Polska ma deficyt większy, niż zakładał budżet i jak dotąd najwyższy w UE. Rząd nie zaciska pasa – słusznie?
Deficyt niemal rekordowy
W ubiegłym tygodniu GUS zakomunikował, że deficyt sektora instytucji samorządowych w Polsce w 2025 r. wyniósł 7,2 proc. PKB. To (po raz kolejny) więcej, niż prognozowało Ministerstwo Finansów w ustawie budżetowej (6,9 proc.). To także o 1,7 pkt proc. więcej niż w planie budżetowo-strukturalnym z jesieni 2024 r. Odejście od planowanej ścieżki umożliwia klauzula obronna w ramach UE. Wysokość deficytu była nieznacznie wyższa lub równa tej z 2025 r. jedynie w latach 2009-2010.
Polska na tle innych krajów UE
Pełne wyniki Eurostat poda 22 kwietnia. Jednakże 14 urzędów statystycznych, podobnie jak polski, przedstawiła już wstępne dane.
Spośród krajów, które opublikowały wyniki, Polska ma najwyższy deficyt. Wyprzedzi nas pod tym względem zapewne Rumunia, dla której znane są obecnie tylko wyniki budżetu oparte na metodzie kasowej różniącej się od unijnej. Wskazują one na ograniczenie deficytu, ale wciąż jego wysoki poziom (7,6 proc. PKB).
Warto zauważyć trzy rzeczy. Po pierwsze w 2025 r. Niemcy prowadziły neutralną politykę fiskalną – deficyt nie zwiększył się w porównaniu z 2024 r. Luzowanie fiskalne będzie wyraźniejsze w latach 2026-2027. Po drugie Francji udało się ograniczyć deficyt z poziomu 5,8 proc. PKB do 5,1 proc. PKB mimo trudnej sytuacji politycznej w tym kraju. Wielu analityków w to wątpiło. Oznacza to, że Francja najprawdopodobniej zniknie z celowników rynków finansowych szukających najsłabszego ogniwa w UE. Po trzecie spośród krajów o deficycie ponad 3 proc. PKB w 2024 r. wszystkie – poza Polską – zredukowały deficyt. Uczyniły to nawet Węgry mimo nadchodzących w najbliższy weekend wyborów.
Małe bufory fiskalne
Oczywiście ta odmienna trajektoria naraża na ryzyko, szczególnie w obliczu niespodziewanych szoków. Z jednym z nich mamy do czynienia obecnie w związku z agresją USA i Izraela na Iran. Wpływ wzrostu ceny ropy i gazu skłonił wiele rządów (w tym polski) do działań zmniejszających koszt paliw dla konsumentów. Wiąże się to jednak z wydatkami budżetowymi, na które część krajów ma większą przestrzeń, a część (jak Polska) znacznie mniejszą.
Według Reutersa włoski minister ds. UE zasygnalizował, że jeśli zaburzenia gospodarcze wynikające z konfliktu będą się przedłużać, to KE może po raz kolejny zamrozić reguły fiskalne. Uważam, że trudno będzie uzasadnić kolejną klauzulę wyjścia z reguł przy założeniu zachowania stabilności finansów publicznych. Europejska Rada Fiskalna w niedawnym raporcie wskazywała, że już ta związana z obronnością implikuje zbyt wysoką konsolidację fiskalną dla wielu krajów (w tym implicite dla Polski).
Deficyty a wzrost w krótkim okresie
Jest też druga strona medalu wysokich deficytów. Zmiana wysokości deficytu w latach 2023-2025 zestawiona ze skumulowanym wzrostem realnego PKB w tym okresie pokazuje pewną prawidłowość. Im bardziej ekspansywna była polityka fiskalna, tym wyższy był wzrost PKB. Zaznaczam, że ten obraz nie uwzględnia wielu czynników mających wpływ na wzrost, jak np. początkowego PKB na osobę, importochłonności wydatków publicznych (szczególnie obronnych) czy też zmiany podaży pracy związanej z imigracją.
Nie ulega jednak wątpliwości, że polityka fiskalna w Polsce w latach 2024-2025 wspierała wzrost PKB przy jednocześnie obserwowanej zwiększonej stopie oszczędności gospodarstw domowych. Widoczne to było chociażby we wzroście udziału spożycia publicznego w Polsce z 18,9 proc. PKB w 2023 r. do 21,3 proc. PKB w 2025 r.