to jego znaczenie dla całego konceptu marki jest kluczowe. Jest to uwzględniane w ramach planowania nowych odsłon sklepów, integrujących kanał online i offline. Szczególne znaczenie ma to dla marek premium, dla których fizyczny punkt sprzedaży jest miejscem prezentacji jakości oferty ,,na żywo”.
Ciekawym przykładem jest otwarcie w nowej odsłonie flagowego sklepu H&M w Złotych Tarasach. Marka rozszerza ofertę, wprowadza nowe doświadczenia zakupowe oraz technologie i „ubiera” to wszystko w atrakcyjny design. O koncentracji na połączeniu doświadczeń zakupowych online i offline świadczy chociażby ulokowanie w salonie automatów paczkowych. Podobne udogodnienia pojawiają się w nowych salonach wielu wiodących marek modowych i nie tylko.
Ograniczone możliwości ekspansji, dojrzałość rynku i chęć bycia blisko klienta wymagają indywidualnego podejścia do rozwoju sieci. Tu przykładem są marki wyposażenia wnętrz. Agata Meble otwiera mniejsze formaty, również w ramach centrów – przykładem jest 200-metrowy sklep w Galerii Amber w Kaliszu. Natomiast Ikea otworzyła sklepy w galerii Zielone Wzgórze w Białymstoku oraz Gemini Park Bielsko-Biała.
Dynamiczny rozwój parków handlowych napędził ekspansję wybranych marek, które dostrzegły tam odpowiednie miejsce dla swojej oferty. Wpłynęło to na dostosowanie konceptów, które w przypadku parków pozostają stosunkowo powtarzalne, koncentrując się przede wszystkim na wygodzie zakupów. Spodziewamy się, że w miarę dojrzewania tego formatu do listy najemców będą dołączały kolejne marki, również te do tej pory obecne tylko w tradycyjnych galeriach handlowych.
Zmiany w sieci sklepów, próba zagranicznej ekspansji
W obecnym modelu biznesowym Recman widzi miejsce na ok. 100 sklepów w Polsce. Tzw. białe plamy dostrzega zwłaszcza na Śląsku i w województwie kujawsko-pomorskim.
– Mamy jeszcze co najmniej kilka lat, by zbliżyć się do tego pułapu. Równolegle w związku z rozszerzaniem oferty – w tym casual [styl nieformalny, na co dzień – red.] – potrzebujemy większych salonów. Jeszcze kilka lat temu wystarczało nam ok. 80 m kw., a dziś do przedstawienia pełnej oferty potrzebujemy co najmniej ok. 120 m kw. lub nawet więcej – mówi Roman Tulwin.
O zagranicznej ekspansji wcześniej nie myślał, ponieważ uznaje ją za bardzo trudną w modzie formalnej – kilka dużych polskich marek próbowało już bez sukcesu.
– Ze sklepami stacjonarnymi trudno się przebić, bo silną pozycję mają już lokalni gracze. A sprzedaż przez platformy handlowe jest skomplikowana z uwagi na zupełnie różne międzynarodowo podejście do rozmiarówki. Natomiast wraz z rozwojem segmentu casual otwierają się przed nami możliwości sprzedaży za granicę w formule marketplace. Możliwe że podejmiemy pierwsze próby jeszcze w tym roku – mówi szef Recmana.
Podkreśla, że moda się zmienia. Formalny ubiór „nie umrze”, wciąż ma swoje miejsce na ważne okazje, a częściowo nawet w pracy. Rośnie jednak znaczenie mniej oczywistych, „luźniejszych” połączeń na co dzień.
– Segment casual odpowiada już za ok. 30-40 proc. naszej sprzedaży. Dobrze się w tym odnajdujemy, bo od 2011 r. jesteśmy zaangażowani we wspieranie w Polsce tenisa ziemnego. Organizujemy co roku ogólnopolski turniej w Suwałkach, a przede wszystkim ubieramy męską reprezentację w tej dyscyplinie. Równolegle od lat przygotowujemy inspirowane tenisem bardziej sportowe kolekcje – mówi Roman Tulwin.
Warto wiedzieć
UOKiK pilnuje składu odzieży
W 2024 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) nałożył ok. 4 mln zł kary na spółki Lord i Polskie Sklepy Odzieżowe (marka Lavard). Wykazał, że wprowadzały klientów w błąd co do składu ubrań: elementów garnituru.
Dwa lata wcześniej za podobne uchybienia ukarał trzy inne firmy oferujące męską odzież wizytową: Recman, Kubenz i Dastan Logistics. Pierwszą z nich na kwotę 1,1 mln zł, a łącznie na 2,1 mln zł. W marcu opisywaliśmy w XYZ, że znaczna część ukaranych skutecznie się odwołuje.
– Natychmiast po wykryciu błędów zareagowaliśmy we współpracy z urzędem. Przebadaliśmy produkty i poprawiliśmy skład, a przede wszystkim wdrożyliśmy nowe procedury kontroli. Zapłaciliśmy pełną karę i mogliśmy tylko przeprosić klientów. UOKiK potwierdził, że błędy w składzie były niezamierzone. Wynikały z zaniedbań już na początku procesu, a my nie dopilnowaliśmy pośredników. Mamy nauczkę. Od tego czasu wymagamy od dostawców certyfikatów i sami badamy nie tylko surowiec, ale też produkt końcowy, by jego opis był w 100 proc. zgodny z rzeczywistością. Trzeba umieć przyjmować błędy i dbać, by się nie powtórzyły – mówi Roman Tulwin, prezes Recmana.
Nowości w e-commerce, rozwój B2B i możliwe przejęcia
W e-commerce spółka działa od lat. W 2024 r. uruchomiła nową odsłonę sklepu internetowego, a w najbliższych miesiącach udostępni mobilną aplikację sprzedażową. Ten kanał odpowiada u niej stabilnie za kilka procent przychodów.
– Traktujemy go przede wszystkim jako dodatkowy punkty styku z klientem, którego chcemy przekierować do salonu. To w nim możemy go ubrać tak, żeby był w pewnym sensie wizytówką naszej marki. W modzie formalnej kluczowe jest dopasowanie, a o nie trudno na odległość. Nie chcemy wypuszczać klientów w za długiej marynarce albo przykrótkich spodniach – tłumaczy Roman Tulwin.
Mocniej Recman chce za to wejść w segment B2B. Sprzedaż w hurcie nie przekracza na razie 1 mln zł, ale potencjał ocenia na wielokrotnie więcej. Sprzyjają temu duże możliwości szycia na miarę pod spersonalizowane potrzeby klienta dzięki własnemu zakładowi. Liczy na kolejne spore współprace pokroju tej z operatorem PGE Narodowego. Kolejnym kierunkiem możliwego wzrostu są fuzje i przejęcia (M&A).
– Nie wykluczamy tego typu transakcji, jednak nie jesteśmy w żadnym procesie. Kilka lat temu poważnie rozmawialiśmy o akwizycji firmy z branży. Jej sytuacja okazała się jednak na tyle zła, że zakup nie przyniósłby nam większych korzyści. Ta spółka ciągle jakoś sobie radzi, ale nie wracamy do tematu. Jeśli pojawią się inne propozycje, rozważymy je [Agencja Rozwoju Przemysłu szuka inwestora dla producenta koszul Polanex – red.] – mówi Roman Tulwin.
Zdaniem eksperta
Historia polskich marek w eleganckiej modzie
Kategorię odzieży eleganckiej dla mężczyzn tworzy bardzo wiele podmiotów. To nie tylko 30 marek polskich, ale też liczna grupa zagranicznych, sprzedawanych przede wszystkich w sklepach multibrandowych, na kluczowych platformach handlowych, a coraz częściej w salonach monobrandowych. Znaczenie mają też marki zagraniczne – w tym z Turcji i innych krajów Azji – działające w przestrzeni hurtowej lub internetowej.
Polskie marki działające nadal w modzie formalnej powstawały w trzech kluczowych okresach. Pierwszym był przełom lat 40. i 50. Przykładem są Próchnik, Vistula czy Bytom, niemniej większość marek – jak np. Warmia czy Cora – już nie istnieje.
Drugim okresem był przełom lat 80. i 90. Powstały wówczas setki przedsiębiorstw odzieżowych, jak Pawo czy Recman. Jednak większość z nich skupiła się na produkcji, a nie na budowaniu marek, dlatego dziś nie są obecne w świadomości konsumentów.
Trzecim kluczowym momentem były mniej więcej lata 2005–2010. Kilkunastu przedsiębiorców dostrzegło wtedy szansę na stworzenie marek w oparciu na rosnącym rynku centrów handlowych. Ta grupa – mniej lub bardziej świadomie – skorzystała z nadwyżki mocy produkcyjnych w Polsce. Mogła rozwijać się bez własnych fabryk, co znacząco ułatwiło ekspansję.
Dziś Polska, dzięki ostatnim sukcesom gospodarczym, przyciąga też nowych graczy. Właściciele takich marek jak Boggi Milano, Boss czy Dan John otwierają w naszym kraju salony. Dzięki międzynarodowej skali mogą stać się poważnym zagrożeniem dla rodzimych firm. Są w stanie przede wszystkim płacić wyższe stawki za najem w centrach handlowych, czyli za faktyczny dostęp do konsumentów.
Własna fabryka przewagą Recmana
Recman wyróżnia się w rodzimej branży własnym zakładem gotowym wytwarzać ponad 40 tys. produktów rocznie. Produkuje w Suwałkach nieprzerwanie od 1998 r., podczas gdy część konkurentów mających kiedyś duże szwalnie ograniczyła się do handlu. Utrzymuje w fabryce zatrudnienie na poziomie 100 osób. „Wyjeżdżający” z niej asortyment odpowiada za połowę przychodów.
– Od kilku lat wolumen nieznacznie spada, ale wartość produkcji rośnie z uwagi na coraz większy udział oferty premium. Kluczowa jest ciągła poprawa wydajności. Trudno zastąpić doświadczone osoby przechodzące na emeryturę, bo dziś mało kto chce wykonywać tę wymagającą pracę. A w naszym segmencie trudno wyobrazić sobie pełne zastąpienie ludzi maszynami w najbliższych latach – mówi Roman Tulwin.
Firma zaczęła 40 lat temu od odzieży dżinsowej. Dziś oferuje pełen przekrój produktów w modzie formalnej.
– Produkcja w Polsce nie jest tania, dlatego stawiamy na wysoką jakość, oryginalne wzornictwo i krótkie serie, a nie na olbrzymią ilość w niskiej cenie. Elastyczność pozwala nam lepiej wpisywać się w dynamicznie zmieniające się potrzeby rynku i nie ryzykujemy przesadnym zatowarowaniem. To wymagałoby wzmożonych wyprzedaży, a widzimy, że w naszym segmencie one już wcale nie przyciągają konsumentów. Klienci przychodzą do sklepu z konkretną potrzebą, a nie w celu zrobieniu zakupów „na zapas” – wyjaśnia przedsiębiorca.
Miniwywiad
Produkcja ubrań i butów w Polsce spada, ale mamy specjalizacje
XYZ: Ilu producentów ubrań oraz butów działa w Polsce i jaki trend pan dostrzega?
Michał Koleśnikow, ekonomista PKO Banku Polskiego: Na koniec 2025 r. w branży produkcji odzieży działało w Polsce blisko 20 tys. podmiotów – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Jednak aż 15,3 tys. z nich to osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą. Naprawdę dużych firm, mających ponad 249 pracowników, było tylko 20. Firm średnich – 50-249 zatrudnionych – działało 229, a małych – 10-49 osób – 1392. W minionym roku działalność w branży rozpoczęły 672 podmioty, najwięcej w województwach mazowieckim i łódzkim.
Natomiast przedsiębiorstw, których główną działalnością jest produkcja obuwia, istniało na koniec 2025 r. blisko 2,4 tys. – nowych pojawiło się 36. Dużych podmiotów było zaledwie 6, a średnich: 38.
W ostatnich latach dość szybko zmniejszała się w Polsce liczba firm produkujących odzież oraz obuwie. W porównaniu z 2019 r. liczba tych pierwszych spadła o 18 proc., a drugich o 28 proc., podczas gdy łączna liczba podmiotów w gospodarce wzrosła od tego czasu o 14 proc. Spadek nie ominął nawet grupy średnich i dużych firm.
Niestety dostępne dane statystyczne nie pozwalają precyzyjnie ocenić, jaka część z tych podmiotów faktycznie prowadzi produkcję w Polsce, a jaka tylko importuje. Zdecydowana większość ubrań i obuwia sprzedawanego w Polsce pochodzi jednak z importu. Również dane o eksporcie nie zapewniają dobrego obrazu branży, ponieważ prawdopodobnie większość tej sprzedaży to reeksport. Z tego względu dane o handlu zagranicznym ubraniami są wyjątkowo zmienne.
Co wpływa spadek liczby krajowych producentów?
Wydaje się, że ostatnie lata były okresem bardzo trudnym dla polskiej branży produkcji odzieży i obuwia. Pandemia mocno negatywnie odbiła się na wynikach tradycyjnych sklepów z modą. Poza tym wyraźnie wzmocniła się konkurencja zagraniczna – w segmencie masowym głównie azjatycka. Obserwowane od ok. 2 lat wyraźne umocnienie złotego przy słabości walut azjatyckich sprawia, że importowane z Azji ubrania są w Polsce jeszcze tańsze.
Konkurencyjność cenowa polskich producentów wyraźnie osłabła – zarówno w kraju, jak i za granicą. Co więcej, konkurencję zwiększa obserwowany wyraźny wzrost zakupów na chińskich platformach zakupowych.
Produkcja butów i ubrań w Polsce się kończy czy niezupełnie?
Firmy wciąż produkujące odzież i obuwie w Polsce są silnie wyspecjalizowane – działają w stosunkowo wąskich niszach i posiadają wyjątkowe kompetencje. Można powiedzieć, że jedną z krajowych specjalności jest odzież ochronna i robocza. W tym obszarze rozwija się produkcja specjalistycznej odzieży dla wojska i służb, w tym mundurów. W Polsce produkuje się również bieliznę oraz pończochy, rajstopy i skarpety. Inne nisze to np. produkcja specjalistycznej odzieży sportowej, termoaktywnej, bezszwowej i do innych szczególnych zastosowań.
Prawdopodobnie jeszcze kilka lat temu bardziej opanowany przez polskie firmy był segment produkcji eleganckiej odzieży wizytowej: garniturów, koszul, garsonek. Są ciągle rodzime przedsiębiorstwa konkurujące z modą masową, jednak najczęściej starają się wyróżnić naciskiem na wysoką jakość materiałów i wykonania, bezpieczeństwo oraz staranność o detale. W komunikacji marketingowej podkreślają kwestie dbania o środowisko i kwestie społeczne. Ich przewagą jest możliwość dostosowania produkcji do dokładnie sprecyzowanych wymagań odbiorcy oraz szycia krótszych serii na zamówienie, stosowane technologie, innowacyjność oraz design.
Wzrost sprzedaży i stabilny zysk
Uwzględniając spółkę handlową i produkcyjną, Recman zwiększył przychody w 2024 r. z 96 do 112 mln zł. Wynik EBITDA utrzymał na zbliżonym poziomie co rok wcześniej: 4,4 mln zł. Miniony rok przyniósł dalszy wzrost sprzedaży i podobne jest założenie na 2026.
– To dla nas ważny sygnał stabilności, szczególnie w kontekście niepewnej sytuacji geopolitycznej i wojny w regionie wpływających na nastroje konsumenckie. Klient pozostaje bardziej ostrożny w podejmowaniu decyzji zakupowych, dlatego tym większą wagę przywiązujemy do jakości oferty i budowania długofalowej relacji – komentuje Roman Tulwin.
Sytuację w branży ocenia w długim terminie jako sinusoidalną – raz lepiej, raz gorzej. Początek lat 90. był z jego perspektywy relatywnie łatwy, bo panował rynek producenta, a nie konsumenta.
– Dziś sytuacja jest odwrotna. Natomiast patrząc kilka lat wstecz, obserwuję stabilizację. Pandemia mocno w nas uderzyła, ale wyszliśmy z niej obronną ręką i konsekwentnie rośniemy – mówi prezes Recmana.
Synowie założyciela przygotowywani do sukcesji
Roman Tulwin dostrzega wiele ważnych momentów w 40-letniej historii firmy. Za jeden z nich uznaje przejście na początku lat 90. z międzynarodowej sprzedaży kontraktowej na stworzenie w Polsce sieci salonów własnej marki. Następnie bardzo ważne było dla niego uruchomienie zakładu w 1998 r.
– Natomiast w ostatnich latach bardzo duży wpływ wywarła na nas pandemia COVID-19 i związana z nią transformacja cyfrowa. Na koniec kluczowe było również zmiana modelu z typowo właścicielskiego – opartego w naszym przypadku na dwóch osobach – na nieco bardziej korporacyjny. Choć do korporacji nam daleko, bo pozostajemy firmą rodzinną, to jednak mamy grono dyrektorów odpowiedzialnych za poszczególne kwestie. Dzięki temu przyszłość organizacji nie jest zależna od dyspozycyjności jednego człowieka – mówi Roman Tulwin.
Choć blisko mu do wieku emerytalnego, a brat już w nim jest, to mają jeszcze dość sił na kierowanie firmą przez co najmniej kilka lat. Jednak już teraz muszą przygotowywać grunt pod sukcesję.
– Na szczęście mamy komu przekazać firmę, moi synowie nabierają niezbędnego doświadczenia. Pracują w spółce już od kilkunastu lat. Nigdy nie mieliśmy na stole poważnie rozważanej opcji sprzedaży biznesu czy wpuszczenia inwestora. Zobaczymy czy za kilka lat pojawi się przestrzeń na kolejnego wspólnika – mówi Roman Tulwin.
Jego synowie stworzyli równolegle własną markę mody męskiej: Borgio. W tym stopniu konkurują z Recmanem, ale mają odrębne strategie, zespoły, grupy docelowe i model działania.
– Wymieniamy się doświadczeniami i obserwacjami. Najlepiej uczyć się na swoich błędach. Poza tym własny biznes od zera motywuje bardziej niż dziedziczony. Budowanie czegoś samodzielnie jest często bardziej obciążające niż przejęcie pałeczki, ale pozwala poczuć, co znaczy bycie przedsiębiorcą w odróżnieniu od menedżera. Daje też szansę na ogromną satysfakcję z sukcesu własnego pomysłu – tłumaczy Roman Tulwin.
Główne wnioski
- Efekty wdrażanych zmian już widać. Założony w 1986 r. Recman przeszedł w ostatnim czasie znaczącą transformację m.in. w zakresie oferty (przesunięcie w kierunku mody premium) oraz sieci sklepów. Otwiera głównie własne salony – zamiast franczyzowych – a w marcu uruchomi swój pierwszy showroom, w nowym koncepcie. W obecnym modelu widzi miejsce na ok. 100 sklepów, co oznacza powiększenie sieci co najmniej o 20 placówek. W tym roku pojawi się ich kilka, lokali szuka przede wszystkim w topowych galeriach w największych miastach. Równolegle dotychczasowe salony będą stopniowo modernizowane już w nowym formacie.
- Własny zakład pomaga zwiększać przychody. W 2024 r. Recman zwiększył przychody z 96 do 112 mln zł, a zysk EBITDA utrzymał na poziomie 4,4 mln zł. Miniony rok przyniósł dalszy wzrost sprzedaży i podobnie ma być w tym. Prezes spółki podkreśla, że o ile na początku lat 90. panował rynek producenta, a nie konsumenta, to obecnie sytuacja jest odwrotna. Wymaga to większego zaangażowania i skupienia na jakości oferty. Jej utrzymaniu sprzyja własny zakład w Suwałkach – wytwarzane w nim produkty premium odpowiadają za mniej więcej połowę przychodów. Wyróżnia to firmę na tle głównych polskich konkurentów, którzy nigdy sami nie produkowali na dużą skalę albo zrezygnowali z tego, koncentrując się na handlu.
- Przedsiębiorca myśli o sukcesji. Roman Tulwin od 40 lat prowadzi firmę z bratem: Jerzym. Drugi z nich jest już w wieku emerytalnym, pierwszy powoli się do niego zbliża. Nigdy nie rozważali poważnie sprzedaży biznesu i są gotowi kierować nim jeszcze przez kilka lat. Roman Tulwin zaczął już przygotowywać synów do sukcesji. Poza pracą w Recmanie stworzyli własną markę modową: Borgio. – Budowanie czegoś samodzielnie jest często bardziej obciążające niż przejęcie pałeczki, ale pozwala poczuć, co znaczy bycie przedsiębiorcą w odróżnieniu od menedżera – podkreśla Roman Tulwin.





