Kategoria artykułu: Biznes

System kaucyjny 365 dni po wdrożeniu. Kto zyskał, kto stracił?

MKiŚ celebruje pierwszy rok funkcjonowania systemu kaucyjnego w Polsce. Tymczasem eksperci wskazują tych, którzy stracili na nim najwięcej – to sortownie i instalacje komunalne są przegranymi systemu kaucyjnego.

System kaucyjny przesuwa pieniądze na rynku odpadów. Sortownie liczą straty, operatorzy przejmują cenny surowiec/fot. gettyimages
System kaucyjny przesuwa pieniądze na rynku odpadów. Sortownie liczą straty, operatorzy przejmują cenny surowiec. Fot. Getty Images

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Kto zyskał, kto stracił na systemie kaucyjnym.
  2. Jak system kaucyjny po roku ocenia MKiŚ, eksperci, sortownie i firmy odpadowe.
  3. Jak system kaucyjny zmienia bilans tzw. żółtego worka.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Audio generowane przez AI. Może zawierać błędy.

5 mld zebranych opakowań, 65,5 tys. punktów zwrotu w całym kraju – tak Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) podsumowało pierwszy rok funkcjonowania systemu kaucyjnego w Polsce.

– System kaucyjny działa, a jego wprowadzenie miało sens. Polacy rozumieją system, wspierają go. Mamy zrealizowane cele zarówno ekologiczne, jak i ekonomiczne. Chcemy, aby w tym roku system kaucyjny zgromadził 77 proc. opakowań, które są objęte kaucją. To ambitny, ale realny cel – zapewnia Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska.

Kto jest dziś największym przegranym finansowo?

– Najmocniej oberwały instalacje komunalne i sortownie przetwarzające odpady z selektywnej zbiórki. Z żółtego worka ubyło zaledwie 3-4 proc. masy, a według Rady RIPOK (Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych) przychody instalacji ze sprzedaży surowców spadły o ok. połowę, podczas gdy koszt zagospodarowania wzrósł o ok. 15 proc. Śmieciarka jeździ tą samą trasą, linia sortownicza pracuje tyle samo godzin, a zniknęła akurat ta część strumienia, która na siebie zarabiała. Krakowskie MPO wyliczyło 9,5 mln zł straty w pierwszym półroczu, warszawskie MPO szacuje ok. 20 mln zł w skali roku, a gdański zakład utylizacyjny ponad 8 mln zł – wylicza Andrzej Strojny, analityk Warsaw Enterprise Institute (WEI).

Na końcu tego łańcucha stoi mieszkaniec. Zapłaci dwa razy: raz opłatę systemową w cenie napoju, drugi raz w wyższym rachunku za wywóz śmieci.

Sortownia jest, jego zdaniem, jednak tylko pierwszym ogniwem.

– Instalacja podniesie cenę za przyjęcie tony odpadów, firma odbierająca śmieci uwzględni to w najbliższym przetargu, a gmina w uchwale o opłacie. Na końcu tego łańcucha stoi mieszkaniec. Zapłaci dwa razy: raz opłatę systemową w cenie napoju, drugi raz w wyższym rachunku za wywóz śmieci. Pośrodku są prywatne firmy odpadowe z umowami wieloletnimi, podpisanymi przed startem systemu, w których cenę skalkulowano przy założeniu przychodów z PET i aluminium. Do końca takiego kontraktu różnicę pokrywają z własnej marży.

Operatorzy przegranymi nie są. Formalnie ponoszą ryzyko, bo odpowiadają po połowie za opłatę produktową, jeśli poziom zbiórki nie osiągnie 77 proc. i finansują logistykę. Mają jednak poduszkę, której nie ma nikt inny: nieodebraną kaucję. We wrześniu resort odrzucił wnioski samorządów o przekazanie części tych środków gminom – dodaje Andrzej Strojny.

Co na to MKiŚ?

– Nie mogę się z tym zgodzić, że sortownie są największymi przegranymi systemu kaucyjnego. Z tego, co wiem, również sortownie korzystają na systemie kaucyjnym. Jeżeli sortownia jest zainteresowana sortowaniem, na przykład zbiórki ręcznej, to jak najbardziej może wejść w kooperację z operatorem i w tym uczestniczyć.

Natomiast wdrażając rozwiązania oparte na gospodarce obiegu zamkniętego, zawsze będzie tak, że konkretna firma, która na przykład nie inwestuje w te rozwiązania GOZ-owe, może być stratna. Także tutaj zachęcamy do tego, żeby przyjrzeć się swoim biznesom. Nie mogę obiecać, że będę wspierać ten biznes, który jest oparty na spalaniu czy na składowaniu, bo moim celem jest obniżanie zarówno składowania, jak i spalania. Tutaj, tak jak w każdym biznesie, trzeba szukać swoich szans rynkowych po to, żeby móc się rozwijać. A system kaucyjny jest również taką szansą rynkową – zapewnia Anita Sowińska, wiceminister klimatu i środowiska.

Zdaniem eksperta

System kaucyjny powinien poprawiać recykling, ale jego kosztów nie można przerzucać na mieszkańców

System kaucyjny wyprowadził z systemów komunalnych najbardziej wartościowe surowce. Według szacunków branżowych instalacje straciły około 50 proc. przychodów ze sprzedaży surowców. Jednocześnie szacowany wzrost kosztów w gminnych systemach gospodarowania odpadami w związku z funkcjonowaniem systemu kaucyjnego wynosi ok. 10-15 proc.

W miastach UMP roczne koszty gospodarowania odpadami już wcześniej przekroczyły 3 mld zł, dlatego dalszy ubytek przychodów zwiększa presję na opłaty mieszkańców. Trzeba przy tym pamiętać, że około 90 proc. opłaty ponoszonej przez mieszkańców stanowią koszty odbioru i zagospodarowania odpadów. To pokazuje, jak dużą lukę w finansowaniu systemu pokrywają dziś mieszkańcy. Bez udziału producentów w tych kosztach, przy jednoczesnym wpływie systemu kaucyjnego na gospodarkę odpadami, samorządy praktycznie nie mają szans na utrzymanie obecnych stawek ani na ograniczenie ich wzrostu.

Nie oznacza to, że wzrost opłat dla mieszkańców jest wyłącznie skutkiem wprowadzenia systemu kaucyjnego. Na wysokość stawek wpływają również koszty pracy, energii, paliw i transportu. Są już jednak miasta, które wskazują system kaucyjny jako jeden z czynników wpływających na wzrost cen odbioru i zagospodarowania odpadów. Bez rekompensaty z ROP presja na dalsze podwyżki będzie coraz większa.

Producenci powinni pokrywać pełne koszty gospodarowania wprowadzanymi opakowaniami, a operatorzy systemu kaucyjnego odpowiadać za sprawną zbiórkę i przejrzyste rozliczenia. Gminy nie mogą finansować z opłat mieszkańców kosztów, które powinny obciążać producentów.

Postulaty UMP to pilne wdrożenie ROP, powiązanie go z systemem kaucyjnym, przekazywanie części nieodebranych kaucji i przychodów ze sprzedaży surowców do systemów gminnych, czasowy mechanizm rekompensujący utracone dochody oraz umożliwienie gminom weryfikacji rzetelności sprawozdań składanych przez operatorów w zakresie opakowań poddanych recyklingowi. Także informacja, jaki podmiot powinien w danej gminie składać takie sprawozdanie do wójta, burmistrza, prezydenta miasta. System kaucyjny powinien poprawiać recykling, ale jego kosztów nie można przerzucać na mieszkańców.

Odpływ PET i puszek a ekonomia sortowni

Jak odpływ PET i puszek wpływa na ekonomię sortowni?

– Zabiera im najcenniejszy surowiec, i to dosłownie. Butelka PET, zwłaszcza bezbarwna, oraz puszka aluminiowa to frakcje z wyraźnie dodatnią ceną. Aluminium z puszek osiąga ok. 9 tys. zł za tonę. Reszta żółtego worka, czyli folie, opakowania wielomateriałowe, kubki i mieszane tworzywa, ma wartość niską albo ujemną i często kończy jako paliwo alternatywne, za którego odbiór sortownia płaci. Dane z miast obrazują skalę zjawiska. W Gdańsku w pierwszym kwartale do sortowni trafiło o 33 proc. mniej bezbarwnego PET, o 41 proc. mniej niebieskiego i o 51 proc. mniej zielonego. Kraków w pierwszym półroczu zebrał ok. 500 ton surowców wobec ok. 1 tys. ton rok wcześniej – wylicza Andrzej Strojny.

Pełnego rachunku krajowego nikt nie opublikował, ale jego zdaniem, rząd wielkości da się ustalić.

– Spotkałem się z tym, że eksperci branży przeliczają ubytek na ok. 1 zł miesięcznie na mieszkańca. Przy liczbie ludności Polski daje to ok. 450 mln zł rocznie, co zgadza się z danymi największych miast. Mówimy więc o kilkuset milionach złotych rocznie, które przeszły z rynku komunalnego do systemu operatorów. Na jednego mieszkańca to niewiele, ale w skali branży jest to jej najbardziej rentowna część. Jest też druga strona medalu.

Gminy odpowiadają za poziomy recyklingu, a opakowania, które mieszkaniec gminy wiejskiej oddał w automacie w pobliskim mieście, nie poprawiają wyniku jego gminy. Związek Gmin Wiejskich upomina się o korektę i ma rację, bo kara za niespełnienie celu spadnie na gminę, która nie miała na to wpływu – zapewnia ekspert WEI.

Zdaniem eksperta

System kaucyjny zmienia bilans tzw. żółtego worka

To nie jest tak jednoznaczne, że w systemie kaucyjnym pieniądze odpływają z firm gospodarujących odpadami do operatorów systemu. Firmy, jeżeli nie są podmiotami samorządowymi, mają pełną swobodę świadczenia usług na rzecz operatorów systemu kaucyjnego i innych podwykonawców. Podobnie spółki samorządowe, których nie blokuje korzystanie z tzw. zamówień in-house, mogą świadczyć usługi w systemie. Nie można więc mówić o prostym transferze środków do operatorów systemu kaucyjnego.

Zmienia się natomiast bilans tzw. żółtego worka. W żółtym worku tworzywa sztuczne były obecne i zawsze ekonomicznie dodatnie. Firmy składające gminom oferty na odbiór i zagospodarowanie tej frakcji zakładały, że część strumienia odpadów wygeneruje przychód. Dotyczyło to m.in. puszek, wybranych opakowań z tworzyw sztucznych czy niektórych rodzajów folii. Zostawało 30-40 proc. tzw. balastu, czyli odpadów, których zagospodarowanie wiązało się z dodatkowymi kosztami przetwarzania czy odzysku energetycznego.

W momencie, kiedy z żółtego worka znika najbardziej przychodowa frakcja, czyli opakowania objęte kaucją, pozostają do wysortowania materiały o niższej wartości surowcowej, jak np. chemia gospodarcza i więcej balastu. Trzeba w takim razie więcej zapłacić za zagospodarowanie żółtego worka. Właśnie na tym polega ekonomiczny wpływ systemu kaucyjnego na gospodarkę odpadami komunalnymi.

Oprócz tego są jeszcze inne czynniki, jak koszty pracy i koszty energii, które również się zmieniają. Nie możemy więc powiedzieć, że tylko system kaucyjny wpływa na to, że w gminach drożeje gospodarowanie odpadami. Jeżeli mówimy jednak o samym systemie kaucyjnym, to żółty worek nadal będzie wymagał odbioru i przetworzenia.
 
Koszty związane z tym, że masa żółtego worka w gminach jest teoretycznie niższa, spadły proporcjonalnie do stawki zaoferowanej w przetargu, ale jest to niezauważalne, bo zmieni się stawka jednostkowa o tyle, ile ubędzie przychodów z PET i puszek. Teraz trzeba podnieść koszt zagospodarowania odpadów, żeby obsłużyć koszty stałe. Nadal trzeba zapewnić obsługę śmieciarki, wykorzystać tę samą infrastrukturę transportową i utrzymać porównywalną liczbę roboczogodzin. Po odebraniu odpadów do dalszego zagospodarowania trafia jednak strumień, który generuje niższe przychody ze sprzedaży surowców wtórnych.

System kaucyjny może przyczyniać się do wzrostu kosztów za odbiór odpadów z gospodarstwa domowego. Jednocześnie konsumenci muszą zanieść opakowania do punktu zbiórki. System tworzy więc odrębny mechanizm zbiórki dla części opakowań, które już wcześniej były selektywnie zbierane i poddawane sortowaniu w ramach istniejącego systemu gospodarki odpadami.

Operatorzy kontrolują trzy strumienie pieniędzy

Kto może zyskać na systemie kaucyjnym?

– Te firmy, które weszły do łańcucha dostaw operatorów, a więc zajmują się transportem, centrami liczenia, obsługą automatów i recyklingiem czystego strumienia. Remondis w marcu zrezygnował z roli operatora i skupił się na centrach liczenia opakowań. Jedno działa w Łodzi, kolejne powstają. PreZero koordynuje logistykę OK Operatora Kaucyjnego, którego akcjonariuszami są m.in. Lidl i Kaufland z tej samej grupy Schwarz. Interzero dostarcza automaty i wsparcie logistyczne.

Wygrywają też recyklerzy PET, którzy dostają jednorodny materiał butelkowy, poszukiwany przy rosnących wymogach zawartości recyklatu. Beneficjenci to jednak przede wszystkim duże grupy z kapitałem i kontraktami z operatorami, spośród których część należy do sieci handlowych albo jest z nimi powiązana. Nie ma w tym nic dziwnego ani specjalnie złego. Po prostu lokalna firma, która odbiera odpady z kilku gmin, nie ma do tego rynku realnego dostępu. Ustawa przeniosła wartość z rozproszonego rynku komunalnego do kilku dużych graczy i nie stało się to w drodze konkurencji – ocenia Andrzej Strojny.

Czy system jest sukcesem operatorów kosztem tradycyjnego rynku odpadów?

Operatorzy kontrolują jednak trzy strumienie pieniędzy: opłatę systemową od producentów, nieodebraną kaucję i przychód z najcenniejszego surowca. Nikt z zewnątrz nie może sprawdzić, na co je wydają.

– Nie nazwałbym tego klasycznym sukcesem biznesowym. Operatorzy działają formalnie w not-for-profit, jeden z graczy już się wycofał, a prawdziwy test przyjdzie przy rozliczeniu 2026 r. Operatorzy kontrolują jednak trzy strumienie pieniędzy: opłatę systemową od producentów, nieodebraną kaucję i przychód z najcenniejszego surowca. Nikt z zewnątrz nie może sprawdzić, na co je wydają. Zysk nie musi przy tym pojawić się w wyniku samego operatora. Może pojawić się u podwykonawców, a część z nich należy do tych samych grup kapitałowych co akcjonariusze operatorów. Nie jest to zarzut wobec firm, które działają w granicach prawa, tylko wobec samej konstrukcji – wylicza Andrzej Strojny.

Jego zdaniem przychód, który dotąd obniżał opłatę śmieciową, trafił do zamkniętego systemu bez obowiązku jawności.

– Rząd tymczasem odwleka reformę rozszerzonej odpowiedzialności producenta, jedyny instrument, który mógłby sfinansować zbiórkę pozostałych opakowań. A jej projekt powiela ten sam błąd: zamiast konkurencji organizacji odzysku przewiduje 5 mld zł rocznie w rękach NFOŚiGW (Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej). Dlatego rozwiązaniem nie jest przelewanie kaucji do budżetów gmin, tylko jawność operatorów, konkurencyjny model ROP i uczciwe zaliczanie zebranych opakowań do poziomów recyklingu gmin. Gospodarka odpadami to gałąź przemysłu, dlatego ministerstwo odpowiedzialne za gospodarkę powinno przejąć nad nią nadzór – alarmuje Andrzej Strojny.

Obecnie w Polsce działa sześciu operatorów odpowiedzialnych za logistyczną obsługę systemu kaucyjnego.

– Są to firmy działające w Polsce i płacące tutaj podatki. Ich właścicielami mogą być producenci napojów, sieci handlowe, firmy recyklingowe oraz inne podmioty polskie i zagraniczne. Operatorzy działają na zasadzie non-profit, a zyski nie mogą być transferowane do właścicieli – podkreśla Anita Sowińska.

Jak zapewnia, niezwrócone kaucje mogą finansować koszty działania systemu: logistykę, odbiór, transport, magazynowanie i zliczanie opakowań, prowadzenie centrów zbiórki oraz systemy informatyczne. Z tych środków pokrywane są również rozliczenia między operatorami, sklepami i producentami oraz wynagrodzenia dla placówek uczestniczących w systemie. Operatorzy ponoszą także koszty inwestycyjne, np. związane z zakupem automatów kaucyjnych.

Zdaniem eksperta

Wejście w życie systemu kaucyjnego wprowadziło zmiany w cenach surowców na wolnym rynku

Przed wprowadzeniem systemu kaucyjnego przez rejestry naszej spółki EKO-PUNKT, która zajmuje się obrotem surowcami wtórnymi, przechodziło mniej więcej 800 ton surowca miesięcznie. Dziś jest to zaledwie około 300 ton.
 
Wejście w życie systemu kaucyjnego wprowadziło zmiany w cenach surowców na wolnym rynku, a te są dziś na bardzo niskich poziomach.
  
System kaucyjny w znacznym stopniu wpłynął na prace sortowni, bo PET i aluminium było ważnym wolumenem, który można było wyodrębnić z odpadów. Wpłynął także na rentowność. Tym samym podchodzimy do sortowania z jeszcze większą pieczołowitością i staramy się odzyskać 100 proc. innych surowców wtórnych.
   
Największą zmianą biznesową wynikającą z systemu kaucyjnego jest na pewno przejęcie strumienia surowców w jakości „premium” przez operatorów kaucyjnych oraz zmiana naszej roli – z właściciela surowca na bardziej operatora logistycznego. Można sobie wyobrazić także miny właścicieli sortowni, którzy zainwestowali bardzo duże pieniądze w ich wyposażenie, a dziś niemal nie mają możliwości sortowania aluminium i PET. A, umówmy się, większość tych sortowni było właśnie pod taką pracę projektowane jeszcze kilka ładnych lat temu.

Główne wnioski

  1. System kaucyjny w Polsce ma rok. W tym czasie zwrócono 5 mld butelek i puszek objętych kaucją. W całej Polsce działa ponad 65,5 tys. punktów zwrotu, w tym 23,5 tys. punktów z automatami kaucyjnymi.
  2. Zdaniem ekspertów najmocniej na systemie kaucyjnym straciły instalacje komunalne i sortownie przetwarzające odpady z selektywnej zbiórki. Z żółtego worka ubyło zaledwie 3-4 proc. masy, a według Rady RIPOK (Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych) przychody instalacji ze sprzedaży surowców spadły o ok. połowę, podczas gdy koszt zagospodarowania wzrósł o ok. 15 proc.
  3. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się MKiŚ. Zdaniem wiceminister środowiska Anity Sowińskiej, jeżeli sortownia jest zainteresowana sortowaniem na przykład zbiórki ręcznej, może wejść w kooperację z operatorem.