Kobieta, która rządzi rektorami. „Uczelni w Polsce jest zbyt wiele” (WYWIAD)
– Nie wierzę w zbiorowy „spadek inteligencji” pokolenia Z. To raczej efekt zmian cywilizacyjnych – młodzi częściej traktują studia instrumentalnie. Uczelni jest zbyt wiele, więc studenci wybierają jak w supermarkecie i często rezygnują – mówi rektorka UAM i przewodnicząca KRASP prof. Bogumiła Kaniewska.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak działa „edukacyjny supermarket” i dlaczego to zjawisko jest niekorzystne zarówno dla uczelni, jak i studentów.
- Czy wpisanie do statutu uczelni obowiązku używania feminatywów może zmienić podejście do kobiet w nauce.
- Dlaczego uniwersytetów humanistycznych nie powinno się rozliczać przez pryzmat patentów i licencji.
Katarzyna Mokrzycka, XYZ: Pani profesor, jako przewodnicząca Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, „rządzi” pani rektorami – głównie mężczyznami. Na 25 osób w KRASP są tylko trzy kobiety. Czy płeć nadal ma znaczenie w polskiej nauce, zwłaszcza na najwyższych stanowiskach?
Prof. Bogumiła Kaniewska, rektorka UAM, przewodnicząca KRASP: Wolę mówić o współpracy niż o „rządzeniu”. Ale nie ma co się oszukiwać – płeć nadal ma znaczenie. Kariera naukowa i menedżerska jest wymagająca, a kobiety wciąż w dużej mierze realizują tradycyjne role – są matkami, opiekują się bliskimi. Obok tego istnieje cały zestaw barier: mentalnych, finansowych, a czasem także prawnych.
Wygląda to tak, że na studiach na uczelniach przeważają kobiety, a po studiach już nie. Statystyka jest bezlitosna – na studiach kobiety stanowią ponad 60 proc., później ich odsetek spada poniżej połowy, a wśród rektorów, a nawet dziekanów – kobiety to mniejszość, czasem na poziomie poniżej jednej trzeciej. Dominują mężczyźni.
Wśród rektorów, a nawet dziekanów – kobiety to mniejszość, czasem na poziomie poniżej jednej trzeciej. Dominują mężczyźni.
To znaczy, że system nam nie sprzyja, nie pomaga w karierze, w spełnianiu ambicji. Wyjściem nie są jednak parytety, lecz świadomość różnicy ról i rozwiązania, które realnie wyrównają szanse, wspierają i zachęcają.
Warto wiedzieć
Prof. Bogumiła Kaniewska
Jest rektorką Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu (od 2020 r.), a także przewodniczącą Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich (KRASP, od 2024 r.).
Literaturoznawczyni, polonistka, tłumaczka, profesor nauk humanistycznych (od 2015 r.). Jest autorką lub współautorką blisko 100 prac naukowych (artykułów i książek). W pracy naukowej zajmuje się głównie literaturą XX wieku, uprawia także krytykę literacką.
Potrzebny jest system promowania liderek
A czy jako przewodnicząca Konferencji Rektorów zwróciła pani uwagę prof. Lisowi, rektorowi AGH w Krakowie, gdzie wciąż nie ma w zarządzie ani jednej kobiety? Czy dziś to nie jest co najmniej nieeleganckie?
Nie zawsze to zależy od władz uczelni. Na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu jestem pierwszą kobietą rektorką, ale jestem także pierwszą kobietą, która w ogóle wystartowała w wyborach na rektora. To też pokazuje, jak długo ten model się utrwalał i jak trudno go zmienić. Często same kobiety nie decydują się na to, by iść dalej.
W uczelniach silnie „męskich”, technicznych, takich jak np. AGH, najbardziej potrzebny jest system zachęt i promowania kobiet-liderek, żeby były wzorem dla kolejnych. A prof. Lis wspiera mnie osobiście jako wiceprzewodniczący KRASP.
Na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu jestem pierwszą kobietą rektorką, ale jestem także pierwszą kobietą, która w ogóle wystartowała w wyborach na rektora. Często same kobiety nie decydują się iść dalej.
Jak działa kobiecy faktor
Czy fakt, że jest pani pierwszą rektorką w historii, ma znaczenie? Czuje pani, że uczelnia pod pani kierownictwem się zmienia?
Tak. Choć płeć nie przesądza o jakości zarządzania, zmiana jest widoczna. Jestem bardziej wrażliwa na niektóre kwestie i staram się aktywnie wspierać kobiety w nauce. Od lat realizujemy program „Gdy nauka jest kobietą”, który wspiera ich rozwój naukowy.
Staram się też pilnować, aby równowaga płci dotyczyła i kobiet, i mężczyzn, bo czasem zdarzają się też sytuacje odwrotne. Na przykład w różnych komisjach i zespołach powoływanych na uniwersytecie, bywało, że do komisji wchodziły same panie, bo pewne dyscypliny nauki są sfeminizowane.
Zmiana przejawia się także w dbałości o język. Na UAM statutowo usankcjonowane zostały feminatywy. To obszar chyba najbardziej rozgrzewający emocje w dyskusjach o równości i inkluzywności. Nawet kobiety nie mają w tej sprawie jednego stanowiska. Ja uważam, że język buduje świadomość, a świadomość zmienia instytucję na lepsze.
Feminatywy zapisane w statucie
Podpisuje się pani jako rektorka i mówi o sobie jako profesorka?
Obie formy są uznane, choć promujemy feminatywy. W oficjalnych dokumentach raczej „rektor UAM”, ale w kontakcie ze współpracownikami i studentami jestem „rektorką”. Mamy nawet poradnik równościowy podpowiadający, jak radzić sobie z żeńskimi formami stanowisk i funkcji, unikając stosowania form męskich w odniesieniu do kobiet. To drobne rzeczy, ale ważne w długim okresie upowszechniania nowego obyczaju językowego.
Mamy nawet poradnik równościowy podpowiadający, jak radzić sobie z żeńskimi formami stanowisk i funkcji, unikając stosowania form męskich w odniesieniu do kobiet.
Nie będzie łączenia uczelni w Poznaniu bez zmiany prawa
W całym kraju coraz częściej mówi się o łączeniu uczelni. To wynika z trendów demograficznych, zgodnie z którymi znacząco spadnie liczba maturzystów, czyli kandydatów na studia. W Poznaniu rozpoczęliście kilka lat temu proces konsolidacji, a następnie z niego zrezygnowaliście. Wyklucza pani łączenie z innymi uczelniami w mieście?
Uczelni w Polsce jest zbyt wiele. Dobrze, żeby się łączyły, ale do ich łączenia w federacje potrzebna jest zmiana prawa.
Decyzja, żeby zawiesić proces federalizacji, była wspólną decyzją rektorów ośmiu poznańskich uczelni publicznych. Przy obowiązujących przepisach federalizacja jest korzystna tylko dla mniejszych uczelni. Połączenie daje im więcej uprawnień, np. do doktoryzowania. Duże instytucje – takie jak nasza – zysków z połączenia mieć nie będą. Dlatego, zamiast formalnego połączenia, rozwijamy kooperację między uczelniami. Mamy wiele wspólnych projektów badawczych. Wspólne juwenalia oraz programy: „Pomost” wymiany studentów – student może wybrać różne uczelnie, gdzie realizuje zajęcia z jakiegoś przedmiotu – i analogiczny „Podest” dla doktorantów. Współpraca uczelni działa dziś lepiej niż papierowa federacja.
Wciąż jesteśmy zainteresowani łączeniem sił, ale muszą pojawić się mechanizmy prawne i finansowe, które uczynią to rozwiązanie rozsądnym dla wszystkich uczelni w danej federacji.
Wielokrotnie jako KRASP przekazywaliśmy nasze postulaty kolejnym ministrom. Jednak z tego, co mi wiadomo, w trwających pracach nad zmianami w prawie o szkolnictwie wyższym i nauce resort nie zajmuje się tematem zmian w przepisach dotyczących federacji.
Edukacyjny supermarket
Poza nielicznymi wyjątkami niemal wszystkie uczelnie mierzą się z problemem masowego porzucania studiów. Czy na UAM udało się zidentyfikować główne przyczyny tego zjawiska?
Ten problem występuje w całej Europie. W różnych jej regionach ma jednak trochę inne przyczyny. W Polsce studia stały się dziś łatwo i powszechnie dostępne. Kiedy były elitarne, trudno było się dostać, decyzja o porzuceniu studiów zapadała rzadko i miała silne podstawy.
Dziś mamy sytuację jak z supermarketu: dostęp do bardzo wielu ofert edukacyjnych – różnych uczelni, w różnej formule studiowania, bardzo wielu różnych kierunków. A to pozwala na szybkie i łatwe zmiany decyzji, na porzucanie wybranego kierunku, na nowe wybory, czyli na takie krążenie między tymi „edukacyjnymi półkami”. Dlatego odchodzi nawet 30 proc. studentów.
Zdarza się też, że młodzi ludzie traktują studia instrumentalnie – żeby spróbować, żeby mieć legitymację studencką.
A sama nauka się zmienia tak, aby ich nie tracić? Czy studenci nie rzucają studiów, bo są taką formułą studiowania znudzeni? Sądzi pani, że w najbliższych dekadach edukacja wyższa będzie jeszcze istotna dla kolejnego pokolenia? Zwłaszcza, że coraz bardziej życie i profesjonalistów w pracy wspomagają narzędzia AI. Po co się uczyć pięć lat, skoro można sięgnąć po algorytm?
To nie jest kwestia znudzenia, lecz cywilizacyjnej rewolucji. Nie mam wątpliwości, że AI zmienia także edukację i naukę na całym świecie. Trzeba będzie przemodelować system edukacji i sposób kształcenia studentów. U nas to już się dzieje. Powstały Centrum Sztucznej Inteligencji oraz Ośrodek Rozwoju Innowacji Dydaktycznych, które szkolą nauczycieli akademickich w nowoczesnych metodach uczenia.
„Nie wierzę w pokoleniowy wyciek inteligencji"
Modyfikujemy programy i dodajemy kursy związane z nowoczesnymi technologiami, ale utrzymujemy również tradycyjne przedmioty, bo to one kształtują społeczną świadomość i odpowiedzialność. Programy studiów zmieniają się jednak stopniowo, procedura jest złożona i czasochłonna. Najłatwiej modernizować treści poszczególnych przedmiotów, bo to można robić szybciej. Zmieniamy się powoli, ale konsekwentnie.
Trzeba położyć nacisk na uczenie studentów umiejętności krytycznego myślenia i odróżniania prawdy od fałszu, bo algorytmy żywią się danymi niesprawdzanymi przez człowieka. Sztuczna inteligencja jest tylko narzędziem. Potrzebna jest naturalna inteligencja, żeby AI kontrolować.
Czy w tym kontekście nie niepokoją panią wyniki badań sugerujące, że pokolenie Z nie jest bardziej inteligentne od poprzednich generacji, a wręcz przeciwnie – wypada słabiej niż millenialsi?
Nie, nie wierzę w tezę o zbiorowym, pokoleniowym „wycieku inteligencji”. Wśród zetek spotykam wiele osób wybitnych, ciekawych i bardzo dobrze przygotowanych.
Uważam natomiast, że konieczne jest uporządkowanie sytuacji na rynku szkolnictwa wyższego w Polsce. Funkcjonują u nas uczelnie oferujące – nazwijmy to wprost – przyspieszone i uproszczone ścieżki kształcenia. Dlatego potrzebne są jasne standardy jakościowe dotyczące sposobu prowadzenia zajęć, niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z uczelnią publiczną czy prywatną.
Chodzi choćby o proporcje między zajęciami online a stacjonarnymi – tak, aby jakość kształcenia była porównywalna i rzeczywiście odpowiadała poziomowi studiów wyższych.
Gospodarka powinna wspierać naukę
Ministerstwo Nauki coraz częściej podkreśla potrzebę zwiększenia transferu wiedzy do gospodarki. Czy uniwersytet powinien przede wszystkim uczyć czy prowadzić badania – i czy badania mają służyć nauce czy biznesowi?
Nie da się tego rozdzielić. Bez nauki nie ma rozwoju gospodarki, a bez edukacji – samej nauki. Gospodarka nauki i edukacji potrzebuje, ale powinna ją też wspierać. Polska jest dużą gospodarką. Zajmujemy 20. miejsce w świecie, ale w zakresie poziomu innowacyjności znajdujemy się w ogonie. Oznacza to, że system nie jest spójny, a możliwości uczelni i uczonych nie są dobrze wykorzystywane.
Trzeba pamiętać, że innowacje w biznesie rodzą się z badań podstawowych. Nie będzie badań aplikacyjnych ani patentów bez takich badań. Także w zakresie humanistyki i nauk społecznych.
Humanistów też należy rozliczać z patentów i licencji, jak sugeruje resort nauki?
Absolutnie nie. Uniwersytety humanistyczne zajmują się badaniami podstawowymi, które równie dobrze służą rozwojowi kraju. Od lat jesteśmy oceniani z tzw. wpływu na otoczenie społeczno-gospodarcze i to wystarczające narzędzie. W Komisji Europejskiej mówi się o tzw. waloryzacji wiedzy, obejmującej nie tylko twarde wyniki technologiczne, ale także niemierzalny wpływ nauki na funkcjonowanie społeczeństwa. Rozliczanie uniwersytetów z patentów zrównałoby je z politechnikami – którymi nie są.
KRASP postuluje ekspertów zamiast punktozy
Na koniec – powstaje nowa lista punktowanych czasopism, wokół której trwa dyskusja, czy publikacje za granicą są dla naukowców ważniejsze, czy warto zwiększać znaczenie publikacji w kraju, kogo jak punktować i tak dalej. Czy w pani opinii, w perspektywie najbliższych pięciu lat proponowane przez resort nauki zmiany na liście czasopism i zmiany w zasadach ewaluacji mają szansę wzmocnić pozycję polskiej nauki?
Niewiele się zmieni, jeżeli będziemy się trzymali wyłącznie wyznaczników punktowych. Model punktowy tworzy złe nawyki i fałszuje obraz jakości. Nie sądzę, żeby utrzymywanie go było najlepszym pomysłem. Postulowaliśmy jako KRASP system ekspercki – prostszy, bardziej przejrzysty.
Ministerstwo zapowiedziało wzrost znaczenia roli ekspertów.
Nie widziałam gotowego rozporządzenia, więc pozostaję ostrożna w swojej ocenie. Ale podkreślam, że w nauce nie może chodzić o liczbę punktów, tylko o jakość badań.
Główne wnioski
- Płeć w nauce nadal ma znaczenie. Kobiety dominują liczebnie na studiach (ponad 60 proc.), ale ich udział wyraźnie maleje na kolejnych etapach kariery akademickiej – zwłaszcza na stanowiskach kierowniczych. Prof. Kaniewska sprzeciwia się parytetom, opowiadając się za systemowym wsparciem kobiet – m.in. poprzez programy rozwojowe i zachęty. Na UAM promuje także feminatywy, których stosowanie zostało wpisane do statutu uczelni.
- Konsumpcjonizm edukacyjny. W Polsce działa zbyt wiele uczelni, a studenci coraz częściej traktują wybór kierunku jak decyzję zakupową – łatwo zmieniają zdanie i rezygnują ze studiów. Procesy konsolidacyjne (np. federacje) są obecnie mało atrakcyjne dla dużych ośrodków, dlatego większy potencjał ma rozwój praktycznej współpracy między uczelniami.
- Przyszłość szkolnictwa wyższego. Rozwój sztucznej inteligencji wymusza zmiany w modelu kształcenia – większy nacisk powinien zostać położony na krytyczne myślenie i świadome korzystanie z technologii. Prof. Kaniewska odrzuca tezę o „pokoleniowym spadku inteligencji” w pokoleniu Z. Jej zdaniem problemem nie są zdolności studentów, lecz brak spójnych standardów jakości kształcenia. Dlatego KRASP postuluje wprowadzenie ogólnopolskich wymogów dla wszystkich uczelni – publicznych i prywatnych – m.in. w zakresie proporcji zajęć online i stacjonarnych.




