Wniosek o odwołanie szefa PIP tuż przed wielką reformą. „Brak racjonalnego uzasadnienia”
Na tydzień przed wejściem w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącej umów cywilnoprawnych marszałek Sejmu wnioskuje o zmiany na najwyższym szczeblu. Tymczasem zaskoczeni rozwojem sytuacji przedsiębiorcy i pracownicy mówią wprost: to niepotrzebne perturbacje kadrowe.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Dlaczego planowane odwołanie szefa Państwowej Inspekcji Pracy wywołuje tak duże kontrowersje.
- Jak zmiana kierownictwa PIP może wpłynąć na wdrażanie reformy dotyczącej umów cywilnoprawnych i nowych obowiązków inspekcji.
- Kim jest Janusz Krasoń i jak oceniana jest jego kandydatura na stanowisko Głównego Inspektora Pracy.
Tuż przed wejściem w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącej umów cywilnoprawnych marszałek Sejmu wnioskuje o zmianę jej prezesa. W myśl art. 4, na który powołuje się we wniosku Włodzimierz Czarzasty, szefa PIP powołuje i odwołuje Marszałek Sejmu, ale pod warunkiem zasięgnięcia opinii. W środę 1 lipca taki wniosek ma zaopiniować Rada Ochrony Pracy i sejmowa Komisja do Spraw Kontroli Państwowej. Posiedzenie zaplanowano na godzinę 17:00. Sprawa budzi kontrowersje, gdyż – jak wynika z naszych ustaleń – nie ma oficjalnej argumentacji wyjaśniającej zamiar odwołania Marcina Staneckiego ze stanowiska. Z naszej rozmowy z samym szefem PIP wynika, że powody planowanego odwołania także nie są mu znane.
– Marszałek Sejmu nie ma obowiązku uzasadniania wniosku o odwołanie Głównego Inspektora Pracy. Nie są mi znane powody tej decyzji. W postępowaniu pana marszałka nie ma nic nadzwyczajnego, takie decyzje kadrowe się zdarzają – wyjaśnia Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki.
Nagły wniosek o odwołanie szefa PIP
Przypomnijmy, że Marcin Stanecki został powołany na stanowisko Głównego Inspektora Pracy 14 czerwca 2024 r. przez ówczesnego marszałka Sejmu Szymona Hołownię. Wcześniej był dyrektorem Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, a przez blisko 20 lat pracował w Państwowej Inspekcji Pracy. Jego kompetencje potwierdzają nasi rozmówcy reprezentujący zarówno stronę przedsiębiorców, jak i związkowców.
Dla nas kluczowa jest instytucja, a nie nazwisko szefa. Niepokoi nas jednak ten tryb zmian kadrowych.
– Marcin Stanecki dał się poznać jako osoba dobrze przygotowana merytorycznie. Nie znajduję też merytorycznych przesłanek, które przemawiałyby za odwołaniem Staneckiego. Dla nas kluczowa jest instytucja, a nie nazwisko szefa. Niepokoi nas jednak ten tryb zmian kadrowych – mówi Piotr Szumlewicz, przewodniczący Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.
„Bez uzasadnienia trudno odnieść się do wniosku”
Prof. Jacek Męcina, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan i członek Rady Dialogu Społecznego, nie ukrywa zaskoczenia pojawieniem się wspomnianego wniosku marszałka Czarzastego. Nasz rozmówca jest członkiem Rady Ochrony Pracy, która – jak wspomnieliśmy – w środę zaopiniuje wniosek o odwołanie Marcina Staneckiego.
– Nic wcześniej nie wskazywało na taki ruch. Brak uzasadnienia wniosku o odwołanie szefa PIP także powoduje pewną konsternację. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy z panem Staneckim. Z pewnością poprawiła się polityka informacyjna. Co więcej, jesteśmy w przededniu wejścia w życie reformy Państwowej Inspekcji Pracy dotyczącej kwalifikacji umów cywilnoprawnych. Przedsiębiorcy wielokrotnie zapowiadali, że będą obserwować, jak ta zmiana będzie wdrażana. Pewne zapewnienia ze strony PIP były dla nas elementem „uspokajającym”. Tym bardziej jesteśmy zaskoczeni tak nagłą zmianą – wyjaśnia prof. Męcina.
Warto w tym miejscu nadmienić, że reforma PIP do samego końca budziła kontrowersje. W oczach pracodawców była to ingerencja państwa w swobodę zawierania umów. Dla pracowników zaś była oczekiwaną zmianą, która powinna dać Państwowej Inspekcji Pracy bezkompromisową sprawczość. Co więcej, dla PIP to niejedyna duża reforma.
„Mieliśmy pewną wizję działania PIP”
– Każda zmiana kadrowa jest elementem, który w pewnym sensie może destabilizować działania danej instytucji. W najbliższym czasie na PIP zostanie nałożony szereg zobowiązań. To nie tylko kwestia kontroli umów cywilnoprawnych, lecz także dyrektywa platformowa czy dyrektywa równościowa. Zmiany kadrowe w obliczu reform, do których PIP przygotowywała się pod kierownictwem pana Staneckiego, mogą powodować niepotrzebne perturbacje. Mieliśmy pewną wizję, jak będzie działała PIP. Z pewnością takie zmiany mogą wpływać na zmianę koncepcji. Niczego jednak nie wiemy, co jest bardzo niepokojące w okresie istotnych reform. Brakuje nam poczucia stabilności przed 8 lipca – podsumowuje prof. Jacek Męcina.
Jak przekazuje nam poseł Ryszard Wilk, klub Konfederacji nie uzgodnił jeszcze stanowiska w sprawie środowego głosowania. Nasz rozmówca przyznaje, że wniosek o odwołanie szefa PIP był nieoczekiwany.
– To duże zaskoczenie. Ogólny kierunek, w jakim szła Państwowa Inspekcja Pracy pod rządami koalicji, był fatalny dla gospodarki. Wprowadzono szkodliwe dla przedsiębiorców zmiany, w tym wymóg stosowania nazw neutralnych płciowo oraz możliwość przekształcania przez PIP umów cywilnoprawnych. Szokiem dla biznesu był entuzjazm, z jakim obecny szef PIP wprowadzał te zmiany – komentuje polityk.
Z pytaniem o głosowanie na najbliższym posiedzeniu Komisji ds. Kontroli Państwowej zwróciliśmy się także do innych jej członków z ramienia KO, PSL i PiS. Do czasu publikacji artykułu nie otrzymaliśmy jednak odpowiedzi.
Janusz Krasoń. Kim jest kandydat na nowego szefa PIP?
W harmonogramie prac znalazło się także zaopiniowanie kandydatury Janusza Krasonia na nowego szefa PIP. Obecnie pełni obowiązki dyrektora Ośrodka Szkolenia PIP we Wrocławiu. Był posłem na Sejm IV, V i VI kadencji, najpierw z ramienia SLD, a następnie Lewicy i Demokratów. Przez lata był też związany z Państwową Inspekcją Pracy – w latach 90. sprawował funkcję dyrektora Ośrodka Szkolenia PIP we Wrocławiu.
Mam wrażenie, że nowa nominacja ma charakter polityczny, a Janusz Krasoń jest po prostu partyjnym znajomym marszałka Czarzastego.
– Mam wrażenie, że nowa nominacja ma charakter polityczny, a Janusz Krasoń jest po prostu partyjnym znajomym marszałka Czarzastego. Taki tryb doboru szefa PIP może budzić poważne wątpliwości. Wydaje się, że główną przyczyną było to, iż poprzedni marszałek Sejmu wskazał Staneckiego na stanowisko szefa PIP. To oczywiście marny powód dymisji. Wszystko więc wskazuje na to, że mamy decyzję polityczną, ale oczywiście jesteśmy otwarci na współpracę z każdym szefem PIP – wyjaśnia Piotr Szumlewicz.
Zdaniem Marcina Staneckiego nowy kandydat na jego następcę ma niezbędne kompetencje, by sprawować ten urząd.
– Nowy kandydat jest bardzo doświadczoną osobą, czego nikt nie będzie kwestionował. Ma zmysł organizacyjny i doświadczenie menedżerskie. Być może marszałek uznał, że zarządzanie PIP w tak trudnym momencie będzie skuteczniejsze pod wodzą mojego następcy – mówi obecny szef PIP.
Napięcie na linii GIP – MRPiPS
Bartosz Tomanek, partner w PCS Paruch Stępień Kanclerz SKA, zauważa, że napięcie na linii GIP – resort pracy rosło już wcześniej. Nasz rozmówca przypomina o „wrzutce” do ustawy wdrażającej dyrektywę równościową. W art. 64 znalazły się zapisy, które miałyby zliberalizować wymogi wobec osoby pełniącej funkcję szefa PIP. W tym świetle – zdaniem eksperta – wniosek o odwołanie Marcina Staneckiego nie musi być zaskoczeniem.
– Ministerstwo pokazało, że jest bardzo zainteresowane zmianą na stanowisku GIP, dokładając do ustawy wdrażającej dyrektywę o jawności płac „wrzutkę” legislacyjną dotyczącą warunków, jakie musi spełniać GIP – wyjaśnia Bartosz Tomanek.
Inna sprawa dotyczyła interpretacji noweli o Państwowej Inspekcji Pracy. Marcin Stanecki zapewniał bowiem, że PIP nie będzie masowo reklasyfikować umów cywilnoprawnych na umowy o pracę.
– Co więcej, GIP wskazywał, że w przypadku wątpliwości, czy dana relacja ma być faktycznie stosunkiem pracy, umowy nie miały być reklasyfikowane na siłę i wbrew woli stron. Ten umiarkowany i rozsądny pogląd stoi w rażącej sprzeczności z poglądami deklarowanymi w ministerstwie – czy to przez panią minister Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, czy przez pana dyrektora generalnego ministerstwa Liwiusza Laskę – wyjaśnia nasz rozmówca.
Reforma PIP. Co po 8 lipca?
Czy wobec możliwych zmian kadrowych przedsiębiorcy, którym PIP zapewniała dialog przy wdrażaniu reformy wchodzącej w życie 8 lipca, powinni obawiać się zmiany narracji? Czy kandydatura związanego z lewą stroną sceny politycznej Janusza Krasonia na szefa PIP może oznaczać bardziej stanowcze ruchy w związku z nowymi uprawnieniami PIP?
– Przedsiębiorcy przygotowali się do nowych przepisów w założeniu, że PIP będzie działać tak, jak od miesięcy zapowiadał Marcin Stanecki. Obecnego GIP ma zastąpić Janusz Krasoń, który na ten moment nie wypowiadał się publicznie o tym, w którym kierunku będzie zmierzać PIP po 8 lipca. Uważam jednak, że gdyby ministerstwo było zadowolone z umiarkowanego, racjonalnego kierunku działań zapowiadanych przez PIP, nie doszłoby do zmian kadrowych na jej szczycie. Spodziewam się zaostrzenia kursu przeciwko pracodawcom i przedsiębiorcom oraz wykorzystywania nowych przepisów do jak najszerszej reklasyfikacji umów B2B i zleceń na umowy o pracę – mówi Bartosz Tomanek.
Spodziewam się zaostrzenia kursu przeciwko pracodawcom i przedsiębiorcom i wykorzystywania nowych przepisów do jak najszerszej reklasyfikacji umów B2B i zleceń w umowy o pracę
Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy dodaje z kolei, że możliwe „upartyjnienie” PIP nie będzie służyć skuteczności tej instytucji.
– Chcielibyśmy, by szef PIP walczył o to, by ta instytucja była silniejsza, dofinansowana także w kontekście skuteczności zbliżającej się reformy. Reforma PIP to mały krok w dobrym kierunku. Obawiam się, że bez strukturalnego i finansowego wzmocnienia PIP i sądów pracy zmiana ta może okazać się fasadowa. Nawet jeśli nowy szef PIP chciałby skuteczniej egzekwować przepisy, to bez tych zmian może się to nie udać. Boję się ponadto, że mocno polityczne umocowanie nowego szefa PIP może osłabić jego skuteczność. Może okazać się, że będzie jedynie wykonywał polityczne zlecenia. Martwi nas to, że PIP może zostać upartyjniona. Marcin Stanecki wydawał się politycznie neutralny – wyjaśnia Piotr Szumlewicz.
Klucz partyjny czy kompetencje?
Ryszard Wilk, pytany o kandydaturę Janusza Krasonia na stanowisko szefa PIP, odparł, że „po raz kolejny kluczem doboru jest przynależność partyjna”.
– Jestem pełen obaw co do postępowania nowego szefa PIP. Skoro Marcin Stanecki chętnie wdrażał tego typu reformy, to jestem przerażony, jak zachowa się kandydat z ramienia Lewicy. To politycznie namaszczone stanowisko. Na czele PIP powinien stać bezstronny ekspert, który równoważyłby interesy pracowników i pracodawców. Jeśli Lewica „skręci” w jedną stronę, dla gospodarki może to być katastrofa. To niepokojące, że kluczem przy obsadzie ważnych stanowisk jest przynależność partyjna, a nie kompetencje. Widać to zarówno w przypadku niedawnej afery w Szpitalu Południowym, jak i teraz w przypadku propozycji zmian kadrowych w PIP – podsumowuje nasz rozmówca.
Piotr Szumlewicz ze Związkowej Alternatywy w kontekście polityki kadrowej mówi o „układach” politycznych. Przypomina, że niebawem nastąpi także zmiana na stanowisku prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.
– Może się okazać, że jeśli Lewica przeforsuje kandydaturę szefa PIP, to nie uda jej się przeforsować swojego kandydata na prezesa ZUS. Pytanie: kto z kim i jak się „dogadają”? Martwi mnie to, że w ten sposób wybiera się osoby na tak ważne stanowiska. To swego rodzaju targi – podsumowuje związkowiec.
„Odchodzę z dumą i satysfakcją”
Marcin Stanecki dodaje, że na PIP czekają nowe wyzwania. To wspomniana już regulacja pracy platformowej, która dotyczy m.in. kierowców i dostawców marek takich jak Bolt, Uber, Pyszne.pl czy Glovo. Inspekcja będzie miała także nowe obowiązki kontrolne w związku z dyrektywą równościową, polityką wartościowania stanowisk i raportowaniem luki płacowej. Szef PIP dodał, że udało mu się przygotować urząd na te zmiany.
– Przed Inspekcją niewątpliwie trudny czas. Mowa nie tylko o reformie PIP, lecz także o dyrektywie platformowej i dyrektywie równościowej. Odchodzę pełen dumy i zadowolenia z tego, co osiągnąłem. Od dwóch lat pracowałem nad reformą PIP. Udało mi się do tego doprowadzić. Udało mi się też doprowadzić do wzmocnienia PIP: dostaniemy blisko 300 etatów. Ostatnie takie wzmocnienie miało miejsce w 2007 r. Zostawiam też w spadku „Strategię budowania zdolności i poprawy warunków pracy Państwowej Inspekcji Pracy”. To dokument, który wytycza szlak, którym Inspekcja będzie podążać do 2030 r. To potężna instytucja kontrolna, bez wątpienia jedna z najnowocześniejszych w Europie – wyjaśnia Marcin Stanecki.
Szef PIP podsumowuje, że praca na stanowisku GIP była misją, która – jak wnioskuje po słowach uznania – została dobrze wykonana.
Życzę nowemu Głównemu Inspektorowi Pracy sukcesów we wdrażaniu reformy i porządkowaniu naszego rynku pracy. To będzie prawdziwe wyzwanie. Kończę swoją kadencję na tym stanowisku z poczuciem satysfakcji
– Pracowałem po kilkanaście godzin dziennie – to nie była tylko praca. To była misja. Może to dobry moment, by mieć następcę. Życzę nowemu Głównemu Inspektorowi Pracy sukcesów we wdrażaniu reformy i porządkowaniu naszego rynku pracy. To będzie prawdziwe wyzwanie. Kończę swoją kadencję na tym stanowisku z poczuciem satysfakcji. Nie spodziewałem się tak wielu wyrazów uznania. To dla mnie sygnał, że wykonałem kawał dobrej roboty, bez względu na to, co się wydarzy – podsumowuje Marcin Stanecki.
Główne wnioski
- Planowana zmiana na stanowisku Głównego Inspektora Pracy następuje zaledwie kilka dni przed wejściem w życie jednej z największych reform PIP od wielu lat. Zarówno przedstawiciele przedsiębiorców, jak i związkowcy podkreślają, że okres wdrażania nowych przepisów wymaga przede wszystkim stabilności organizacyjnej. Nawet jeśli nowy szef posiada odpowiednie kwalifikacje, zmiana kierownictwa może utrudnić realizację wcześniej przygotowanych założeń oraz zmienić sposób interpretacji nowych kompetencji inspekcji.
- Ani obecny szef PIP, ani eksperci uczestniczący w pracach Rady Ochrony Pracy nie znają oficjalnych powodów wniosku o odwołanie Marcina Staneckiego. Choć przepisy nie wymagają uzasadnienia takiej decyzji, jego brak powoduje liczne spekulacje. W efekcie nasi rozmówcy zastanawiają się, czy decyzja ma charakter wyłącznie kadrowy lub polityczny, czy też wynika z odmiennej wizji funkcjonowania Państwowej Inspekcji Pracy po wejściu w życie nowych przepisów.
- Marcin Stanecki zapowiadał ostrożne stosowanie nowych uprawnień dotyczących kwalifikowania umów cywilnoprawnych. Część ekspertów obawia się jednak, że wraz ze zmianą kierownictwa może zmienić się praktyka działania inspekcji. Oznacza to, że choć same przepisy pozostaną takie same, sposób ich stosowania wobec przedsiębiorców i pracowników może być bardziej restrykcyjny.


