Biały Dom szykuje operację lądową w Iranie. To nie ma być inwazja na pełną skalę
Pentagon szykuje plany operacji lądowej w Iranie. Scenariusze przewidują m.in. desant w pobliżu cieśniny Ormuz czy zajęcie wyspy Chark, gdzie są główne naftowe terminale Iranu. Choć plany nie zostały jeszcze zatwierdzone, to pewne jest jedno – to nie będzie inwazja na pełną skalę.
Jak pisze "Washington Post", ataki na lądzie miałyby składać się z połączenia nalotów z udziałem sił specjalnych i marines. Informatorzy gazety nie są jednak pewni, jak długo trwałaby operacja. Jeden mówi o kilku tygodniach walk, inny o "paru miesiącach".
Karoline Leavitt, rzeczniczka Białego Domu tłumaczy, że decyzja jeszcze nie została podjęta.
Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt powiedziała w oświadczeniu, że decyzja w sprawie użycia wojsk lądowych nie została dotąd podjęta. – Zadaniem Pentagonu jest przygotowanie się do tego, by dać naczelnemu dowódcy maksymalną swobodę decyzyjną. To nie oznacza, że prezydent podjął decyzję – wyjaśniła.
Donald Trump zmienia zdanie z dnia na dzień. Niedawno mówił, że nie wyśle wojsk lądowych. Z drugiej strony sama Leavitt stwierdziła, że prezydent "jest gotów rozpętać piekło", jeśli Iran nie zgodzi się na pokój. Jednak w piątek szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio zapewniał, że wszystkie cele zostaną osiągnięte bez użycia wojsk lądowych.
Amerykanie wysłali już na Bliski Wschód tysiące żołnierzy na pokładzie jednostek desantowych. Kolejne oddziały są w drodze, a Biały Dom rozważa wysłanie jeszcze 10 tysięcy żołnierzy.
Ataki Izraela i USA na Iran trwają od 28 lutego. Choć zniszczona została obrona przeciwlotnicza, marynarka wojenna i siły powietrzne Iranu, zginęli też najwyżsi przywódcy polityczni i wojskowi, to Teheran nie kapituluje.
Iran ostrzeliwuje zarówno Izrael, jak i swoich sąsiadów rakietami i dronami, zamknął też główny szlak transportu ropy naftowej z Zatoki Perskiej – cieśninę Ormuz. To wywołało zarówno ostrą podwyżkę cen ropy, jak i kryzys paliwowy na świecie.