Kategoria artykułu: Biznes

Sądny dzień dla JSW. Pracownicy zdecydują o tym, czy węglowa spółka upadnie

12 lutego pracownicy Jastrzębskiej Spółki Węglowej zagłosują nad porozumieniem zawieszającym części świadczeń. „Bez obniżenia tych kosztów JSW prawdopodobnie czeka upadłość" – twierdzi giełdowy analityk. Emocje w spółce buzują, a politycy, zamiast je studzić, dolewają oliwy do ognia.

Protest pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej przed budynkiem Ministerstwa Energii w Katowicach 12 grudnia 2025 r.
Protest pracowników Jastrzębskiej Spółki Węglowej przed budynkiem Ministerstwa Energii w Katowicach 12 grudnia 2025 r. Fot. Klaudia Radecka/NurPhoto/Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Co zawiera projekt porozumienia między zarządem a załogą JSW.
  2. Jakie będą konsekwencje czwartkowego referendum w JSW.
  3. Jakie opcje ratunkowe ma spółka.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Tygodnie negocjacji zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) z górniczymi związkami zawodowymi były pełne emocji i zwrotów akcji. Skończyły się na przygotowaniu projektu porozumienia, zakładającego istotną obniżkę świadczeń pracowniczych. W czwartek 12 lutego pracownicy w referendum zdecydują, czy godzą się na takie ustalenia. Jeśli zagłosują na „tak”, zarząd JSW będzie mógł uzyskać finansowanie niezbędne do dalszego funkcjonowania spółki. Jeśli większość załogi nie zgodzi się na redukcję płac, opcji ratunkowych będzie znacznie mniej. A wówczas najbardziej prawdopodobnym scenariuszem będzie upadłość JSW.

Trudne negocjacje

Porozumienie jest kompromisem pomiędzy oczekiwaniami zarządu a żądaniami związkowców, którzy na początku w ogóle nie chcieli zgodzić się na obniżki wynagrodzeń. Węglowa spółka jednak przynosi straty, a jej miliardowe oszczędności – zgromadzone na czarną godzinę w funduszu stabilizacyjnym – szybko się skończyły. Dlatego ostatecznie związki zawodowe zgodziły się na ograniczenie świadczeń dla górników.

Rozmowy na ten temat były jednak bardzo trudne i pełne emocji. Na ostatniej prostej rozmów, gdy niemal wszystko było już uzgodnione, nastąpił nieoczekiwany zwrot. Wynikał z kilku przyczyn. Pod koniec grudnia górnicy z prywatnej kopalni Silesia zorganizowali podziemny protest, przeciwstawiając się planom zwolnienia niemal całej załogi. Do rozmów z właścicielem kopalni – Bumechem – wciągnęli także Ministerstwo Energii. Protest przyniósł efekty. Resort energii obiecał, że w przypadku likwidacji Silesii wszyscy zatrudnieni tam górnicy znajdą pracę w państwowych kopalniach. Co więcej, Silesia ma zostać objęta przepisami ustawy górniczej, na mocy której możliwe będzie finansowanie przez państwo osłon socjalnych dla odchodzących z pracy górników. Takie przywileje przysługują obecnie jedynie państwowym spółkom węglowym. To podsyciło nastroje w JSW, aby nie iść na kompromisy z rządem i podobnie jak załoga Silesii walczyć o swoje prawa.

Kolejny kryzys w negocjacjach nastąpił pod koniec stycznia, gdy do JSW w Jastrzębiu-Zdroju przyjechał marszałek sejmu Włodzimierz Czarzasty. Zachęcił koalicję rządową do aktywniejszego zaangażowania się w sprawę i przyspieszenia decyzji dotyczących ratowania spółki. Część załogi odczytała to jako zachętę do dalszych nacisków na zarząd JSW i polski rząd do podjęcia działań ratunkowych bez uszczerbku na wynagrodzeniach pracowników.

Mocne cięcia

Ostatecznie jednak związkowcy ustalili z zarządem spółki projekt porozumienia, ale ostateczną decyzję w tej sprawie pozostawili załodze. Projekt przewiduje m.in. wypłatę tzw. czternastej pensji (nagroda roczna w wysokości zbliżonej do miesięcznej pensji górników) za 2025 r. z opóźnieniem, czyli do końca 2027 r. Natomiast „czternastka” za 2026 r. zostanie zawieszona.

Z opóźnieniem wypłacona zostanie zaległa część nagrody barbórkowej za 2025 r., która tradycyjnie wypłacana była w całości w grudniu. W latach 2026-2027 barbórka również wypłacana będzie w ratach.

Zawieszeniu do końca 2027 r. ulegną też niektóre inne świadczenia pracownicze, w tym deputat węglowy czy premia BHP za poprawę stanu bezpieczeństwa i higieny pracy.

– Zgoda załogi JSW na redukcję kosztów pracowniczych jest kluczowa dla przyszłości spółki. Bez obniżenia tych kosztów JSW prawdopodobnie czeka upadłość układowa albo sanacyjna. To także skomplikuje możliwość skorzystania z nowych przepisów, które pozwalają JSW przeprowadzić program dobrowolnych odejść na koszt państwa. Warunkiem jest, aby spółka nie była w upadłości – ocenia Jakub Szkopek, analityk Erste Group.

Duże oszczędności

W ocenie analityka górnicy i tak sporo wynegocjowali, bo ostateczna wersja porozumienia jest zdecydowanie łagodniejsza dla nich, niż pierwotna propozycja zarządu.

– Szacuję, że na samym zawieszeniu wypłaty czternastej pensji spółka zaoszczędzi 400-500 mln zł rocznie, natomiast zawieszenie deputatu węglowego to kolejne około 250 mln zł. Ogromne i trwałe oszczędności przyniesie też zapowiadana dobrowolna redukcja zatrudnienia o ponad 3 tys. osób. Poza tym sytuacja rynkowa poprawia się, bo ceny węgla koksowego na świecie wzrosły do nawet 250 dolarów za tonę. To wszystko powinno poprawić wyniki finansowe i wyprowadzić wynik EBITDA spółki (wynik operacyjny powiększony o amortyzację) na plus. Natomiast obecnie JSW traci kwartalnie około 1 mld zł gotówki. Bez mocnej redukcji kosztów spółka po prostu nie przetrwa. Ewentualne dosypywanie pieniędzy np. z emisji akcji może pomóc JSW, ale zaledwie na kilka miesięcy – tłumaczy Jakub Szkopek.

Emocje buzują

W samej spółce opinie na temat porozumienia są podzielone. Część pracowników ma za złe związkom zawodowym, że poszli na kompromis z zarządem i godzą się na obniżkę wynagrodzeń. Ich zdaniem załoga nie powinna ponosić odpowiedzialności za złe zarządzanie spółką. Są też tacy, którzy w redukcji kosztów widzą szansę na uratowanie spółki, a tym samym swoich miejsc pracy. Na podobne ustępstwa pracownicy zgodzili się w 2015 r., dzięki czemu JSW przetrwała kryzys i stanęła na nogi.

Tuż przed referendum zaplanowanym na 12 lutego oliwy do ognia dolał minister aktywów państwowych Wojciech Balczun. W wypowiedzi dla TVP Katowice użył niefortunnego sformułowania. Stwierdził, że liczy na pozytywny wynik referendum, na podpisanie porozumienia i przystąpienie do sanacji JSW. Słowo „sanacja” wzburzyło górnicze związki zawodowe, które zrozumiały to jako przeprowadzenie postępowania sanacyjnego. Celem porozumienia miało być natomiast uniknięcie takiego scenariusza. Tymczasem, jak słyszymy, ministrowi chodziło o... uzdrowienie spółki. Aby uspokoić nastroje na Śląsku, Ministerstwo Aktywów Państwowych wydało w tej sprawie oświadczenie.

„MAP oświadcza, że liczy na pozytywny wynik referendum w JSW i podpisanie wynegocjowanego porozumienia ze stroną społeczną, które pozwoli ustabilizować płynność finansową spółki, kontynuować jej działalność i ochronić miejsca pracy” – napisało MAP na platformie X.

Co dalej?

Zgoda załogi na cięcia kosztów pracowniczych pozwoli JSW sięgnąć po finansowanie zewnętrzne w wysokości do 2,9 mld zł. Zarząd spółki nie precyzuje, skąd pozyska dodatkowe pieniądze. Związkowcy mówią natomiast, że taką kwotę obiecało zorganizować Ministerstwo Aktywów Państwowych. Zarząd prowadzi też działania zmierzające do pozyskania środków ze sprzedaży aktywów, w tym spółek zależnych. W grę wchodzi sprzedaż producenta koksu JSW Koks, który aktualnie przynosi duże straty. To efekt zalewu europejskiego rynku tanim koksem z rynków azjatyckich.

Związkowcy liczą też na rozliczenie władz spółki, które w ich przekonaniu doprowadziły JSW na skraj bankructwa.

– Załoga liczy na to, że osoby decyzyjne, które wydały miliardy z funduszu stabilizacyjnego i doprowadziły do tak trudnej sytuacji finansowej JSW, poniosą odpowiedzialność prawną. Mamy też nadzieję, że aktywa, które trwale przynoszą straty finansowe, zostaną zdjęte z barków JSW – apeluje Artur Fildebrandt, szef związku zawodowego Kadra w kopalni Pniówek.

Do fatalnej sytuacji JSW przyczynił się kryzys na rynku węgla koksowego i koksu – surowców używanych do produkcji stali. Ale nie tylko. Do tego dołożyć należy rozbuchane koszty pracownicze, które rosły niemal z roku na rok, zamiast dostosować się do warunków rynkowych. Nie pomogła też konieczność zapłaty przez JSW w 2023 r. specjalnego podatku od nadmiarowych zysków w wysokości 1,6 mld zł. Pieniądze te popłynęły na mrożenie cen energii dla Polaków. Teraz JSW próbuje odzyskać te pieniądze, ale jak dotąd bezskutecznie.

Przygotowany pierwotnie przez zarząd Jastrzębskiej Spółki Węglowej plan ratunkowy okazał się niewystarczający. Z tego powodu w październiku 2025 r. stanowisko stracił prezes spółki Ryszard Janta.

Cała grupa JSW zatrudnia około 30 tys. pracowników.

Główne wnioski

  1. 12 lutego załoga Jastrzębskiej Spółki Węglowej zdecyduje w referendum, czy godzi się na zawieszenie niektórych świadczeń pracowniczych. Projekt porozumienia, wypracowany przez zarząd spółki i związki zawodowe, przewiduje m.in. zawieszenie wypłaty tzw. czternastej pensji za 2026 r., deputatu węglowego i premii BHP, a także wypłatę w ratach dodatkowej grudniowej pensji – tzw. barbórki.
  2. W samej spółce opinie na temat porozumienia są podzielone. Część pracowników ma za złe związkom zawodowym, że poszły na kompromis z zarządem i godzą się na obniżkę wynagrodzeń. Inni w redukcji kosztów widzą szansę na uratowanie spółki, a tym samym swoich miejsc pracy. W podjęciu ostatecznej decyzji nie pomagają politycy, którzy swoimi wypowiedziami wprowadzają chaos informacyjny. Załoga JSW patrzy też na działania ich kolegów z prywatnej kopalni Silesia, którzy skutecznie walczyli o rządową pomoc.
  3. Zgoda załogi na redukcję kosztów pracowniczych pozwoli JSW sięgnąć po finansowanie zewnętrzne w wysokości do 2,9 mld zł. Zarząd spółki nie precyzuje, skąd pozyska dodatkowe pieniądze. Kolejną opcją jest sprzedaż spółki zależnej – producenta koksu JSW Koks, który aktualnie przynosi duże straty. Co się stanie, jeśli załoga zagłosuje przeciwko porozumieniu? – Bez obniżenia kosztów JSW prawdopodobnie czeka upadłość układowa albo sanacyjna – ocenia Jakub Szkopek, analityk Erste Group.