Kategoria artykułu: Biznes

Rekordowo niskie ceny energii na polskiej giełdzie. Kto zyskuje, a kto traci?

Ceny energii elektrycznej na warszawskiej giełdzie w ostatnich tygodniach sięgały nawet minus 2 tys. zł za megawatogodzinę. W teorii to darmowy albo wręcz dopłacany prąd dla odbiorców. W praktyce korzystają z niego tylko niektórzy użytkownicy energii. To jednak powoli się zmienia.

Dynamiczne ceny energii wymuszają na odbiorcach korzystanie z urządzeń elektrycznych wtedy, gdy prąd jest najtańszy. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego na polskim rynku pojawiają się ujemne ceny energii.
  2. Co to oznacza dla odbiorców prądu.
  3. Jak zmieniają się oferty sprzedawców energii.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Ujemne ceny energii pojawiają się na polskim rynku hurtowym coraz częściej. Ujemna cena oznacza, że wytwórca prądu musi dopłacać odbiorcy za to, że przyjmie od niego energię. Z taką sytuacją mamy do czynienia w godzinach, gdy na rynku jest znacznie więcej energii niż bieżący popyt. Obserwujemy to zwłaszcza w dni słoneczne lub wietrzne, gdy elektrownie słoneczne i wiatrowe działają na pełnych obrotach. W idealnym scenariuszu wytwórcy powinni sami redukować pracę swoich elektrowni, aby nie tracić na produkcji energii. W praktyce nie zawsze to robią – np. z powodów technicznych, przyjętej polityki handlowej albo nieumiejętności bilansowania własnych aktywów.

– Pierwsze ujemne ceny energii w Polsce na Towarowej Giełdzie Energii pojawiły się 15 października 2023 r. Wtedy była to ciekawostka, a nie norma. Dziś sytuacja wygląda nieco inaczej. Wraz z kolejnymi instalacjami fotowoltaicznymi i farmami wiatrowymi przyłączanymi do sieci okresy nadpodaży energii występują coraz częściej – wskazuje Rafał Jagliński, menedżer sprzedaży dla małych i średnich firm w spółce Axpo Polska, która handluje energią.

Co się dzieje na polskiej giełdzie energii?

Zjawisko ujemnych cen występuje głównie na rynku krótkoterminowym, gdzie handluje się energią elektryczną z dostawą na następny dzień. Można tam zawierać np. kontrakty 15-minutowe lub godzinowe. Ceny na tym rynku zmieniają się bardzo dynamicznie. W tym roku mieliśmy rekordowo niskie stawki, które w niektórych godzinach i kwadransach spadały głęboko poniżej zera. Obserwowaliśmy to najczęściej w dni wolne od pracy lub w weekendy, gdy zapotrzebowanie na energię jest niskie.

Na przykład w wielkanocny weekend – w niedzielę 5 kwietnia – odnotowano stawkę godzinową sięgającą minus 900 zł za megawatogodzinę (MWh). W długi weekend majowy było jeszcze taniej. Ceny w kontraktach 15-minutowych z 30 kwietnia z dostawą na 1 maja w szczytowym momencie przekraczały minus 2 tys. zł/MWh.

Z takich stawek mogą korzystać jednak tylko ci odbiorcy energii, którzy są rozliczani po cenach giełdowych. Konsumenci, którzy rozliczają się po stałej cenie, nie widzą ujemnych liczb na swoich rachunkach. Stawki w tego typu umowach bazują w przeważającej części (około 80 proc.) na kontraktach rocznych. A tam ceny hurtowe są dużo bardziej stabilne niż w notowaniach krótkoterminowych i są dodatnie.

Jedni zyskują, inni tracą

Kto zatem korzysta z ujemnych cen energii?

– Na ujemnych cenach korzystają przede wszystkim ci, którzy mają dostęp do energii rozliczanej po cenach rynkowych i są elastyczni w jej zużyciu. W praktyce są to odbiorcy przemysłowi oraz użytkownicy modeli dynamicznych, którzy mogą przesuwać pobór energii w czasie. Energia w takich warunkach przestaje być tylko kosztem, a staje się elementem optymalizacji. W skrajnych przypadkach jej zużycie może być praktycznie bezkosztowe, a nawet „wynagradzane” przez rynek – wyjaśnia Mirosław Bieliński, prezes firmy Bankilo Obrót, która sprzedaje energię pod marką Pstryk.

Pstryk podaje, że 1 maja aż 64 proc. jego klientów zakończyło dzień z całodziennym ujemnym kosztem energii brutto. Z kolei 2 maja było to 62 proc., a 3 maja 56 proc. klientów.

Po drugiej stronie są przede wszystkim wytwórcy energii. W momentach nadpodaży, najczęściej przy wysokiej produkcji OZE i niskim zapotrzebowaniu, sprzedają oni energię po bardzo niskich, czasem ujemnych cenach.

– Nie zawsze oznacza to jednak prostą stratę, ponieważ część wytwórców równolegle uzyskuje przychody z innych mechanizmów, np. rynku mocy czy usług elastyczności. Systemowo oznacza to również mniej korzystną sytuację dla podmiotów, które nie mają elastyczności po stronie odbioru lub są rozliczane w sztywnych modelach taryfowych – tłumaczy Mirosław Bieliński.

Coraz więcej ofert z ceną dynamiczną

W praktyce więc wszystko zależy od modelu rozliczeń i dostępu do informacji o cenach energii. Konsumenci, którzy korzystają z ofert z ceną dynamiczną, na bieżąco śledzą, kiedy energia jest tania lub wręcz dopłacana przez rynek. Mogą wtedy dostosować swoje zużycie do realiów rynkowych.

– W praktyce oznacza to, że korzyść z ujemnych cen nie jest już tylko teorią rynkową, a staje się elementem zarządzania energią. Pod warunkiem, że konsument ma narzędzie, które te ceny pokazuje i pozwala na reakcję – podkreśla Mirosław Bieliński.

Takich ofert na rynku pojawia się coraz więcej. Nie są to tylko oferty bezpośrednio powiązane z cenami na giełdzie. Część sprzedawców promuje tanie godziny w stałych porach dnia. Taką ofertę ma np. E.ON, który działa głównie na terenie Warszawy. Firma nalicza premię za korzystanie z prądu w godzinach 10-16 oraz 22-6.

Z kolei Tauron proponuje kilka opcji z tańszą energią w określonych godzinach. Podaje też, że w tym roku na ich wielostrefową grupę taryfową zdecydowało się już ponad 40 tys. gospodarstw domowych.

– Warto sprawdzić, z jakiej grupy taryfowej korzystamy w domu. A następnie przyjrzeć się naszym codziennym zwyczajom i temu, w jakich porach najczęściej zużywamy energię elektryczną. Odpowiednio dobrana grupa taryfowa, połączona nawet z niewielkimi zmianami w sposobie korzystania z prądu, może realnie obniżyć rachunki nawet o 20 proc. w skali roku. W przypadku najliczniejszej grupy gospodarstw domowych, zużywających do dwóch megawatogodzin energii rocznie, oznacza to oszczędności sięgające około 500 zł – podkreśla Mariusz Purat, prezes Tauronu Sprzedaż.

Opcja dla firm

Także w przypadku firm kluczem jest rodzaj zawartej umowy ze sprzedawcą energii. Przedsiębiorstwa, które rozliczają się po stałej stawce, co miesiąc płacą tyle samo za każdą zużytą kilowatogodzinę. Bez względu na to, co dzieje się na giełdzie. Natomiast firmy, które wybrały oferty dynamiczne, rozliczane są po bieżących cenach rynkowych.

– W ubiegłym roku udostępniliśmy naszym klientom z sektora małych i średnich firm opcję rozliczania się po cenach ujemnych energii elektrycznej. Jeśli takie wystąpią na giełdzie, klient nie tylko w danej godzinie nie płaci za pobraną energię, ale otrzymuje za nią wynagrodzenie, co obniża miesięczny koszt całkowity. Jako nieliczni lub nawet jedyni na rynku wprowadziliśmy możliwość rozliczania się po cenach ujemnych także dla już trwających kontraktów – informuje Rafał Jagliński z Axpo Polska.

Uwaga na pułapki

Urząd Regulacji Energetyki przypomina, aby decyzje o zmianie taryfy podejmować po dokładnym zapoznaniu się z ofertą. Jest to opcja dla tych konsumentów, którzy znają zasady funkcjonowania rynku energii i potrafią zarządzać własnym zużyciem prądu. Mogą więc korzystać z urządzeń elektrycznych, np. z pralki, w momencie, gdy energia jest najtańsza. Jednocześnie mogą ograniczać pobór prądu, np. sterując ogrzewaniem elektrycznym, w godzinach, gdy energia jest najdroższa. URE ostrzega, że brak właściwych zachowań w korzystaniu z energii może przełożyć się na wzrost rachunków.

Regulator wskazuje też, że poza samą ceną energii konsument powinien zwrócić uwagę m.in. na następujące warunki umowy:

  • czy oprócz sprzedaży prądu oferta zawiera dodatkowe usługi i związane z tym opłaty;
  • na jaki okres zawierany jest kontrakt;
  • na jakich zasadach będzie odbywać się rozliczenie po upływie okresu obowiązywania oferty;
  • jakie są warunki wypowiedzenia (czy są przewidziane opłaty za wcześniejsze wypowiedzenie umowy).

Na koniec 2025 r. niemal 90 proc. odbiorców energii elektrycznej w gospodarstwach domowych korzystało z grupy taryfowej ze stałą ceną energii.

Rynek się zmienia

Eksperci podkreślają, że trend ujemnych cen energii będzie się nasilał do czasu, aż polski system energetyczny przystosuje się do dużego udziału OZE. W bilansowaniu systemu pomogą duże magazyny energii, które właśnie wchodzą na polski rynek. Pierwsze z nich ruszą w tym roku, a kolejne są w budowie. Przybywa też firm, które pomagają wytwórcom energii z odnawialnych źródeł w zarządzaniu instalacjami.

– Wbrew pozorom wielu właścicieli zielonych instalacji nie jest w stanie samodzielnie tak operować swoimi aktywami, aby było to dla nich opłacalne. Świat, w którym ktoś postawił sobie farmę słoneczną i mógł się nią później w ogóle nie przejmować, już nie istnieje. Teraz mamy często ujemne ceny energii i przymusowe wyłączenia elektrowni. Aby zarabiać na zielonej energii, trzeba śledzić rynek i dobrze zarządzać swoimi aktywami – wskazał Roch Baranowski, prezes Respect Energy, w niedawnej rozmowie z XYZ.

Główne wnioski

  1. Na Towarowej Giełdzie Energii w Warszawie ceny energii w kontraktach krótkoterminowych były w tym roku rekordowo niskie. W weekendy i dni świąteczne – gdy zapotrzebowanie na energię jest małe, a produkcja wysoka – notowania kontraktów godzinnych zbliżały się do -1 tys. zł/MWh, a ceny kontraktów 15-minutowych przekraczały chwilowo -2 tys. zł/MWh.
  2. Na ujemnych cenach korzystają przede wszystkim ci odbiorcy, którzy mają dostęp do energii rozliczanej po cenach rynkowych i mogą elastycznie zarządzać jej zużyciem. W praktyce są to głównie odbiorcy przemysłowi oraz użytkownicy taryf dynamicznych, którzy przesuwają pobór energii na tańsze godziny. Tracą natomiast wytwórcy, którzy w takich okresach dopłacają za odbiór energii z instalacji.
  3. Większość gospodarstw domowych w Polsce nadal korzysta z taryf ze stałą ceną, ale na rynku przybywa ofert dynamicznych. Część z nich jest bezpośrednio powiązana z notowaniami giełdowymi, inne promują tańsze godziny w stałych porach. Tauron przekonuje, że dobrze dobrana grupa taryfowa, połączona nawet z niewielką zmianą nawyków, może obniżyć rachunki nawet o 20 proc. rocznie. Regulator przypomina jednak, że taryfy dynamiczne oznaczają także ryzyko wyższych kosztów w godzinach szczytu.