Inflacja w lutym w celu NBP. Jak skok cen ropy i gazu może wpłynąć na ceny?
Inflacja w lutym 2026 r. wyniosła 2,1 proc. r/r, podał GUS. Jednocześnie inflacja w styczniu również wyniosła 2,1 proc., a nie jak wynikało ze wstępnego szacunku – 2,2 proc. Wzrost cen znajduje się zatem w dolnej połowie celu inflacyjnego NBP, zdefiniowanej jako 2,5 proc., +/- 1 pkt. proc.
GUS jak co roku dokonał rewizji koszyka inflacyjnego, którego celem jest lepsze oddanie struktury konsumpcji gospodarstwa domowego. Zmiany względem ubiegłego roku nie są duże. Największe to wzrost udział kategorii użytkowanie mieszkania, zaopatrzenie w wodę, energię elektryczną i gaz – z 19,53 do 20,35 proc. Widoczny wzrost nastąpił także w przypadku wydatków na rekreację, sport i kulturę (z 5,89 do 6,37 proc.) oraz zdrowie (z 5,81 do 6,20 proc.). Spadł natomiast udział m.in. wydatków na transport (z 11,07 do 10,18 proc.) oraz napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe.
Największy wzrost cen w lutym miał miejsce w kategorii napojów alkoholowych i wyrobów tytoniowych (6,9 proc. r/r) oraz usług edukacyjnych (6,1 proc.). Wysoki był również wzrost wydatków na zdrowie oraz restauracje i usługi zakwaterowania. Spadły natomiast ceny w kategorii transportu (-5,7 proc.) oraz odzieży i obuwia (-3,4 proc.).
Polska gospodarka ponownie w objęciach spirali inflacyjnej?
Lutowe dane o inflacji to już w obecnej sytuacji patrzenie w lusterko wsteczne. Przed polską gospodarką stoi bowiem wysoki wzrost cen energii w wyniku konfliktu na Bliskim Wschodzie. Ceny ropy naftowej Brent oscylują w ostatnich dniach w okolicy 90-100 dolarów za baryłkę. To oznacza wzrost o 25-40 proc. względem końca lutego. Z kolei ceny gaz ziemnego na giełdzie TTF w Holandii (benchmark cenowy dla Europy), wzrosły o ok. 50 proc.
Wraz ze wzrostem ropy umacnia się jednak dolar amerykański, w którym kwotowane są ceny surowców. Jest on traktowany przez inwestorów jako tzw. bezpieczna przystań aktywów, stabilne aktywo w okresach napięć geopolitycznych. Od początku lutego dolar umocnił się względem złotego o ponad 3,5 proc.
Oba te elementy – wyższe ceny surowców energetycznych i mocniejszy dolar – podbiją ceny energii w Polsce. To rodzaj pewnej spirali. Wzrost cen energii pociąga za sobą szczególne obawy o kondycję gospodarek, które polegają na imporcie energii. W konsekwencji następuje odpływ kapitału, który prowadzi do osłabienia się waluty względem dolara. To następnie sprawia, że import energii staje się jeszcze droższy.
Takie zjawisko obserwowaliśmy ostatnio w latach 2022-2023. Widać na to wykresie. Wysokie cen nośników energii, zwłaszcza gazu i węgla, w połączeniu z kursem złotego względem dolara na poziomie powyżej 4,0, dały mocny wzrost wydatków na import surowców. W 2022 r. wyniósł on aż 5,4 proc. PKB, wobec 3 proc. średnio w latach 2015-21. W 2023 r. koszt surowców spadł, ale nadal był wysoki – wyniósł 4,1 proc. PKB.
Obecna sytuacja jest inna
Czy grozi nam taki szok obecnie? Nie, bo sytuacja jest inna niż w latach 2022-2023. Najważniejsze jest to, że wówczas osłabienie złotego było reakcją na konflikt w Ukrainie, która graniczy z Polską. Stąd ucieczka kapitału z Polski i wywołane nią osłabienie złotego było bardzo silne. Obecnie konflikt jest daleko, postrzeganie ryzyka geopolitycznego wobec naszego kraju nie powinno się istotnie zmienić. To sprawia, że bardzo silne osłabienie złotego jest mało prawdopodobne.
Dodatkowo ceny energii, zwłaszcza gazu, były w ostatnich miesiącach wyższe niż przed wybuchem wojny w Ukrainie. Ponadto trudno przewidywać dokładnie, jak będzie przebiegał konflikt, ale im wyższe ceny energii, tym większa będzie presja na Zachodu na Donalda Trumpa, aby go zakończyć.
Wzrost cen nośników energii wpłynie jednak na inflację. Przykładowo, ekonomiści banku Pekao w zaktualizowanej prognozie szacują, że inflacja w najbliższych miesiącach może zbliżyć się do 3 proc. w scenariuszu bazowym (przy założeniu cen ropy Brent na poziomie 70-80 dolarów/baryłkę oraz gazu 50 euro/MWh). W scenariuszu negatywnym (Brent 120 dolarów/baryłkę, gaz 90 euro/MWh), może to być nawet 3,5 proc. w trakcie roku i 3 proc. średnio.
Ta sytuacja powoduje, że dalsze obniżki stóp procentowych stoją pod znakiem zapytania. Moim zdaniem można ostrożnie zakładać, że w tym roku RPP nie zdecyduje się już na cięcie stóp.