Rekord pasażerów, 37,5 mln zł straty. Lotnisko w Łodzi nie chce być drugim Radomiem
Prawie pół miliona pasażerów i rekordowy ruch nie wystarczyły, by lotnisko w Łodzi wyszło na prostą. Port zakończył rok ze stratą 37,5 mln zł, a po zmianie prezesa pojawia się pytanie, jaki ma pomysł na dalszy rozwój.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie straty finansowe generuje łódzkie lotnisko.
- Dlaczego nowy prezes uważa, że obecny poziom ruchu jest niewystarczający do osiągnięcia samowystarczalności.
- Czy Łódź rzeczywiście może powtórzyć scenariusz lotniska w Radomiu.
Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.
Rekord pasażerów nie wystarczył, by Port Lotniczy Łódź wyszedł na finansowy plus. W 2025 r. lotnisko obsłużyło 488,8 tys. podróżnych – o 13,4 proc. więcej niż rok wcześniej.
Mimo to spółka zanotowała 37,5 mln zł straty netto i wciąż potrzebuje wsparcia ze strony głównego właściciela – Miasta Łodzi (które posiada ponad 95 proc. udziałów). Tylko w ubiegłym roku udziałowcy zasilili łódzkie lotnisko kwotą 37 mln zł. W ciągu ośmiu miesięcy tego roku było to natomiast 23,7 mln zł. Środki te przeznaczono na pokrycie straty, spłatę obligacji oraz niezbędne inwestycje, a w tym roku również jako wkład niepieniężny.
W dodatku 19 sierpnia rada nadzorcza portu odwołała z funkcji prezesa Annę Miderę. Dotychczasowa szefowa na stanowisku zasiadała od 2017 r. Miasto wycofało swoją rekomendację dla niej po nieprawidłowościach, które wykazał audyt. Do czasu rozstrzygnięcia konkursu na nowego prezesa, portem kieruje Robert Makowski, dotychczasowy wiceprezes spółki.
Prezes: aktualny poziom ruchu nie wystarczy
Robert Makowski, nowy prezes łódzkiego lotniska, w komentarzu przesłanym do naszej redakcji zaznacza, że strata finansowa lotniska za ten rok ma szansę być nieco niższa. Nie chce natomiast operować konkretnymi kwotami, które mogą być obciążone incydentalnymi przychodami czy kosztami.
– Celujemy we wzrost przychodów z działalności podstawowej o ok. 8-10 proc. Rygorystycznie pilnujemy wydatków i staramy się stabilizować koszty operacyjne. Naszą ambicją jest utrzymanie ich na poziomie z 2025 r. – komentuje Robert Makowski.
Przyznaje jednak, że obecny poziom ruchu na łódzkim lotnisku nie pozwala na w pełni samodzielne funkcjonowanie obiektu bez wsparcia właścicieli.
– Aby uzyskać całkowitą samowystarczalność operacyjną, port musi przekroczyć masę krytyczną wynoszącą ok. 1-1,5 mln pasażerów rocznie. Ruch musi być doskonałą mieszanką lotów low-costowych, czarterowych i przewoźników tradycyjnych. Na samym ruchu low-costowym dochodowego biznesu się nie zbuduje – argumentuje prezes Portu Lotniczego Łódź.
Robert Makowski podkreśla, że według wyliczeń łódzkie lotnisko powinno osiągnąć w tym roku pułap pół miliona pasażerów. Władze prowadzą też negocjacje z nowymi przewoźnikami niskokosztowymi i tradycyjnymi.
– Czas pokaże, które z tych rozmów uda się zmaterializować na naszym lotnisku – mówi.
„Kampus logistyczny bardziej niż lotnisko”
Dr inż. Tomasz Balcerzak, prodziekan ds. kierunku bezpieczeństwa wewnętrznego na Uczelni Techniczno-Handlowej, uważa, że sytuacja finansowa Portu Lotniczego Łódź wskazuje na potrzebę zmiany dotychczasowego modelu funkcjonowania portu. Jego zdaniem najważniejszy sygnał płynie z rachunku wyników finansowych. Aż 73,5 proc. sprzedaży pochodziło z działalności pozalotniskowej.
– To wskazuje, że właśnie dywersyfikacja przychodów jest jednym z kluczowych kierunków poprawy. Nie jest to wyłącznie problem Łodzi. Europejska Rada Portów Lotniczych (ang. Airports Council International Europe, ACI EUROPE) wskazuje, że 71 proc. europejskich lotnisk obsługujących mniej niż 1 mln pasażerów rocznie jest nierentownych – komentuje dr inż. Tomasz Balcerzak.
Dane wskazują, że 71 proc. europejskich lotnisk obsługujących mniej niż 1 mln pasażerów rocznie jest nierentownych.
Jak dodaje, małe porty ponoszą „wysokie koszty stałe bezpieczeństwa, ochrony, ratownictwa i utrzymania infrastruktury niezależnie od skali ruchu”.
Nie oznacza to jednak, że obecna strata Łodzi jest nieunikniona – natomiast samo zwiększanie liczby pasażerów nie jest wystarczającą strategią. Wskazuje, że łódzkie lotnisko powinno być rozwijane jako wielofunkcyjny kampus lotniczo-logistyczny, a nie wyłącznie jako port pasażerski.
– Największy potencjał mają: ładunki i logistyka, obsługa techniczna, naprawy i remonty (ang. Maintenance, Repair and Overhaul, MRO) pod warunkiem wcześniejszego pozyskania najemcy, komercjalizacja nieruchomości, lotnictwo ogólne i biznesowe, działalność szkoleniowa, energetyka oraz zwiększenie przychodów z parkingów, najmu, reklamy i usług dodatkowych – wymienia Tomasz Balcerzak.
Ekspert podkreśla, że łódzki port nie powinien bezpośrednio konkurować z nowym hubem, ale „wypracować wyspecjalizowane funkcje komplementarne” wobec niego. To m.in. zaplecze logistyczne i szkoleniowe. Innymi słowy, powstanie CPK może być dla Łodzi nie gwoździem do trumny, ale szansą. Inną okazją do rozwoju dla lotniska w Łodzi może być uruchomienie w mieście Wojskowej Akademii Medycznej.
– Celem działań naprawczych powinno być stopniowe ograniczanie potrzeby finansowego wsparcia ze strony miasta poprzez zwiększanie własnych przychodów lotniska i poprawę wyniku operacyjnego – podsumowuje ekspert.
Łódź jak Radom?
Podobny problem ma Port Lotniczy Warszawa-Radom, który również nie jest w stanie oprzeć swojego modelu biznesowego wyłącznie na ruchu pasażerskim. Lotnisko nie cieszy się zainteresowaniem tak przewoźników, jak i pasażerów, a właściciel – spółka Polskie Porty Lotnicze (PPL) – musi dotować obiekt znaczną ilością kapitału.
Dlatego PPL wdrożył w tym roku nową strategię dla lotniska, stawiając na działalność pozapasażerską – m.in. cargo i MRO.
W ubiegłym roku pojawiały się nawet pomysły ewentualnej sprzedaży lotniska w Radomiu innemu udziałowcy – najprawdopodobniej Agencji Mienia Wojskowego. Wydaje się jednak, że pomimo konieczności „dosypywania” kolejnych pieniędzy, PPL, przynajmniej na razie, nie zamierza sprzedawać lotniska w Radomiu.
Co zrobić, by lotnisko w Łodzi nie podzieliło jednak losów mitycznego już radomskiego portu?
Adam Pustelnik, pierwszy wiceprezydent Łodzi, w niedawnej rozmowie z portalem wnp.pl wskazał, że optymalnym rozwiązaniem dla łódzkiego lotniska byłaby zmiana jego struktury właścicielskiej. Podkreślił że, miasto od dłuższego czasu rozważa pozyskanie dodatkowego partnera, np. jednego z podmiotów publicznych.
Od Radomia odcina się natomiast obecny prezes Łódź Airport.
– Port w Łodzi buduje swój ruch organicznie i opiera się na silnym, naturalnym popycie wewnętrznym Łodzi i województwa łódzkiego oraz na sprawdzonych od wielu lat partnerach. W przeciwieństwie do sztucznie stymulowanego popytu, łódzkie lotnisko ma ogromny atut w postaci doskonałego skomunikowania drogowego z całym krajem – komentuje dosadnie zapytany o Radom Robert Makowski.
W przeciwieństwie do sztucznie stymulowanego popytu, łódzkie lotnisko ma ogromny atut w postaci doskonałego skomunikowania drogowego z całym krajem.
Dziewięć lat Midery. Co się zmieniło?
Była prezeska lotniska w Łodzi nie zgadza się z zarzutami po jej zwolnieniu. Wskazuje na błędy w raporcie, m.in. nieprawidłowe naliczenie dni delegacji. Podkreśla też, że o decyzjach dotyczących jej stanowiska miała dowiadywać się z mediów.
– Nieumiejętnie policzono mi np. liczbę dni służbowych, licząc dwa dni wyjazdu służbowego w momencie, kiedy po południu jechałam do Warszawy, a wracałam następnego dnia rano – i krytykując taką działalność jaką są spotkanie służbowe. Nawiązywanie kontaktów i relacji jest przecież obowiązkiem prezesa – mówi w rozmowie z portalem XYZ Anna Midera.
Była prezeska przekonuje jednocześnie, że w czasie jej dziewięcioletniej kadencji znacząco wzrosła skala działalności portu. Liczba kierunków czarterowych zwiększyła się do 11, a ruch czarterowy przekroczył 100 tys. pasażerów rocznie. Midera wskazuje także na wzrost przychodów oraz spadek zobowiązań lotniska – z 258 mln zł w 2017 r. do 123 mln zł w 2025 r.
– Kiedy rozpoczynałam pracę na lotnisku w Łodzi, strata finansowa wynosiła ok. 50 mln zł. Ubiegły rok natomiast zamknęliśmy stratą w wysokości 37 mln zł. (...) Gdyby wziąć pod uwagę nie tylko wartości nominalne, ale wysoki wskaźnik inflacji, siłę nabywczą pieniądza, to tę dzisiejszą stratę można by przeliczyć na 23 mln zł – komentuje Anna Midera.
Główne wnioski
- Rosnący ruch pasażerski nie rozwiązuje problemu finansowego łódzkiego lotniska. W 2025 r. port obsłużył niemal 489 tys. pasażerów, a mimo to zakończył rok z blisko 37,5 mln zł straty netto i nadal wymaga dokapitalizowania przez właścicieli. Nowy prezes wskazuje, że dopiero osiągnięcie poziomu 1-1,5 mln pasażerów rocznie może pozwolić lotnisku na pełną samowystarczalność operacyjną.
- Przyszłość Łodzi może zależeć nie tylko od liczby pasażerów, ale od zmiany modelu biznesowego. Ekspert wskazuje na rozwój cargo, MRO, logistyki, lotnictwa biznesowego, działalności szkoleniowej czy komercjalizację nieruchomości jako sposoby na zwiększenie przychodów. W tym ujęciu CPK nie musi być dla łódzkiego portu zagrożeniem – lotnisko może próbować budować wobec nowego hubu wyspecjalizowane, komplementarne funkcje.
- Łódź nie chce powtórzyć scenariusza Radomia, ale oba porty łączy problem konieczności publicznego finansowania. Władze łódzkiego lotniska podkreślają, że jego przewagą jest naturalny popyt z Łodzi i regionu oraz rozwijany organicznie ruch, podczas gdy Radom jest postrzegany jako przykład portu o znacznie słabszym popycie.