Trwające wojny i tykające bomby. Globalna mapa napięć
Podczas gdy świat koncentruje się na Iranie, Ukrainie i Strefie Gazy, wiele wojen toczy się bez medialnego rozgłosu. Jeszcze więcej punktów zapalnych grozi eskalacją.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jakie wojny trwają obecnie na świecie.
- Jakie są ich konsekwencje.
- Jakie są punkty zapalne, które grożą przerodzeniem się w konflikty.
Chociaż trzy największe potęgi militarne świata – Stany Zjednoczone, Rosja i Chiny – nie prowadzą otwartej wojny i neutralizują nawzajem swój potencjał, to w Afryce, Azji czy na Bliskim Wschodzie wcale nie jest spokojnie. Ale nie tylko tam, bo przecież pełnoskalowa wojna toczy się tuż za wschodnią granicą Polski.
Jeszcze więcej jest konfliktów, które są wyciszone bądź nieaktywne, ale grożą eskalacją w przyszłości. Jest ich za dużo, by opisać wszystkie, dlatego wybraliśmy najważniejsze.
Czteroletnia „operacja specjalna" w Ukrainie
Rosyjska inwazja na Ukrainę miała być trzydniową „operacją specjalną”. Tymczasem – dzięki determinacji i wsparciu Stanów Zjednoczonych i Europy – Kijów broni się już od ponad czterech lat. Po okresie dynamicznych zmian na froncie wojna weszła w fazę stabilizacji.
„Choć spowolnienie tempa natarcia jest widoczne, inicjatywa nieprzerwanie znajduje się po stronie postępujących Rosjan” – zaznaczają eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich.
Ich zdaniem jednak Rosja nie jest w stanie przełamać frontu. A to oznacza, że wojna będzie trwać, bo – jak dodają – Rosja nie zawrze pokoju akceptowalnego dla Ukrainy.
Mozaika konfliktów na Bliskim Wschodzie
Tymczasem w ostatnich miesiącach jeszcze większą uwagę niż sytuacja na Ukrainie przyciąga wojna Stanów Zjednoczonych i Izraela z Iranem. Jej skutki są odczuwalne na całym świecie. Z jednej strony zakłóciła bowiem łańcuchy dostaw, powodując gwałtowny wzrost cen energii i paliw, a z drugiej – zachwiała wizerunkiem USA i doprowadziła do pęknięć w NATO.
W świadomości publicznej nadal obecna jest również wojna w Strefie Gazy. Zwłaszcza w kontekście oskarżeń o zbrodnie wojenne i ludobójstwo kierowanych pod adresem izraelskiej armii.
– Izrael wciąż płaci bardzo duży koszt wizerunkowy za tę wojnę. Ale z drugiej strony naród się skonsolidował wokół rządu, więc można powiedzieć, że Jerozolima rozwiązała problemy wewnętrzne zewnętrznymi – ocenia podpułkownik Marcin Faliński, były oficer Agencji Wywiadu.
Izrael wciąż płaci bardzo duży koszt wizerunkowy za wojnę w Gazie.
Równolegle Izrael prowadzi jednak jeszcze trzeci konflikt – w Libanie. Po stronie zaatakowanego Iranu stanął bowiem stary przeciwnik izraelskiej armii – libańska organizacja terrorystyczna Hezbollah. Obie strony, nawet pomimo trwającego rozejmu, prowadzą regularną wymianę ognia, a Izrael zajął kilkukilometrowy pas terenu w południowym Libanie, ogłaszając, że ma on stanowić strefę buforową chroniącą mieszkańców północnego Izraela. Władze w Bejrucie chciałyby rozbrojenia Hezbollahu i zaprzestania walk, ale są zbyt słabe, by do tego doprowadzić.
– Hezbollah został osłabiony w wyniku tej wojny, ale wciąż jest liczącą się siłą. Z kolei Liban jest państwem w upadku, a jego armia nie jest w stanie postawić się Hezbollahowi. Dlatego nie widzę w bliskiej perspektywie szans na rozwiązanie tego konfliktu – przewiduje były oficer wywiadu.
Syria i Jemen – kilkunastoletnie wojny domowe
Perspektywy na stabilizację są też niejasne w Syrii. Choć trwająca od 2011 r. wojna domowa wygasła po upadku rządów Baszszara al-Asada w 2024 r., to konflikt wciąż się tli. Zwłaszcza na północnym wschodzie kraju, który jest kontrolowany przez Syryjskie Siły Demokratyczne pod przywództwem Kurdów.
– Są tam widoczne wpływy tureckie, kurdyjskie, irackie, jordańskie, a nawet osłabione wpływy irańskie, a także społeczność chrześcijańska i pozostałości Państwa Islamskiego. Do tego dochodzi Izrael, dla którego sytuacja w Syrii jest ważna, i Stany Zjednoczone. To wszystko sprawia, że sytuacja jest tam niezwykle skomplikowana – mówi Marcin Faliński.
Jeszcze poważniejsze warunki panują w Jemenie, gdzie wojna domowa trwa od 2014 r. Efektem jest kryzys humanitarny, który Organizacja Narodów Zjednoczonych nazywa „największą klęską głodu od dekad". Po 12 latach walk na placu boju zostały tylko siły rządowe oraz rebelianci z ruchu Huti, jednak wojna w Iranie może doprowadzić do znacznego osłabienia tych drugich – Teheran był ich głównym źródłem wsparcia.
Widmo wojen o wodę wisi nad Bliskim Wschodem
– Bliski Wschód to mozaika. Trzeba pamiętać, że granice rzadko mają tam przebieg naturalny. W większości zostały sztucznie wytyczone przez kolonizatorów, przez co złożoność etniczna jest bardzo duża – przypomina podpułkownik Marcin Faliński.
Jego zdaniem w przyszłości sytuację w regionie może dodatkowo skomplikować globalne ocieplenie.
– Do kolejnych wojen na Bliskim Wschodzie mogą doprowadzić nie tylko tradycyjne podziały religijne czy etniczne, ale też problemy z dostępem do wody i masowe ruchy migracyjne wywołane zmianami klimatu – przewiduje ekspert.
Azjatyckie morze wyciszonych konfliktów... i Mjanma
Tymczasem w Azji uwagę całego świata przyciąga konflikt, który... nie wybuchł. Chodzi oczywiście o Tajwan, uważany przez Chiny za swoją zbuntowaną prowincję. Wyspa liczy jednak na militarne wsparcie Stanów Zjednoczonych, które zdają sobie sprawę z jej strategicznego znaczenia. Bezpośrednio powiązana z tym sporem jest ekspansja Chin na Morzu Południowochińskim, gdzie Pekin walczy o wpływy nie tylko z Tajwanem, ale też Filipinami, Indonezją, Malezją, Brunei czy Wietnamem.
Państwo Środka rości sobie też prawa do niezamieszkanych japońskich wysp Senkaku. Sporne są też niektóre terytoria na granicy z Indiami.
– Każdy z tych punktów zapalnych jest potencjalną tykającą bombą bez dobrego rozwiązania. Najniebezpieczniej wygląda sytuacja wokół Tajwanu i na Morzu Południowochińskim. Natomiast obecnie są to spory przygaszone, pozostające na poziomie kontrolowanej niestabilności – ocenia profesor Michał Lubina, specjalista ds. Mjanmy i Chin.
Każdy z tych punktów zapalnych jest potencjalną tykającą bombą bez dobrego rozwiązania.
Ale to nie są wszystkie konflikty, które mogą eskalować w przyszłości. Od XX wieku trwa spór Indii i Pakistanu o Kaszmir, a sytuację dodatkowo komplikuje obecność Chin. Nierozwiązany od dekad jest także spór graniczny między Tajlandią i Kambodżą. Pomimo ostatniej normalizacji stosunków między Armenią a Azerbejdżanem wciąż pojawiają się także obawy o przyszłość konfliktu o Górski Karabach.
De facto nierozwiązanym konfliktem nadal jest wojna koreańska. Choć działania wojenne ustały w 1953 r., to Korea Południowa i Korea Północna nigdy nie podpisały traktatu pokojowego.
Najdłuższa wojna domowa na świecie
W cieniu tych wszystkich sporów trwa jedyny aktywny konflikt w Azji – wojna domowa w Mjanmie (dawniej Birma). To najdłużej trwający tego typu konflikt na świecie – mniejszości etniczne zamieszkujące górskie tereny na obrzeżach kraju stawiają się rządowi centralnemu od 1948 r. Przez długi czas konflikt toczył się właśnie na peryferiach, jednak gdy po przewrocie wojskowym z 2021 r. w kraju wybuchło powstanie przeciwko juncie, wojna rozlała się także na centralne terytoria Mjanmy.
– Są większe szanse na to, że ta wojna będzie trwała 100 lat, niż się zakończy. Rząd nie ma możliwości pokonania wszystkich – mówi profesor Michał Lubina.
Jak wyjaśnia, junta wojskowa jest obecnie zbyt silna, by upaść, ale jednocześnie zbyt słaba, by pokonać wszystkie siły antyrządowe. Jednak nie to jest stawką wojny – gra toczy się o terytoria w centralnej części kraju, które rząd musi odbić, by odsunąć zagrożenie ze strony powstańców.
– Powstańcy mogą liczyć na moralne wsparcie Zachodu, a junta – na wsparcie militarne Rosji i polityczne Chin – dodaje ekspert.
Afryka pogrążona w wojnach domowych
Wojny domowe to także smutna rzeczywistość Afryki.
W Demokratycznej Republice Konga rząd walczy z rebelianckim ugrupowaniem M23. Walka toczy się o dostęp do kluczowych dla światowej gospodarki minerałów, a sytuację dodatkowo komplikują konflikty etniczne oraz zaangażowanie Rwandy, Ugandy i Burundi.
Podobnie przedstawia się sytuacja w Sudanie. O wpływy walczą tam bowiem Rosja, Ukraina, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Turcja i Iran.
– Skutki są katastrofalne: przesiedlenia, głód, upadek systemu ochrony zdrowia, przemoc wobec cywilów i ryzyko trwałego rozpadu państwa na strefy kontroli. Ten konflikt będzie odczuwany jeszcze przez dziesięciolecia – mówi dr Aleksander Olech, redaktor naczelny Defence24.com.
Konfliktem wewnętrznym spowite są też państwa Sahelu. To przede wszystkim Burkina Faso, Niger i Mali, ale także Nigeria i Czad. Rządy centralne – z międzynarodowym wsparciem, m,in. Rosji, Turcji czy Stanów Zjednoczonych – toczą tam walkę z ekstremistami powiązanymi z Państwem Islamskim i Al-Kaidą.
– Stabilizacja jest możliwa, ale nie w krótkiej perspektywie i nie przez same operacje wojskowe. Potrzebna jest administracja, kontrola granic, lokalne porozumienia, praca z ludnością i odbudowa zaufania do państwa. Bez tego Sahel pozostanie przestrzenią, w której rządzi ten, kto ma broń, pieniądze i zdolność zastraszania – ocenia dr Aleksander Olech.
Niespokojnie jest także w Rogu Afryki, który ma strategiczne znaczenie ze względu na położenie przy kluczowym dla światowej gospodarki szlaku morskim, na styku między Morzem Czerwonym a Oceanem Indyjskim. W Somalii wciąż trwa wojna domowa między rządem federalnym a islamską organizacją terrorystyczną Ash-Shabaab. Tymczasem w Etiopii nie gasną napięcia w regionie Tigraju, gdzie rząd ponownie traci wpływy na rzecz nacjonalistów. Sytuacja jest tym bardziej poważna, że władze centralne obawiają się interwencji Erytrei.
– Somalia i Etiopia są dzisiaj dwoma państwami, których problemy wewnętrzne bardzo łatwo mogą ponownie rozlać się na cały Róg Afryki. Jeżeli wejdzie on w nową fazę destabilizacji, skutki będą widoczne nie tylko w Afryce. Morze Czerwone, Zatoka Adeńska, ubezpieczenia transportu, ceny frachtu i handel między Europą a Azją od razu staną się częścią tego kryzysu – mówi Aleksander Olech.
Długa lista punktów zapalnych w Afryce
Róg Afryki nie jest jednak jedynym punktem zapalnym na Czarnym Lądzie. Pozostałe to m.in. Mozambik, Sudan Południowy, Nigeria, Libia, a także region jeziora Czad czy Zatoki Gwinejskiej, której grozi napływ terrorystów z Sahelu.
– Coraz ważniejsze będą też porty i to, kto je przejmuje – wyjaśnia Aleksander Olech.
Równie ważne będą – podobnie jak w przypadku Bliskiego Wschodu – ruchy migracyjne, ale także kwestie energetyczne. Do tego dochodzą wpływy Rosji, Chin, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Indii i zbyt słabe zaangażowanie państw europejskich.
– Afryka nie jest już tylko obszarem kryzysów humanitarnych, ale jest też przyszłością surowców, z których korzysta cały świat. Trzeba mieć odwagę i determinację, by tam wejść – kwituje ekspert.
Główne wnioski
- Najbardziej niespokojnymi regionami na świecie są Afryka i Bliskich Wschód, chociaż Europa ani Azja nie są wolne od konfliktów zbrojnych. Chociaż to te w Ukrainie, Iranie i Strefie Gazy skupiają uwagę całego świata, to w ich cieniu trwają wojny w Libanie, Syrii, Jemenie, Mjanmie, Sudanie, Somalii, Demokratycznej Republice Konga czy na Sahelu.
- W Azji najbardziej napięta sytuacja jest wokół Tajwanu i na Morzu Południowochińskim. W obu przypadkach głównym aktorem są tam Chiny. Z kolei w Afryce ryzyko eskalacji jest szczególnie groźne w przypadku Rogu Afryki, bo skutki regionalnego konfliktu odczułby cały świat ze względu na przebiegający tamtędy szlak morski łączący Morze Czerwone z Oceaem Indyjskim.
- Z kolei Bliski Wschód, będący już teraz skomplikowaną mozaiką konfliktów etnicznych i religijnych, będzie w przyszłości dodatkowo destabilizowany przez zmiany klimatyczne, które mogą doprowadzić do masowych ruchów migracyjnych i wojen o dostęp do wody.




