Kategoria artykułu: Biznes

ETS-sretees i OZE-sroze, czyli polityczna burza wokół cen prądu

W Polsce rozgorzała dyskusja na temat przyszłości unijnego systemu handlu emisjami dwutlenku węgla (EU ETS), który wpływa m.in. na ceny prądu. Jedni chcą całkowitego wyjścia z systemu, inni apelują o jego modyfikację. W tej politycznej burzy wszyscy zgadzają się jednak, że działający od dwóch dekad mechanizm wymaga zmian. – ETS-sretees i OZE-sroze to dzisiejszy język opozycji. Dbanie o polskie interesy wymaga czegoś więcej – stwierdził premier Donald Tusk tuż przed czwartkowym unijnym szczytem.

Elektrownia Bełchatów
Elektrownia Bełchatów opalana węglem brunatnym jest największym emitentem CO2 w Polsce. Fot.: PAP/Leszek Wdowiński

Z tego artykułu dowiesz się…

  1. Dlaczego UE pracuje nad rewizją systemu handlu emisjami CO2.
  2. Jakie pomysły na zmiany w systemie ma polski rząd.
  3. Jakie propozycje wysuwają prezydent, partie opozycyjne i eksperci.
Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...

Przed rozpoczynającym się w czwartek 19 marca szczytem Rady Europejskiej rozgorzała dyskusja o przyszłości europejskiego systemu handlu emisjami CO2 (EU ETS). To mechanizm, który działa od 2005 r. i ma na celu ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Firmy, które emitują CO2, muszą kupować uprawnienia do emisji na aukcjach. Przykładem są elektrownie opalane węglem lub gazem – w tym przypadku koszty emisji przekładają się na ostateczną cenę prądu dla odbiorców. Ciepłownie i niektóre gałęzie przemysłu przejściowo korzystają z puli bezpłatnych uprawnień, co ma zmniejszyć ich koszty i ułatwić inwestycje w bardziej ekologiczne technologie. Pieniądze pochodzące ze sprzedaży uprawnień trafiają do krajowych budżetów i powinny być przeznaczane na transformację energetyczną.

Kwestia cen energii i bezpieczeństwa energetycznego będzie jednym z tematów unijnego szczytu w Brukseli w dniach 19-20 marca. Natomiast już wcześniej Komisja Europejska zaplanowała na 2026 r. cykliczną rewizję systemu handlu emisjami.

Koniec z ETS?

Skrajne stanowisko w sprawie EU ETS prezentują przedstawiciele największej opozycyjnej partii – Prawa i Sprawiedliwości. Kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek podczas niedawnej konwencji w Krakowie zaapelował o całkowitą rezygnację z zielonej transformacji energetycznej.

– Państwo ma pojechać do Brukseli i powiedzieć: nie mamy już ETS w Polsce, wypowiadamy to, nasze firmy nie będą tego płacić. Nie mamy waszego miksu energetycznego, nie mamy żadnego Zielonego Ładu, żadnych OZE-sroze dofinansowanych dopłatami. My mamy nasz miks węglowy, bo my mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. My mamy nasz węgiel! – grzmiał Przemysław Czarnek.

Likwidację ETS proponuje też prezydent Karol Nawrocki. W piśmie do premiera Donalda Tuska argumentuje, że w obecnej sytuacji będzie to najbardziej racjonalne rozwiązanie z punktu widzenia interesu gospodarczego i strategicznego Europy. Jego zdaniem pozwoliłoby to na szybkie obniżenie cen energii i redukcję kosztów dla przemysłu.

Prezydent stoi na stanowisku, że tutaj nie ma miejsca na półśrodki. Tu powinniśmy zacząć od przyczyny, czyli od likwidacji ETS – podkreślił Karol Rabenda, minister w Kancelarii Prezydenta.

W odpowiedzi polski rząd przedstawił własne propozycje rozwiązania sytuacji, a opozycję skrytykował za nierealne postulaty.

„ETS-sretees i OZE-sroze to dzisiejszy język opozycji. Dbanie o polskie interesy wymaga czegoś więcej” napisał premier Donald Tusk na platformie X.

To nie takie proste

Eksperci podkreślają, że Polska nie może podjąć decyzji o wyjściu z systemu ETS.

Nie jest możliwe wyprowadzenie Polski z ETS samą ustawą krajową. System ETS jest częścią prawa Unii Europejskiej, które wiąże Polskę. Został ustanowiony przez instytucje unijne i to one mogą decydować o jego zmianie. Jednostronne wypowiedzenie tego mechanizmu przez Sejm oznaczałoby wejście w konflikt z prawem unijnym i mogłoby prowadzić do poważnych konsekwencji dla Polski, w tym do kar finansowych orzekanych przez sąd unijny na wniosek Komisji Europejskiej wyjaśnia prof. Robert Grzeszczak, kierownik Katedry Prawa Ponadnarodowego na Uniwersytecie Warszawskim i przewodniczący Komitetu Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk.

Dodaje, że taka postawia osłabiłaby pozycję Polski na arenie międzynarodowej.

Hasło „nie będziemy płacić kar TSUE” jest politycznie efektowne, ale prawnie całkowicie nierealistyczne i w gruncie rzeczy kosztowne dla państwa. Doświadczenie pokazuje, że takie kary i tak są później ściągane, najczęściej przez potrącenia z pieniędzy unijnych należnych Polsce. Tak było choćby w sprawach dotyczących Izby Dyscyplinarnej czy kopalni Turów. Innymi słowy, to nie jest żaden sposób na uniknięcie kosztów, tylko mechanizm ich zwiększania i dokładania Polsce kolejnych sporów z instytucjami unijnymi. Na dłuższą metę taka postawa osłabia też wiarygodność państwa jako partnera w Unii przekonuje prof. Robert Grzeszczak.

Potrzebna głęboka reforma

Polski rząd przyznaje jednak, że system handlu emisjami wymaga głębokiej reformy. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapewnia, że wspólnie z polskim przemysłem pracuje nad mechanizmami, które mają poprawić konkurencyjność polskich firm.

Z systemu ETS nie da się jednostronnie wyjść, ale można i trzeba go zmienić. To musi być system, który daje impuls i środki do odejścia od importowanych paliw, ale w sposób akceptowalny dla gospodarki i gospodarstw domowych – podkreśla ministra klimatu Paulina Hennig-Kloska.

Rząd proponuje m.in. zwiększenie puli bezpłatnych uprawień do emisji dla przemysłu, w tym także dla branż objętych dzisiaj innymi mechanizmami ochronnymi. Do takich mechanizmów należy graniczny podatek węglowy (CBAM), który nakłada na importerów dodatkowe opłaty związane z emisją dwutlenku węgla. Polska będzie zabiegać też o dalsze wsparcie ciepłownictwa i zwiększenie puli pieniędzy na modernizację polskiego przemysłu. Proponuje też wzmocnienie mechanizmów chroniących system handlu emisjami przed spekulacjami oraz zmniejszenie obciążeń kosztami ETS dla przemysłu obronnego.

Ponadto polski rząd będzie walczył o rezygnację z obowiązkowego wdrażania drugiej odsłony systemu handlu emisjami (EU ETS 2) do 2030 r. Chodzi o rozszerzenie obowiązku zakupu uprawnień do emisji na kolejne branże: transport i ogrzewanie budynków.

Opłata zastępcza

Alternatywny scenariusz przedstawiła także Kancelaria Prezydencka. Na wypadek, gdyby jednak nie udało się Polsce doprowadzić do likwidacji systemu ETS. Kluczową zmiano byłoby wprowadzenie opłaty zastępczej. Miałaby ona zastąpić obowiązek zakupu uprawnień do emisji na giełdzie.

– Proponujemy, aby instrument finansowy, którego wysokość jest niczym nieograniczona, i którego zmienność jest absolutnie niekontrolowalna, zmodyfikować poprzez umożliwienie polskim przedsiębiorcom, a także przedsiębiorcom europejskim, wnoszenie tzw. opłaty zastępczej do budżetów poszczególnych państw członkowskich. Opłata zastępcza miałaby być nie wyższa niż koszt najniższego systemu ETS na świecie – proponuje Wanda Buk, doradczyni prezydenta.

Dodała, że dziś handlem emisjami zajmują się nie tylko przedsiębiorstwa energetyczne i przemysłowe. Robią to też instytucje finansowe, które na tym zarabiają.

– Proponujemy wykluczenie instytucji finansowych, które w żaden sposób nie przyczyniają się do dekarbonizacji, a obławiają się już nie tylko na portfelach gospodarstw domowych, ale też na przemyśle i naszej przyszłości – wskazuje Wanda Buk.

Kolejne propozycje to m.in. utrzymanie bezpłatnych uprawnień do emisji dla przemysłu i rezygnacja z wprowadzenia dodatkowego mechanizmu ETS 2. Ma on wejść w życie w 2028 r.

Gdzie trafiają pieniądze z handlu emisjami?

Polski Komitet Energii Elektrycznej, zrzeszający spółki energetyczne, popiera postulaty złagodzenia ETS. Oczekuje takiej rewizji systemu, która wpłynie na zmniejszenie cen energii elektrycznej i poprawi konkurencyjność europejskiej gospodarki. O mniejsze obciążenia związane z transformacją i większą ochronę lokalnej produkcji zabiega także polski przemysł.

Według Michała Hetmańskiego, prezesa Instratu, Polsce powinno zależeć nie na wyjściu z ETS, ale jego stabilności.

– Zamiast robić burzę w szklance wody, należy wdrażać rozwiązania, które pomogą aktywnie zarządzać podażą uprawnień. Takim rozwiązaniem jest powołanie ,,centralnego banku węglowego’’ postulowanego przez Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE). Taka instytucja mogłaby aktywnie zarządzać podażą uprawnień i ucinać spekulacyjne wahania cen. Da to naszej gospodarce przewidywalność i obroni nasz rynek energii i przemysł przed nadmiernym subsydiowaniem swojego przemysłu przez Niemcy. Minister finansów musi w końcu przekierować dochody z ETS do przemysłu i klientów wrażliwych na subsydiowanie inwestycji oraz bieżącego zakupu energii. To nie tylko zobowiązanie z umowy koalicyjnej z 2023 r., ale też unijny wymóg – apeluje Michał Hetman.

Jak dotąd wpływy ze sprzedaży uprawnień do emisji, które trafiały do budżetu państwa, były wydatkowane dość swobodnie. Najwyższa Izba Kontroli wyliczyła, że w latach 2013-2023 (do 30 maja) dochody z tego tytułu wyniosły blisko 94 mld zł. Z tego zaledwie 1,3 proc. przekazano bezpośrednio na cele związane z redukcją emisji gazów cieplarnianych lub zarządzaniem tymi emisjami. W przypadku niemal 90 proc. uzyskanych środków nie można było jednoznacznie ustalić, na jakie cele trafiły. NIK oceniła, że gospodarowanie tymi pieniędzmi było zgodne z przepisami. Nie zapewniało jednak w sposób wystarczający ochrony interesów budżetu państwa oraz możliwości powiązania poniesionych wydatków z redukcją emisji CO2.

Prezes Instytutu Reform Aleksander Śniegocki dodaje, że wycofanie się z systemu ETS oznaczałoby w praktyce prezent dla państw, z których dziś sprowadzamy ropę, gaz i węgiel. Bo ETS obciąża właśnie korzystanie z paliw, które musimy importować.

– Zamiast iść śladem krajów z południa czy wschodu Europy, warto spojrzeć na doświadczenia krajów z północy. Po kryzysach naftowych z lat 70. XX wieku kraje skandynawskie postawiły na efektywność energetyczną i rozwój zeroemisyjnych źródeł energii, a nie utrzymywanie fikcji tanich paliw kopalnych – przypomina Aleksander Śniegocki.

Sojusz państw

Nie tylko Polsce zależy na zmianach w systemie ETS. Do szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen list w tej sprawie wystosowali przywódcy 10 państw unijnych. Wezwali w nim do gruntownego przeglądu mechanizmu. Jednym z postulatów jest przedłużenie obowiązywania puli darmowych uprawnień do emisji, które wygasają w 2034 r. Wśród sygnatariuszy listu znaleźli się: Włochy, Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Grecja, Węgry, Słowacja, Rumunia i Polska. W imieniu Polski dokument podpisał premier Donald Tusk.

Warto wiedzieć

Ile dziś kosztuje tona CO2?

Uprawnienie do emisji jednej tony dwutlenku węgla kosztowało na ostatniej aukcji w Londynie około 65 euro. Jak podaje KOBiZE, notowania tego instrumentu rosły nieprzerwanie od czerwca 2025 r. aż do połowy stycznia 2026 r., osiągając 90 euro/tonę. Był to poziom najwyższy od dwóch i pół roku.

Natomiast cena megawatogodziny energii elektrycznej na polskiej giełdzie w kontraktach rocznych kosztuje dziś około 420 zł (około 98 euro).

Polskie spółki energetyczne wskazują, że notowania uprawnień do emisji CO2 powinny wprost przekładać się na notowania energii elektrycznej na warszawskiej giełdzie. W praktyce jednak nie zawsze się tak dzieje. – Polska cena energii jest ceną dziwną. Jest niedoszacowana i nie jest mocno skorelowana z ceną CO2. Od dwóch lat obserwujemy, że ta luka niedoszacowania się pogłębia. Przy kosztach emisji tony dwutlenku węgla na poziomie 90 euro, cena energii musiałaby przekraczać 500 zł/MWh. A mamy cenę znacznie niższą – tłumaczył na ostatnim spotkaniu z dziennikarzami Bartosz Krysta, członkiem zarządu Enei ds. handlowych.

Główne wnioski

  1. W dniach 19-20 marca odbędzie się szczyt Rady Europejskiej. Jednym z tematów dyskusji będą ceny energii i bezpieczeństwo energetyczne Unii Europejskiej. Polska chce wykorzystać ten czas na wniesienie propozycji dotyczących rewizji unijnego systemu handlu emisjami (EU ETS). System ten wpływa na ceny prądu w naszym kraju i stanowi istotne obciążenie dla polskiego przemysłu.
  2. Polski rząd proponuje głębokie zmiany w systemie ETS. Mają one dotyczyć m.in. zwiększenia puli bezpłatnych uprawnień dla przemysłu i zmniejszenia obciążeń dla branży zbrojeniowej. Rząd chce też odłożyć obowiązek wdrożenia kolejnej odsłony tego systemu do 2030 r. Tzw. ETS 2 ma objąć branżę transportową i ogrzewanie budynków. Kolejnym postulatem jest dalsze wspieranie ciepłownictwa i zwiększenie pieniędzy na modernizację przemysłu.
  3. PiS proponuje natomiast wyjście z systemu ETS. Eksperci podkreślają jednak, że system handlu emisjami jest częścią prawa Unii Europejskiej i Polska nie może z niego jednostronnie zrezygnować. Likwidację ETS proponuje też prezydent Karol Nawrocki. Alternatywnie postuluje o wprowadzenie opłaty zastępczej, która byłaby znacznie niższa niż unijne ceny uprawnień do emisji CO2.