Zbudowali techbiznesy warte miliard. Teraz Karwatkowie mierzą w rewolucję AI w tworzeniu systemów
Dotychczasowe sukcesy ustawiły ich do końca życia, ale nie wyczerpały ambicji. Nowy projekt wpisuje się w trend kodowania z AI i personalizacji oprogramowania. Jak podbić rynek alternatywą dla technologii Microsfotu czy SAP? – Trzeba przedefiniować kategorię, tak jak Apple ze smartfonem – mówią Piotr i Tomasz Karwatkowie.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Co skłoniło Piotra i Tomasza Karwatków do założenia kolejnej firmy i co doprowadziło ich do Open Mercato.
- Jakie problemy firm chcą rozwiązać i w jaki sposób wykorzystują do tego szybki postęp w rozwoju sztucznej inteligencji.
- W jaki sposób chcą przekonać partnerów i klientów, że ich rozwiązanie może w części przypadków sprawdzić się lepiej niż technologia globalnych dostawców.
Pierwsze przedsiębiorcze szlify Piotr i Tomasz Karwatkowie zdobywali już jako dzieci, sprzedając pomidory na targu. Dziś, kilka dekad później, są w gronie czołowych polskich biznesmenów w sektorze technologii.
Divante sprzedali w 2022 r. ze wspólnikami za 260 mln zł, a cały znaczący pakiet udziałów w Callstack trzy lata później przy wycenie ok. 500 mln zł. Współzałożyli jeszcze Alokai – także wyceniony już przez inwestorów na kilkaset milionów złotych. Są też bardzo aktywnymi inwestorami w startupy (przez Catch the Tornado). Na wczesnym etapie zaangażowali się m.in. w ElevenLabs: najcenniejszą spółkę technologiczną założoną przez Polaków.
Mimo finansowego dobrobytu, bracia nie utracili przedsiębiorczego zacięcia. Wierzą w globalny potencjał swojego najnowszego projektu, realizowanego od 2025 r.
„Zbudowanie jednorożca nie jest miarą naszej ambicji”
Open Mercato to w uproszczeniu technologia umożliwiająca tworzenie z wykorzystaniem sztucznej inteligencji systemów skrojonych na miarę własnej firmy. Działa w tzw. modelu open source, czyli otwartego kodu źródłowego (podobnie jak Callstack). W odróżnieniu od abonamentu (SaaS) i licencji jest bezpłatna, ale jej wdrożenie i dostosowanie do swoich potrzeb wymaga kompetencji oraz czasu.
– Nigdy nie baliśmy się podejmować ryzyka, ale podchodziliśmy do niego zdroworozsądkowo. Gdy coś nie wychodziło, szybko szukaliśmy innej drogi. Zamiast z hurraotpymizmem biec do funduszy venture capital po miliony złotych, upewnialiśmy się, czy tworzone przez nas rozwiązanie na pewno ma sens. Tak nam już zostało, podobnie jak satysfakcja z tego, gdy nasze założenia się potwierdzają – mówi Tomasz Karwatka, współzałożyciel Open Mercato.
– Może, gdy rozwijaliśmy pierwsze firmy, podświadomie zależało nam na sukcesie także finansowym. Ale dziś finanse nie mają już takiego przełożenia na naszą motywację. Gdy po sprzedaży Divante nie miałem konkretnego zajęcia, zacząłem czuć się niepotrzebny. Już tak mam, że po prostu chcę tworzyć coś przydatnego społeczeństwu. Zbudowanie jednorożca [startupu wycenianego na miliard dolarów – red.] nie jest miarą naszej ambicji – dodaje Piotr Karwatka, współzałożyciel Open Mercato.
Warto wiedzieć
Inwestorzy i filantropi
Piotr i Tomasz Karwatkowie należą do grona najaktywniejszych inwestorów w startupy. W ciągu pięciu lat zaangażowali się w prawie 40 spółek na kwotę ponad 20 mln zł. W tym roku poszerzyli portfel spółek o Model Guide, Chainloop, Kanał Otwarty, Salespatriot oraz POZ. Są otwarci na kolejne inwestycje rzędu 25-500 tys. dolarów, ale nie zabiegają już o nie.
– Po latach w sektorze technologicznym i obserwowaniu, w jak wielu jego elementach AI zaczyna zastępować człowieka, szukamy ciekawych projektów gdzie indziej. M.in. w obszarze zdrowia i szeroko rozumianego dobrostanu jak np. MOS Health i Cogniguard. Bardzo trudno dziś inwestować w technologiczne spółki. Interesujących projektów jest wiele, ale naprawdę trudno ocenić, który z nich ma realną wartość w obliczu szybko rozwijającej się sztucznej inteligencji – mówi Piotr Karwatka.
Są także zaangażowanymi w kilka podmiotów związanych z filantropią. Wśród nich jest chroniąca przyrodę Fundacja Las Na Zawsze. Z jej wspieraniem związana jest napisana przez Tomasza Karwatkę książka „The 5. Pierwsze pięć lat prowadzenia firmy”, popularna wśród przedsiębiorców – szczególnie technologicznych.
– Wyniki jej sprzedaży są dobrym przykładem, że Polacy są świetni w zrywach. Efekt zdecydowanie przerósł moje oczekiwania. Założyciele Brave przekonali mnie, że z odpowiednią kampanią będę w stanie sprzedać nie 10, tylko 100 tys. egzemplarzy. Na razie to blisko 62 tys., ale nie jesteśmy jeszcze w szerokiej dystrybucji, więc wszystko przed nami. Już teraz do Fundacji Las na Zawsze trafiła kwota umożliwiająca zakup bioróżnorodnego lasu o powierzchni 28 hektarów. To już naprawdę kawał terenu, na którym można się zgubić – mówi Tomasz Karwatka.
Ewolucja pomysłu zamiast rewolucji
Przed Open Mercato Piotr Karwatka zrealizował w ostatnich latach trzy inne projekty biznesowe. Dwa z nich z sukcesem, choć w różnych kategoriach.
Doctor Dok, wykorzystujący AI i pełne szyfrowanie do przetwarzania dokumentacji medycznej, został przejęty przez Doctor.One. Natomiast text-extract-api, system OCR (optyczne rozpoznawanie znaków) stosujący AI w modelu open source, zebrał ponad 3 tys. gwiazdek w GitHubie. Zyskał więc uznanie szerokiej społeczności w globalnym serwisie do współpracy nad kodem źródłowym oprogramowania.
Praca, która doprowadziła Piotra Karwatkę do stworzenia Open Mercato, wzięła się z zapotrzebowania jego żony (Katarzyny) na oprogramowanie do zarządzania tworzonym Centrum Rozwoju Dziecka Polana Przygody. Postanowił stworzyć je sam, bo akurat nie miał „pełnoetatowego” zajęcia, a ma naturę „budowniczego”.
– Chciałem sprawdzić, czy da się napisać taki system w 100 proc. z pomocą agentów AI. Zbiegło się to w czasie z wydaniem nowych modeli językowych przez OpenAI i Anthropic. Przekonałem się, że w trybie AI-Assisted Engineering można szybko stworzyć naprawdę wysokiej jakości oprogramowanie – wyjaśnia Piotr Karwatka.
Uznał, że lepiej zrobić framework (zestaw gotowych narzędzi), który każdy mógłby wykorzystać w tworzeniu systemów do zarządzania poszczególnymi obszarami albo nawet całym przedsiębiorstwem, typu ERP.
– Zainicjowałem powstawanie kuli śnieżnej. Szybko pojawili się pierwsi zainteresowani wdrożeniem i pierwsi kontrybutorzy [niezależni „dostawcy” narzędzi – red.], a za nimi kolejni. Pomysł więc ewoluował, to nie była żadna rewolucja. Nie obudziłem się pewnego ranka z przekonaniem, że wymyśliłem genialną technologię – przyznaje przedsiębiorca.
Efekt doświadczenia i obserwacji rynku
Tomasz Karwatka podkreśla, że Open Mercato jest konsekwencją zarówno jego i brata doświadczeń, jak i obserwacji. We własnych biznesach zawsze bazowali na gotowych zestawach narzędzi, bo klienci oczekiwali szybkiego wdrożenia. A szybciej dostosować gotowe rozwiązanie, niż stworzyć coś od zera.
– W praktyce jednak klienci wykorzystywali opłacane za nieraz ogromne kwoty licencje w zaledwie kilku procentach, bo wyłącznie tyle potrzebowali. Wydawało się, że innej drogi nie ma, bo przecież zbudowanie własnego systemu np. do sprzedaży e-commerce to za duży projekt. Z obecnymi możliwościami sztucznej inteligencji w kodowaniu okazuje się, że można samodzielnie stworzyć rozwiązanie obejmujące dokładnie te 5 proc. licencjonowanego oprogramowania, którego się potrzebuje – przekonuje Tomasz Karwatka.
Zwraca też uwagę na postępujący trend cyfryzacji gospodarki. Liczba niezbędnych systemów będzie tylko rosła, podobnie jak potrzeba personalizacji.
– Firmy chcą, by wykorzystywana technologia zapewniała im konkurencyjną przewagę. Tylko jak, jeśli korzystają z tego samego, „pudełkowego” systemu co inni? Open Mercato pozwala pogodzić ze sobą potrzebę cyfryzacji z ograniczonym budżetem. Mogą zbudować dokładnie taki system, jakiego potrzebują, a wystarczy im do tego np. dwójka programistów, a nie dziesięcioosobowy zespół jak wcześniej – tłumaczy Tomasz Karwatka.
Zdaniem eksperta
AI diametralnie zmienia tworzenie oprogramowania
Przez lata organizacje dostosowywały procesy do ograniczeń gotowych systemów. To logika oprogramowania wyznaczała sposób działania firmy, a nie odwrotnie. AI zaczyna odwracać tę relację. Coraz częściej wykorzystywana jest nie tylko do generowania kodu, lecz także do projektowania tzw. przepływu pracy, integracji systemów i budowy aplikacji dopasowanych do konkretnego modelu operacyjnego przedsiębiorstwa.
W efekcie szybko zmienia się ekonomika tworzenia oprogramowania. Koszt i czas budowy własnych systemów wyraźnie spadają, czyniąc rozwiązania szyte na miarę realną alternatywą dla standardowych platform SaaS. Spersonalizowane systemy prawdopodobnie będą stawały się coraz powszechniejsze. W warunkach dużej zmienności rynkowej firmy potrzebują technologii, która ewoluuje razem z ich modelem biznesowym, procesami i przewagami konkurencyjnymi.
Nie oznacza to jednak końca modelu abonamentowego. Zmienia się natomiast podstawa konkurencji. Oprogramowanie będzie musiało oferować więcej niż zestaw funkcji. Technologia będzie cenna nie dlatego, że automatyzuje procesy, lecz dlatego, że wzmacnia egzekwowanie strategii i budowanie przewagi rynkowej firmy.
Podobny, ale inny niż Claude, Codex czy Lovable
Założyciele Open Mercato kierują się prostym hasłem: zacznij z 80 proc. gotowego systemu i stopniowo modyfikuj go pod własne potrzeby. Mają już mocne zbiory modułów CRM (do zarządzania relacjami z klientami), a baza szybko się powiększa także w przypadku ERP.
– Zamiast dociągać sztywne oprogramowanie globalnych dostawców, łatwiej wziąć na warsztat gotowy zestaw podstawowy i dostosować tam, gdzie to niezbędne. Kluczowe jest jednak nasze założenie, że w przyszłości kodu już nie będą pisać ludzie, tylko agenty AI. To jakościowy przeskok podobny do przejścia z pisania ręcznego do używania klawiatury. Dlatego w naszym repozytorium już teraz jest zaszytych więcej narzędzi właśnie dla agentów niż dla programistów – mówi Piotr Karwatka.
Przyznaje, że Open Mercato jest zestawiane w pierwszej kolejności z takimi narzędziami jak Claude, Codex czy Lovable. W przypadku wszystkich wystarczy prosty prompt i kilka minut, by otrzymać gotową aplikację np. do obsługi formularzy.
– Kluczowa różnica tkwi jednak w zaszyciu przez nas „pod spodem” wszystkich mechanizmów znanych z systemów klasy enterprise [dla dużych klientów typu korporacje – red.]. Nie tylko tych widocznych, czyli dotyczących funkcjonalności, ale też niewidocznych np. w obszarze bezpieczeństwa danych. Tworzone z wykorzystaniem naszej technologii systemy są od razu gotowe do wykorzystania „na produkcji”, a nie tylko do testów – wyjaśnia Piotr Karwatka.
Jak wygrać z technologicznymi potentatami?
W internecie są już dostępne także zestawienia, w jakich przypadkach lepiej sprawdza się Open Mercato w porównaniu z oprogramowaniem takich gigantów technologicznych jak Microsoft, Salesforce czy SAP. Tomasz Karwatka podkreśla, że generalnie, aby odnieść sukces w rywalizacji z globalnymi dostawcami technologii, trzeba przedefiniować wybraną kategorię.
– Apple zupełnie zmienił postrzeganie telefonu komórkowego za sprawą Iphone’a – to już od dawna nie aparat do dzwonienia, tylko mały komputer. Gdy tworzy się od podstaw zupełnie nowy rynek, automatycznie zostaje się jego liderem i w największym stopniu korzysta na jego wzroście. Nawet gdy pojawia się bezpośrednio konkurencja, jesteś kilka kroków przed nią – tłumaczy przedsiębiorca.
Dokładnie tym kieruje się w Open Mercato. Zdaje sobie sprawę, że duża część firm pozostanie przy rozważaniu oprogramowania tego bądź innego technologicznego giganta i weźmie gotowy produkt z półki. Choćby ze względu na stojącą za nim markę.
– Dlatego mierzymy w grupę najbardziej kreatywnych przedsiębiorstw, które chcą wyjść z pudełka. Dajemy im możliwość robienia bezpiecznego systemu po swojemu za ułamek kwoty i czasu, które jeszcze niedawno były do tego niezbędne – mówi Tomasz Karwatka.
Open Mercato dla średnich, ale też dużych firm
Firma wytypowała wstępnie dwie grupy przedsiębiorstw, dla których jej technologia może być atrakcyjną opcją. Pierwsza to średniej wielkości firmy z 100-200 mln zł przychodów, z potencjałem na kilkukrotny wzrost. Często z młodym przedsiębiorcą u steru. Są otwarte na nowe możliwości, w tym rozwiązania w modelu open source.
– Natomiast druga grupa to korporacje: telekomy, banki, duże sieci handlowe itd. Nie wymienią z dnia na dzień olbrzymich systemów, ale chcą uczyć się kodowania z AI. Open Mercato idealnie się do tego nadaje. Olbrzymi FOMO [z ang. fear of missing out, strach przed przegapieniem – red.] każdego prezesa dotyczy dziś tego, czy jego dział IT pracuje ze sztuczną inteligencją – wyjaśnia Tomasz Karwatka.
Nieco ponad połowa zapytań o wykorzystanie Open Mercato pochodzi z Polski. Cześć z tych osób pewnie kojarzy braci Karwatków z ich poprzednich sukcesów w branży technologicznej. Przekrój pozostałych państw jest jednak szeroki.
– Kilkanaście procent zapytań otrzymujemy z USA, ale pojawiają się też z Wietnamu, Turcji, Australii czy Brazylii. Tam raczej nikt nas nie zna. O ile rozpoznawalności w Polsce sprzyjają nasze dotychczasowe osiągnięcia w roli przedsiębiorców i inwestorów, o tyle zainteresowanie Open Mercato z różnych stron świata wynika z wpisania się w globalny trend. Trend wykorzystania AI do tworzenia samodzielnie spersonalizowanych systemów, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe – mówi Tomasz Karwatka.
Kluczowe wskaźniki i model zarabiania
Biznes w modelu open source ma dwie fazy. Pierwsza to stworzenie społeczności programistów, którzy z pasji i własnych potrzeb chcą współtworzyć bazę modułów gotowych do wdrażania. Open Mercato ma ich już ponad setkę.
– Druga to zaoferowanie dodatkowej wartości i znalezienie klientów, którzy będą gotowi za nią zapłacić. Jesteśmy dokładnie w tym momencie. Może się okazać, że stworzyliśmy fantastyczny framework, którego nie uda się przekuć w realny biznes. Jednak zadowoli nas nawet stworzenie rozwiązania, które będzie wykorzystywane bezpłatnie na szeroką skalę – tłumaczy Tomasz Karwatka.
25 certyfikowanych agencji partnerskich już zarabia na wdrażaniu Open Mercato. Jego twórcy na razie zarabiają mniej od nich.
– Zakładamy, że klienci będą nam płacić za swego rodzaju „homologację”. Potwierdzenie po audycie, że stworzony przez nich system na bazie Open Mercato jest bezpieczny, efektywny i poprawnie „złożony”. W skrócie: można ruszyć nim w drogę. Na początku robimy to ręcznie, a docelowo zautomatyzujemy z wykorzystaniem AI – mówi Tomasz Karwatka.
Obecną liczbę partnerów i kontrybutorów uznaje za optymalną. Liczba zapytań wzrosła z miesiąca na miesiąc z 30 do 55 i rośnie. Technologię Open Mercato wykorzystała już firma FreightTech zajmująca się logistyką morską, a w toku jest kilka następnych wdrożeń.
Zdaniem eksperta
Zarabianie na open source to nie lada wyzwanie
Większość osób nie wie, na czym realnie zarabiają firmy bazujące na open source. Często dzielą się przychodami z nimi firmy obsługujące docelowego klienta jak operatorzy płatności czy dostawcy hostingu, usług finansowych lub narzędzi SaaS. Możliwe są także prowizje za dostępność, widoczność i projekty dla agencji wdrażających dane rozwiązanie. Jeszcze innym modelem są komercyjne dystrybucje oprogramowania, które dają firmom dodatkową wartość jak np. wsparcie, bezpieczeństwo czy gotowe integracje.
Łatwo wpaść w pułapkę zbudowania powszechnie używanego rozwiązania, za które nikt twórcy nie płaci. Zebranie tysięcy gwiazdek na GitHubie, dużej społeczności i świetnej opinii wśród developerów nie zapewnia z automatu zdrowego modelu finansowego. Bardzo często to firmy budujące produkty na darmowej technologii osiągają przychody, a autor projektu pozostaje jedynie dostawcą infrastruktury dla całego ekosystemu.
Jeśli twórca nie ma jasno określonego mechanizmu monetyzacji, szybko dochodzi do momentu, w którym utrzymanie projektu zaczyna kosztować go więcej czasu i pieniędzy, niż jest w stanie odzyskać. Od pierwszego dnia musi więc wiedzieć, kto ma mu płacić, za co i dlaczego.
Kilkumilionowa inwestycja na razie wystarczy
Założyciele spółki dają sobie jeszcze minimum rok na sprawdzenie, jak powiedzie się komercjalizacja. Są dobrej myśli.
– Gdyby Open Mercato był typowym startupem, mógłbym precyzyjnie określić, kiedy skończą się pieniądze – i jeśli nie zbierzemy następnej rundy, to koniec. Nie potrzebujemy inwestorów, nie chcemy sprzedać tego projektu. Po prostu robimy coś, co nas cieszy. To dla nas zupełnie nowa sytuacja – mówi Tomasz Karwatka.
– Nad Open Mercato pracują dziś w pełnym wymiarze cztery osoby: poza mną i Tomkiem jeszcze Patryk Lewczuk i Maciek Greń. Uwzględnić należy jeszcze kilku najbardziej zaangażowanych kontrybutorów. Świadomie nie zamierzamy znacząco rozbudowywać zespołu, opieramy się w dużym stopniu na powstającej społeczności z szerokim przekrojem doświadczenia. Chcemy udowodnić, że dziś już da się w ten sposób budować biznes. Wydatki na najbliższy rok szacujemy na pojedyncze miliony złotych – dodaje Piotr Karwatka.
Główne wnioski
- Duże sukcesy pchają do jeszcze większych. Piotr i Tomasz Karwatkowie to czołowi polscy przedsiębiorcy technologiczni, stojący za sukcesami m.in. takich firm jak Divante, Callstack i Alokai. Choć na biznesie dorobili się już kilkusetmilionowego majątku, nie stracili ambicji ani motywacji. W ostatnim czasie Tomasz Karwatka napisał książkę biznesową „The 5. Pierwsze pięć lat prowadzenia firmy”, a Piotr Karwatka zbudował i sprzedał medyczny startup Doctor Dok. Kolejny wspólny projekt, Open Mercato, realizują od ubiegłego roku.
- Nowe podejście do tworzenia oprogramowania. Open Mercato to technologia w modelu open source wykorzystująca sztuczną inteligencję, która umożliwia tworzenie w krótkim czasie i niewielkim zespołem spersonalizowanych systemów do zarządzania przedsiębiorstwem. Jej twórcy kierują się hasłem: zacznij z 80 proc. gotowego systemu i stopniowo modyfikuj go pod własne potrzeby. Wpisują się w globalny trend postępującej cyfryzacji i wzrostu znaczenia AI w tworzeniu oprogramowania.
- Skala i plany. Założyciele Open Mercato szacują wydatki na najbliższy rok na pojedyncze miliony złotych. Zbudowali już ekosystem ponad 100 kontrybutorów narzędzi do systemu oraz 25 certyfikowanych agencji wdrażających tę technologię u swoich klientów. Piotr i Tomasz Karwatkowie zakładają, że klienci będą płacić za swego rodzaju „homologację”, czyli potwierdzenie po audycie, że stworzony przez nich system na bazie Open Mercato jest bezpieczny, efektywny i poprawnie „złożony”. Na zweryfikowanie możliwości zmonetyzowania stworzonej technologii dają sobie jeszcze rok.






