Vasa szykuje przełomowy „wysiłek fizyczny w zastrzyku”. Inwestorzy postawili na startup miliony dolarów
Na czele polsko-amerykańskiego biotechu stoi dr Artur Płonowski, były naukowiec i uczeń noblisty, który ma już na koncie jeden startupowy sukces. Tym razem stawia na leki dla kardiologii, a inwestorzy m.in. rozpoznawalni aniołowie biznesu znów mu zaufali – choć w biotechnologii w Polsce o taki kapitał nie jest łatwo.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Ile pieniędzy i od kogo zebrał do tej pory Vasa Therapeutics i do jakiego etapu rozwoju doszedł dzięki temu.
- Z jakimi barierami w pozyskiwaniu inwestorów w Polsce i USA się mierzy.
- Co popchnęło jego założycieli do prac nad innowacyjnymi lekami pomocnymi w chorobach kardiologicznych i które wskazania wybrali jako pierwsze.
„Przykład Danii, gdzie Ozempic stał się motorem wzrostu gospodarczego, pokazuje, jaką moc może mieć innowacyjny lek” – w ten sposób dr n. med. Małgorzata Adamkiewicz, przewodnicząca rady nadzorczej Adamed Pharma, uzasadniała w 2025 r. zwiększenie zaangażowania w pracę nad zupełnie nowymi terapiami. Wymaga to wielu lat pracy i miliardów nakładów, a na rynek trafia mniej niż 1 proc. cząsteczek. Korzyści dla pacjentów i firm są jednak tego warte.
Wymóg poniesienia ogromnych nakładów czasu i pieniędzy sprawia, że to głównie największe koncerny farmaceutyczne wprowadzają do sprzedaży innowacyjne leki. Bardzo często zaczynają jednak w laboratoriach czasem niewielkich spółek biotechnologicznych. Jedną z takich firm jest polsko-amerykańska Vasa Therapeutics.
Różnice między inwestorami w Polsce a USA
Biotechnologiczny startup opracowuje zupełnie nowe leki w obszarze kardiologii. W tym roku będzie prowadził badania kliniczne w I fazie swoich dwóch cząsteczek. Do obecnego etapu rozwoju doszedł dzięki międzynarodowemu gronu inwestorów, którzy zapewnili mu ponad 20 mln dolarów.
W najbliższych miesiącach Vasa zamierza zebrać 35 mln dolarów (ok. 130 mln zł) w kolejnej rundzie finansowania. Niezależnie od tego rozmawia z fundacjami charytatywnymi o finansowaniu nierozwadniającym udziałów.
W bieżącej rundzie spółka spodziewa się udziału inwestorów z Polski. Znaczną część zapewnią jednak raczej fundusze z innych krajów, w tym USA. Różnice w podejściu do rozmów z inwestorami z tych państw są znaczące.
– W Stanach Zjednoczonych konkurencja ze strony startupów pracujących nad innowacyjnymi lekami jest większa. Niemniej gdy już uda się zachwycić pomysłem, to wielkość potrzebnego finansowania jest kwestią drugorzędną. Da się załatwić. Natomiast w Polsce grupa inwestorów specjalizująca się w biotechnologii zaczyna dopiero się wyłaniać. Uświadamiają sobie, z jakimi kwotami, ryzykiem i premią wiąże się ten sektor. Cieszy to, że przygotowanie merytoryczne polskich inwestorów i analityków biotechnologicznych w niczym nie ustępuje ich amerykańskim kolegom – wyjaśnia dr Artur Płonowski, prezes i współzałożyciel Vasa Therapeutics.
Zdaniem eksperta
Inwestowanie w biotechnologię z perspektywy przedsiębiorcy
Próbowaliśmy rozwijać własne cząsteczki we współpracy z Politechniką Gdańską – ten projekt nie wyszedł. Ale to niepowodzenie było cenną nauką biotechnologii i uświadomiło mi, że powrót do podstawowej działalności – od której w Blircie zaczynaliśmy, czyli tworzenia narzędzi do biologii molekularnej, był właściwą drogą.
Dziś, oceniając projekty jako inwestor, czerpię z każdej lekcji, którą tamten czas mi dał – także z tych bolesnych. Nauczyłem się przede wszystkim, że tworzenie leków to proces pełen niedoszacowanego ryzyka i że ta branża szybko weryfikuje tych, którzy tego nie rozumieją. Być może nie trzeba mieć fachowego wykształcenia, by zostać dobrym inwestorem w biotechnologii, choć to z pewnością bardzo pomaga. Trzeba jednak poświęcić mnóstwo czasu na naukę specyfiki tej branży. W biotechnologię nie da się inwestować bez jej rozumienia i pewnego rodzaju fascynacji.
Dysproporcja między polskim a amerykańskim rynkiem biotech jest ogromna. Np. na giełdach w USA notowane są setki spółek biotechnologicznych o kapitalizacji liczonej w bilionach dolarów. W Polsce mamy garstkę reprezentantów sektora na GPW z kapitalizacją ponad tysiąc razy mniejszą – to zaledwie promil wartości firm z USA.
Jesteśmy zatem nadal na początku drogi i musimy szybko uczyć się konkurować globalnie, bo leki – ale także inne produkty biotechnologiczne – tworzy się z myślą o sprzedaży na całym świecie. Uważam, że kluczem do sukcesu polskiego biotechu nie jest kopiowanie modeli wielkich graczy, lecz świadome szukanie nisz: np. projektów o mniejszym ryzyku regulacyjnym i realnych szansach na wejście na rynek. To właśnie ta filozofia stała za moją inwestycją w firmę BioResearch Pharma.
Od naukowca pod okiem noblisty do przedsiębiorcy
Przedsiębiorca nigdy nie planował pójść tą ścieżką kariery. Widział się w roli naukowca, którym był na pełen etat do 2015 r. Z Polski wyjechał w 1997 r. na staż podoktorancki na Tulane University w USA.
– Dołączyłem do laboratorium jednego z dwóch noblistów polskiego pochodzenia w dziedzinie fizjologii lub medycyny: Andrew Schally’ego. Wyjątkowa postać, o której w Polsce niewiele mówimy. Był synem generała Kazimierza Schally’ego. Po wojnie osiedli w Szkocji, a Andrew Schally kontynuował pracę naukową w Kanadzie, a później w USA. Jego odkrycie doprowadziło w kolejnych latach do nowej terapii hormonalnej w leczeniu raka prostaty – mówi Artur Płonowski.
Po ponad trzech latach stażu jako naukowiec-endokrynolog trafił w 2001 r. do sektora prywatnego: biotechnologicznego i farmaceutycznego. Od tego czasu zajmuje się opracowywaniem nowych leków od fazy odkrycia do rozwoju. Czyli od wyboru właściwej cząsteczki po przeprowadzenie jej przez badania kliniczne wymagane przez agencje regulacyjne.
– Najpierw w firmie Exelixis, a później w Takedzie miałem bezpośredni wkład w rozwój czterech innowacyjnych leków dopuszczonych na rynek. Po przegranym głośnym procesie dotyczącym leku Actos, w 2015 r. Takeda całkowicie wycofała się z obszaru chorób metabolicznych i kardiologicznych, w którym pracowałem – wspomina Artur Płonowski.
Tworzenie leków w dużej farmacji i startupie
Po tym wydarzeniu dołączył po raz pierwszy do biotechnologicznego startupu Akarna Therapeutics. Od tego czasu jest już związany z tą branżą.
– Miałem duże szczęście, bo Akarna Therapeutics opracowująca nowe terapie w obszarze chorób wątroby została przejęta zaledwie po ponad roku. Allergan zapłacił z góry 50 mln dolarów, a maksymalna wartość transakcji mogła wynieść 1 mld dolarów. Jego portfolio leków jest obecnie własnością AbbVie, która przejęła go w 2020 r. – mówi Artur Płonowski.
To doświadczenie otworzyło mu oczy na to, jak efektywnie można rozwijać innowacyjne terapie. Akarna działała w modelu tzw. wirtualnego biotechu, czyli z zespołem ograniczonym do minimum i bez własnej infrastruktury laboratoryjnej. Kontraktowanie zewnętrznych usług badawczo-rozwojowych zapewnia dużą elastyczność oraz oszczędność czasu i pieniędzy. Wykorzystał to we własnym biznesie.
– Praca nad innowacyjnymi terapiami w dużych firmach farmaceutycznych jest bardziej komfortowa. Zasoby ludzkie i finansowe są większe, a odpowiedzialność za decyzje rozmyta. Liczne grono zatwierdza kolejne etapy badań na wielu spotkaniach. Natomiast w biotechnologicznym startupie odpowiedzialność i potencjalne korzyści dla założycieli z przyszłego sukcesu są nieporównywalnie większe. Poza tym olbrzymia jest satysfakcja. Działam w branży, w której mam szansę realnie pomóc naprawdę wielu ludziom – mówi Artur Płonowski.
Warto wiedzieć
Ścieżka leku od laboratorium do pacjenta
Każdy nowy lek dopuszczony do obrotu musi najpierw przejść z sukcesem restrykcyjne badania na ludziach (kliniczne). To jednak w żadnym razie nie pierwszy etap prac nad innowacyjną terapią, a wręcz już całkiem zaawansowany. Wcześniej należy zakończyć fazy przedkliniczne, prowadzone w warunkach laboratoryjnych oraz na modelach zwierzęcych.
– Jednym z najbardziej istotnych celów badań przedklinicznych jest określenie skuteczności badanego produktu leczniczego w zwierzęcym modelu choroby. Na podstawie wyników badań przedklinicznych decyduje się, czy dany związek może być bezpiecznie podany ludziom. Choć etap ten odbywa się „poza oczami” pacjentów, jest niezwykle ważny dla dalszego rozwoju leku.
Mniej niż 1 proc. badań klinicznych dotyczy opcjonalne fazy zero, służącej bardzo wczesnej ocenie działania „mikrodawki” potencjalnego leku w organizmie ludzkim. Najczęściej firmy przechodzą od razu do fazy I na zdrowych ochotnikach (m.in. w onkologii są wyjątki, przystępują chorzy). Liczy się uzyskanie podstawowych informacji o bezpieczeństwie substancji, jej tolerancji oraz reakcji organizmu.
Dopiero w II fazie kwalifikują się starannie dobrane grupy chorych we wskazaniu, w jakim prowadzone jest badanie. Liczy ona już nie kilkunastu do kilkudziesięciu pacjentów, ale nawet kilkuset. Na tym etapie firma sprawdza już skuteczność i bezpieczeństwo produktu leczniczego, a także potwierdza zebrane wcześniej informacje.
Faza III obejmuje nawet kilka tysięcy chorych i dotyczy badania w dwóch grupach: otrzymującej nową substancję oraz placebo lub standardową terapię. Pomyślne przejście cząsteczki przez ten etap kończy się przygotowaniem wniosku o dopuszczenie leku do obrotu.
Jeśli innowacyjna terapia wejdzie na rynek, zostaje objęta badaniami IV fazy, tzw. porejestracyjnymi. Ich celem jest ustalenie efektów długotrwałego przyjmowania leku – jego bezpieczeństwa i wpływu na jakość życia pacjentów.
Onkologia popularniejsza, w kardiologii większy potencjał
Wraz z byłymi współpracownikami z Takedy i Exelixis Artur Płonowski założył w 2019 r. startup Vasa Therapeutics. Mają oddziały w Polsce i USA. Postawili na innowacyjne terapie w obszarze chorób sercowo-naczyniowych.
– Potrzeby w tym zakresie są nieproporcjonalne do skali prac nad nowymi lekami, w odróżnieniu np. od chorób nowotworowych czy autoimmunologicznych. Dla porównania: aktualnie na świecie jest prowadzonych ponad 26 tys. badań klinicznych w obszarze onkologii i tylko ok. 10 tysięcy w chorobach układu krążenia mimo ich dwukrotnie większej śmiertelności niż w przypadku nowotworów – tłumaczy przedsiębiorca.
Podkreśla, że preferencja prac nad nowymi terapiami onkologicznymi wynika m.in. z naszego kulturowego i emocjonalnego podejścia: trzeba zrobić wszystko, by zwalczyć raka. W konsekwencji bariera jakości leku w tym obszarze bywa czasami obniżona.
– Analiza korzyści i ryzyka sprawia, że agencje regulacyjne są gotowe „przymknąć oko” na kwestie niedopuszczalne w przypadku nowych leków na choroby sercowo-naczyniowe. Np. dla pacjentów z nowotworami niewielkie ryzyko arytmii nowego leku nie jest barierą, bo mają oni inne problemy medyczne. Natomiast w sytuacji niewydolności serca coś takiego jest niedopuszczalne, bo tacy pacjenci są już predysponowani do zaburzeń rytmu – wyjaśnia Artur Płonowski.
Kapitał od znanych inwestorów
Początkowo założyciele firmy finansowali ją sami oraz z pomocą rodziny i przyjaciół. W 2020 r. uzyskali ponad 10 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Dotyczyło jego flagowego VS-041.
– Kapitał rzędu kilku milionów dolarów na wkład własny i rozpoczęcie dywersyfikacji portfela zapewnił nam Orphinic Scientific, którego jestem współzałożycielem. Z czasem Vasa stała się najcenniejszym projektem w jego portfolio – mówi Artur Płonowski.
W kolejnych latach przekonali do inwestycji dwa fundusze z USA – NuFund Venture Group i SeedFolio – oraz grupę aniołów biznesu. Wraz z Orphinic zamknęli w 2024 r. tzw. rundę seed (dla startupu we wczesnej fazie rozwoju) w wysokości 6 mln dolarów.
To wystarczyło na prowadzenie prac do 2025 r. Wtedy spółka przeprowadziła „rundę pomostową” wartości 12 mln dolarów. Udział w niej wzięli ACRX Investments (wehikuł Michała Kojeckiego, znanego inwestora) oraz fundusz i&i Bio. Dołączyli do nich Piotr Hammer (działający w branży medycznej i nieruchomości), Jarosław Leszczyszyn (współzałożyciel EMC Instytut Medyczny) oraz inni inwestorzy indywidualni.
Zdaniem eksperta
Najwięcej badań w onkologii, ale kardiologia zyskuje na znaczeniu
Najnowszy globalny Citeline Annual Clinical Trials Roundup 2025 pokazuje, że w 2024 r. rozpoczęto 3 905 badań faz I–III w onkologii wobec 1 084 w chorobach sercowo-naczyniowych. Udział onkologii w analizowanych badaniach wyniósł 37,2 proc., a w kardiologii 10,3 proc. Rok wcześniej przewaga była porównywalna: 3718 do 938 badań. W latach 2017-2024 liczba badań wzrosła globalnie z 6794 do 10502.
Z analizy badań sponsorowanych przez przemysł w latach 2022-2024 wynika, że największy wzrost odnotowano w autoimmunologii i zapaleniu (+18,9 proc.), OUN (nowotworach ośrodkowego układu nerwowego, +13,5 proc.) oraz chorobach sercowo-naczyniowych (+12,8 proc.). Onkologia mimo spadku o 4,9 proc. nie utraciła dominacji. Dynamika może jednak sugerować, że w nowych, sponsorowanych przez podmioty komercyjne projektach szybciej rosną dziś inne obszary terapeutyczne, w tym kardiologia.
W kardiologii z jednej strony analiza badań sercowo-naczyniowych z ClinicalTrials.gov wykazała wzrost liczby badań z 1 609 w 2008 r. do 2 511 w 2022 r. Z drugiej strony spadała liczba badań interwencyjnych (z zastosowaniem produktu leczniczego) i badań dotyczących niedokrwienia mięśnia sercowego, chorób tętnic obwodowych i nadciśnienia, a rosły badania nielekowe oraz dotyczące chorób naczyniowo-mózgowych.
Citeline 2025 podkreśla, że onkologia jest szczególnie silna w środkowej części rozwoju: w 2024 r. 42 proc. aktywności onkologicznej przypadało na fazę II. Z kolei kardiologia była jednym z nielicznych obszarów, w których liczba badań rosła z fazy II do fazy III. W przekroju wszystkich terapii Citeline pokazuje też przesunięcie rynku ku późniejszym fazom: udział badań fazy III w 2024 r. wyniósł 15,4 proc., wobec 2,7 proc. rok wcześniej, a udział fazy II wyniósł 29,4 proc.
Trzeba też podkreślić, że część programów onkologicznych często przepada po drodze do rejestracji. Z najświeższej analizy BIO/Informa/QLS wynika, że prawdopodobieństwo dojścia od fazy I do zatwierdzenia wynosiło ok. 5,3 proc. w onkologii, a 4,8 proc. w kardiologii przy średniej dla wszystkich wskazań 7,9 proc. Jeszcze ważniejsze są przejścia pomiędzy fazami, np. między II a III sukces w onkologii wyniósł 24,6 proc., a w kardiologii 21 proc. Natomiast między fazą III a wnioskiem o zatwierdzenie nowego leku było to odpowiednio 43,9 i 45,6 proc., a na kolejnym etapie – do zatwierdzenia – 92 i 82,5 proc.
Onkologia ma trwałą przewagę w wolumenie badań oraz programów i najpewniej utrzyma ją w najbliższych latach. Jednak nie oznacza to automatycznie proporcjonalnie większej przewagi w efekcie końcowym na jeden program z uwagi na wysoki odsetek odpadania przed rejestracją. Nowych leków w tym obszarze nadal pojawia się bardzo dużo. W 2024. FDA [amerykańska Agencja Żywności i Leków – red.] zatwierdziła najwięcej leków właśnie w onkologii: 28 proc.
Leczenie niewydolności serca, częstej przyczyny śmierci
W swoim flagowym projekcie VS-041 spółka zaczęła od pracy w kierunku HFpEF (niewydolność serca z zachowaną frakcją wyrzutową). Właśnie na to wskazanie otrzymała dofinansowanie.
Asocjacja Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego alarmuje, że zachorowalność na niewydolność serca jest w Polsce relatywnie wysoka. Z jej powodu dochodzi rocznie w kraju do ponad 200 tys. hospitalizacji, a śmiertelność w pierwszych latach od diagnozy wynosi 15-20 proc. Rocznie umiera z tego powodu ok. 140 tys. osób.
Vasa dostrzega jednak możliwość wykorzystania cząsteczki w wielu innych zastosowaniach. Wśród nich wymienia leczenie przewlekłej niewydolności nerek, chorób płuc i niektórych kardiomiopatii. Zakłada, że potencjalny lek powinien przekroczyć 1 mld dolarów rocznej sprzedaży.
– W czerwcu 2025 r. zakończyliśmy pierwsze badanie kliniczne u osób zdrowych, z bardzo dobrym wynikiem. Nie było żadnych sygnałów o nietolerancji czy szkodliwości substancji, a osiągnięte stężenie leku powinno bez problemu wywołać efekt terapeutyczny. W październiku, mimo trwającego wówczas zamknięcia rządu federalnego USA, uzyskaliśmy zgodę FDA na badanie potwierdzające mechanizm działania VS-041 u pacjentów z HFpEF z podwyższonym ryzykiem niepomyślnego rokowania wyselekcjonowanych przy użyciu nowego biomarkera krwi – informuje Artur Płonowski.
Raport z badań jeszcze w tym roku
Rekrutacja ponad 40 uczestników ma zakończyć się latem, a finalny raport powstanie pod koniec roku. Spółka podkreśla, że ze względu na innowacyjny protokół badania i wysoki potencjał terapeutyczny uzyskała od FDA status tzw. szybkiej ścieżki. Umożliwia to częstszą komunikację z Agencją, a w konsekwencji znacząco ułatwia i przyspiesza potencjalne zatwierdzenie leku.
– Natomiast prowadzenie badań klinicznych nad VS-041 w innych wskazaniach uzależniamy od dostępności kapitału i zainteresowania potencjalnych partnerów. Podobnie w zależności od tego podejmiemy decyzję w sprawie komercjalizacji w kierunku HFpEF. Wyniki uzyskane w badaniu tzw. proof of mechanism [weryfikacja bezpieczeństwa i potencjału leczniczego substancji – red.] będą zbliżone do typowych badań początkowej fazy II. Jej ukończenie zapewnia z reguły wartość rynkową projektu między 100 a 200 mln dolarów opłaty wstępnej – mówi prezes Vasa Therapeutics.
Potencjalne lekarstwo na zanik mięśni
Portfolio startupu obejmuje także inne projekty, w tym znacznie bardziej wszechstronny VS-214. To długo działający analog (naśladujący działanie) naturalnego hormonu wydzielanego w trakcie intensywnego wysiłku fizycznego przez mięśnie szkieletowe: apeliny. W uproszczeniu umożliwia ona zachowanie dobrej żywotności układu mięśniowego. Odpowiada też za pozytywne efekty aktywności fizycznej takie jak ochrona układu krążenia czy przed chorobami neurodegeneracyjnymi (np. Alzheimer).
– Nasz kandydat na lek to „wysiłek fizyczny w zastrzyku”. Naturalna apelina jest niemożliwa do zastosowania, bo „znika” w ciągu kilku minut po wydzieleniu do krwi. VS-214 będzie mógł być stosowany raz na tydzień, a może nawet raz na dwa tygodnie. Może służyć m.in. zapobieganiu utraty masy mięśniowej wraz z wiekiem oraz wspomagać leczenie otyłości z zastosowaniem leków typu Ozempic. Ich stosowanie prowadzi do utraty nie tylko tkanki tłuszczowej, ale też mięśniowej – wyjaśnia Artur Płonowski.
Przekonuje, że VS-214 może pomagać również w genetycznych chorobach prowadzących do zaniku mięśni. Część prac nad apeliną jest finansowana przez fundację związaną z Chipem Wilsonem, założycielem marki Lululemon. Zdiagnozowanie dystrofii twarzowo-łopatkowo-ramieniowej (FSHD) uniemożliwiło mu wyczynowe pływanie.
– Przygotowujemy się do rozpoczęcia I fazy badań klinicznych w trzecim kwartale. Jeśli nie napotkamy istotnych problemów, VS-214 ma szansę zostać pierwszym komercyjnym produktem apeliny, tzw. first-to-market – mówi Artur Płonowski.
Kierunek na trend długowieczności
Przedsiębiorca zwraca w kontekście VS-214 uwagę na to, że zdrowie układu krążenia i mięśni pozostaje w centrum zainteresowania szybko rozwijającego się sektora medycyny długowieczności. Jego wartość ma wzrosnąć w kolejnych latach do kilkuset miliardów dolarów.
– Apelina jest już gruntownie zweryfikowana jako potencjalna terapia mogąca przedłużyć sprawność fizyczną i intelektualną w podeszłym wieku. W październiku 2025 r. zostaliśmy wyróżnieniu nagrodą Azjatyckiego Towarzystwa Medycyny Długowieczności za przełomowy wkład w medycynę długowieczności, zwłaszcza za „demokratyczny” charakter naszych projektów. W odróżnieniu od wielu obecnie rozwijanych terapii kierowanych do elitarnych odbiorców nasze produkty mogą być dostępne dla szerokiej populacji osób starszych z powodu łatwej skalowalności technicznej, a także większej przystępności ekonomicznej – mówi Artur Płonowski.
Główne wnioski
- Droga od naukowca do przedsiębiorcy. Dr Artur Płonowski chciał być naukowcem. Rozwijał karierę w tym kierunku od 1997 r. w USA, pod okiem noblisty polskiego pochodzenia: Andrew Schally’ego. Cztery lata później trafił do sektora prywatnego i od tego czasu zajmuje się opracowywaniem nowych leków od wyboru właściwej cząsteczki po przeprowadzenie jej przez badania kliniczne wymagane przez agencje regulacyjne. Najpierw robił to w dużych koncernach farmaceutycznych, później w biotechnologicznym startupie, a w 2019 r. założył ze wspólnikami własny biznes: Vasa Therapeutics.
- Potencjalne leki kardiologiczne szykowane do badań. Założyciele startupu postawili na poszukiwanie innowacyjnych leków w obszarze kardiologii. Uzasadniają to m.in. potrzebami nieproporcjonalnymi do skali prac nad nowymi terapiami, w odróżnieniu np. od chorób nowotworowych czy autoimmunologicznych. Jeszcze w 2026 r. planują przeprowadzić badania kliniczne w swoich dwóch projektach. Jeden z nich dotyczy leczenia HFpEF, czyli niewydolności serca z zachowaną frakcją wyrzutową. Natomiast drugi to potencjalny „wysiłek fizyczny w zastrzyku”, który może służyć m.in. zapobieganiu utraty masy mięśniowej wraz z wiekiem oraz wspomagać leczenie otyłości z zastosowaniem leków typu Ozempic,
- Miliony od znanych inwestorów. Początkowo założyciele firmy finansowali ją sami oraz z pomocą rodziny i przyjaciół. W 2020 r. uzyskali ponad 10 mln zł dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR). Następnie kapitał rzędu kilku milionów dolarów zapewnił Orphinic Scientific, a w kolejnych latach do grona inwestorów dołączyły m.in. fundusze z USA oraz polscy przedsiębiorcy. Łącznie zapewnili ponad 20 mln dolarów. W najbliższych miesiącach Vasa zamierza zrealizować rundę inwestycyjną wartości 35 mld dolarów.







