Prezydent chce referendum w sprawie polityki klimatycznej. Eksperci mają inne propozycje
Prezydent Karol Nawrocki chce ogólnopolskiego referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej. Jego obóz odcina się jednak od haseł dotyczących polexitu i krytyki OZE. – Gdyby ekipa prezydenta chciała coś zmienić, jeździłaby do Brukseli – komentuje Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat.
Z tego artykułu dowiesz się…
- Jak Pałac Prezydencki uzasadnia wniosek o referendum w sprawie unijnej polityki klimatycznej.
- Jakie rekomendacje prezydent ma dla polskiego rządu.
- Jak pomysł przeprowadzenia referendum oceniają eksperci.
Prezydent Karol Nawrocki złożył do senatu wniosek o przeprowadzenie referendum w sprawie wdrażania polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Referendum miałoby się odbyć 27 września 2026 r. i zawierać jedno pytanie: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.
O tym, czy referendum dojdzie do skutku, zadecyduje senat. A tam większość stanowią senatorowie związani z obecną koalicją rządową. Szanse na wdrożenie propozycji prezydenta są więc niewielkie. Obóz prezydenta zdaje sobie z tego sprawę.
– Wyjście z propozycją referendum znajduje się w kompetencjach prezydenta. Było to też jedno ze zobowiązań wyborczych, do których prezydent podchodzi poważnie. Dziś już widzimy, że dotychczasowa polityka klimatyczna, która miała dać przewagę Europie, przyniosła odwrotne skutki. A są nimi wzrost kosztów energii i utrata konkurencyjności przemysłu. Chcemy, aby to referendum było polem dyskusji o skutkach unijnej polityki klimatycznej – wyjaśnia Karol Rabenda, minister w Kancelarii Prezydenta RP.
Prezydent uzasadnia
Prezydent w uzasadnieniu do wniosku o referendum podkreśla, że ochrona środowiska jest jednym z obowiązków państw, ale nie może być prowadzona w oderwaniu od realiów ekonomicznych. Zwraca uwagę, że kosztowna, jednostronna i pośpieszna polityka klimatyczna prowadzi do osłabienia konkurencyjności gospodarki, wzrostu cen energii oraz przenoszenia produkcji poza Europę. Wskazuje też, że UE odpowiada jedynie za około 6-7 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych. W tej sytuacji – jak pisze prezydent – jednostronne zaostrzanie regulacji i podnoszenie koszów produkcji w Europie nie prowadzi do spadku emisji na poziomie globalnym.
Polityka klimatyczna UE nie jest zdefiniowana w jednym akcie prawnym. Pałac Prezydencki wskazuje natomiast 13 regulacji, do których w szczególności odnosi się referendum. Wśród nich są przepisy regulujące m.in.: normy emisji CO2 dla samochodów, cele redukcji emisji przez państwa członkowskie, system handlu emisjami, mechanizm CBAM (system opłat nakładany na importowane towary, uwzględniający ich emisyjność), efektywność energetyczną budynków czy redukcję emisji metanu w sektorze energetycznym.
Według doradców prezydenta unijna polityka klimatyczna nie przynosi żadnych korzyści. A przede wszystkim – UE nie powinna w ogóle zajmować się tą kwestią, a zamiast tego skupić się na prowadzeniu polityki gospodarczej.
Trzy rekomendacje dla rządu
Obóz prezydenta Karola Nawrockiego mówi jednocześnie wprost: to nie jest referendum o wyjściu Polski z Unii Europejskiej. Odcina się też od hasła „OZE-sroze” forsowanego przez kandydata PiS na premiera Przemysława Czarnka. O co w takim razie chodzi prezydentowi?
– Jeśli obywatele w referendum zdecydują, że nie chcą, aby Polska realizowała unijną politykę klimatyczną, to mamy dla rządu trzy rekomendacje. Pierwszą z nich są aktywne negocjacje w UE. Wiemy, że nie możemy wypowiedzieć pakietu klimatycznego, bo wygeneruje to niepotrzebne napięcia. Rząd może natomiast działać na rzecz zablokowania regulacji, które będą przyjmowane w Brukseli – tłumaczy Wanda Buk, doradczyni prezydenta.
Druga opcja to negocjowanie dla Polski wyjątków w przyjmowanych regulacjach, np. dotyczących wydłużenia terminów wprowadzania niektórych celów.
– Jest to alternatywa mniej korzystna dla Polski niż pierwsza opcja. Nie funkcjonujemy w próżni, UE jest wspólnym rynkiem. To, że my będziemy upadać trochę wolniej, nie oznacza, że finalnie nie upadniemy z całą UE – podkreśla Wanda Buk.
Trzecia opcja to wprowadzenie systemu rekompensat dla społeczeństwa, przemysłu i rolnictwa za regulacje podnoszące ich koszty. Pałac Prezydencki podkreśla jednak, że Polska w walce na subsydia jest na przegranej pozycji w UE. Nie może bowiem pozwolić sobie na takie dotowanie przemysłu jak np. Niemcy.
Eksperci pytają: po co to wszystko?
Eksperci zajmujący się transformacją energetyczną, nie do końca rozumieją sens takiego referendum.
– Nie wiadomo, co takie referendum miałoby załatwić od strony merytorycznej. Kancelaria Prezydenta mówi, że negatywna odpowiedź obywateli na unijną politykę klimatyczną ma zobowiązać rząd do negocjowania lepszych rozwiązań dla Polski. Natomiast to i tak się dzieje, nie potrzeba do tego referendum. Unijna polityka polega na sztuce kompromisów. Doświadczenie negocjacji unijnego pakietu Fit for 55, regulującego cele redukcji emisji CO2, pokazało, że pole do negocjacji przez ówczesny rząd Mateusza Morawieckiego było bardzo ograniczone. Teraz mamy inną dynamikę w Brukseli i na stole są rozwiązania dotyczące np. reformy systemu handlu emisjami. Wdrożenie tzw. ETS2, czyli rozszerzenie systemu handlu emisjami na kolejne sektory, zostało odroczone o rok. Tutaj presję wywierał również polski rząd i to bez hasła, że odrzucamy całą politykę klimatyczną – komentuje Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform.
Podkreśla też, że o tym, jak jest wdrażana unijna polityka klimatyczna, decydują poszczególne państwa. I to od krajowych przepisów ostatecznie zależy to, jak polityka ta oddziałuje na Polaków.
– Jeśli nie tworzymy mądrych regulacji, opóźniamy wdrażanie nowych technologii, nie wykorzystujemy w odpowiedni sposób dochodów z handlu emisjami, to cała transformacja energetyczna okazuje się droższa. Więcej dobrego mielibyśmy wówczas, gdyby prezydent bardziej angażował się w propozycje, jak wdrażać unijne regulacje na poziomie krajowym – twierdzi Aleksander Śniegocki.
Ekspert: to przepis na porażkę
Michał Hetmański, prezes i współzałożyciel Fundacji Instrat, zwraca natomiast uwagę, że unijna polityka klimatyczna napędza transformację energetyczną.
– Bez transformacji też mielibyśmy kryzys w europejskim przemyśle. Prawdziwy kryzys ma twarz wojny celnej i globalnego chaosu handlowego – nie transformacji energetycznej. Na tę pierwszą nie mamy wpływu. Na drugą – mamy. Minister finansów Andrzej Domański mógłby, wzorem Niemiec, oddać wpływy z systemu handlu emisjami z powrotem do przemysłu. Gotowy projekt ustawy leży w szufladzie Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Może prezydent Karol Nawrocki, zamiast referendum, złożyłby ten projekt w sejmie? – proponuje Michał Hetmański.
Apeluje też o większą aktywność obozu prezydenta na forum unijnym.
– Gdyby ekipa prezydenta chciała coś zmienić, jeździłaby do Brukseli. Zadajmy pytanie o to, ile razy urzędnicy prezydenta i on sam byli w Brukseli, ile razy złożyli swoje uwagi w konsultacjach publicznych, tak jak to robią inne państwa. Zwykły obywatel może to zrobić, tym bardziej pan prezydent. To klasyczne odwracanie uwagi od realnych problemów. Jak chcemy zmieniać europejską politykę, to musimy aktywnie ją współtworzyć – jak przystało na szósty kraj w UE i 20. gospodarkę na świecie pod względem wielkości – argumentuje szef Instratu.
Podkreśla też, że ponad 1,5 miliona polskich prosumentów już wybrało transformację i OZE zamiast węgla. To gospodarstwa domowe, które zdecydowały się na montaż paneli fotowoltaicznych.
– Fotowoltaika na co piątym polskim domu zmniejszyła rachunki za prąd o ponad połowę. Polska bez europejskiej polityki klimatycznej to Polska bez unijnych środków na transformację, która kupuje coraz droższe paliwa kopalne z innych państw, bo sama ich nie produkuje. To jest właśnie przepis na porażkę – kwituje Michał Hetmański.
Odłóżmy emocje na bok
Z kolei Michał Brennek z Instytutu Geofizyki PAN podkreśla, że od kilkudziesięciu lat politycy słyszeli o tym, że klimat się zmienia i trzeba coś z tym zrobić. Mimo to nie zbudowali koalicji wokół tego problemu.
– Teraz, gdy okazuje się, że prawa fizyki nie zmieniły się nagle i wciąż mamy problem z praktycznie ciągłą suszą, powodziami i brakiem wody, pojawił się nowy winny: polityka klimatyczna. Efekt mamy taki, że robota nie jest zrobiona, obywatel ma drożej i nikt nie może mu pomóc. Widzimy jedynie polityków dowolnej frakcji mówiących, że to nie oni, to tamci. Tymczasem z UE płyną miliardy na transformację energetyczną. My, obywatele, oglądamy je sobie jak zza szyby i czujemy, że powinniśmy coś z nich mieć, a tu nic. Chciałbym, byśmy odłożyli emocje na bok i porozmawiali o tym, jak wycisnąć z unijnej kasy jak najwięcej. Tak, aby jak najwięcej osób miało dobrze i wygodnie, przy okazji dbając o klimat – komentuje Michał Brennek.
Główne wnioski
- Prezydent Karol Nawrocki złożył wniosek do senatu o referendum w sprawie realizacji przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Pytanie w referendum ma brzmieć: „Czy jest Pan/Pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”. Referendum miałoby zostać przeprowadzone 27 września. Na to jednak musi najpierw zgodzić się senat, a na to szanse są niewielkie.
- Pałac Prezydencki tłumaczy, że UE odpowiada jedynie za 6-7 proc. światowych emisji gazów cieplarnianych. Argumentuje też, że kosztowna, jednostronna i pospieszna polityka klimatyczna prowadzi do osłabienia konkurencyjności gospodarki, wzrostu cen energii oraz przenoszenia produkcji poza Europę. Jeśli Polacy w referendum sprzeciwią się unijnej polityce klimatycznej, to rząd powinien aktywnie działać w Brukseli na rzecz zablokowania niekorzystnych dla kraju regulacji.
- Eksperci podkreślają, że negocjacje w Brukseli trwają i nie potrzeba do tego referendum. Unijna polityka polega zaś na sztuce kompromisów. A ostatecznie o tym, jak jest wdrażana unijna polityka klimatyczna, decydują poszczególne państwa. – Gdyby ekipa prezydenta chciała coś zmienić, jeździłaby do Brukseli. To klasyczne odwracanie uwagi od realnych problemów. Jak chcemy zmieniać europejską politykę, to musimy aktywnie ją współtworzyć – argumentuje Michał Hetmański, prezes Instratu.

